Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Ujrzeć Go twarzą w twarz
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 10 czerwca 2026
„Jaźń mieszka w twarzy” – teoretyk psychologii, Sylvan Tompkins
W Piśmie Świętym przewija się wątek, który można określić jako „teologię twarzy”. W Starym Testamencie często słyszymy frazę „przed Twoim obliczem” i podobne wyrażenia. Istnieją modlitwy błagające Boga, aby nie „ukrywał Swojego oblicza”. W Księdze Wyjścia Bóg wyraźnie mówi Mojżeszowi: „Nikt nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu”. W Nowym Testamencie następuje wyraźna zmiana. Opisy przemienienia Chrystusa wspominają Jego twarz jako jaśniejącą. Św. Paweł mówi o widzeniu Boga „w obliczu Jezusa Chrystusa”. Mówi również o nas wpatrujących się w Chrystusa „z odsłoniętą twarzą”. Prawosławne chrześcijaństwo ma bardzo szczególne rozumienie twarzy, przedstawionej na świętych ikonach. Warto się nad tym zastanowić.
Zarówno w języku łacińskim, jak i greckim słowo tłumaczone jako „osoba” w rzeczywistości odnosi się do twarzy lub maski (jako przedstawienia twarzy). Twarz to nie tylko nasza podstawowa prezentacja światu i podstawowy sposób budowania relacji, ale także, w pewnym sensie, to, co najbardziej niezaprzeczalnie utożsamia się z naszym istnieniem jako osób. Psychologowie rozwoju twierdzą, że bezpośrednie wzajemne spojrzenie matki i dziecka podczas karmienia piersią jest istotnym elementem rozwoju osobowości i zdolności do nawiązywania relacji z innymi.
Należy zauważyć, że święte ikony są zawsze przedstawieniem twarzą do nas, a jedynie niektóre z nich są lekko zwrócone. Te „zwrócone” twarze znajdują się na ikonach, które pierwotnie znajdowały się w ikonostasie i ich odchylenie nawiązuje do ikony Chrystusa. Jedynymi postaciami przedstawionymi z profilu są Judasz Iskariota i demony (lub osoby pełniące te role). W sztuce renesansu i późniejszych epok takie traktowanie twarzy zanika. Postać ludzka jest po prostu ukazana sama w sobie, jako sztuka, a relacyjna funkcja ikony zostaje zapomniana.
Prawosławne rozumienie zbawienia znajduje odzwierciedlenie w sposobie traktowania ikon. Opis przemiany, jaką św. Paweł opisał, gdy wpatrujemy się w oblicze Chrystusa, jest wyrazem prawdziwej osobowości. Nasza „twarz” staje się bardziej adekwatna, gdy wpatrujemy się w oblicze Chrystusa. To „patrzenie” jest do pewnego stopnia tym, co dziś nazwalibyśmy „relacją”, choć moim zdaniem ma ono głębsze znaczenie. „Relacja” stała się słowem niemal całkowicie pustym, pozbawionym treści.
Z twarzą i jej implikacjami dla osobowości można powiedzieć o wiele więcej. Nie mogę zobaczyć twarzy drugiego człowieka, nie patrząc na niego. Aby zobaczyć twoją twarz, muszę odsłonić swoją twarz. To spotkanie twarzą w twarz jest niemal najgłębszym i najstarszym doświadczeniem, jakiego doświadczamy jako istoty ludzkie (po raz pierwszy doświadczamy go z matką karmiącą piersią). Przez całe nasze życie nasze twarze są głównymi punktami doświadczenia i reakcji. Nie możemy prawdziwie poznać drugiego człowieka, nie spotykając go twarzą w twarz.
Z pewnością znaczące jest to, że sztuka odwraca się od twarzy, a skupia na postaci. Język zbawienia jako „niepójścia do piekła” lub „pójścia do nieba” jest, o dziwo, bezosobowy. To samo dotyczy usprawiedliwienia i tym podobnych. Brzmi to trochę jak zabieg medyczny, leczenie ciała (lub coś gorszego).
