Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Bawiąc się razem z Bogiem
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 05 czerwca 2026
Są rzeczy, które dzieci rozumieją instynktownie. Warto rozważyć te, które dzieci wiedzą i rozumieją. Mają nas wiele do nauczenia.
Jedną z najbardziej naturalnych czynności dzieci jest zabawa. W zależności od definicji zabawy, jest ona jedną z pierwszych aktywności, w które się angażujemy. Dominuje ona w życiu dzieci i jest znakiem rozpoznawczym ich istnienia. Zabawa to coś, co robią dzieci.
Ciekawie jest czytać dyskusje na temat teorii zabawy. Dlaczego dzieci się bawią? Teoretycy rozwoju (w tym najbardziej znany J. Piaget) uważają zabawę za niezbędną dla rozwoju i dojrzewania dzieci. Moje własne obserwacje dotyczące tych teorii wskazują na ich dążenie do odkrycia jakiejś użyteczności w zabawie. Wszystkie wyjaśnienia dążą do znalezienia celu zabawy poza nią samą. Dzieci bawią się, aby robić coś lub stać się kimś innym.
Wszyscy my, dorośli, prawdopodobnie pamiętamy koniec dzieciństwa. Zabawa stawała się coraz mniej możliwa, gdy szkoła i bardziej „poważne” zajęcia stawały się coraz bardziej wymagające. Większość dorosłych nie utraciła zdolności do zabawy. Mają jednak na nią mało czasu i często uważają ją za luksus, a nawet za błahą stratę czasu.
Chciałbym zasugerować coś wręcz przeciwnego. Zabawa należy do najważniejszych czynności człowieka i jest niezwykle ważna w naszej relacji z Bogiem.
Zostaliśmy stworzeni do zabawy, ponieważ sam Bóg lubi się bawić.
To ostatnie stwierdzenie (oczywiście) będzie wymagało pewnego uzasadnienia. Wrócę do tego w dalszej części artykułu. Ale najpierw wróćmy do dzieci.
Co robią dzieci, kiedy się bawią? Oczywiście, że „bawią się”, ale ich „zabawa” często bywa całkiem poważna. Zabawa często ma swoje zasady – w istocie żaden kibic piłkarski nie jest bardziej nastawiony na ich przestrzeganie niż bawiące się dziecko.
Ale co robi dziecko?
Mówiąc wprost, dziecko bawiące się to dziecko angażujące się w czynności rytualne. Rytuały mają swoje zasady, znaczenie, cel, a nawet powtarzalność. To nie jest dziecinne – to po prostu ludzkie.
Po raz pierwszy zacząłem się nad tym zastanawiać, obserwując dzieci w cerkwi. W przeciwieństwie do nerwowej nieśmiałości prawosławnych dorosłych, dzieci angażują się w życie rytualne Kościoła tak, jakby się w nim urodziły. Rozumieją całowanie ikon, kłanianie się, okadzanie, praktycznie całą Boską Liturgię, bez zadawania pytań (bo zdają się rozumieć to, na długo zanim zaczną mówić).
W przeciwieństwie do większości czynności dorosłych (zwłaszcza współczesnych czynności), rytuał nie jest napędzany słowami, a raczej czynami. Same słowa są zrytualizowane (podobnie jak dziecięca rymowanka). A czyny często mówią same za siebie.
Wielu księży zauważyło w swoich parafiach małe dzieci, które „bawią się w Kościół”. Widziałem dzieci (w tym mego wnuka), które chwytały małą zabawkę na końcu sznurka, zaczynały nią machać i „okadzać”. Służyłem na liturgiach, gdzie małe dziecko przychodziło na nabożeństwo ze swoim „kadzidłem”, żeby móc samodzielnie „okadzać”. Zaniepokojone matki czasami pytały: „Czy to w porządku?”. Ja nie tylko uważam, że to w porządku. Jestem tym zaszczycony i witam takiego towarzysza.
W naszej katedrze w Dallas (jak mi kiedyś powiedziano) był pewien nastolatek z upośledzeniem umysłowym, który wchodził na soleę, gdy biskup okadzał, i machał własną kadzielnicą „do zabawy”. Kilku parafian było zaniepokojonych, ale arcybiskup Dymitr (błogosławionej pamięci) zapewnił ich, że wszystko jest w porządku. Historia władyki na ten temat dodała mi otuchy, bym sam był cierpliwy wobec dzieci.
To dorośli nie rozumieją liturgii i rytuału. Niektórzy dorośli, zatraciwszy swoje prawdziwe człowieczeństwo, używają nawet sformułowań takich jak „pusty rytuał”. Jak wielu innych wrogów tradycji, wykorzeniają oni wszelkie prawdziwie ludzkie dążenia w imię „wyższych”, racjonalnych działań, wynalezionych dopiero w ciągu ostatnich kilkuset lat.
