Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Wspomnienia o mnichu i poecie, ojcu Romanie
28 maja 2026
Dnia 19 maja w wieku 72 lat w Serbii, w drodze powrotnej do Rosji, zmarł hieromnich Roman (Matiuszin-Prawdin). Ta smutna informacja lotem błyskawicy pojawiła się na portalach społecznościowych i w innych mediach w różnych krajach.
Ojca Romana poznałem osobiście w 1988 roku w Kijowie podczas wyjazdu-pielgrzymki przedstawicieli Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce na zaproszenie Patriarchatu Moskiewskiego z okazji 1000-lecia Chrztu Rusi. Natomiast z twórczością ojca Romana zetknąłem się wcześniej w 1986 lub 1987 r. w Sankt Petersburgu. Od poznanych wówczas Aleksandra i Dymitra otrzymałem kasetę magnetofonową zawierającą pieśni ojca Romana. Prawdopodobnie była to pierwsza lub jedna z pierwszych kaset, które trafiły do Polski, a na pewno pierwsza, która trafiła do „Środowiska bractwowego”. Tę historyczną kasetę mam oczywiście do dnia dzisiejszego, to DENON DX1/90. Są na niej takie pieśni jak: Sołowiej, K swiatoj Twojej ikonie pripadu, Oczisti Hospodi, Oczisti, Raju, mój raju, Son mnie prisniłsia… Nie przyszła mi nawet wówczas myśl do głowy, że kiedyś spotkam się z ojcem Romanem osobiście i zapoznam bliżej.
Opiekunem kilkudziesięcioosobowej grupy pielgrzymów z Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce był śp. ojciec Eugeniusz Zabrocki, proboszcz parafii w Drohiczynie. W programie był pobyt w takich miastach, jak Kijów, Mińsk, Moskwa, Odessa, Pieczory, Sankt Petersburg.
Nie pamiętam, którym z kolei miastem na naszej trasie był Kijów, ale najważniejsze było to, iż mieliśmy odwiedzić sławną Ławrę Kijowsko-Pieczerską, w której znajdowały się relikwie licznych świętych. Jej część, tzw. Pieczary św. Teodozjusza, przekazano Cerkwi. Podczas nabożeństwa w jednej z cerkiewek na ich terenie okazało się, iż w monasterze przebywa właśnie ojciec Roman. Wiadomość tę przekazała mi Ania z Czarnej Białostockiej, moja była zastępczyni z Rady (Bractwa) Diecezjalnej Młodzieży Diecezji Białostocko-Gdańskiej. Studiowała ona rusycystykę i na jednym z semestrów należało wyjechać na kilkumiesięczny staż do ówczesnego Związku Radzieckiego, mając do wyboru kilka największych miast. Ania z koleżanką Basią wybrały Kijów. Wkrótce miałem możliwość zamienić kilka słów z ojcem Romanem. Oczywiście chciałem przekazać mu przewiezioną przez granicę literaturę. Następnego dnia stawiłem się przed wejściem do pieczar z pełną reklamówką. Ojciec Roman powiedział, iż najbezpieczniej będzie porozmawiać w celi, w której przebywał św. Teodozjusz Pieczerski. Tak też się stało. Ojciec zaprowadził mnie do tej celi, zagrodził taśmą wejście do niej i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Wówczas też przekazałem książki. Tutaj znajdowały się wówczas czaszki świętych, które wydzielały miro – „mirotocziwyje gławy”, wśród których była także czaszka św. Klimenta, biskupa rzymskiego. Ojciec Roman pomazywał nas tym mirem.
Takie było moje pierwsze spotkanie z hieromnichem ojcem Romanem. Następne spotkania miały miejsce w Skicie Wietrowo na Pskowszczyźnie oraz na Białostocczyźnie. Miałem okazję poznać jego mamę Zoję (przyjęła stan mniszy z imieniem Zosima) i nocować w ich domu w Pieczorach. Ojciec Roman od młodych lat chciał zostać mnichem, ale jego ojciec duchowy św. Mikołaj (Gurianow) z wyspy Zalit na Jeziorze Pskowskim powiedział mu, że zostanie mnichem, jak jego mama przejdzie na emeryturę. Była ona nauczycielką i gdyby jej syn został mnichem, zostałaby niezwłocznie zwolniona z pracy.
