Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Wezwanie do przemiany
archimandryta Avgoustinos Psomas (tłum. Gabriel Szymczak), 08 lipca 2026
Wszyscy kochamy dobroć Jezusa. Współczucie, które okazywał. Och, przebaczenie, które okazywał nawet tym, którzy Go zdradzili i ukrzyżowali. Ciepło i czułość Jego słów. Myśl, że On nas rozumie, gdy nikt inny nie rozumie.
Ale kiedy chodzi o Chrystusa - sprawy stają się inne… i głębsze.
Świat może być zadowolony, jeśli jesteśmy po prostu „dobrymi ludźmi”. Życzliwymi, uprzejmymi, szanowanymi. Ale Chrystus z miłością wzywa nas ponad bycie podziwianymi, wzywa do przemiany.
On nie pragnie tylko naszej zewnętrznej dobroci, ale uzdrowienia i uświęcenia samego serca.
Zachęca nas nie tylko do „bycia miłymi”, ale do powolnego ukrzyżowania starego „ja” – strachu, pychy, ciemności, które nosimy – aby mogło w nas narodzić się coś świętego.
Prawosławie nie polega tylko na stawaniu się lepszymi ludźmi. Chodzi o stawanie się nowymi ludźmi w Chrystusie.
I właśnie tego wielu z nas się boi.
Ponieważ dobroć jest wygodna.
Świętość jednak… jest kosztowna.
Co innego lubić Jezusa, gdy nas pociesza, a co innego naśladować Chrystusa, gdy prosi nas o przebaczenie osobie, która nas zraniła, o walkę z naszymi namiętnościami, o ukorzenie się, o pokutę, o uwolnienie się od tej wersji siebie, którą wciąż chronimy.
Czasami pragniemy Zbawiciela, który nas inspiruje - ale nie Pana, który nas zmienia.
A jednak to jest piękna tajemnica prawosławia, że Chrystus wzywa nas do świętości nie dlatego, że chce nam odebrać życie, ale dlatego, że chce nas całkowicie uzdrowić.
Umiłowani Przyjaciele,
święci, których imiona nosimy, nie byli ludźmi, którzy „mieli wszystko poukładane”. Byli ludźmi, którzy przestali uciekać przed operacją dokonaną przez łaskę.
I może to wystarczy na dziś…
Nie doskonałość, ale po prostu bycie na tyle szczerym, by modlić się i szeptać:
„Chryste, chcę zbliżyć się do Ciebie, nawet jeśli część mnie wciąż się boi.
Pomóż mi przezwyciężyć stare ja, które wciąż odciąga mnie od Twojego światła. Pomóż mi nie ukrywać się przed Tobą z powodu moich ran, moich zmagań czy bałaganu w moim sercu.
Przyjmij mnie takim, jakim jestem – słabym, zmęczonym, lękliwym i niedoskonałym – tak jak przyjąłeś łotra na krzyżu i nierządnicę, która płakała u Twoich stóp.
Naucz mnie, że świętość nie zaczyna się, gdy staję się doskonały… ale gdy w końcu znajdę odwagę, by szczerze do Ciebie przyjść.
I krok po kroku przemieniaj moje serce w coś nowego. Amen”.
archimandryta Avgoustinos Psomas (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Kimisis Tis Theotokou Greek Orthodox Church, Holmdel
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Ale kiedy chodzi o Chrystusa - sprawy stają się inne… i głębsze.
Świat może być zadowolony, jeśli jesteśmy po prostu „dobrymi ludźmi”. Życzliwymi, uprzejmymi, szanowanymi. Ale Chrystus z miłością wzywa nas ponad bycie podziwianymi, wzywa do przemiany.
On nie pragnie tylko naszej zewnętrznej dobroci, ale uzdrowienia i uświęcenia samego serca.
Zachęca nas nie tylko do „bycia miłymi”, ale do powolnego ukrzyżowania starego „ja” – strachu, pychy, ciemności, które nosimy – aby mogło w nas narodzić się coś świętego.
Prawosławie nie polega tylko na stawaniu się lepszymi ludźmi. Chodzi o stawanie się nowymi ludźmi w Chrystusie.
I właśnie tego wielu z nas się boi.
Ponieważ dobroć jest wygodna.
Świętość jednak… jest kosztowna.
Co innego lubić Jezusa, gdy nas pociesza, a co innego naśladować Chrystusa, gdy prosi nas o przebaczenie osobie, która nas zraniła, o walkę z naszymi namiętnościami, o ukorzenie się, o pokutę, o uwolnienie się od tej wersji siebie, którą wciąż chronimy.
Czasami pragniemy Zbawiciela, który nas inspiruje - ale nie Pana, który nas zmienia.
A jednak to jest piękna tajemnica prawosławia, że Chrystus wzywa nas do świętości nie dlatego, że chce nam odebrać życie, ale dlatego, że chce nas całkowicie uzdrowić.
Umiłowani Przyjaciele,
święci, których imiona nosimy, nie byli ludźmi, którzy „mieli wszystko poukładane”. Byli ludźmi, którzy przestali uciekać przed operacją dokonaną przez łaskę.
I może to wystarczy na dziś…
Nie doskonałość, ale po prostu bycie na tyle szczerym, by modlić się i szeptać:
„Chryste, chcę zbliżyć się do Ciebie, nawet jeśli część mnie wciąż się boi.
Pomóż mi przezwyciężyć stare ja, które wciąż odciąga mnie od Twojego światła. Pomóż mi nie ukrywać się przed Tobą z powodu moich ran, moich zmagań czy bałaganu w moim sercu.
Przyjmij mnie takim, jakim jestem – słabym, zmęczonym, lękliwym i niedoskonałym – tak jak przyjąłeś łotra na krzyżu i nierządnicę, która płakała u Twoich stóp.
Naucz mnie, że świętość nie zaczyna się, gdy staję się doskonały… ale gdy w końcu znajdę odwagę, by szczerze do Ciebie przyjść.
I krok po kroku przemieniaj moje serce w coś nowego. Amen”.
archimandryta Avgoustinos Psomas (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Kimisis Tis Theotokou Greek Orthodox Church, Holmdel
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/