Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Co zrobić z tym, co wiesz
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 06 maja 2026
W świecie napędzanym przez informację, dość łatwo pomylić wiedzę z czymś ważnym i dobrym samym w sobie. W związku z tym zdobywanie wiedzy duchowej to w pewnym sensie rozwijający się przemysł. W rosyjskiej powieści z lat 90. intelektualistka spotyka mnicha, który odnawia starożytny klasztor w Gruzji. Podczas rozmowy przytacza cytat ze św. Maksyma. Mnich jest zaskoczony i pyta: „Czytałaś św. Maksyma? Jak kiedykolwiek zostaniesz zbawiona?”. Następnie mówi jej, że nigdy nie powinna czytać więcej godzin dziennie, niż się modli.
W naszych czasach, zwłaszcza gdy informacja jest postrzegana jako niezbędny element demokracji (a wyobrażamy sobie, że życie duchowe jest równie demokratyczne, jak życie polityczne), skandalem jest usłyszeć, że istnieje wiedza, która jest dla ciebie szkodliwa lub do której jeszcze się nie nadajesz. Niemniej jednak tak jest.
Lata temu powiedziano mi, że powinienem mówić tylko o tym, co wiem (rada ta przyszła od starszego księdza, który przemawiał na temat kaznodziejstwa). „Zawsze masz prawo opowiedzieć swoją historię” – powiedział i zalecił, aby moje kazania nie wykraczały poza ramy mojego doświadczenia. To było trudne słowo, ponieważ byłem młody i miałem bardzo niewielkie doświadczenie. Do dziś jednak pozostaje ono dobrą radą.
Rozciągnąłem tę zasadę na moje pisanie, co jest jednym z powodów, dla których nie będę się rozwodził na niektóre tematy. Niebezpiecznie zbliżam się do złamania tej zasady, ilekroć myślę na głos o nauce – choć wydaje się to nieuniknione.
Jest powód, dla którego słowo „starzec” ma tak duże znaczenie w prawosławiu: teologia i mądrość nie są domeną młodych. Spotkałem bardzo błyskotliwe młode umysły w środowiskach teologicznych, ale zazwyczaj są to umysły, które nie wiedzą, co zrobić z tym, co wiedzą. Jednym ze sposobów myślenia o tym jest zadawanie pytań. Ten sam starszy ksiądz, który kazał mi mówić tylko o tym, co wiem, kazał mi też nie odpowiadać na pytania, których nikt nie zadawał. I ta rada nadal mnie prowadzi.
Nie możesz wiedzieć czegoś, co nie budzi w tobie żadnych wątpliwości. Możesz gromadzić i zapamiętywać informacje, ale nigdy ich nie poznasz, dopóki nie staną się one twoje, a to może się zdarzyć tylko dzięki pytaniom. Informacje, które nie są odpowiedzią na pytanie, są bezużyteczne. Po co miałbyś się nimi przejmować?
Przypuszczam, że moglibyśmy mówić o wiedzy stosowanej, a nie o samych informacjach. Kiedyś rozmawialiśmy w rodzinie o trygonometrii (moja najstarsza córka jest matematykiem). Przyznałem się, że nie mam o tym zielonego pojęcia, chociaż miałem z tego zajęcia w liceum i podobno dostałem czwórkę. Zauważyłem, że nikt nigdy nie zadał sobie trudu, żeby mi powiedzieć, na co odpowiada trygonometria. Dowiedziałem się od córki, że ma to coś wspólnego z trójkątami. Większość z tego, co mówiła, przekraczała moje pojęcie.
To ta sama rzeczywistość, która sprawia, że teologia staje się zajęciem dla osób starszych. Mówi się, że najlepszym matematykiem i fizykiem zostaje się przed trzydziestką. Najlepszym teologiem po sześćdziesiątce. Charakter pytań teologicznych często nie jest wyzwaniem dla młodych. Oczywiście, niektóre z pytań młodych nie mają już znaczenia po sześćdziesiątce.
Ta refleksja sugeruje drogę do poznania Boga: zwracaj uwagę na swoje pytania. Rezultatem tej drogi jest to, że stajesz się o wiele bardziej świadomy tego, czego nie wiesz, niż tego, co myślisz, że wiesz. Sama informacja blaknie.
Kilka lat temu odbyłem serię rozmów z pewnym młodym mężczyzną, który oskarżał mnie o różne herezje. Podczas naszej rozmowy zależało mi na tym, aby odwrócić jego uwagę od źle przyswojonych informacji (niektóre tak zwane prawosławne strony internetowe wyrządzają więcej szkody niż pożytku) i skupić ją na własnej duszy. Jego złudzeniem było dostrzeganie zagrożeń tam, gdzie ich nie było, i ignorowanie zagrożenia, które bezpośrednio czaiło się w jego wnętrzu. Poniosłem porażkę. Nie poszło mu dobrze.
Prawosławne chrześcijaństwo nie jest tematem do opanowania. Jeśli właściwie ją rozumieć, wiara prawosławna jest opisem „wszystkiego”. Nie jest podzbiorem wiedzy religijnej ani kompendium doktryn. Jest całością bytu, stworzonego i niestworzonego. Większości wiary nie da się wypowiedzieć. Im mniej niewypowiedzianego, co otacza dane stwierdzenie, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie ono błędne lub zniekształcone.
Św. Ignacy Antiocheński zauważył: „Kto prawdziwie posługuje się słowem Jezusa, słyszy nawet jego milczenie”. Zauważył również: „Im częściej ktoś widzi biskupa milczącego, tym bardziej powinien go czcić”.