Ojciec Roman przyjął stan mniszy w 1983 roku, a hieromnichem został w roku 1985. Przez pewien okres przebywał w monasterze Pskowo-Pieczerskim w Pieczorach oraz w Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej. Następnie z błogosławieństwa biskupa diecezjalnego przeniósł się do Skitu Wietrowo, w pobliżu Pskowa, niedaleko od jezior Pskowskiego i Czudskiego, gdzie przebywał przez kilkadziesiąt lat. Do wiary „przyszedł”, jak mówił sam, podziwiając piękno otaczającego nas świata – dzieło Stwórcy, zastanawiając się nad sensem życia oraz czytając Ewangelię.
Wiele osób z Polski odwiedzało ojca Romana w Skicie Wietrowo. Jest on położony nad rzeką Czarną kilka kilometrów od wsi Borowik. Wokół hektary, hektary bagien, torfowisk i królestwo żurawiny. Spokój, cisza, czas na modlitwę, rozmowy… Dostać się do skitu można było zimą przechodząc przez zamarznięta rzekę lub w innych sprzyjających porach roku łódką ze wsi Borowik. Wczesną wiosną i późną jesienią do skitu często nie było dostępu. Pamiętam, że autobus z Pskowa przez wieś kursował tylko we wtorki i czwartki.
We wsi Borowik u babci Marii był „punkt kontaktowy” do ojca Roman. Tutaj listonosz zostawiał adresowane do niego przesyłki, tutaj można było też w związku z okolicznościami przenocować.
Osoby z Polski odwiedzały ojca Romana w jego skicie, a on często odwiedzał Polskę, głównie Białostocczyznę, a przede wszystkim Żeński Monaster Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Zwierkach (a wcześniej w Białymstoku-Dojlidach), z którym utrzymywał ścisły kontakt. W monasterze ojciec wraz z Siostrami pisał ikony i wspierał je duchowo. Były też spotkania z młodzieżą w ramach Bractwa, a nawet w parafiach. Podczas jednego z takich pobytów woziłem ojca Romana do monasterów na Grabarce, w Jabłecznej i innych miejsc związanych z prawosławiem. Pewnego razu zaprosiłem nawet ojca na lekcję religii w szkole podstawowej, którą prowadziłem jako katecheta.
W roku 1992 w Studio Polskiego Radia w Białymstoku staraniem Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce dokonano nagrania i wydano kasetę z pieśniami ojca Romana. Kasetę wydała też Rada (Bractwo) Diecezjalna Młodzieży przy Diecezji Białostocko-Gdańskiej.
Ojciec Roman szczególnie cenił i kochał Serbię, wielokrotnie też tam bywał. Był znany w wielu krajach i dla wielu osób, także w Polsce był wielkim autorytetem, nie tylko duchowym. W sprawach wiary i prawdy nie znosił kompromisów. Był nietuzinkowym człowiekiem, mnichem, ale także poetą, pieśniarzem, pisał też ikony. Był bardzo wyczulony na krzywdę ludzką. Potrafił zdjąć z siebie przysłowiową „koszulę” i oddać potrzebującej osobie, co na własne oczy widziałem w Kijowie w 1988 roku.
W początkowym okresie twórczości ojciec Roman do poezji, którą tworzył dodawał muzykę i tak powstawała wykonywana na gitarze można by rzec poezja śpiewana. Czynił tak, jak sam mówił, aby z przesłaniem o Bogu, o wierze lepiej dotrzeć przede wszystkim do młodszego pokolenia. I udawało mu się to.
Pewnego roku otrzymałem w prezencie od ojca Romana jednokartkowy ścienny kalendarz z krótkim, ale jakże głębokim wierszem. Udało się wydać go w formie pocztówki:
„Żiwi s raspachnutoj duszoju,
Wstreczaja zori bosikom,
Nie możesz stat’ rekoj bolszoju-
Bud’ małym, czistym rodnikom.
Żiwi wsiegda miecztoj wysoko,
Za wsio Tworca błahodari.
Nie możesz stat’ zwiezdoj daliokoj-
Chotia b ogarkom, no – gori!"
Jego poezja miała głębsze przesłanie, to była misja skierowana do swego narodu i nie tylko. Znalezienie swojej duchowej ojczyzny – prawosławnej wiary, to główny wątek jego poezji… (Izbrannoje, Minsk 1995). To było przekazywanie wiary w Boga, ukazywanie piękna prawosławia, tego, co ważne i nieprzemijające. Mówił o wyższości wartości duchowych nad materialnymi, przestrzegał przed formalizmem w wierze. Nie unikał też wskazywania na nieprawidłowości w ogradzie cerkownoj.
