publicystyka: Prawdziwa wolność jest tylko w Chrystusie
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Prawdziwa wolność jest tylko w Chrystusie

igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak), 05 lipca 2026

Dziś słyszymy fragment Ewangelii św. Mateusza opisujący uzdrowienie przez Jezusa Chrystusa dwóch opętanych mężczyzn. Co widzimy, czytając ten tekst? Widzimy naszego Zbawiciela, Który jest Bogiem, Który stał się Człowiekiem, Słowem Bożym, które stworzyło wszechświat i które rządzi całym światem swoją mądrością. A jednak nagle, jak to często widzimy w Ewangelii, zapomina o wszystkim wokół i z determinacją skupia się na tych dwóch cierpiących mężczyznach – opętanych przez nieczyste duchy i zmuszonych do życia w nieludzkim stanie pośród grobów. Cierpienie tych nieszczęśników wystarczy, by Chrystus zwrócił na nich całą swoją uwagę.

Jest to tym bardziej niezwykłe w porównaniu z zaniedbaniem, jakie okazali tym cierpiącym mężczyznom otaczający ich ludzie. Ci mężczyźni błąkają się bez celu pośród grobów i świń, gnani okrutnością demonów, a wszyscy wokół unikają ich ze strachu.

Możliwe, że brak szacunku dla własnej osoby popchnął ich w stronę tego nieszczęsnego stanu. Jak zaświadczają Ojcowie Święci, życie w grzechu i zaniedbanie duszy może z łatwością doprowadzić człowieka do duchowej pozycji, w której jest on narażony na ataki demonów. To właśnie mogło spowodować uwięzienie tych dwóch mężczyzn przez siły zła.

Jednak w tę mroczną i pozornie beznadziejną sytuację wkracza Bóg-Człowiek Chrystus, Który, jak mówi św. Grzegorz Palamas, celowo z miłosierdzia pojawił się tam, gdzie żyli opętani. Chrystus przybył tu z własnej woli, aby pomóc ludziom, którzy tak straszliwie i przez tak długi czas byli nękani przez demony.

Widząc Chrystusa, demony, rozdarte między dwiema nikczemnymi namiętnościami, krzyczą z pychą i lękiem: „Co Tobie do nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem, męczyć nas”. Nawet w swej pysze i gniewie demony skuliły się na widok Chrystusa i zwróciły się do Niego jako do Syna Bożego. Pan tolerował to świadectwo, które demony złożyły o Nim, dla pouczenia uczniów. Chwilę wcześniej zdumieli się oni bowiem cudem, którego byli świadkami na jeziorze, gdy wołali do siebie ze zdumieniem: „Kimże jest Ten człowiek, skoro nawet wiatrom i wodzie rozkazuje, a one są Mu posłuszne?”. Teraz stało się jeszcze jaśniejsze, kim On jest. I tak w tej scenie zaczyna się objawiać Opatrzność Boża. Jak bowiem wyjaśnia św. Grzegorz Palamas: „Nawet diabeł zawsze działa we współpracy z wolą Bożą, nie chcąc tego ani nie zamierzając, dlatego jeden z Ojców noszących Boga [św. Makary Wielki] powiedział, że zło pomaga dobru, a jednocześnie zamierza zło”. Niezależnie od tego, czy opętani mężczyźni byli winni swojego stanu i poddania się demonom, czy nie, Chrystus pozwala, aby to się stało, aby objawiła się chwała Boża. Nawet wrzucając demony w świnie, Chrystus pozwala, by pozostały one na Ziemi. Pan na to pozwala, mówi błogosławiony Teofilakt, aby demony mogły walczyć i zmagać się z ludźmi, czyniąc z nich doświadczonych weteranów. Bo gdyby człowiek nie miał przeciwników, nie byłoby zmagań i rywalizacji. A gdyby nie było rywalizacji, nie byłoby wieńców zwycięstwa.

W swojej miłości do tych cierpiących ludzi Chrystus wypędza legion demonów w pobliskie stado świń, które, natychmiast oszalałe, rzucają się na oślep do jeziora i giną. Tymczasem mężczyźni odzyskują świadomość i zostają uzdrowieni.

Można by pomyśleć, że miejscowi, będąc świadkami takiego cudu, powinni być zachwyceni uwolnieniem tych ludzi z ich strasznego stanu. Ale nie! Zamiast tego widzimy w ich reakcji to samo uczucie strachu i dumy, które widzieliśmy w słowach demonów skierowanych do Chrystusa. Ludzie boją się i są niezadowoleni z utraty swojego majątku – świń – i obawiając się, że mogą stracić więcej, proszą Jezusa, aby odszedł.

Bardzo łatwo jest osądzać tu Gadareńczyków za ich odrzucenie Chrystusa i ich przywiązanie do świń i dóbr materialnych. Ale kimże jesteśmy, aby ich osądzać? Jakie grzechy skrycie pielęgnujemy? Z jakich namiętności pragniemy się uzdrowić, a mimo to prosimy Chrystusa, aby odszedł, mówiąc: „Nie teraz. Jeszcze nie. Pozwól mi jeszcze trochę sobie pofolgować”.