Podobnie jak twarz, tak samo jest z imionami. W Apokalipsie obrazem zbawienia jest nadanie nowego imienia. W Starym Testamencie to samo przytrafia się Abramowi (Abrahamowi) i Jakubowi (Izraelowi). W ich przypadku nowe imię sygnalizuje zmianę w nich i zmianę ich statusu przed Bogiem. Z drugiej strony, zawsze wydawało mi się głęboko osobiste i wzruszające, że Chrystus czasami nadawał swoim uczniom przezwiska: „Piotr” („Skała”) i „Boanerges” dla Jakuba i Jana („Synowie Gromu”). Podejrzewam, że były też inne takie sytuacje. W tradycji prawosławnej imię jest nadawane dziecku ósmego dnia po urodzeniu lub, jeśli później, podczas chrztu. Nadanie imienia podczas chrztu jest również bardzo starożytną częścią chrztu na Zachodzie.
W tych sprawach musimy zrozumieć, że jesteśmy „znani”. Jesteśmy znani w sposób wyjątkowy, a nie przez reputację czy odniesienia. Nie należymy do żadnej kategorii ani nie jesteśmy „przedmiotami” Bożej miłości. To, że zmieniamy się, obserwując chwałę Boga w obliczu Jezusa Chrystusa, sugeruje, że musimy patrzeć na Niego – bezpośrednio. To w dużej mierze stanowi część prawdziwej komunii.
Psychologowie opisują więź między matką a dzieckiem podczas karmienia piersią (i w kontakcie twarzą w twarz) jako komunię:
„Identyfikacja zaczyna się jako proces wzrokowy, ale szybko staje się procesem obrazowania wewnętrznego, obejmującym sceny wizualne, słuchowe i kinestetyczne. To właśnie ta uniwersalna scena komunii między matką a niemowlęciem, realizowana poprzez wpatrywanie się w twarz podczas trzymania i kołysania podczas karmienia piersią lub butelką, tworzy u niemowlęcia poczucie oceanicznej jedności lub zjednoczenia” (Psychologia wstydu, Kaufman).
Byłem nieco oszołomiony, znajdując tak teologicznie spójne stwierdzenie w dziele psychologii technicznej. Czasami obserwacja naukowa jest po prostu trafna.
W miarę jak się starzejemy, nigdy więcej nie patrzymy w oczy drugiej osoby tak, jak kiedyś patrzyliśmy w oczy naszych matek. Kochankowie często patrzą w oczy ukochanej osoby i odnajdują w nich pewną dozę wspólnoty, ale rany i urazy w końcu przerywają początkową niewinność tych oczu. To samo dotyczy też Boga.
Jeśli chodzi o oblicze Boga, w Apokalipsie znajduje się bardzo wymowny fragment:
A królowie ziemi i wielmoże, i bogacze, i wodzowie, i możni, i każdy niewolnik, i każdy wolny ukryli się w jaskiniach i skałach górskich. I mówią do gór i skał: – Padnijcie na nas i skryjcie nas przed Zasiadającego na Tronie i przed gniewem Baranka (Ap 6, 15-16).
Warto zauważyć, że Apokalipsa nie mówi tylko o gniewie Baranka ani o Jego obecności. Jest to konkretnie lęk przed Jego obliczem. Nasze doświadczenie oblicza to doświadczenie nagości i wrażliwości. Pozytywnym skutkiem jest identyfikacja, komunia i jedność. Negatywnym jest ból wstydu i odczuwana potrzeba ukrycia się. Nie potrafię sobie wyobrazić niczego innego w naturze, co tak ściśle odzwierciedlałoby i ukazywało fundamentalny charakter naszej relacji z Bogiem. Zbawienie jest komunią. Grzech jest trwałym wstydem.
To właśnie w tę egzystencjalną/ontologiczną rzeczywistość grzechu/wstydu wkracza Chrystus w swoim Wcieleniu, cierpieniu i śmierci. Głębie piekielne to wieczny wstyd, a jednak On nie waha się tam wejść, aby nas zbawić. Chrystusowe uratowanie Adama i Ewy w Hadesie jest ostatnim echem spotkania w Ogrodzie. Ukryli się ze wstydu, ale On przyszedł ich szukać. Potem okrył ich skórami zwierząt, ale teraz okrywa ich sprawiedliwością zabitego Baranka. Potem zostali wygnani z Raju; teraz zostali przywróceni. Potem uciekli sprzed Jego oblicza; teraz widzą Go twarzą w twarz – i radują się.
Kiedy modlę się przed ikoną Chrystusa, zauważam, że Jego spojrzenie nigdy się nie zmienia. Nie ukrywa się przed moim wstydem – ale każe mi zwrócić moje spojrzenie ku Niemu. Bez wstydu, bez bólu. W tych oczach można znaleźć raj!