W przesłaniu „I znienawidzi Ziemia żyjących na niej” kończącym tomik poezji „I gor’ko słowo” wydanym w 2009 roku z błogosławieństwa patriarchy Aleksego II są takie słowa:
„Żyjemy w eksperymentalnych czasach: wielkich odkryć, wielkich degeneracji, wielkich kłamstw, wielkiego apetytu na konsumpcję- w czasach ostatecznych. Diabelska uczta ogarnęła świat. Pragnienie autorytetu, władzy, bogactwa zawojowało serca i umysły! (…)
„Moralne potwory” wzięły do niewoli media, które rozsiewają rozwiązłość i przemoc. Płaskie wywyższa się, haniebne chwali się, święte opluwa się!
Ludzie nie chcą być już ludźmi! Czystość, dziewictwo, skromność, uczciwość odnoszą się (niestety) do przestarzałych wartości. Godne stało się nieprzyzwoitym, wstydliwe – sławnym! (…)
Chciwość, żądza władzy, sławy, pochlebstwa, obłuda, służalczość, kłamstwo nie powinny mieć miejsca wśród osób duchownych. „Twoi kapłani, Panie, przyodzieją się w prawdę”, - czytamy, nakładając ryzę i jeśli to tylko słowa, to biada nam, grającym przy Prestole. Nie ze względu na naszą prawdę znajdujemy się przy Ołtarzu, ale z łaski Boga i Jego dozwolenia. Biada kuszącym! (…)”
Ukazało się wiele tomików poezji ojca Romana, oto tytuły niektórych z nich: Wnimaja Boż’jemu wielen’ju, Kamni swiatych ołtariej, Izbrannoje, I gor’ko słowo. Napisał też wspomnienia – reportaże z pobytów w Ziemi Świętej w 1992 r. „Ziemia Swiataja” oraz w Serbii w 1999 r. „Tam moja Serbija” - po agresji NATO w 1999 r. Wydano również wiele kaset i płyt z poezją i pieśniami ojca Romana.
Ojcze Romanie! Wieczna o Tobie pamięć! Pozostaniesz w naszych sercach i modlitwie!
Sławomir Nazaruk
Ojca Romana poznałem osobiście w 1988 roku w Kijowie podczas wyjazdu-pielgrzymki przedstawicieli Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce na zaproszenie Patriarchatu Moskiewskiego z okazji 1000-lecia Chrztu Rusi. Natomiast z twórczością ojca Romana zetknąłem się wcześniej w 1986 lub 1987 r. w Sankt Petersburgu. Od poznanych wówczas Aleksandra i Dymitra otrzymałem kasetę magnetofonową zawierającą pieśni ojca Romana. Prawdopodobnie była to pierwsza lub jedna z pierwszych kaset, które trafiły do Polski, a na pewno pierwsza, która trafiła do „Środowiska bractwowego”. Tę historyczną kasetę mam oczywiście do dnia dzisiejszego, to DENON DX1/90. Są na niej takie pieśni jak: Sołowiej, K swiatoj Twojej ikonie pripadu, Oczisti Hospodi, Oczisti, Raju, mój raju, Son mnie prisniłsia… Nie przyszła mi nawet wówczas myśl do głowy, że kiedyś spotkam się z ojcem Romanem osobiście i zapoznam bliżej.
Opiekunem kilkudziesięcioosobowej grupy pielgrzymów z Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce był śp. ojciec Eugeniusz Zabrocki, proboszcz parafii w Drohiczynie. W programie był pobyt w takich miastach, jak Kijów, Mińsk, Moskwa, Odessa, Pieczory, Sankt Petersburg.
