publicystyka: Jak będziemy żyć po Passze?
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Jak będziemy żyć po Passze?

o. Andrei Ovchinnikov (tłum. Justyna Pikutin), 09 maja 2026

Życia uczy samo życie.
archim. Jan (Krestiankin)

I rzeczywiście, jak? To pytanie jest nawet trochę dziwne. Gdyby zapytano o post – to co innego. Od razu opowiedzielibyśmy o chodzeniu do cerkwi, o modlitwie i o czytaniu Słowa Bożego. A także o wstrzemięźliwości w jedzeniu i pokłonach, o dobrych uczynkach i uczestnictwie w sakramentach. Ktoś doda jeszcze o rezygnacji z telewizji i bezmyślnego spędzania czasu w internecie. A jak żyć po Wielkanocy – mało kto się nad tym zastanawia. Jak to się mówi, pożyjemy - zobaczymy. A jednak trzeba o tym myśleć. W końcu to nasze życie, a mamy je tylko jedno. I trzeba je przeżyć właściwie, żeby sumienie nie robiło nam wyrzutów i nie było nam wstyd. „Żyjmy tak, aby nawet grabarz opłakiwał naszą śmierć” – mawiał słynny Mark Twain. Świetna myśl, a raczej prawdziwa formuła życia.

Jak będziemy żyć dalej? Dla mnie osobiście życie to kształtowanie siebie w duchu Ewangelii. Bliskie są mi słowa apostoła Pawła: „Jeśli ktoś Ducha Chrystusowego nie ma, to ten nie należy do Niego” (Rz 8, 9). Czytam Ewangelię i pragnę upodabniać się Chrystusowi, rozumiem, jaki powinien być człowiek. W samodoskonaleniu nie może być żadnych przerw, urlopów ani dni wolnych. Bezczynność i lenistwo w pracy nad sobą – to nasi najwięksi wrogowie. Abba Doroteusz porównywał pracę nad sobą do budowy domu. Najpierw wylewanie fundamentów, potem wznoszenie ścian, na końcu – montaż dachu, a nie na odwrót. Wszystko po kolei, bez bzdur i pomyłek. Stosowanie wyłącznie wysokiej jakości materiałów i praca wyłącznie doświadczonych budowniczych. Jednym słowem, odpowiedzialne podejście do sprawy i nieustanna praca, a także kontrola i nadzór nad wykonaniem prac. Tak buduje się domy i według tych samych zasad rozwija się człowiek.

Nie wolno nam odstępować od przyjętych zasad życia. W czasie postu nie tylko nastawiliśmy się na właściwy tryb życia, ale także zaczęliśmy go praktykować. Po jego zakończeniu nie można się w tej kwestii zatrzymywać. Cieszy fakt, że wiele osób żałuje, iż post się skończył, mówi o szczególnym nastroju i pragnieniu, by właśnie w okresie postu służyć Bogu i bliźnim. Błogosławieństwo postu powinniśmy starannie zachować do następnego roku, jak kartki na chleb w oblężonym Leningradzie lub zapas wody podczas wędrówki przez pustynię; w końcu nie bez powodu post zawsze przypada wczesną wiosną, kiedy przed nami cały rok.

Wpływ Wielkiego Postu na nasze życie jest zasadniczo inny w porównaniu z innymi postami. O poście Piotrowym nie wszyscy nawet wiedzą, a ci, którzy wiedzą, często go ignorują. Lato, urlopy, wypoczynek w hotelach „all inclusive”... Czy jest to czas na post, skoro wszystko wokół zachęca do relaksu? To samo dotyczy postu przed świętem Zaśnięcia Najświętszej Bogarodzicy. Na post bożonarodzeniowy przenosi się większość świąt z Wielkiego Postu. Co drugi dzień odprawiamy czuwanie lub polielej. A jeśli jest święto, to jest świąteczny obiad i spotkania towarzyskie. A pod koniec postu jeszcze i Nowy Rok. Tutaj, jak to się mówi, komentarze są zbędne. Nastrój wcale nie jest pokutny, a jakiś inny... I tak pozostaje Wielki Post jako zbawczy czas na modlitwę i opłakiwanie siebie.
„Miejmy łaskę” – wzywa nas apostoł Paweł (Hbr 12, 28). Po poście wielu zyskuje nowe siły, a życie napełnia się nową energią. Człowiek przypomina statek, który wypływa z portu z dobrze przygotowaną załogą, zaopatrzony w żywność i wodę, z żaglami rozpostartymi na wietrze. Przed nami długa podróż, ale statek jest przygotowany na wszelkie trudności.

Warto zauważyć, że początek i wejście w post znacznie różnią się od jego zakończenia. Aż trzy tygodnie trwają specjalne przygotowania. Na tydzień przed postem nie jemy mięsa, przygotowując nasz organizm do surowej wstrzemięźliwości. Pierwszy tydzień jest najsurowszy, nabożeństwa trwają wiele godzin i obejmują liczne pokłony. Wielu, nawet spośród świeckich, „dręczy tych, którzy ich dręczą”. Sam post to czas na poważną pracę nad sobą, rezygnację z tego, co puste i szkodliwe. Wierzę, że dzięki postowi wiele zyskujemy.

