Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Pierwotna treść
18 maja 2026
Jedno z klasycznych, wiecznie powtarzanych oskarżeń przeciw religii polega na tym, że krępuje ona wolność człowieka, zamyka go w żelaznej klatce dogmatów i w ten sposób sprzeciwia się postępowi, czyli ruchowi naprzód, odkrywaniu coraz to nowych prawd, rozwojowi wiedzy, nauki itd. Niewiara natomiast, według tej teorii, przeciwnie — wyzwala człowieka, czyni go panem własnego losu. Czy rzeczywiście tak jest?
Oskarżenie to powtarza się tak powszechnie, że nawet sami wierzący często się poddają i jakby się z nim zgadzają: oczywiście, moja wiara przeczy wolności, ale skoro jest w niej prawda, to można i bez wolności... Dlatego absolutnie konieczne jest pokazanie, że w rzeczywistości to oskarżenie jest potwornie fałszywe i że nigdzie stare powiedzenie „odwracać kota ogonem” nie ma większego zastosowania niż tutaj. W rzeczywistości już dawno należało uznać, że nie wiara, lecz ateizm całkowicie neguje wolność i już dawno ujawnił swoją prawdziwie antypostępową istotę. Zacznijmy jednak od wiary.
Być może nawet sami wierzący zdziwią się, do jakiego stopnia chrześcijańskie pojęcie wiary — to znaczy tej wiary, o której mówi Ewangelia — jest nierozłączne z wolnością. Kluczem do tej wiary są słowa Chrystusa: „Szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7). Chrystus jednak nigdy nie mówi, że znalezienie kończy poszukiwanie, że człowiek, znalazłszy to, czego szukał, może się uspokoić, zatrzymać i już więcej nie szukać. Według Ewangelii poszukiwanie, czyli nieustanny, nigdy niekończący się ruch człowieka naprzód, stanowi nieodłączną część samej ludzkiej istoty. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości” (Mt 5,6), czyli błogosławieni ci, którzy dążą do coraz większej prawdy — oto ewangeliczny obraz człowieka, któremu obce jest wszelkie samozadowolenie, wszelka pycha i wszelkie skostnienie. „Duch tchnie, kędy chce...” (J 3,8) — mówi Chrystus i wzywa swoich uczniów do szukania tego ducha, natchnienia, ruchu. I właśnie tak rozumieli naukę Chrystusa Jego uczniowie i następcy. „Wszystko badajcie, a co szlachetne — zachowujcie” (1 Tes 5,21) — pisze apostoł Paweł, a gdzie indziej: „Trwajcie w wolności, którą obdarzył was Chrystus” (Ga 5,1). Porównuje on wierzącego do atlety, który nigdy nie zadowala się osiągniętym wynikiem, lecz dąży do coraz lepszego: „Zapominając o tym, co za mną, zdążam naprzód” (por. Flp 3,13).
Wszystko to wyraźnie pokazuje, że chrześcijańskie pojęcie wiary i religii nie jest statyczne, lecz dynamiczne. „Przyszedłem po to, aby ludzie mieli życie i mieli je w obfitości” (por. J 10,10) — mówi Chrystus. I właśnie owo przeobfite życie, ten wieczny głód i pragnienie, ten ruch, wysiłek i poszukiwanie stanowią pierwotną treść religii. Niczego Chrystus nie piętnuje z taką siłą jak zadowolonego z siebie faryzeizmu, wszechwiedzy — wszystkiego tego, co gasi ducha i sprowadza życie człowieka do formalnych nakazów. Tymczasem ateizm jest skrajną formą statycznego rozumienia człowieka i jego istoty, i właśnie dlatego naprawdę go zniewala. Ateizm mówi człowiekowi: „Nie szukaj; to, czego szukasz — tego nie ma, zostało to udowodnione tak pewnie jak to, że dwa razy dwa to cztery. Wszystko już zostało powiedziane, określone, już wiadomo co i jak. Wszystkie twoje poszukiwania to brednie wyobraźni, a w rzeczywistości życie jest płaskie i ostatecznie nie ma żadnego sensu”. Bo przecież, mówiąc uczciwie, trudno uznać za sens życia materialny dobrobyt jakichś „przyszłych pokoleń”. Cóż bowiem te pokolenia, osiągnąwszy „raj na ziemi”, będą robiły, czym będą żyły? Ateizm jest zaprzeczeniem poszukiwania w imię znalezionego dogmatu, ale przecież właśnie to jest najczystszym wyrazem niewoli. Według nauki chrześcijańskiej poszukiwanie, pragnienie, lot, wznoszenie się stanowią istotę człowieka i dlatego zakładają wolność jako swój warunek. Według ateizmu tego wszystkiego po prostu nie ma i być nie powinno — przeczytaj Marksa, a wszystkiego się dowiesz, a dowiedziawszy się, uspokoisz się: zamiast wolności — pełna determinowalność.