Nie pamiętam, którym z kolei miastem na naszej trasie był Kijów, ale najważniejsze było to, iż mieliśmy odwiedzić sławną Ławrę Kijowsko-Pieczerską, w której znajdowały się relikwie licznych świętych. Jej część, tzw. Pieczary św. Teodozjusza, przekazano Cerkwi. Podczas nabożeństwa w jednej z cerkiewek na ich terenie okazało się, iż w monasterze przebywa właśnie ojciec Roman. Wiadomość tę przekazała mi Ania z Czarnej Białostockiej, moja była zastępczyni z Rady (Bractwa) Diecezjalnej Młodzieży Diecezji Białostocko-Gdańskiej. Studiowała ona rusycystykę i na jednym z semestrów należało wyjechać na kilkumiesięczny staż do ówczesnego Związku Radzieckiego, mając do wyboru kilka największych miast. Ania z koleżanką Basią wybrały Kijów. Wkrótce miałem możliwość zamienić kilka słów z ojcem Romanem. Oczywiście chciałem przekazać mu przewiezioną przez granicę literaturę. Następnego dnia stawiłem się przed wejściem do pieczar z pełną reklamówką. Ojciec Roman powiedział, iż najbezpieczniej będzie porozmawiać w celi, w której przebywał św. Teodozjusz Pieczerski. Tak też się stało. Ojciec zaprowadził mnie do tej celi, zagrodził taśmą wejście do niej i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Wówczas też przekazałem książki. Tutaj znajdowały się wówczas czaszki świętych, które wydzielały miro – „mirotocziwyje gławy”, wśród których była także czaszka św. Klimenta, biskupa rzymskiego. Ojciec Roman pomazywał nas tym mirem.
Takie było moje pierwsze spotkanie z hieromnichem ojcem Romanem. Następne spotkania miały miejsce w Skicie Wietrowo na Pskowszczyźnie oraz na Białostocczyźnie. Miałem okazję poznać jego mamę Zoję (przyjęła stan mniszy z imieniem Zosima) i nocować w ich domu w Pieczorach. Ojciec Roman od młodych lat chciał zostać mnichem, ale jego ojciec duchowy św. Mikołaj (Gurianow) z wyspy Zalit na Jeziorze Pskowskim powiedział mu, że zostanie mnichem, jak jego mama przejdzie na emeryturę. Była ona nauczycielką i gdyby jej syn został mnichem, zostałaby niezwłocznie zwolniona z pracy.
Ojciec Roman przyjął stan mniszy w 1983 roku, a hieromnichem został w roku 1985. Przez pewien okres przebywał w monasterze Pskowo-Pieczerskim w Pieczorach oraz w Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej. Następnie z błogosławieństwa biskupa diecezjalnego przeniósł się do Skitu Wietrowo, w pobliżu Pskowa, niedaleko od jezior Pskowskiego i Czudskiego, gdzie przebywał przez kilkadziesiąt lat. Do wiary „przyszedł”, jak mówił sam, podziwiając piękno otaczającego nas świata – dzieło Stwórcy, zastanawiając się nad sensem życia oraz czytając Ewangelię.
Wiele osób z Polski odwiedzało ojca Romana w Skicie Wietrowo. Jest on położony nad rzeką Czarną kilka kilometrów od wsi Borowik. Wokół hektary, hektary bagien, torfowisk i królestwo żurawiny. Spokój, cisza, czas na modlitwę, rozmowy… Dostać się do skitu można było zimą przechodząc przez zamarznięta rzekę lub w innych sprzyjających porach roku łódką ze wsi Borowik. Wczesną wiosną i późną jesienią do skitu często nie było dostępu. Pamiętam, że autobus z Pskowa przez wieś kursował tylko we wtorki i czwartki.
We wsi Borowik u babci Marii był „punkt kontaktowy” do ojca Roman. Tutaj listonosz zostawiał adresowane do niego przesyłki, tutaj można było też w związku z okolicznościami przenocować.
Osoby z Polski odwiedzały ojca Romana w jego skicie, a on często odwiedzał Polskę, głównie Białostocczyznę, a przede wszystkim Żeński Monaster Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Zwierkach (a wcześniej w Białymstoku-Dojlidach), z którym utrzymywał ścisły kontakt. W monasterze ojciec wraz z Siostrami pisał ikony i wspierał je duchowo. Były też spotkania z młodzieżą w ramach Bractwa, a nawet w parafiach. Podczas jednego z takich pobytów woziłem ojca Romana do monasterów na Grabarce, w Jabłecznej i innych miejsc związanych z prawosławiem. Pewnego razu zaprosiłem nawet ojca na lekcję religii w szkole podstawowej, którą prowadziłem jako katecheta.
W roku 1992 w Studio Polskiego Radia w Białymstoku staraniem Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce dokonano nagrania i wydano kasetę z pieśniami ojca Romana. Kasetę wydała też Rada (Bractwo) Diecezjalna Młodzieży przy Diecezji Białostocko-Gdańskiej.