Jednak zakończenie postu jest zupełnie inne. Modlitewny wysiłek i trud Wielkiego Tygodnia ustępują miejsca promiennej nocy Paschalnej. Nie ma już długich nabożeństw, pokłony zostają zniesione, a w jedzeniu otrzymujemy błogosławieństwo „na wszystko”. „Niech nikt nie płacze nad grzechami”, dlatego w Paschalnym Tygodniu przyjmujemy Świętą Eucharystię bez spowiedzi i postu. Krótko mówiąc, radujemy się i weselimy w Paschę Chrystusową. Wydawałoby się, że można odpocząć i zrelaksować się. A teraz – stop! Święty Jan Złotousty mówi: „Widziałeś, umiłowany, jak śmierć na początku przyszła z niepowściągliwości? Zobacz, jak później Pismo Święte nieustannie potępia rozrywki i mówi: Jeszurun utył i wierzgał – otyłeś, obrosłeś w tłuszcz, zgrubiałeś; opuściłeś Boga (Pwt 32,15)”. Te słowa Biblii skierowane są do nas: dla jednych jako pouczenie, dla innych jako upomnienie. Można jeść i pić do syta, ale nie można zapominać o Bogu. Grzech nie polega na zabawie, ale na łamaniu przykazań. Poważnym problemem jest to, że nie umiemy właściwie świętować. Zupełnie nie znamy umiaru, tracimy zbawczą czujność i trzeźwość umysłu. Obżarstwo i nadużywanie alkoholu, śmiech i żarty, swoboda w obcowaniu ze sobą... A najbardziej przykre jest to, że zwykle pod koniec Paschalnego Tygodnia czujemy, że zaczynamy tracić to, co tak starannie i pieczołowicie gromadziliśmy w czasie postu. To straszne uczucie ponownej utraty łaski i pustki w duszy. „Co mamy – nie szanujemy, a gdy stracimy – płaczemy” – ten aforyzm odnosi się do każdego z nas. Ileż to jeszcze razy musimy nastąpić na te same grabie? Kiedy w końcu zmądrzejemy? Dlaczego tak łatwo rozstajemy się z duchowym skarbem, podobnie jak Papuańczycy z Nowej Gwinei, którzy wymieniali u Anglików prawdziwe perły na szklane koraliki…

„Wiatr z tyłu dodaje prędkości, a wiatr z przodu – rozsądku” – to kolejne mądre powiedzenie, tym razem pochodzące od doświadczonych marynarzy i brodatych łowców wielorybów. Prawie zawsze niebezpiecznie jest płynąć z prądem, zaś pokonywanie siebie i trudności życia, walka z własnym egoizmem i troska o potrzeby bliźnich – to gwarancja dobrych ewangelicznych owoców. Właśnie po to ustanowiono post. Zostań innym przynajmniej na siedem tygodni; bądź w tym czasie podobny do Człowieka, o którym mówi Ewangelia. A potem – staraj się żyć tak na stałe, aby twoje życie ogrzało choćby jedno ludzkie serce. „Kiedy się urodziłeś, płakałeś sam, a wszyscy wokół się radowali. Przeżyj swoje życie tak, aby kiedy będziesz umierał, wszyscy wokół płakali, a ty sam byś się uśmiechał” – mówili mędrcy Wschodu.

Post to czas, by dostrzec potrzeby i cierpienia bliźnich. Wszyscy mamy trudności w życiu. Ale jesteśmy chrześcijanami. Są tacy, którym jest ciężej niż nam. To właśnie na takich ludzi warto zwrócić uwagę. Dzieląc się sobą, swoim czasem i siłami, bardzo często dajemy innym to, co mamy najcenniejszego i najpiękniejszego.

...Pewnego deszczowego dnia pewien miły starszy pan zauważył chłopca sprzedającego gazety, który kulił się w drzwiach, próbując chronić swój towar przed wilgocią. Kupując gazetę od chłopca, dżentelmen powiedział: „Chłopcze, wygląda na to, że bardzo ci tu zimno”. Chłopiec podniósł głowę i z uśmiechem odpowiedział: „Było zimno, proszę pana, dopóki pan nie podszedł”... Jeśli istnieje możliwość, by dać coś innym, należy zawsze z niej skorzystać. Stosunek tego, kto daje, może okazać się ważniejszy niż sam dar. „Nie jest mi drogi twój prezent, droga jest mi twoja miłość” – to słowa Johna Templetona, amerykańskiego filozofa i pisarza.

Tym samym poruszyliśmy temat tego, co najważniejsze. Rozmyślać nad życiem warto jak najczęściej. Można to robić w samotności, ale lepiej w towarzystwie kogoś bliskiego duchowo. Najważniejsze to częściej zadawać sobie poważne pytania i uważnie wsłuchiwać się w głos sumienia. Ono nie pozwoli nam popełnić błędu, bo z nim nie da się dogadać. Zakończmy naszą rozmowę słowami wspaniałego rosyjskiego pisarza M. M. Pryszwina: „Są piękne drzewa, które zachowują liście aż do pierwszych mrozów, a po mrozach pozostają zielone aż do śnieżnych zamieci. Są cudowne. Tak też są ludzie, którzy przeszli przez wszelkie możliwe trudności, a sami do samej śmierci stają się coraz lepsi i lepsi”.

o. Andrei Ovchinnikov (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek /orthphoto.net/