Nieprzypadkowo ci, którzy bronią i narzucają ateizm, jednocześnie duszą sztukę i twórczą wolność człowieka. Sztuka bowiem jest pokrewna religii: ona również żyje i porusza się dzięki poszukiwaniu, ona także opiera się na zasadzie „Duch tchnie, kędy chce”. Jeśli jednak z góry wiadomo, jak i gdzie duch tchnie, jeśli sztuka została już określona — twórcze poszukiwanie zostaje zabite i prawdziwa sztuka staje się niemożliwa. Można mówić, co się chce, ale pozostaje absolutnie bezspornym faktem, że wielka sztuka zawsze, tak czy inaczej, związana jest z religią, i nawet niewierzący są ostatecznie zmuszeni pokazywać ludziom katedry i ikony, dawać im słuchać Bacha, wskazując tym ducha jako źródło twórczości.
Według nauki chrześcijańskiej wiara jest wyzwoleniem od wszelkiego fałszywego absolutyzmu, albo — mówiąc językiem religijnym — od bożków. „Dzieci, strzeżcie się bożków” (por. 1 J 5,21) — pisze apostoł Jan. Bożek jest właśnie fałszywym absolutem, lecz właśnie takim fałszywym absolutem żyje ateizm. Odrzucając Boga, czyli Źródło życia, wolności i ducha, ateizm siłą rzeczy, nieuchronnie wymyśla i narzuca ogromną liczbę fałszywych bogów. „Klasa”, „materia”, „prawa historii” — oto najprawdziwsze bożki, których trzeba nieustannie bronić i wychwalać, i stąd jeszcze wyraźniej widać, że są to bożki, czyli fałszywe absoluty.
Ale bożków można bronić jedynie przemocą, dlatego ateizm żyje wyłącznie przemocą. Tak więc atakuje Ewangelię jako „naiwną i bezużyteczną mitologię”, ale nie daj Boże dać tę samą Ewangelię do rąk czytelnikowi! Wydawałoby się, że jeśli wszystko w tej księdze jest tak głupie i nienaukowe, to właśnie lektura najlepiej ją zdemaskuje — ale nie: Ewangelii boją się jak ognia. Konstytucja zapewnia „wolność kultu” i „wolność antyreligijnej propagandy”, chociaż jest całkowicie jasne, że są to pojęcia niejednorodne i prawdziwa wolność oznaczałaby również wolność propagandy religijnej.
Tak więc pora zapytać: gdzie jest wolność, a gdzie niewola; gdzie wezwanie do poszukiwania i natchnienia, a gdzie wezwanie do ślepego przyjęcia martwego dogmatu; gdzie obraz człowieka otwartego na najwyższy zamysł wobec niego, a gdzie sprowadzenie go do rzędu zjawisk przyrody, całkowicie określonych przez „materię”? Ostatecznie wszyscy to zrozumieją — lecz właśnie dlatego urzędowa ideologia nienawidzi religii, ponieważ religijna wiara żyje tym wiecznym: „Duch tchnie, kędy chce” (J 3,8).
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Oskarżenie to powtarza się tak powszechnie, że nawet sami wierzący często się poddają i jakby się z nim zgadzają: oczywiście, moja wiara przeczy wolności, ale skoro jest w niej prawda, to można i bez wolności... Dlatego absolutnie konieczne jest pokazanie, że w rzeczywistości to oskarżenie jest potwornie fałszywe i że nigdzie stare powiedzenie „odwracać kota ogonem” nie ma większego zastosowania niż tutaj. W rzeczywistości już dawno należało uznać, że nie wiara, lecz ateizm całkowicie neguje wolność i już dawno ujawnił swoją prawdziwie antypostępową istotę. Zacznijmy jednak od wiary.
Być może nawet sami wierzący zdziwią się, do jakiego stopnia chrześcijańskie pojęcie wiary — to znaczy tej wiary, o której mówi Ewangelia — jest nierozłączne z wolnością. Kluczem do tej wiary są słowa Chrystusa: „Szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7). Chrystus jednak nigdy nie mówi, że znalezienie kończy poszukiwanie, że człowiek, znalazłszy to, czego szukał, może się uspokoić, zatrzymać i już więcej nie szukać. Według Ewangelii poszukiwanie, czyli nieustanny, nigdy niekończący się ruch człowieka naprzód, stanowi nieodłączną część samej ludzkiej istoty. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości” (Mt 5,6), czyli błogosławieni ci, którzy dążą do coraz większej prawdy — oto ewangeliczny obraz człowieka, któremu obce jest wszelkie samozadowolenie, wszelka pycha i wszelkie skostnienie. „Duch tchnie, kędy chce...” (J 3,8) — mówi Chrystus i wzywa swoich uczniów do szukania tego ducha, natchnienia, ruchu. I właśnie tak rozumieli naukę Chrystusa Jego uczniowie i następcy. „Wszystko badajcie, a co szlachetne — zachowujcie” (1 Tes 5,21) — pisze apostoł Paweł, a gdzie indziej: „Trwajcie w wolności, którą obdarzył was Chrystus” (Ga 5,1). Porównuje on wierzącego do atlety, który nigdy nie zadowala się osiągniętym wynikiem, lecz dąży do coraz lepszego: „Zapominając o tym, co za mną, zdążam naprzód” (por. Flp 3,13).
