Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Na ostatniej głębi
11 maja 2026
Niedawno, gdy ponownie czytałem artykuł słynnego filozofa Siemiona Franka „Materializm jako światopogląd”, uderzyło mnie następujące zdanie: „Jeśli brać materializm jako... naukowo-filozoficzną teorię – pisze Frank – to jest on jedną z niewielu konstrukcji filozoficznych, o których można z pełną pewnością powiedzieć, że ich fałsz i bezpodstawność... zostały niezbicie dowiedzione. Dowiedzione z taką pewnością i jasnością, jaka przysługuje na przykład prawdom matematycznym”.
Uderzyło mnie to zdanie dlatego, że po jego przeczytaniu nieuchronnie pojawia się następująca myśl: jeśli jest to tak pewne i oczywiste samo przez się, to dlaczego tak wielu ludzi tej pewności i oczywistości nie widzi i nie przyjmuje? Dlaczego przeciwnie – właśnie materializm, sprowadzenie wszystkiego, co istnieje, do materii, wydaje im się równie pewny i oczywisty?
To zaś prowadzi z kolei do wątpliwości co do tego, co nazywamy dowodem. „Udowodniono!” – niezliczoną ilość razy rozbrzmiewało na świecie to uroczyste i, można powiedzieć, „ostateczne” słowo! U nas na przykład nie sposób znaleźć książki, w której już na pierwszej stronie nie widniałoby coś w rodzaju: „Jak dowiódł Karol Marks (albo Friedrich Engels, albo Włodzimierz Lenin)...”. Ale oto i w obozie przeciwnym również powtarzają: „Udowodniono!”. A my nadal żyjemy w świecie, gdzie z jednej strony wszystko jakby zostało dowiedzione, a z drugiej – dowody te nie działają albo, mówiąc trafniej, działają tylko na tych, którym w gruncie rzeczy nie są potrzebne, ponieważ w to, co zostało dowiedzione, wierzą oni jako w prawdę bez żadnych dowodów.
Cóż więc to wszystko oznacza? I właśnie tutaj skądś z głębi przychodzą słowa Chrystusa: „Ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światło” (J 3,19). Umiłowali!... Nie, to nie dowody, nie matematyczne wywody doprowadziły ich do tego, czego później zaczynają dowodzić. Doprowadziła ich do tego miłość, a więc jakiś głęboki, całościowy wybór, dokonujący się nie w rozumie, lecz gdzieś w tajnikach ludzkiej duszy.
Wydaje nam się – nie, jesteśmy pewni – że wszystko to, co kochamy, ku czemu skierowana jest nasza miłość, jest światłem i dobrem. Jednak Chrystus mówi, że można umiłować ciemność bardziej niż światło. Jakże straszne są to słowa! Ale jak nagle wszystko wyjaśniają, jak nieubłaganie oświetlają to, co wydawało się niezrozumiałe i niewytłumaczalne! Jak jasno staje się nagle, że światopogląd znany pod abstrakcyjno-naukową nazwą „materializmu” jest w rzeczywistości straszliwą i zagadkową miłością człowieka do ciemności.
Albowiem materializm to wcale nie twierdzenie, lecz namiętne i napięte zaprzeczenie. Materializm przede wszystkim nie chce. Nie chce, aby za materią, ponad nią i w niej samej istniał duch, duchowa rzeczywistość. Nie chce, aby tak tajemnicze rzeczy jak piękno, dobro i prawda były czymś więcej niż tylko „nadbudową” nad tym, co elementarne, bezosobowe i niskie, czyli materialne. I wszędzie tam, gdzie materializm napotyka ducha, zaprzecza mu i go demaskuje. Jakie tu dowody? Tylko żywiołowa nienawiść!