Ojciec Roman szczególnie cenił i kochał Serbię, wielokrotnie też tam bywał. Był znany w wielu krajach i dla wielu osób, także w Polsce był wielkim autorytetem, nie tylko duchowym. W sprawach wiary i prawdy nie znosił kompromisów. Był nietuzinkowym człowiekiem, mnichem, ale także poetą, pieśniarzem, pisał też ikony. Był bardzo wyczulony na krzywdę ludzką. Potrafił zdjąć z siebie przysłowiową „koszulę” i oddać potrzebującej osobie, co na własne oczy widziałem w Kijowie w 1988 roku.
W początkowym okresie twórczości ojciec Roman do poezji, którą tworzył dodawał muzykę i tak powstawała wykonywana na gitarze można by rzec poezja śpiewana. Czynił tak, jak sam mówił, aby z przesłaniem o Bogu, o wierze lepiej dotrzeć przede wszystkim do młodszego pokolenia. I udawało mu się to.
Pewnego roku otrzymałem w prezencie od ojca Romana jednokartkowy ścienny kalendarz z krótkim, ale jakże głębokim wierszem. Udało się wydać go w formie pocztówki:
„Żiwi s raspachnutoj duszoju,
Wstreczaja zori bosikom,
Nie możesz stat’ rekoj bolszoju-
Bud’ małym, czistym rodnikom.
Żiwi wsiegda miecztoj wysoko,
Za wsio Tworca błahodari.
Nie możesz stat’ zwiezdoj daliokoj-
Chotia b ogarkom, no – gori!"
Jego poezja miała głębsze przesłanie, to była misja skierowana do swego narodu i nie tylko. Znalezienie swojej duchowej ojczyzny – prawosławnej wiary, to główny wątek jego poezji… (Izbrannoje, Minsk 1995). To było przekazywanie wiary w Boga, ukazywanie piękna prawosławia, tego, co ważne i nieprzemijające. Mówił o wyższości wartości duchowych nad materialnymi, przestrzegał przed formalizmem w wierze. Nie unikał też wskazywania na nieprawidłowości w ogradzie cerkownoj.
W przesłaniu „I znienawidzi Ziemia żyjących na niej” kończącym tomik poezji „I gor’ko słowo” wydanym w 2009 roku z błogosławieństwa patriarchy Aleksego II są takie słowa:
„Żyjemy w eksperymentalnych czasach: wielkich odkryć, wielkich degeneracji, wielkich kłamstw, wielkiego apetytu na konsumpcję- w czasach ostatecznych. Diabelska uczta ogarnęła świat. Pragnienie autorytetu, władzy, bogactwa zawojowało serca i umysły! (…)
„Moralne potwory” wzięły do niewoli media, które rozsiewają rozwiązłość i przemoc. Płaskie wywyższa się, haniebne chwali się, święte opluwa się!
Ludzie nie chcą być już ludźmi! Czystość, dziewictwo, skromność, uczciwość odnoszą się (niestety) do przestarzałych wartości. Godne stało się nieprzyzwoitym, wstydliwe – sławnym! (…)
Chciwość, żądza władzy, sławy, pochlebstwa, obłuda, służalczość, kłamstwo nie powinny mieć miejsca wśród osób duchownych. „Twoi kapłani, Panie, przyodzieją się w prawdę”, - czytamy, nakładając ryzę i jeśli to tylko słowa, to biada nam, grającym przy Prestole. Nie ze względu na naszą prawdę znajdujemy się przy Ołtarzu, ale z łaski Boga i Jego dozwolenia. Biada kuszącym! (…)”
Ukazało się wiele tomików poezji ojca Romana, oto tytuły niektórych z nich: Wnimaja Boż’jemu wielen’ju, Kamni swiatych ołtariej, Izbrannoje, I gor’ko słowo. Napisał też wspomnienia – reportaże z pobytów w Ziemi Świętej w 1992 r. „Ziemia Swiataja” oraz w Serbii w 1999 r. „Tam moja Serbija” - po agresji NATO w 1999 r. Wydano również wiele kaset i płyt z poezją i pieśniami ojca Romana.
Ojcze Romanie! Wieczna o Tobie pamięć! Pozostaniesz w naszych sercach i modlitwie!
Sławomir Nazaruk