O modlitwie świętego Efrema Syryjczyka. Część II

tłum. Michał Diemianiuk, 20 marca 2021

Tekst został podzielony na 5 części, które będą publikowane co sobotę.

Część I
 
***

Hospodi i Władyko żywota mojeho! Duch prazdnosti, unynija, lubonaczalija i prazdnosłowija nie dażd' mi.

Panie i Władco życia mego! Ducha próżniactwa, acedii, żądzy władzy i pustosłowia nie daj mi.

Duch że cełomudrija, smirennomudrija, tierpienija i lubwie, daruj mi, rabu Twojemu.

Ducha zaś czystości, pokornej mądrości, cierpliwości i miłości, daj mi, słudze twemu.

Jej Hospodi Cariu, daruj mi zrieti moja prehrieszenija, i nie osużdati brata mojeho, jako błahosłowien jesi wo wieki wiekow. Amiń.

O Panie Królu, daj mi widzieć moje grzechy, i nie osądzać brata mego, albowiem błogosławiony jesteś na wieki wieków. Amen.
 
***

Tak więc modli się święty o to, żeby Pan wybawił go od ducha próżności, acedii, a następnie - od ducha żądzy władzy. Czym jest duch żądzy władzy? Wydaje się, że chodzi o ludzi, którym dano w życiu jakieś zwierzchnie obowiązki - mają pewien społeczny i socjalny status, mogą kimś kierować, a w pewien grzeszny sposób to lubią. W rzeczy samej to zupełnie nie tak.
Żądza władzy może dotykać absolutnie każdego człowieka, w tym i takiego, który wcale nie ma podwładnych. Żądza władzy jest wtedy, kiedy człowiek lubi być najważniejszym, lubi być kimś znaczącym, lubi, żeby inni ludzie jego słuchali, podporządkowywali się mu, szanowali go - i kiedy tego wszystkiego nie ma, kiedy Pan mu tego nie daje, i kiedy ludzie nie wychodzą naprzeciw tym jego pragnieniom i dążeniom, bardzo się rozstraja, bardzo to przeżywa, nie może znaleźć sobie miejsca, nie może znaleźć pokoju, i uważa, że całe jego życie mija daremnie, skoro nie udaje się mu nikim pokierować. A jeśli do tego inni kierują nim, to już po prostu tragedia, która napełnia serce goryczą, smutkiem, troską i tą samą acedią tak, że w ogóle nie wiadomo jak żyć.
Ten duch, w rzeczy samej, jest bardzo straszny, i to nie jest zwykła namiętność, to nie jest po prostu stan, a właśnie duch. Duch zły, duch diabelski, ponieważ upadek Szatana nastąpił dlatego, że szukał tego panowania: był na określonym miejscu w hierarchii anielskiej, a zechciał być ponad to - zechciał stanąć wyżej nawet od Samego Boga. To samo odbywa się i w duszy ludzkiej. Kiedy człowiek nie dąży do panowania nad kimkolwiek, Pan Sam określa, na jakie miejsce go postawić, co mu powierzyć, jaką odpowiedzialność na niego nałożyć, i przeciwnie, jakiej nie nakładać. Jeśli zaś człowiek dobija się za wszelką cenę do tego, żeby być zwierzchnikiem, małym czy dużym, to możliwe, że to osiągnie. Ale, jak znowu mówią liczni święci ojcowie, nie ma prostszej drogi do zguby, niż dążyć do władzy, nie będąc do niej powołanym. Nawet jeśli człowiek znajdzie się w jakiejś sytuacji, w której powinien kierować innymi ludźmi, musi się pilnować, żeby nie traktować tego jak przywileju, ale jak zaszczytny obowiązek, odpowiedzialność, jak obowiązek wymagający posłuszeństwa, dany przez Boga, pamiętając, że za wszystko, co zostało mu powierzone, Pan rozliczy go.

Prosi też święty Efrem, żeby Pan nie dał mu także ducha pustosłowia. Pustosłowie po części jest związane z próżnością, a po części też i z acedią, i z żądzą władzy. Po pierwsze, człowiek zaczyna dużo i na próżno mówić, kiedy nie jest niczym zajęty. Kiedy człowiek jest bardzo zajęty, to bywa przeciwnie: zwracasz się do niego z czymś, a on odpowiada: “Nie mogę rozmawiać, proszę mi wybaczyć…” I kiedy ktoś w takim stanie próbuje go zająć rozmowami, to on na wszelkie sposoby stara się je od siebie odciąć, i nawet czasami pojawiają się przez to jakieś tarcia. Kiedy zaś człowiek ma dużo wolnego czasu i sił, to bardzo lubi tracić je na to, żeby o czymś pogadać - o czymś, o czym w rzeczy samej nie ma konieczności rozmawiać.