Zabawa jest podstawową formą ludzkiego uczenia się, aktywnością, w której angażujemy się we wzorce wymagane w naszym życiu. Podobnie jak wczesne gaworzenie dziecka, dzięki któremu powoli uczy się ono naśladować dźwięki wydawane przez dorosłych wokół siebie, zabawa ustanawia to samo dla innych aktywności. I ta forma uczenia się najwyraźniej rozciąga się na rzeczy boskie.
Ci, którzy wypowiadają zwroty takie jak „pusty rytuał” (co słyszałem przez całe życie), zapominają, że to Bóg jako pierwszy dał rytuał ludowi Izraela. Ta podstawowa opowieść o wierze stoi w sprzeczności ze współczesnymi intuicjami. Zakładamy bowiem, że prawdziwe i rzeczywiste rzeczy znajdują się w umyśle. To myśli i uczucia uważamy za zajmujące wzniosłe miejsce świętości. Ale to rytuałowi przypisano to miejsce w Piśmie Świętym.
W późniejszych rozdziałach Księgi Wyjścia słyszymy o 40 dniach Mojżesza na górze w obecności Pana. W tym czasie ukazano mu „wzorzec” wszystkich sprzętów Przybytku. Otrzymał również „wzorzec” kultu – rytuał Izraela. Chrześcijańskie rozumienie, począwszy od Nowego Testamentu, zawsze postrzegało te wzorce jako zapowiedź Chrystusa i Jego Paschy. Ewangelia była ukryta we wzorcach danych Mojżeszowi.
Nieco naciągnę to i zasugeruję, że Bóg nauczył Mojżesza, jak „bawić się w Paschę”. Bo jak dziecko, którego zabawy zapowiadają jego późniejsze życie (lalki, zabawa w dom itp.), tak rytuały Izraela zapowiadały tajemnicę Królestwa objawioną w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.
Ta zapowiedź nie jest niczym nowym – sugeruję, abyśmy umieścili ją w kategorii „zabawy”, która może wydawać się szokująca. Dzieje się tak, ponieważ wyobrażamy sobie „zabawę” jako mało wartościową, drobną aktywność, która pomniejsza wagę jej przedmiotu. Jest to jednak głębokie wypaczenie pojęcia zabawy. Jako główny cel dzieci, zabawa jest jedną z najważniejszych ludzkich aktywności. Nie umniejszamy wagi nauki chodzenia dziecka. Zabawa jest równie istotna – i być może służy ważniejszemu celowi niż nauka.
Zabawa jest błędnie postrzegana jako wyłączna domena dzieci. Ludzie nigdy nie przestają się bawić. I chociaż współczesna kultura postrzega zabawę jako coś błahego, a nawet marnotrawnego (najwyższą wartość przypisuje się produktywności), mimo to przeznaczamy na nią znaczne kwoty pieniędzy.
Oczywiście nie wszystkie zabawy są sobie równe. Niektóre są błahe, a nawet niszczące nasze człowieczeństwo. Wiele zabaw w naszej kulturze pozbawionej sensu stanowi marną namiastkę autentycznych rytuałów wiary. Czyż nie jest absurdem, gdy ludzie nadają niemal religijny status sportu publicznego w wielu częściach świata? Takie gry starają się zaspokoić głęboką potrzebę religijną w sercu współczesnej kultury. To, że tak bardzo oddalają się od prawdziwej transcendencji, nie dorastając nawet do szlachetności rozgrywanej gry, jest po prostu częścią tragedii współczesnego świata.
Ale „gra” Boskiej Liturgii to coś innego. Tam obecność Boga jest tak głęboka, że wahamy się użyć słowa „gra” do opisania rytualnej zabawy nabożeństwa. Ale jesteśmy rzeczywiście dziećmi, które, choć przekroczyły objawienie dane na Górze Synaj, to jednak wciąż wskazują poza siebie na coś, co mistycznie uobecnia się w rytualnej czynności zgromadzenia eucharystycznego.
Święty Paweł zauważa:
Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumiałem jak dziecię, a gdy mężem się stałem, odrzuciłem to, co dziecinne. Albowiem teraz widzimy jak w zwierciadle, zgadując, wówczas - twarzą w twarz. Teraz poznaję częściowo, a wówczas poznam tak, jak zostałem poznany (1 Kor 13, 11-12).