Lecz nienawiść jest zawsze odwrotną stroną miłości: nienawidzę jednego dlatego, że kocham coś innego i dlatego, że to, czego nienawidzę, przeszkadza temu, co kocham. Tak więc materialista nienawidzi religii, ale wcale nie dlatego, że jest ona – jak mówi – złem, oszustwem i blagą, lecz dlatego, że po prostu nie da się jej pogodzić z jego wiarą i jego miłością – z wiarą w ciemność, z miłością do ciemności. Wtedy pozostaje zapytać: ale dlaczego, dlaczego ludzie umiłowali ciemność bardziej niż światło? Dlaczego nadal wybierają ciemność i jej służą, wkładając w tę służbę tyle żarliwej wiary?
Tutaj dochodzimy do ostatniej głębi ludzkiej tragedii – do prawdziwej tajemnicy ludzkiej wolności. „Serce potajemnie pragnie zguby” – powiedział kiedyś poeta. Dlaczego? Dlatego, że człowiek w głębi, podświadomie odrzuca to wysokie, prawdziwie boskie powołanie, które odnajduje w sobie i którego nie może nie odnaleźć. O, ten zachwyt ludzi, którzy wreszcie uwolnili się od Chrystusa, wydali Go na śmierć! Jak bardzo im przeszkadzał, jak ich niepokoił, sprowadzając wszystko na świecie do tego, co najważniejsze i ostateczne: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego” (Mt 6,33), „Bądźcie doskonali” (Mt 5,48), „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości” (Mt 5,6)! I jak narastały wobec Niego złość i nienawiść!
Ale właśnie to jest wiecznym nieszczęściem człowieka – widząc światło, wybierać ciemność. Ciemność bowiem jest prostsza, bardziej zrozumiała, nie wymaga od człowieka wewnętrznej wolności, przeciwnie – jakby mówi: „Oddaj swoją niepotrzebną wolność, przyjmij obiektywnie pewne życie bez duszy i bez ostatecznego światła! Stań się głową w stadzie, numerem w szeregu, etapem procesu! Przecież wcześniej cię nie było i później cię nie będzie, więc służ temu, co bezosobowe i ogólne!”.
Ach, o ileż to wszystko spokojniejsze niż to nieznośne światło, które wdziera się w świat, niż wezwanie do wiecznej i boskiej wolności!
Dlatego właśnie żadne dowody w istocie nic nie znaczą, a wszystko rozstrzyga się na tej głębi, gdzie człowiek dokonuje swojego ostatecznego wyboru.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Uderzyło mnie to zdanie dlatego, że po jego przeczytaniu nieuchronnie pojawia się następująca myśl: jeśli jest to tak pewne i oczywiste samo przez się, to dlaczego tak wielu ludzi tej pewności i oczywistości nie widzi i nie przyjmuje? Dlaczego przeciwnie – właśnie materializm, sprowadzenie wszystkiego, co istnieje, do materii, wydaje im się równie pewny i oczywisty?
To zaś prowadzi z kolei do wątpliwości co do tego, co nazywamy dowodem. „Udowodniono!” – niezliczoną ilość razy rozbrzmiewało na świecie to uroczyste i, można powiedzieć, „ostateczne” słowo! U nas na przykład nie sposób znaleźć książki, w której już na pierwszej stronie nie widniałoby coś w rodzaju: „Jak dowiódł Karol Marks (albo Friedrich Engels, albo Włodzimierz Lenin)...”. Ale oto i w obozie przeciwnym również powtarzają: „Udowodniono!”. A my nadal żyjemy w świecie, gdzie z jednej strony wszystko jakby zostało dowiedzione, a z drugiej – dowody te nie działają albo, mówiąc trafniej, działają tylko na tych, którym w gruncie rzeczy nie są potrzebne, ponieważ w to, co zostało dowiedzione, wierzą oni jako w prawdę bez żadnych dowodów.
Cóż więc to wszystko oznacza? I właśnie tutaj skądś z głębi przychodzą słowa Chrystusa: „Ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światło” (J 3,19). Umiłowali!... Nie, to nie dowody, nie matematyczne wywody doprowadziły ich do tego, czego później zaczynają dowodzić. Doprowadziła ich do tego miłość, a więc jakiś głęboki, całościowy wybór, dokonujący się nie w rozumie, lecz gdzieś w tajnikach ludzkiej duszy.