Święty Mikołaj Velimirovic wyjaśnia:
„Nie spieszmy się z potępianiem miłości Gadareńczyków do świń, zanim nie rozważymy współczesnego społeczeństwa i nie policzymy wszystkich naszych kochających świnie współmieszkańców, którzy, tak jak tamci, bardziej troszczyliby się o swoje świnie niż o życie swoich sąsiadów. Pomyślcie tylko, jak niewielu jest dziś, nawet wśród tych, którzy żegnają się i wyznają Chrystusa językiem, którzy nie zdecydowaliby się szybko zabić dwóch ludzi, gdyby to dało im dwa tysiące świń. Albo pomyślcie, czy jest wśród was wielu, którzy poświęciliby dwa tysiące świń, by uratować życie dwóm szaleńcom. Niech ci, którzy potępiają Gadareńczyków, zanim potępią samych siebie, będą przepełnieni głębokim wstydem. Gdyby Gadareńczycy powstali dziś z grobów i zaczęli liczyć, dotarliby do ogromnej liczby podobnie myślących ludzi! Oni przynajmniej „błagali” Chrystusa, aby ich opuścił, podczas gdy dzisiejsi ludzie Go wypędzają. A dlaczego? Aby zostać sam na sam ze swoimi świniami i ich panami, demonami”.

Patrząc na naszą własną sytuację, czy obawiamy się, podobnie jak Gadareńczycy (choćby w niewielkim stopniu!), że jeśli oddamy się całkowicie Chrystusowi, ryzykujemy utratę czegoś z siebie i naszej wolności? Jak w ich przypadku, mogą to być zewnętrzne, ziemskie dobra, do których przylgnęło nasze serce. Biznes, pieniądze, majątek, pozycja, władza, ziemskie ambicje i tak dalej. Być może jesteśmy zadowoleni z naszych dóbr, naszego ziemskiego królestwa i status quo, i w naszej własnej pysze i strachu prosimy Chrystusa, aby łaskawie pozwolił nam dalej tak istnieć.

A może, częściej w przypadku mnichów, którzy „opuścili świat”, jesteśmy podobni do opętanych? Opętanie przez demony jest dość ekstremalne i dramatyczne, a opętanie tych ludzi nie było alegoryczne – było bardzo realne. Jednak Święci Ojcowie wiary uczą nas, że niewola naszych namiętności jest jeszcze gorsza niż opętanie przez demony, ponieważ jest czymś świadomie wybranym. Podczas gdy demony mogą atakować nas „z zewnątrz”, te świadomie wybrane namiętności mogą zakorzenić się w najgłębszych zakamarkach naszej duszy i naszego serca. Jak mówi św. Jan Chryzostom: „Z pewnością demon nie pozbawi nas nieba… ale grzech z pewnością nas z niego wypędzi. Bo to jest demon, którego dobrowolnie przyjmujemy, szaleństwo z własnej woli”.

Jakież więc demony skrywamy w naszej duszy i najgłębszych zakamarkach naszych serc, które, spotykając Chrystusa, Boga Żywego, kulą się ze strachu i pychy, bezkarnie wołając: Co Cię to obchodzi, Jezu? Nie dręcz mnie! Zostaw mnie w spokoju!
Jakież ukryte pożądania, zazdrość, gniew, urazy, zazdrość i pychę ukryliśmy, i pozwoliliśmy im zakorzenić się w naszych duszach? Ukryte namiętności, których się kurczowo trzymamy – niemal w dziwacznym i wypaczonym poczuciu komfortu i swojskości. Namiętności, które pielęgnujemy tak długo, że zaczynamy się z nimi utożsamiać – myśląc o nich jako o części „tego, kim jestem”?

A jednak Chrystus, jak w tej historii o opętanych, przychodzi do każdego z nas indywidualnie z pełną miłością i współczuciem, aby zerwać te narzucone przez nas samym sobie łańcuchy naszych namiętności, ukrytych przywiązań i grzechów. Chrystus nie pragnie niczego bardziej niż naszego zbawienia, naszego uzdrowienia, i nawet gdy świat nas odrzuci, a my znajdziemy się w odosobnieniu, w obcym miejscu, Chrystus pospieszy nam na spotkanie tam, gdzie jesteśmy, aby nas uzdrowić. Nawet pośród grobów i świń, które są symbolami śmierci i grzechu w tym upadłym świecie.

W pozornie beznadziejnej sytuacji tych opętanych mężczyzn, tylko Chrystus ma moc ich uwolnić i rzeczywiście ich uwalnia, nie tylko dla ich własnego uzdrowienia, ale dla zbudowania wszystkich, którzy to widzą. W Ewangelii wg św. Łukasza opisującej to wydarzenie, Chrystus nakazuje tym ludziom, gdy zostali odesłani, „wrócić do domu i opowiadać, jak wiele Bóg dla nich uczynił”.

Nie możemy bać się całkowitego oddania się Chrystusowi. Nie mamy nic do stracenia poza naszymi kajdanami – kajdanami naszych grzechów i namiętności oraz naszą niewolą u księcia tego świata. A mamy wszystko do zyskania, ponieważ Chrystus daje nam wszystko.

Nasza prawdziwa wolność, nasze prawdziwe szczęście i nasza prawdziwa radość są tylko w Chrystusie. Podobnie jak na ikonie Zmartwychwstania, na której Chrystus wyciąga rękę do Adama w Hadesie, Chrystus wyciąga ją do każdego z nas, aby wyrwać nas z więzienia naszych namiętności i grzechów, i wprowadzić do Królestwa Bożego. „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3, 20). Jeśli tylko zmiękczymy nasze serca miłością i pokorą – wobec Boga i wobec naszych bliźnich – spotkamy Chrystusa z radością, i własnym życiem możemy, niczym uzdrowieni opętani, głosić światu, jak wielkie rzeczy Pan dla nas uczynił.
Amen.

igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)

za: holycross.org

fotografia: orthodoxy_77 /orthphoto.net/