Wszystko to, oczywiście, stanowi surową naganę dla kogoś, kto napisał ponad 2500 artykułów. Powiem jednak, że moim największym osiągnięciem jest to, czego nie napisałem. I być może tylko tam znajdę zbawienie.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: anamariaavram /orthphoto.net/
W naszych czasach, zwłaszcza gdy informacja jest postrzegana jako niezbędny element demokracji (a wyobrażamy sobie, że życie duchowe jest równie demokratyczne, jak życie polityczne), skandalem jest usłyszeć, że istnieje wiedza, która jest dla ciebie szkodliwa lub do której jeszcze się nie nadajesz. Niemniej jednak tak jest.
Lata temu powiedziano mi, że powinienem mówić tylko o tym, co wiem (rada ta przyszła od starszego księdza, który przemawiał na temat kaznodziejstwa). „Zawsze masz prawo opowiedzieć swoją historię” – powiedział i zalecił, aby moje kazania nie wykraczały poza ramy mojego doświadczenia. To było trudne słowo, ponieważ byłem młody i miałem bardzo niewielkie doświadczenie. Do dziś jednak pozostaje ono dobrą radą.
Rozciągnąłem tę zasadę na moje pisanie, co jest jednym z powodów, dla których nie będę się rozwodził na niektóre tematy. Niebezpiecznie zbliżam się do złamania tej zasady, ilekroć myślę na głos o nauce – choć wydaje się to nieuniknione.
Jest powód, dla którego słowo „starzec” ma tak duże znaczenie w prawosławiu: teologia i mądrość nie są domeną młodych. Spotkałem bardzo błyskotliwe młode umysły w środowiskach teologicznych, ale zazwyczaj są to umysły, które nie wiedzą, co zrobić z tym, co wiedzą. Jednym ze sposobów myślenia o tym jest zadawanie pytań. Ten sam starszy ksiądz, który kazał mi mówić tylko o tym, co wiem, kazał mi też nie odpowiadać na pytania, których nikt nie zadawał. I ta rada nadal mnie prowadzi.
Nie możesz wiedzieć czegoś, co nie budzi w tobie żadnych wątpliwości. Możesz gromadzić i zapamiętywać informacje, ale nigdy ich nie poznasz, dopóki nie staną się one twoje, a to może się zdarzyć tylko dzięki pytaniom. Informacje, które nie są odpowiedzią na pytanie, są bezużyteczne. Po co miałbyś się nimi przejmować?
Przypuszczam, że moglibyśmy mówić o wiedzy stosowanej, a nie o samych informacjach. Kiedyś rozmawialiśmy w rodzinie o trygonometrii (moja najstarsza córka jest matematykiem). Przyznałem się, że nie mam o tym zielonego pojęcia, chociaż miałem z tego zajęcia w liceum i podobno dostałem czwórkę. Zauważyłem, że nikt nigdy nie zadał sobie trudu, żeby mi powiedzieć, na co odpowiada trygonometria. Dowiedziałem się od córki, że ma to coś wspólnego z trójkątami. Większość z tego, co mówiła, przekraczała moje pojęcie.
To ta sama rzeczywistość, która sprawia, że teologia staje się zajęciem dla osób starszych. Mówi się, że najlepszym matematykiem i fizykiem zostaje się przed trzydziestką. Najlepszym teologiem po sześćdziesiątce. Charakter pytań teologicznych często nie jest wyzwaniem dla młodych. Oczywiście, niektóre z pytań młodych nie mają już znaczenia po sześćdziesiątce.
Ta refleksja sugeruje drogę do poznania Boga: zwracaj uwagę na swoje pytania. Rezultatem tej drogi jest to, że stajesz się o wiele bardziej świadomy tego, czego nie wiesz, niż tego, co myślisz, że wiesz. Sama informacja blaknie.
Kilka lat temu odbyłem serię rozmów z pewnym młodym mężczyzną, który oskarżał mnie o różne herezje. Podczas naszej rozmowy zależało mi na tym, aby odwrócić jego uwagę od źle przyswojonych informacji (niektóre tak zwane prawosławne strony internetowe wyrządzają więcej szkody niż pożytku) i skupić ją na własnej duszy. Jego złudzeniem było dostrzeganie zagrożeń tam, gdzie ich nie było, i ignorowanie zagrożenia, które bezpośrednio czaiło się w jego wnętrzu. Poniosłem porażkę. Nie poszło mu dobrze.
Prawosławne chrześcijaństwo nie jest tematem do opanowania. Jeśli właściwie ją rozumieć, wiara prawosławna jest opisem „wszystkiego”. Nie jest podzbiorem wiedzy religijnej ani kompendium doktryn. Jest całością bytu, stworzonego i niestworzonego. Większości wiary nie da się wypowiedzieć. Im mniej niewypowiedzianego, co otacza dane stwierdzenie, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie ono błędne lub zniekształcone.
Św. Ignacy Antiocheński zauważył: „Kto prawdziwie posługuje się słowem Jezusa, słyszy nawet jego milczenie”. Zauważył również: „Im częściej ktoś widzi biskupa milczącego, tym bardziej powinien go czcić”.
Wszystko to, oczywiście, stanowi surową naganę dla kogoś, kto napisał ponad 2500 artykułów. Powiem jednak, że moim największym osiągnięciem jest to, czego nie napisałem. I być może tylko tam znajdę zbawienie.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: anamariaavram /orthphoto.net/