publicystyka: Poznaje się po owocach
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Poznaje się po owocach

25 maja 2026

Jeśli istnieją tematy, na które wierzący i niewierzący mogliby rozmawiać szczególnie owocnie (pod warunkiem oczywiście, że taka rozmowa prowadzona jest swobodnie, od serca do serca), to są nimi tematy moralności.

Moralność odpowiada albo być może tylko chce odpowiedzieć na pytanie, jak żyć, jak właściwie budować swoje życie. Każdy człowiek, wierzący i niewierzący, odczuwa w sobie to dążenie, by żyć dobrze, to znaczy właściwie, w zgodzie z jakimś pozytywnym ideałem życia. Wszyscy tak czy inaczej ciągną ku dobru, ku temu, co dobre. Ale na czym polega ten pozytywny ideał życiowy, skąd się bierze, jak zastosować go do mojego życia? Oto pytania, które człowiek odwiecznie sobie stawia i na które niestrudzenie szuka odpowiedzi. Każda doktryna filozoficzna, każda religia prędzej czy później proponuje mu swoją moralność, swój system etyczny. I być może słusznie byłoby zwrócić się do każdego z tych systemów z pytaniem: „Powiedz mi, czego chcesz od człowieka, a ja ci powiem, czym jesteś”.

Często słyszymy rozmowy o „moralności komunistycznej”, o humanizmie komunistów. A zatem i ten system doszedł do tego samego odwiecznego problemu, do tego samego nieśmiertelnego pytania: jak żyć? Trzeba tu dodać, że także walka z religią prowadzona jest z reguły również w imię moralności. Chrześcijaństwo albo raczej moralność chrześcijańska oskarżane są o niemoralność, o to, że w praktyce głoszą egoizm, samowystarczalność, obojętność wobec ludzkiego losu, wobec cierpienia człowieka, wobec niesprawiedliwości społecznej, wyzysku itd. Chrześcijaństwo ze swej strony wysuwa szereg oskarżeń — również natury moralnej — wobec ideologii materialistycznych: o podsycanie nienawiści, sprowadzanie wszystkiego, co ludzkie, do „wartości materialnych”, brak miłości itd.

Niekiedy te wzajemne oskarżenia przypominają rozmowę głuchoniemych. Każdy ma swoje jasno określone stanowisko, swoje rozumienie stanowiska przeciwnika i nie chce już niczego więcej słuchać. Bardzo często spotyka się niewierzących, którzy mówią: „Weźmy wasz monastycyzm. Czy to jest zjawisko moralne? Człowiek odchodzi od wszystkiego, by troszczyć się wyłącznie o swoją duszę. Czy to nie egoizm, nie ucieczka z pola walki, nie obojętność wobec losu cierpiących ludzi? Tymczasem wasz Kościół proponuje monastycyzm jako najwyższy ideał życia, a więc faktycznie zaszczepia religijny egoizm. I jak godzicie to z przykazaniem, na które tak często się powołujecie — ze słowami Chrystusa, że nie ma większej miłości niż oddać swoją duszę za bliźniego?”

Przyznajmy od razu, że odpowiedzieć na to pytanie jasno i prosto, w dwóch słowach, rzeczywiście niełatwo. Pozornie rację ma niewierzący. Ale być może tylko pozornie i jego rozumieniu monastycyzmu brakuje czegoś najważniejszego? Jeśli tak, to nie trzeba się spierać, lecz postarać się wyjaśnić. A do tego potrzebna jest gotowość słuchania, gotowość do ponownego przemyślenia tych obiegowych definicji, których tak wiele namnożyło się na świecie, tych uproszczonych argumentów, które czynią niemożliwym zrozumienie rzeczywistości w całej jej złożoności i głębi.

„Ateizm nieuchronnie prowadzi do negacji moralności, do amoralizmu i przestępczości. Jeśli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone” — takie jest przekonanie ogromnej większości wierzących. Ale weźmy francuskiego pisarza Alberta Camusa. Był niewierzący, a jednak cała jego twórczość to namiętne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: jak żyć? Jeden z bohaterów znakomitej powieści "Dżuma" pyta: „Jak być świętym bez Boga?” To pytanie samego autora i trzeba przyznać, że niewielu było w naszym mrocznym, podzielonym, pełnym nienawiści świecie ludzi tak jasnych i promieniujących dobrem jak niewierzący Albert Camus.

Ale można pójść jeszcze dalej. Krytycy religii często mówią: „Całe wasze dobro, cała wasza moralność są nierozerwalnie związane z nauką o nagrodzie. Nawet jeśli czynicie dobro, robicie to z pragnienia otrzymania nagrody i ze strachu przed karą, przed trafieniem do piekła. Ale czy takie interesowne dobro jest dobrem? Czy ten strach przed karą jest godny człowieka?” I znowu, po prostu zbyć tego oskarżenia nie jest łatwo. Wszystko to oznacza jedno: rozmowa o moralności jest rozmową wartą prowadzenia. Jeśli tak samo nie można udowodnić istnienia Boga, jak i Jego nieistnienia, to można uczciwie, swobodnie i otwarcie omówić te ideały życia i człowieka, które każda doktryna proponuje na swoich wyżynach i w swoich głębiach — innymi słowy, postarać się zrozumieć jej moralność.

Wtedy przekonamy się, że nauka moralna wypracowana przez konkretną religię lub konkretną filozofię z reguły bardzo różni się od obiegowego wyobrażenia o niej. Przekonamy się dalej, że u podstaw wszelkiej autentycznej moralności leży nie po prostu zbiór reguł i nakazów, lecz integralna i głęboka intuicja obejmująca zarówno pojedyncze życie ludzkie, jak i życie całej ludzkości. Przekonamy się wreszcie, że o moralności, to znaczy o tej intuicji, należy sądzić nie tylko po tekstach, lecz po tym, jak wcieliła się ona w życie ludzi, którzy przyjęli ją serio i do końca. Albowiem tutaj prawdziwie mają zastosowanie słowa Ewangelii: „Po owocach ich poznacie” (Mt 7,16). Zresztą wszystko na świecie poznaje się ostatecznie po owocach — po tej rzeczywistości, jaką kształtują idee i ideologie.

Powtarzam: spór albo po prostu rozmowa o moralności jest rzeczą ważną i od dawna dojrzałą. I właśnie od niej, a nie od czegokolwiek innego, trzeba zaczynać rozmowę o religii. Rzeczywiście, dopóki mówimy o monastycyzmie jako o abstrakcyjnej teorii — obraz jest jeden, kiedy zaś zastępujemy tę abstrakcję rzeczywistością — Sergiusz z Radoneża albo Serafin z Sarowa — obraz staje się zupełnie inny. Właśnie o to chodzi, że moralność, w przeciwieństwie do wszelkiej teorii, nie ma szczególnego sensu na papierze. Moralność trwa albo upada, usprawiedliwia albo oskarża samą siebie jako prawda lub nieprawda wyłącznie w życiu.

Być może, wybiegając naprzód, należałoby powiedzieć: cała istota chrześcijaństwa nie tkwi w jego nauce, lecz w tym i tylko w tym, że nauka ta została objawiona w postaci realnego człowieka, realnego życia — w Jezusie Chrystusie. Ale o tym będziemy jeszcze mówić. Na razie zgódźmy się co do tego, że głęboka i wolna dyskusja nad wiecznie aktualnym, wiecznie bolesnym problemem „Jak żyć i na czym polega dobre życie?” jest możliwa i konieczna.

o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/