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
W Piśmie Świętym przewija się wątek, który można określić jako „teologię twarzy”. W Starym Testamencie często słyszymy frazę „przed Twoim obliczem” i podobne wyrażenia. Istnieją modlitwy błagające Boga, aby nie „ukrywał Swojego oblicza”. W Księdze Wyjścia Bóg wyraźnie mówi Mojżeszowi: „Nikt nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu”. W Nowym Testamencie następuje wyraźna zmiana. Opisy przemienienia Chrystusa wspominają Jego twarz jako jaśniejącą. Św. Paweł mówi o widzeniu Boga „w obliczu Jezusa Chrystusa”. Mówi również o nas wpatrujących się w Chrystusa „z odsłoniętą twarzą”. Prawosławne chrześcijaństwo ma bardzo szczególne rozumienie twarzy, przedstawionej na świętych ikonach. Warto się nad tym zastanowić.
Zarówno w języku łacińskim, jak i greckim słowo tłumaczone jako „osoba” w rzeczywistości odnosi się do twarzy lub maski (jako przedstawienia twarzy). Twarz to nie tylko nasza podstawowa prezentacja światu i podstawowy sposób budowania relacji, ale także, w pewnym sensie, to, co najbardziej niezaprzeczalnie utożsamia się z naszym istnieniem jako osób. Psychologowie rozwoju twierdzą, że bezpośrednie wzajemne spojrzenie matki i dziecka podczas karmienia piersią jest istotnym elementem rozwoju osobowości i zdolności do nawiązywania relacji z innymi.
Należy zauważyć, że święte ikony są zawsze przedstawieniem twarzą do nas, a jedynie niektóre z nich są lekko zwrócone. Te „zwrócone” twarze znajdują się na ikonach, które pierwotnie znajdowały się w ikonostasie i ich odchylenie nawiązuje do ikony Chrystusa. Jedynymi postaciami przedstawionymi z profilu są Judasz Iskariota i demony (lub osoby pełniące te role). W sztuce renesansu i późniejszych epok takie traktowanie twarzy zanika. Postać ludzka jest po prostu ukazana sama w sobie, jako sztuka, a relacyjna funkcja ikony zostaje zapomniana.
Prawosławne rozumienie zbawienia znajduje odzwierciedlenie w sposobie traktowania ikon. Opis przemiany, jaką św. Paweł opisał, gdy wpatrujemy się w oblicze Chrystusa, jest wyrazem prawdziwej osobowości. Nasza „twarz” staje się bardziej adekwatna, gdy wpatrujemy się w oblicze Chrystusa. To „patrzenie” jest do pewnego stopnia tym, co dziś nazwalibyśmy „relacją”, choć moim zdaniem ma ono głębsze znaczenie. „Relacja” stała się słowem niemal całkowicie pustym, pozbawionym treści.
Z twarzą i jej implikacjami dla osobowości można powiedzieć o wiele więcej. Nie mogę zobaczyć twarzy drugiego człowieka, nie patrząc na niego. Aby zobaczyć twoją twarz, muszę odsłonić swoją twarz. To spotkanie twarzą w twarz jest niemal najgłębszym i najstarszym doświadczeniem, jakiego doświadczamy jako istoty ludzkie (po raz pierwszy doświadczamy go z matką karmiącą piersią). Przez całe nasze życie nasze twarze są głównymi punktami doświadczenia i reakcji. Nie możemy prawdziwie poznać drugiego człowieka, nie spotykając go twarzą w twarz.
Z pewnością znaczące jest to, że sztuka odwraca się od twarzy, a skupia na postaci. Język zbawienia jako „niepójścia do piekła” lub „pójścia do nieba” jest, o dziwo, bezosobowy. To samo dotyczy usprawiedliwienia i tym podobnych. Brzmi to trochę jak zabieg medyczny, leczenie ciała (lub coś gorszego).