Wszystko to wyraźnie pokazuje, że chrześcijańskie pojęcie wiary i religii nie jest statyczne, lecz dynamiczne. „Przyszedłem po to, aby ludzie mieli życie i mieli je w obfitości” (por. J 10,10) — mówi Chrystus. I właśnie owo przeobfite życie, ten wieczny głód i pragnienie, ten ruch, wysiłek i poszukiwanie stanowią pierwotną treść religii. Niczego Chrystus nie piętnuje z taką siłą jak zadowolonego z siebie faryzeizmu, wszechwiedzy — wszystkiego tego, co gasi ducha i sprowadza życie człowieka do formalnych nakazów. Tymczasem ateizm jest skrajną formą statycznego rozumienia człowieka i jego istoty, i właśnie dlatego naprawdę go zniewala. Ateizm mówi człowiekowi: „Nie szukaj; to, czego szukasz — tego nie ma, zostało to udowodnione tak pewnie jak to, że dwa razy dwa to cztery. Wszystko już zostało powiedziane, określone, już wiadomo co i jak. Wszystkie twoje poszukiwania to brednie wyobraźni, a w rzeczywistości życie jest płaskie i ostatecznie nie ma żadnego sensu”. Bo przecież, mówiąc uczciwie, trudno uznać za sens życia materialny dobrobyt jakichś „przyszłych pokoleń”. Cóż bowiem te pokolenia, osiągnąwszy „raj na ziemi”, będą robiły, czym będą żyły? Ateizm jest zaprzeczeniem poszukiwania w imię znalezionego dogmatu, ale przecież właśnie to jest najczystszym wyrazem niewoli. Według nauki chrześcijańskiej poszukiwanie, pragnienie, lot, wznoszenie się stanowią istotę człowieka i dlatego zakładają wolność jako swój warunek. Według ateizmu tego wszystkiego po prostu nie ma i być nie powinno — przeczytaj Marksa, a wszystkiego się dowiesz, a dowiedziawszy się, uspokoisz się: zamiast wolności — pełna determinowalność.
Nieprzypadkowo ci, którzy bronią i narzucają ateizm, jednocześnie duszą sztukę i twórczą wolność człowieka. Sztuka bowiem jest pokrewna religii: ona również żyje i porusza się dzięki poszukiwaniu, ona także opiera się na zasadzie „Duch tchnie, kędy chce”. Jeśli jednak z góry wiadomo, jak i gdzie duch tchnie, jeśli sztuka została już określona — twórcze poszukiwanie zostaje zabite i prawdziwa sztuka staje się niemożliwa. Można mówić, co się chce, ale pozostaje absolutnie bezspornym faktem, że wielka sztuka zawsze, tak czy inaczej, związana jest z religią, i nawet niewierzący są ostatecznie zmuszeni pokazywać ludziom katedry i ikony, dawać im słuchać Bacha, wskazując tym ducha jako źródło twórczości.
Według nauki chrześcijańskiej wiara jest wyzwoleniem od wszelkiego fałszywego absolutyzmu, albo — mówiąc językiem religijnym — od bożków. „Dzieci, strzeżcie się bożków” (por. 1 J 5,21) — pisze apostoł Jan. Bożek jest właśnie fałszywym absolutem, lecz właśnie takim fałszywym absolutem żyje ateizm. Odrzucając Boga, czyli Źródło życia, wolności i ducha, ateizm siłą rzeczy, nieuchronnie wymyśla i narzuca ogromną liczbę fałszywych bogów. „Klasa”, „materia”, „prawa historii” — oto najprawdziwsze bożki, których trzeba nieustannie bronić i wychwalać, i stąd jeszcze wyraźniej widać, że są to bożki, czyli fałszywe absoluty.
Ale bożków można bronić jedynie przemocą, dlatego ateizm żyje wyłącznie przemocą. Tak więc atakuje Ewangelię jako „naiwną i bezużyteczną mitologię”, ale nie daj Boże dać tę samą Ewangelię do rąk czytelnikowi! Wydawałoby się, że jeśli wszystko w tej księdze jest tak głupie i nienaukowe, to właśnie lektura najlepiej ją zdemaskuje — ale nie: Ewangelii boją się jak ognia. Konstytucja zapewnia „wolność kultu” i „wolność antyreligijnej propagandy”, chociaż jest całkowicie jasne, że są to pojęcia niejednorodne i prawdziwa wolność oznaczałaby również wolność propagandy religijnej.
Tak więc pora zapytać: gdzie jest wolność, a gdzie niewola; gdzie wezwanie do poszukiwania i natchnienia, a gdzie wezwanie do ślepego przyjęcia martwego dogmatu; gdzie obraz człowieka otwartego na najwyższy zamysł wobec niego, a gdzie sprowadzenie go do rzędu zjawisk przyrody, całkowicie określonych przez „materię”? Ostatecznie wszyscy to zrozumieją — lecz właśnie dlatego urzędowa ideologia nienawidzi religii, ponieważ religijna wiara żyje tym wiecznym: „Duch tchnie, kędy chce” (J 3,8).
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/