Dojrzałość, o której mówi, kiedy to, co dziecięce, zostanie ostatecznie wyzbyte, nie jest zjawiskiem tego wieku – należy do wieku przyszłego, kiedy „poznamy tak, jak jesteśmy poznani”. Ale w tym wieku nadal jesteśmy dziećmi, bawiąc się w Paschę, aż sama Pascha pochłonie nas w pełni dojrzałości naszego człowieczeństwa.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: alik /orthphoto.net/
Jedną z najbardziej naturalnych czynności dzieci jest zabawa. W zależności od definicji zabawy, jest ona jedną z pierwszych aktywności, w które się angażujemy. Dominuje ona w życiu dzieci i jest znakiem rozpoznawczym ich istnienia. Zabawa to coś, co robią dzieci.
Ciekawie jest czytać dyskusje na temat teorii zabawy. Dlaczego dzieci się bawią? Teoretycy rozwoju (w tym najbardziej znany J. Piaget) uważają zabawę za niezbędną dla rozwoju i dojrzewania dzieci. Moje własne obserwacje dotyczące tych teorii wskazują na ich dążenie do odkrycia jakiejś użyteczności w zabawie. Wszystkie wyjaśnienia dążą do znalezienia celu zabawy poza nią samą. Dzieci bawią się, aby robić coś lub stać się kimś innym.
Wszyscy my, dorośli, prawdopodobnie pamiętamy koniec dzieciństwa. Zabawa stawała się coraz mniej możliwa, gdy szkoła i bardziej „poważne” zajęcia stawały się coraz bardziej wymagające. Większość dorosłych nie utraciła zdolności do zabawy. Mają jednak na nią mało czasu i często uważają ją za luksus, a nawet za błahą stratę czasu.
Chciałbym zasugerować coś wręcz przeciwnego. Zabawa należy do najważniejszych czynności człowieka i jest niezwykle ważna w naszej relacji z Bogiem.
Zostaliśmy stworzeni do zabawy, ponieważ sam Bóg lubi się bawić.
To ostatnie stwierdzenie (oczywiście) będzie wymagało pewnego uzasadnienia. Wrócę do tego w dalszej części artykułu. Ale najpierw wróćmy do dzieci.
Co robią dzieci, kiedy się bawią? Oczywiście, że „bawią się”, ale ich „zabawa” często bywa całkiem poważna. Zabawa często ma swoje zasady – w istocie żaden kibic piłkarski nie jest bardziej nastawiony na ich przestrzeganie niż bawiące się dziecko.
Ale co robi dziecko?
Mówiąc wprost, dziecko bawiące się to dziecko angażujące się w czynności rytualne. Rytuały mają swoje zasady, znaczenie, cel, a nawet powtarzalność. To nie jest dziecinne – to po prostu ludzkie.
Po raz pierwszy zacząłem się nad tym zastanawiać, obserwując dzieci w cerkwi. W przeciwieństwie do nerwowej nieśmiałości prawosławnych dorosłych, dzieci angażują się w życie rytualne Kościoła tak, jakby się w nim urodziły. Rozumieją całowanie ikon, kłanianie się, okadzanie, praktycznie całą Boską Liturgię, bez zadawania pytań (bo zdają się rozumieć to, na długo zanim zaczną mówić).
W przeciwieństwie do większości czynności dorosłych (zwłaszcza współczesnych czynności), rytuał nie jest napędzany słowami, a raczej czynami. Same słowa są zrytualizowane (podobnie jak dziecięca rymowanka). A czyny często mówią same za siebie.
Wielu księży zauważyło w swoich parafiach małe dzieci, które „bawią się w Kościół”. Widziałem dzieci (w tym mego wnuka), które chwytały małą zabawkę na końcu sznurka, zaczynały nią machać i „okadzać”. Służyłem na liturgiach, gdzie małe dziecko przychodziło na nabożeństwo ze swoim „kadzidłem”, żeby móc samodzielnie „okadzać”. Zaniepokojone matki czasami pytały: „Czy to w porządku?”. Ja nie tylko uważam, że to w porządku. Jestem tym zaszczycony i witam takiego towarzysza.
W naszej katedrze w Dallas (jak mi kiedyś powiedziano) był pewien nastolatek z upośledzeniem umysłowym, który wchodził na soleę, gdy biskup okadzał, i machał własną kadzielnicą „do zabawy”. Kilku parafian było zaniepokojonych, ale arcybiskup Dymitr (błogosławionej pamięci) zapewnił ich, że wszystko jest w porządku. Historia władyki na ten temat dodała mi otuchy, bym sam był cierpliwy wobec dzieci.
To dorośli nie rozumieją liturgii i rytuału. Niektórzy dorośli, zatraciwszy swoje prawdziwe człowieczeństwo, używają nawet sformułowań takich jak „pusty rytuał”. Jak wielu innych wrogów tradycji, wykorzeniają oni wszelkie prawdziwie ludzkie dążenia w imię „wyższych”, racjonalnych działań, wynalezionych dopiero w ciągu ostatnich kilkuset lat.