Podobnie jak twarz, tak samo jest z imionami. W Apokalipsie obrazem zbawienia jest nadanie nowego imienia. W Starym Testamencie to samo przytrafia się Abramowi (Abrahamowi) i Jakubowi (Izraelowi). W ich przypadku nowe imię sygnalizuje zmianę w nich i zmianę ich statusu przed Bogiem. Z drugiej strony, zawsze wydawało mi się głęboko osobiste i wzruszające, że Chrystus czasami nadawał swoim uczniom przezwiska: „Piotr” („Skała”) i „Boanerges” dla Jakuba i Jana („Synowie Gromu”). Podejrzewam, że były też inne takie sytuacje. W tradycji prawosławnej imię jest nadawane dziecku ósmego dnia po urodzeniu lub, jeśli później, podczas chrztu. Nadanie imienia podczas chrztu jest również bardzo starożytną częścią chrztu na Zachodzie.
W tych sprawach musimy zrozumieć, że jesteśmy „znani”. Jesteśmy znani w sposób wyjątkowy, a nie przez reputację czy odniesienia. Nie należymy do żadnej kategorii ani nie jesteśmy „przedmiotami” Bożej miłości. To, że zmieniamy się, obserwując chwałę Boga w obliczu Jezusa Chrystusa, sugeruje, że musimy patrzeć na Niego – bezpośrednio. To w dużej mierze stanowi część prawdziwej komunii.
Psychologowie opisują więź między matką a dzieckiem podczas karmienia piersią (i w kontakcie twarzą w twarz) jako komunię:
„Identyfikacja zaczyna się jako proces wzrokowy, ale szybko staje się procesem obrazowania wewnętrznego, obejmującym sceny wizualne, słuchowe i kinestetyczne. To właśnie ta uniwersalna scena komunii między matką a niemowlęciem, realizowana poprzez wpatrywanie się w twarz podczas trzymania i kołysania podczas karmienia piersią lub butelką, tworzy u niemowlęcia poczucie oceanicznej jedności lub zjednoczenia” (Psychologia wstydu, Kaufman).
Byłem nieco oszołomiony, znajdując tak teologicznie spójne stwierdzenie w dziele psychologii technicznej. Czasami obserwacja naukowa jest po prostu trafna.
W miarę jak się starzejemy, nigdy więcej nie patrzymy w oczy drugiej osoby tak, jak kiedyś patrzyliśmy w oczy naszych matek. Kochankowie często patrzą w oczy ukochanej osoby i odnajdują w nich pewną dozę wspólnoty, ale rany i urazy w końcu przerywają początkową niewinność tych oczu. To samo dotyczy też Boga.
Jeśli chodzi o oblicze Boga, w Apokalipsie znajduje się bardzo wymowny fragment:
A królowie ziemi i wielmoże, i bogacze, i wodzowie, i możni, i każdy niewolnik, i każdy wolny ukryli się w jaskiniach i skałach górskich. I mówią do gór i skał: – Padnijcie na nas i skryjcie nas przed Zasiadającego na Tronie i przed gniewem Baranka (Ap 6, 15-16).
Warto zauważyć, że Apokalipsa nie mówi tylko o gniewie Baranka ani o Jego obecności. Jest to konkretnie lęk przed Jego obliczem. Nasze doświadczenie oblicza to doświadczenie nagości i wrażliwości. Pozytywnym skutkiem jest identyfikacja, komunia i jedność. Negatywnym jest ból wstydu i odczuwana potrzeba ukrycia się. Nie potrafię sobie wyobrazić niczego innego w naturze, co tak ściśle odzwierciedlałoby i ukazywało fundamentalny charakter naszej relacji z Bogiem. Zbawienie jest komunią. Grzech jest trwałym wstydem.
To właśnie w tę egzystencjalną/ontologiczną rzeczywistość grzechu/wstydu wkracza Chrystus w swoim Wcieleniu, cierpieniu i śmierci. Głębie piekielne to wieczny wstyd, a jednak On nie waha się tam wejść, aby nas zbawić. Chrystusowe uratowanie Adama i Ewy w Hadesie jest ostatnim echem spotkania w Ogrodzie. Ukryli się ze wstydu, ale On przyszedł ich szukać. Potem okrył ich skórami zwierząt, ale teraz okrywa ich sprawiedliwością zabitego Baranka. Potem zostali wygnani z Raju; teraz zostali przywróceni. Potem uciekli sprzed Jego oblicza; teraz widzą Go twarzą w twarz – i radują się.
Kiedy modlę się przed ikoną Chrystusa, zauważam, że Jego spojrzenie nigdy się nie zmienia. Nie ukrywa się przed moim wstydem – ale każe mi zwrócić moje spojrzenie ku Niemu. Bez wstydu, bez bólu. W tych oczach można znaleźć raj!
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/