Pan mówi w Ewangelii o tym, że za każde puste słowo będziemy musieli dać odpowiedź w Dzień Sądu. Dlaczego? Dlatego, że słowo jest pewnym unikatowym narzędziem, danym nam w pierwszej kolejności do kontaktu z Bogiem: przecież kiedy się modlimy do Boga, to swoją modlitwę oblekamy w formę słowa. Modlitwa może zawierać się w uczuciu serca, nie wymagać słów, ale to bywa bardzo rzadko: to stan, który człowiek bardzo rzadko osiąga. Najczęściej modlimy się do Boga, wygłaszając głośno albo w sobie określone słowa. I jednocześnie słowo to środek komunikacji z ludźmi. I jest taka prawidłowość: jeśli człowiek wykorzystuje słowo niedokładnie, nieostrożnie, niedbale, to ono zaczyna tracić swoją wartość. Traci tę siłę, która należała do niego pierwotnie. I tak samo słowo nasze traci wartość nie tylko przy kontakcie z ludźmi - traci wartość i w modlitwie. Dlaczego bywa tak, że stajemy na modlitwie, wygłaszamy słowa, od których nie ma i nie może być ważniejszych, ponieważ stoimy przed obliczem Boga i prosimy o zbawienie nasze i naszych bliźnich - a nasze serce na to nie odpowiada, nie odzywa się? Ponieważ nie czujemy siły tych słów.

I nie tylko w życiu pojedynczego człowieka, ale i w ogóle - im więcej wybrzmiewa kłamstw, im więcej wygłasza się nieprzemyślanych, nieodpowiedzialnych wypowiedzi, tym bardziej słowa tracą wartość, tym bardziej tracą znaczenie, które należało do nich pierwotnie. I żyjemy w świecie, gdzie to wszystko się dzieje. Ale jeszcze straszniej, kiedy to ma miejsce z nami samymi, kiedy tak niedbale postępujemy ze swoim własnym słowem.

Dlaczego to jeszcze jest związane i z duchem acedii? Ponieważ kiedy człowiek gnuśnieje, to zazwyczaj też bardzo chce porozmawiać; zapewne każdy z nas też się z tym stykał. Kiedy znajdujemy się w stanie przygnębienia, chce się rozmawiać o czymkolwiek, żeby ten stan minął albo odszedł. Ale najczęściej to nie rozwiązuje problemu, ponieważ problem znajduje się głęboko w naszym sercu i rozmowa z innymi ludźmi nie ratuje nas.

Dlaczego pustosłowie bywa związane z żądzą władzy? Ponieważ człowiek, który dąży do panowania, także często bardzo lubi porozmawiać. On lubi uczyć, lubi objaśniać, lubi wydawać polecenia, kierować, besztać, itp. Nierzadko tego typu rzeczy także bywają próżne. W ogóle nie ma takiego grzechu, w który człowiek nie wpadałby tak wygodnie, jak w grzech pustosłowia. I na pewno, nie ma wśród nas ani jednego człowieka, który by nie zgrzeszył tym grzechem. Nawet jeśliby ktoś z nas nie władał darem mowy, to by nie znaczyło, że byłby wolny od grzechu pustosłowia. Ponieważ oprócz grzechu pustosłowia jest bardzo bliski mu i faktycznie powtarzający go grzech - pustomyślenie. Człowiek może milczeć, ale jego myśli nie wiadomo gdzie się niosą, i jak tylko pojawi się u niego możliwość wypowiedzieć komuś ich treść, to zaraz je wypowiada. A jeśli nie będzie miał takiej możliwości, to będzie je opowiadać samemu sobie, ponieważ, jak wiecie, nie ma zajęcia przyjemniejszego, niż porozmawiać z mądrym człowiekiem, a nikt mądrzejszy od nas, zapewne, się nie znajdzie...

ihumen Nektariusz (Morozow)

za: pravoslavie.ru

fotografia: AdrianKazimiruk /orthphoto.net/