Zabawa jest podstawową formą ludzkiego uczenia się, aktywnością, w której angażujemy się we wzorce wymagane w naszym życiu. Podobnie jak wczesne gaworzenie dziecka, dzięki któremu powoli uczy się ono naśladować dźwięki wydawane przez dorosłych wokół siebie, zabawa ustanawia to samo dla innych aktywności. I ta forma uczenia się najwyraźniej rozciąga się na rzeczy boskie.
Ci, którzy wypowiadają zwroty takie jak „pusty rytuał” (co słyszałem przez całe życie), zapominają, że to Bóg jako pierwszy dał rytuał ludowi Izraela. Ta podstawowa opowieść o wierze stoi w sprzeczności ze współczesnymi intuicjami. Zakładamy bowiem, że prawdziwe i rzeczywiste rzeczy znajdują się w umyśle. To myśli i uczucia uważamy za zajmujące wzniosłe miejsce świętości. Ale to rytuałowi przypisano to miejsce w Piśmie Świętym.
W późniejszych rozdziałach Księgi Wyjścia słyszymy o 40 dniach Mojżesza na górze w obecności Pana. W tym czasie ukazano mu „wzorzec” wszystkich sprzętów Przybytku. Otrzymał również „wzorzec” kultu – rytuał Izraela. Chrześcijańskie rozumienie, począwszy od Nowego Testamentu, zawsze postrzegało te wzorce jako zapowiedź Chrystusa i Jego Paschy. Ewangelia była ukryta we wzorcach danych Mojżeszowi.
Nieco naciągnę to i zasugeruję, że Bóg nauczył Mojżesza, jak „bawić się w Paschę”. Bo jak dziecko, którego zabawy zapowiadają jego późniejsze życie (lalki, zabawa w dom itp.), tak rytuały Izraela zapowiadały tajemnicę Królestwa objawioną w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.
Ta zapowiedź nie jest niczym nowym – sugeruję, abyśmy umieścili ją w kategorii „zabawy”, która może wydawać się szokująca. Dzieje się tak, ponieważ wyobrażamy sobie „zabawę” jako mało wartościową, drobną aktywność, która pomniejsza wagę jej przedmiotu. Jest to jednak głębokie wypaczenie pojęcia zabawy. Jako główny cel dzieci, zabawa jest jedną z najważniejszych ludzkich aktywności. Nie umniejszamy wagi nauki chodzenia dziecka. Zabawa jest równie istotna – i być może służy ważniejszemu celowi niż nauka.
Zabawa jest błędnie postrzegana jako wyłączna domena dzieci. Ludzie nigdy nie przestają się bawić. I chociaż współczesna kultura postrzega zabawę jako coś błahego, a nawet marnotrawnego (najwyższą wartość przypisuje się produktywności), mimo to przeznaczamy na nią znaczne kwoty pieniędzy.
Oczywiście nie wszystkie zabawy są sobie równe. Niektóre są błahe, a nawet niszczące nasze człowieczeństwo. Wiele zabaw w naszej kulturze pozbawionej sensu stanowi marną namiastkę autentycznych rytuałów wiary. Czyż nie jest absurdem, gdy ludzie nadają niemal religijny status sportu publicznego w wielu częściach świata? Takie gry starają się zaspokoić głęboką potrzebę religijną w sercu współczesnej kultury. To, że tak bardzo oddalają się od prawdziwej transcendencji, nie dorastając nawet do szlachetności rozgrywanej gry, jest po prostu częścią tragedii współczesnego świata.
Ale „gra” Boskiej Liturgii to coś innego. Tam obecność Boga jest tak głęboka, że wahamy się użyć słowa „gra” do opisania rytualnej zabawy nabożeństwa. Ale jesteśmy rzeczywiście dziećmi, które, choć przekroczyły objawienie dane na Górze Synaj, to jednak wciąż wskazują poza siebie na coś, co mistycznie uobecnia się w rytualnej czynności zgromadzenia eucharystycznego.
Święty Paweł zauważa:
Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumiałem jak dziecię, a gdy mężem się stałem, odrzuciłem to, co dziecinne. Albowiem teraz widzimy jak w zwierciadle, zgadując, wówczas - twarzą w twarz. Teraz poznaję częściowo, a wówczas poznam tak, jak zostałem poznany (1 Kor 13, 11-12).
Dojrzałość, o której mówi, kiedy to, co dziecięce, zostanie ostatecznie wyzbyte, nie jest zjawiskiem tego wieku – należy do wieku przyszłego, kiedy „poznamy tak, jak jesteśmy poznani”. Ale w tym wieku nadal jesteśmy dziećmi, bawiąc się w Paschę, aż sama Pascha pochłonie nas w pełni dojrzałości naszego człowieczeństwa.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: alik /orthphoto.net/