Wydaje nam się – nie, jesteśmy pewni – że wszystko to, co kochamy, ku czemu skierowana jest nasza miłość, jest światłem i dobrem. Jednak Chrystus mówi, że można umiłować ciemność bardziej niż światło. Jakże straszne są to słowa! Ale jak nagle wszystko wyjaśniają, jak nieubłaganie oświetlają to, co wydawało się niezrozumiałe i niewytłumaczalne! Jak jasno staje się nagle, że światopogląd znany pod abstrakcyjno-naukową nazwą „materializmu” jest w rzeczywistości straszliwą i zagadkową miłością człowieka do ciemności.
Albowiem materializm to wcale nie twierdzenie, lecz namiętne i napięte zaprzeczenie. Materializm przede wszystkim nie chce. Nie chce, aby za materią, ponad nią i w niej samej istniał duch, duchowa rzeczywistość. Nie chce, aby tak tajemnicze rzeczy jak piękno, dobro i prawda były czymś więcej niż tylko „nadbudową” nad tym, co elementarne, bezosobowe i niskie, czyli materialne. I wszędzie tam, gdzie materializm napotyka ducha, zaprzecza mu i go demaskuje. Jakie tu dowody? Tylko żywiołowa nienawiść!
Lecz nienawiść jest zawsze odwrotną stroną miłości: nienawidzę jednego dlatego, że kocham coś innego i dlatego, że to, czego nienawidzę, przeszkadza temu, co kocham. Tak więc materialista nienawidzi religii, ale wcale nie dlatego, że jest ona – jak mówi – złem, oszustwem i blagą, lecz dlatego, że po prostu nie da się jej pogodzić z jego wiarą i jego miłością – z wiarą w ciemność, z miłością do ciemności. Wtedy pozostaje zapytać: ale dlaczego, dlaczego ludzie umiłowali ciemność bardziej niż światło? Dlaczego nadal wybierają ciemność i jej służą, wkładając w tę służbę tyle żarliwej wiary?
Tutaj dochodzimy do ostatniej głębi ludzkiej tragedii – do prawdziwej tajemnicy ludzkiej wolności. „Serce potajemnie pragnie zguby” – powiedział kiedyś poeta. Dlaczego? Dlatego, że człowiek w głębi, podświadomie odrzuca to wysokie, prawdziwie boskie powołanie, które odnajduje w sobie i którego nie może nie odnaleźć. O, ten zachwyt ludzi, którzy wreszcie uwolnili się od Chrystusa, wydali Go na śmierć! Jak bardzo im przeszkadzał, jak ich niepokoił, sprowadzając wszystko na świecie do tego, co najważniejsze i ostateczne: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego” (Mt 6,33), „Bądźcie doskonali” (Mt 5,48), „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości” (Mt 5,6)! I jak narastały wobec Niego złość i nienawiść!
Ale właśnie to jest wiecznym nieszczęściem człowieka – widząc światło, wybierać ciemność. Ciemność bowiem jest prostsza, bardziej zrozumiała, nie wymaga od człowieka wewnętrznej wolności, przeciwnie – jakby mówi: „Oddaj swoją niepotrzebną wolność, przyjmij obiektywnie pewne życie bez duszy i bez ostatecznego światła! Stań się głową w stadzie, numerem w szeregu, etapem procesu! Przecież wcześniej cię nie było i później cię nie będzie, więc służ temu, co bezosobowe i ogólne!”.
Ach, o ileż to wszystko spokojniejsze niż to nieznośne światło, które wdziera się w świat, niż wezwanie do wiecznej i boskiej wolności!
Dlatego właśnie żadne dowody w istocie nic nie znaczą, a wszystko rozstrzyga się na tej głębi, gdzie człowiek dokonuje swojego ostatecznego wyboru.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/