publicystyka: Boga widzimy oczami duszy
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Boga widzimy oczami duszy

abp Jakub (Kostiuczuk), 17 maja 2026

Chrystus Zmartwychwstał!

Bracia i Siostry,

dziś, w szóstą niedzielę po Święcie Zmartwychwstania, naszej uwadze jest proponowany kolejny bardzo ciekawy fragment z Ewangelii według św. Jana. Jest to obszerny opis uzdrowienia niewidomego od urodzenia i wszystkich okoliczności, które towarzyszyły cudowi. Po zapoznaniu się z opowieścią od razu zauważamy, że jej narracja jest bardzo podobna do opisu uzdrowienia paralityka. Właściwie jest nawet jego logiczną kontynuacją, gdyż zaczyna się od pytania uczniów: Nauczycielu, kto zgrzeszył – ten czy rodzice jego, że się niewidomym urodził? (J 9, 2). Pamiętamy, że opis uzdrowienia paralityka kończył się słowami Jezusa: Oto stałeś się zdrowy, więcej nie grzesz, aby nie stało się z tobą coś gorszego. To dlatego uczniowie nie mogą sobie logicznie wytłumaczyć, dlaczego ktoś może być ślepy od urodzenia, skoro choroba jest skutkiem grzechu. Logika zaczyna więc podpowiadać, że w takim razie muszą być winni jego rodzice, a ślepy cierpi za ich grzechy. Takie rozumowanie wpisywało się też w starotestamentowe pojmowanie relacji z Bogiem, Który karze grzeszników i wynagradza sprawiedliwych. Ku zaskoczeniu swoich uczniów Jezus odpowiedział jednak następująco: Ani ten nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale na nim dzieła Boże będą ukazane, po czym w charakterystyczny sposób dokonał jego uzdrowienia, nanosząc na jego oczy błoto i wysyłając go, by umył się w sadzawce Siloam.

Taka odpowiedź Jezusa prowokuje jednak kolejne pytanie, a mianowicie – czy rzeczywiście istnieje potrzeba, aby człowiek urodził się ślepy i by w ten sposób mogły się na nim ukazać dzieła Boże? Czy uzdrowienie ślepca było konieczne, by Jezus przez dokonanie na nim cudu mógł objawić się światu?

Ta wypowiedź Jezusa jest jednym z trudniejszych do zrozumienia miejsc w Ewangelii według świętego Jana i wymaga właściwej i dogłębnej interpretacji. Według Ojców Kościoła ów człowiek urodził się ślepy nie po to, by Jezus mógł ukazać się światu i udowodnić, że jest Mesjaszem. Narodził się taki po to, by móc samemu doświadczyć miłości Boga i doznając wewnętrznej przemiany, zapewnić sobie osiągnięcie życia i szczęścia wiecznego.

Jezus Chrystus był w stanie pokazać, że jest Bogoczłowiekiem na różne sposoby: chodząc po wodzie, rozmnażając chleb i rybę, wskrzeszając umarłych, uciszając burzę, panując nad żywiołami, przemieniając się jak na Górze Tabor – był bowiem Panem wszechświata. Bóg jednak nie może zbawić człowieka na siłę, nie może go zmusić, by uwierzył i poszedł za Nim. Naruszyłby bowiem wolną wolę człowieka, która jest atrybutem obrazu Bożego. Aforyzm Ojców powiada, że Bóg uczynił siebie bezsilnym, dając człowiekowi wolną wolę. Bóg pragnie jednak, zgodnie ze słowami apostoła Pawła, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2, 4).

Poznanie prawdy i zbawienie nie mogą się wszakże dokonać bez woli i udziału samego człowieka. Realizują się one zawsze w synergii łaski Boskiej i ludzkiej woli. Człowiek bez Boga nie może zbawić siebie, ale również zbawienie nie dokonuje się bez udziału człowieka.

Dziełem Bożym, które się objawiło na ślepym, było nie samo otwarcie oczu, lecz dokonanie się w nim przemiany, która bez udziału jego samego nie miałaby miejsca. To właściwie wyjaśnia, dlaczego apostoł Jan w swym opisie poświęca więcej uwagi dyskusji uzdrowionego z Żydami i procesowi jego wewnętrznej przemiany niż samemu aktowi otwarcia oczu. Podobnie jak w opisie uzdrowienia paralityka, ślepy od urodzenia podczas rozmowy z Żydami powoli, lecz świadomie dochodzi do przekonania, kim jest Ten, Który otworzył mu oczy. Analogicznie i tu otwarcie fizycznych oczu było tylko początkiem procesu leczenia. Dziełem Bożym, które się tu dokonało, było otwarcie oczu duchowych, którymi można oglądać Boga. To jednak nie mogłoby się stać bez wyjątkowego spotkania z Jezusem, podczas którego zostały otwarte oczy fizyczne. Cały ten długi opis ewangelista Jan wieńczy rozmową Jezusa z uzdrowionym, po tym, jak spotkał go jeszcze raz. Jezus zapytał uzdrowionego: Czy ty wierzysz w Syna Bożego? Odpowiedział tenże i rzekł: – A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł mu Jezus: – Zobaczyłeś Go i jest Nim Ten, który rozmawia z tobą. On zaś rzekł: – Wierzę, Panie. I oddał Mu pokłon (J 9, 35-38).

Bracia i Siostry,

zaproponowane naszej uwadze w ostatnie trzy niedziele fragmenty Ewangelii według świętego Jana łączy podobna narracja. Mimo że w jednym z nich Jezus nie uzdrawia, lecz jedynie rozmawia (tak jest w przypadku spotkania z Samarytanką), to jednak i tam celem rozmowy była wewnętrzna przemiana kobiety. We wszystkich opisach apostoł Jan zwraca naszą uwagę na pewien proces przemiany, metanoi. Przez to chce wskazać nam to, co najważniejsze w życiu człowieka. Chce właściwie powiedzieć, że czasem lepiej jest w tym ziemskim życiu doświadczyć choroby i niepowodzeń, by jednak świadomie wybrać właściwy kierunek i cel, a w ostateczności otrzymać życie wieczne.

Tak często, Bracia i Siostry, w naszym życiu Bóg przemawia do nas na różne sposoby, nie rozumiemy jednak tej mowy. Daje nam znaki w postaci różnych wydarzeń, lecz ich nie dostrzegamy. Wszystko staramy się wytłumaczyć według swej przyziemnej logiki. Chcemy, żeby w naszym życiu wszystko szło według naszego scenariusza i planu. Nie chcemy i nie umiemy pogodzić się z tym, co dzieje się inaczej, nie po naszej myśli.

Chrystus wzywa nas, byśmy wzięli swój krzyż i poszli za Nim. By umieć iść za Nim, potrzebujemy jednak wewnętrznej przemiany, po której najważniejszym celem naszego życia staje się życie wieczne. Choć wydaje się nam, że mamy oczy otwarte, to jednak często jesteśmy ślepi duchowo. By przejrzeć, potrzebujemy pomocy Chrystusa, Który wyśle nas do źródła łaski, gdzie zmyjemy z oczu błoto.

Chrystus Zmartwychwstał! Zaiste Chrystus Zmartwychwstał.

abp Jakub (Kostiuczuk)

Prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański

fotografia: Lazo /orthphoto.net/