publicystyka: Niewytłumaczalna niewiara
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Niewytłumaczalna niewiara

03 maja 2026

Jeśli nie ograniczymy się do powierzchownych rozważań, lecz zastanowimy się głębiej, to w istocie dziwić należy się nie wierze, lecz niewierze. Co znaczy „nie wierzyć”? To znaczy zaprzeczać nie tylko istnieniu Boga, lecz także rzeczywistości ducha, całego duchowego życia człowieka.

Tak właśnie postępuje konsekwentny, „naukowy” materializm: „Realna jest tylko materia – mówi – realna jest tylko walka wszystkiego, co istnieje, o byt”. Stąd prymat zjawisk ekonomicznych, czyli „produkcyjnych”, w świecie. I nie tylko prymat, bo wszystko pozostałe – wszystko, co w jakikolwiek sposób odnosi się do sfery duchowej – jest, jak ją postrzega, „nadbudową” nad tą materią, całkowicie jej podporządkowaną.

Brzmi to tak łatwo, lecz wystarczy przejść do rzeczywistości, by te słowa i teorie okazały się potwornym absurdem. Natychmiast bowiem pojawia się pytanie – dawne, lecz bynajmniej nie przestarzałe: jak od materii, od walki o byt i, że tak powiem, „od brzucha” dojść do dziewiątej symfonii Beethovena, do „Trójcy” Rublowa, do lermontowskiego „Po niebie o północy anioł leciał”? W jaki sposób z materialnych przesłanek powstała i narodziła się nauka, w której centrum znajdują się słowa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje swoje życie za przyjaciół swoich” (J 15,13)? Pytanie to nie straciło aktualności, ponieważ żaden konsekwentny i przekonany materialista nigdy na nie nie odpowiedział. Dopóki zaś pytanie to pozostaje bez odpowiedzi, nie można go lekceważyć.

Jak z „walki o byt” i „dialektyki rozwoju” narodziło się w człowieku pojęcie piękna, dobra, doskonałości moralnej, świętości? Nie da się tu niczego rozstrzygnąć pogardliwymi odpowiedziami o „moralności burżuazyjnej”, „estetyce burżuazyjnej” itp. Na przykład święty Serafin z Sarowa nie był z żadnego punktu widzenia „burżujem”. Jaka „burżuazja” mogła stworzyć człowieka, który każdego przychodzącego do niego nazywał „Radości moja”?
Niczego w istocie nie wyjaśnia również słynna materialistyczna nauka o pochodzeniu religii. Religia – według nauki najpierw Feuerbacha, a potem Marksa – powstała w całości z wyzysku. Lecz w gruncie rzeczy pozostaje niejasne, kto ją stworzył – wyzyskiwacze czy wyzyskiwani? U Feuerbacha wychodzi na to, że wyzyskiwani. „Biedny człowiek – mówi on – wierzy w bogatego Boga”, czyli innymi słowy tworzy sobie idealny obraz tego, czego jest pozbawiony na ziemi. Na ziemi jest mu źle – w niebie będzie dobrze; burżuj, który go wyzyskuje, jest zły, natomiast Bóg jest dobry itd. Z drugiej strony wynika, że religię wymyślili jacyś oszuści, przy czym sami w nią natychmiast uwierzyli, bo trudno przypuszczać, by kapłani, teologowie i święci zawsze i wszędzie byli świadomymi oszustami.

Materializm zatem nie odpowiada na żadne z poważnych pytań, które się wobec niego kieruje, i wiedząc o tym, po dojściu do władzy zamiast odpowiedzi posługuje się brutalnym przymusem. Tymczasem wszystkie te pytania wskazują na niewytłumaczalność i sprzeczność nie wiary, lecz niewiary.

Wierzący w swoich wyjaśnieniach wiary mogą spierać się o Boga, o to, jak Go rozumieć, ale wychodzą od oczywistego, niepodważalnego faktu – od istnienia rzeczywistości, której nie da się sprowadzić do materii i procesów materialnych; od rzeczywistości obecnego w samym człowieku doświadczenia piękna, dobra, doskonałości, świętości i wreszcie wiary – nie jako idei, lecz jako żywej więzi z rzeczywistością wyższego bytu. Powtarzam: punkt wyjścia jest tu jasny – istnieje materia ze swoimi prawami i istnieje rzeczywistość duchowa ze swoją dynamiką. Odpowiada to odwiecznemu doświadczeniu człowieka.

Lecz przychodzi materialista-ateista i mówi: „Nie ma żadnej rzeczywistości duchowej, istnieje tylko materia”. Skąd to wziął i skąd w takim razie u człowieka potrzeby oraz dążenia duchowe? Ale materialista, nie słuchając zastrzeżeń, powtarza uparcie: „Wszystko na świecie jest zdeterminowane związkiem przyczynowo-skutkowym, wszystko ma swoją przyczynę”. Ktoś nieśmiało pyta: „Ale przecież wtedy i materia powinna mieć swoją przyczynę, swój początek? Skądś przecież się wzięła?” „Nie – odpowiada stanowczo i uparcie – materia jest wieczna i nie ma początku”.

W jakim dziwnym i niewytłumaczalnym świecie żyje niewierzący materialista! Rzeczywistość niewidzialną, lecz dla wielu tak oczywistą, po prostu odrzuca: „Jej nie ma, to złudzenie. Wszystko jest wymysłem: i piękno, i dobro, i doskonałość, i ‘Po niebie o północy anioł leciał’ – to tylko nadbudowa!”. O rzeczywistości widzialnej twierdzi zaś, że poznał jej prawa. Ale skąd wzięło się na przykład marksowskie rozumienie historii? Przecież rozumienie to także „nadbudowa”. W jaki więc sposób proces materialny i dialektyka stosunków produkcyjnych stworzyły Marksa, który całe życie spędził nad książkami i nigdy nie brał udziału w żadnej produkcji?

Przychodzi również moment, gdy można powiedzieć sobie: Boże mój, jakże to wszystko jest wydumane, głupie i nieprzekonujące! I jak miliony ludzi mogą widzieć w tym nie tylko prawdę, ale jeszcze „wyzwolenie”? O ileż mądrzejsza, głębsza, bliższa życiu i rzeczywistości jest wiara – czyli to doświadczenie rzeczywistości ducha i świata duchowego, którym ludzie zawsze i wszędzie żyli! O ileż jest ona wyższa, czystsza i wreszcie bardziej wiarygodna! Jakże naturalne i ludzkie jest wierzyć w Źródło i Cel życia, wierzyć w uduchowienie materii, odkrywać w życiu i w sobie samym wieczne i jasne prawo prawdy, dobra i piękna! I jakże żałośnie uproszczony wydaje się na tym tle światopogląd materialisty!

Zaprawdę, miał rację starożytny psalmista, który zawołał: „Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga” (Ps 52,2).

o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/