publicystyka: Śmierć
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Śmierć

15 czerwca 2026

To, czego człowiek współczesny nie rozumie, na co stał się ślepy i głuchy, stanowi właśnie fundamentalną chrześcijańską wizję śmierci, w której śmierć „biologiczna” czy fizyczna nie jest jedyną śmiercią, ani nawet jej ostateczną istotą. W tej chrześcijańskiej wizji śmierć jest przede wszystkim rzeczywistością duchową, w której można uczestniczyć jeszcze za życia i od której jednocześnie można być wolnym, nawet leżąc w grobie. Śmierć jest tutaj oddzieleniem człowieka od życia, a to oznacza oddzielenie od Boga, który jest jedynym Dawcą życia, który sam jest Życiem. Śmierć nie jest przeciwieństwem nieśmiertelności — ponieważ tak jak człowiek nie stworzył samego siebie, tak też nie ma mocy unicestwić samego siebie, powrócić do owej nicości, z której został powołany do istnienia przez Boga, i w tym sensie jest nieśmiertelny — lecz przeciwieństwem prawdziwego Życia, które było „światłością ludzi” (J 1,4). To właśnie to prawdziwe życie człowiek może odrzucić i w ten sposób umrzeć, tak że sama jego „nieśmiertelność” staje się wieczną śmiercią. To takie życie człowiek odrzucił. Jest to grzech pierworodny, pierwotna kosmiczna katastrofa, o której wiemy nie w sposób historyczny ani racjonalny, lecz dzięki temu „zmysłowi religijnemu”, tej tajemniczej wewnętrznej pewności i wierze obecnej w człowieku, której żaden grzech nie jest w stanie całkowicie zniszczyć i która zawsze i wszędzie każe mu szukać zbawienia.

Tak więc śmierć w całej swej pełni nie jest biologicznym fenomenem umierania, lecz duchową rzeczywistością, której „żądłem jest grzech” (1 Kor 15,56) — odrzuceniem przez człowieka jedynego prawdziwego życia danego mu przez Boga. „Przez grzech weszła na świat śmierć” (por. Rz 5,12): nie ma innego życia poza życiem Bożym; kto je odrzuca, umiera, ponieważ życie bez Boga jest śmiercią. Jest to śmierć duchowa, która napełnia całe ludzkie życie procesem umierania i, będąc oddzieleniem od Boga, czyni życie samotnością i cierpieniem, napełnia je lękiem i złudzeniami, oddaje człowieka w niewolę grzechu i złości, pożądania i pustki. To właśnie ta śmierć duchowa sprawia, że fizyczna śmierć człowieka staje się prawdziwie śmiercią — ostatecznym owocem życia przepełnionego śmiercią, grozą biblijnego Szeolu, gdzie samo przetrwanie, sama „nieśmiertelność”, jest jedynie „trwaniem w niebycie”, całkowitym oddzieleniem, całkowitą samotnością i całkowitą ciemnością. Dopóki nie odzyskamy tego chrześcijańskiego widzenia i „odczucia” śmierci — śmierci jako straszliwego i grzesznego prawa oraz treści naszego życia (a nie jedynie naszego „umierania”), śmierci „królującej” w tym świecie (Rz 5,14) — nie będziemy zdolni zrozumieć znaczenia śmierci Chrystusa dla nas i dla świata. To właśnie tę duchową śmierć Chrystus przyszedł zniszczyć i unicestwić; od niej przyszedł nas wybawić.

Dopiero teraz, po tym wszystkim, możemy pojąć decydujące znaczenie dobrowolnej śmierci Chrystusa, Jego pragnienia, by umrzeć. Człowiek umarł dlatego, że zapragnął życia dla siebie i w sobie samym; innymi słowy, ponieważ umiłował siebie i swoje życie bardziej niż Boga, ponieważ przedłożył coś innego ponad Boga. To pragnienie stanowi prawdziwą treść jego grzechu, a tym samym rzeczywisty korzeń jego duchowej śmierci, jej właściwe „żądło”. Natomiast życie Chrystusa jest całkowicie, bez reszty utkane z pragnienia zbawienia człowieka, wyzwolenia go od śmierci, w którą człowiek sam przemienił swoje życie, i przywrócenia mu życia utraconego za sprawą grzechu. To pragnienie zbawienia jest samym ruchem i mocą doskonałej miłości do Boga i człowieka, całkowitego posłuszeństwa woli Bożej, której odrzucenie doprowadziło człowieka do grzechu i śmierci. Dlatego całe życie Chrystusa jest prawdziwie wolne od śmierci. Nie ma w nim śmierci, ponieważ nie ma w nim pragnienia posiadania czegokolwiek poza Bogiem; całe Jego życie jest w Bogu i w miłości Boga. Jego pragnienie śmierci jest jedynie ostatecznym wyrazem i spełnieniem tej miłości i tego posłuszeństwa — ponieważ Jego śmierć nie jest niczym innym jak miłością, niczym innym jak pragnieniem zniszczenia samotności człowieka, jego oddzielenia od życia, ciemności i rozpaczy śmierci, niczym innym jak miłością do tych, którzy są śmiertelni — dlatego w Jego śmierci nie ma „śmierci”. Jego śmierć, będąc najwyższym objawieniem miłości jako życia i życia jako miłości, odbiera śmierci jej grzeszne żądło i rzeczywiście niszczy śmierć jako ucieleśnienie mocy szatana i grzechu nad światem.

Chrystus nie „znosi” ani nie „niszczy” śmierci fizycznej, ponieważ nie „znosi” tego świata, dla którego śmierć fizyczna jest nie tylko jego „częścią”, lecz także zasadą życia, a nawet wzrostu. Czyni jednak nieskończenie więcej. Odbierając śmierci żądło grzechu, znosząc śmierć jako rzeczywistość duchową i napełniając ją sobą, swoją miłością i swoim życiem, przemienia śmierć — która była rzeczywistością rozdzielenia i skażenia życia — w promienne i radosne „przejście”, Paschę, ku pełniejszemu życiu, pełniejszej wspólnocie i pełniejszej miłości. „Dla mnie bowiem żyć — to Chrystus, a umrzeć — to zysk” (Flp 1,21) — mówi św. Paweł. Nie mówi on o nieśmiertelności swojej duszy, lecz o nowym, całkowicie nowym znaczeniu i mocy śmierci — o śmierci jako „byciu z Chrystusem”, o śmierci, która w tym śmiertelnym świecie stała się znakiem i mocą zwycięstwa Chrystusa. Dla tych, którzy wierzą w Chrystusa i żyją w Nim, „śmierci już nie ma”, „śmierć została pochłonięta przez zwycięstwo” (1 Kor 15,54), a każdy grób jest wypełniony nie śmiercią, lecz życiem.

o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Of water and of Spirit, Alexander Schememann, Crestwood 1995, p.62-65.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/