publicystyka: Radości paschalnej nie wzywajcie – ona sama przyjdzie
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Radości paschalnej nie wzywajcie – ona sama przyjdzie

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin), 02 maja 2026

Jesteśmy niezwykle niedoskonałymi, duchowo zatwardziałymi i ciężkimi ludźmi. Być może właśnie dlatego paschalna radość nie spieszy się do nas, być może dlatego czasami zwleka, tak jak Chrystus zwlekał z przybyciem do Betanii, gdzie grzebano Łazarza.

On zwlekał nie bez powodu; wiedział, co ma robić. I my, w naszej Betanii, w naszym krótkim ziemskim życiu, nie powinniśmy popadać w przygnębienie. Przygnębienie jest grzechem podstępnym i głębokim: działa ono niekiedy poprzez głęboko zakorzenioną w nas nieufność wobec siebie, wobec własnego wyboru, wobec własnych duchowych dążeń, poprzez tę podejrzliwość wobec siebie, ten brak akceptacji siebie, który nie ma nic wspólnego z prawdziwie chrześcijańskim odrzuceniem własnego grzechu, a w rzeczywistości stanowi ciemną stronę pychy.

I kiedy w najjaśniejsze Święto Zmartwychwstania Pańskiego, po krótkim śnie po nieprzespanej nocy, nagle zdajesz sobie sprawę, że nie odczuwasz nic szczególnego – nic poza pragnieniem, by w końcu normalnie zjeść i odpocząć po długich nabożeństwach Wielkiego Tygodnia – przygnębienie nie omieszka ci szepnąć:
– No i gdzie twoja wiara? Gdzie jest twoja radość z wieści o zmartwychwstałym Chrystusie? Nie ma w tobie ani wiary, ani radości – po prostu próbujesz to sobie wmówić i chwytasz się tego z bezradności.

Nie należy się dziwić ani spierać. Święci nauczyciele chrześcijaństwa niejednokrotnie ostrzegali przed dialogiem z grzechem i diabłem.

Radość paschalna nie jest bowiem tym samym, co radość z jakiegokolwiek ziemskiego osiągnięcia, nawet jeśli jest to dla nas rzeczywiście największe szczęście. Radość paschalna jest czymś tajemniczym i, w najgłębszym odczuciu, dziwnym, nie z tego świata. Przychodzi ona nie tylko w Wielkanoc: może nas niespodziewanie ogarnąć pierwszego dnia Wielkiego Postu, kiedy wracamy z cerkwi po czytananiu Kanonu Pokutnego; może pojawić się podczas pokłonu przed krzyżem lub w ogóle kiedykolwiek i gdziekolwiek – na pielgrzymce, w domu, na sali szpitalnej, w lesie o świcie.

Radość paschalna nie jest czymś, co możemy sami sobie stworzyć. Sami możemy jedynie zaufać Bogu i czekać. Ale co znaczy – czekać? Oczekiwanie w tym przypadku nie jest stanem biernym, pozbawionym woli, jest to kontynuacja naszego życia z tym samym bezwarunkowym zaufaniem wobec Zmartwychwstałego.

Być może naprawdę potrzebujemy odpoczynku, a nawet dodatkowej godziny snu. Jednak wieczorem i tak zgromadzimy się na wielkiej paschalnej wieczerni. Tym bardziej, że zostanie na nią dostarczony Święty Ogień z świątyni Grobu Pańskiego w Jerozolimie.

Ten płomień już parzy: utracił już swoje nieziemskie właściwości, wkroczył do świata doczesnego wraz z jego prawami fizyki. Ale przecież i tak pochodzi stamtąd, z Nieba. Jego ciepło ma właściwości lecznicze dla duszy, a nawet dla ciała – nie może być inaczej. Właśnie podczas wielkiej wieczerni w naszej katedrze Pokrowskiej, wśród mnóstwa rozbiegających się po świątyni światełek, nagle naprawdę poczułam, co to znaczy: „Chrystus zmartwychwstał! – Zaprawdę zmartwychwstał!”. Jego Zmartwychwstanie to nasza wolność! W Nim, razem z Nim, staliśmy się niepodlegli śmierci, znaleźliśmy ponadczasową egzystencję. On zmartwychwstał i jest z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). A to znaczy, że nie trzeba się bać żadnych ziemskich smutków i nieszczęść, nawet tych ciężkich; oznacza to, że nic na ziemi nie daje nam powodu do rozpaczy. Nieznajomy człowiek, uśmiechając się, podaje mi zapaloną świecę – zauważył, że nie mam własnej – i rozumiem, że właśnie paschalna radość łączy mnie teraz z tym człowiekiem – radość tej wolności. I to nie tylko teraz.

Poranek Poniedziałku Paschy. Jakże wcześnie wschodzi słońce: świt rozbłyskuje między wieżowcami, ceglane ściany skąpane są w delikatnym, złocistym świetle. Śpiewają sikorki, świergoczą wróble, gulgoczą gołębie. Na trawnikach już żółkną dmuchawce. Spieszę się na przystanek. Długa droga z dwoma przesiadkami – i oto jest, moja ulubiona mała cerkiewka Zmartwychwstania Pańskiego na starym cmentarzu Woskresieńskim. Poranek jest chłodny, ale w świątyni jest ciepło – nie z powodu ogrzewania, nie. Ciepło emanuje od ojca Aleksandra, od jego małżonki, matuszki Julii, która jest dyrygentką, od każdego, kto przyszedł tu dzisiaj, mimo że jest to dzień powszedni, jak mogłoby się wydawać. Śpiewamy razem całą paschalną liturgię, pomimo dużej różnicy w naszych zdolnościach wokalnych. Podczas śpiewania „obejmijmy się nawzajem” naprawdę się obejmujemy. I nagle dla wszystkich nas staje się jasne, czym tak naprawdę jest paschalna radość. Ojciec Aleksander mówi o tym w kazaniu. Tak, powtórzę: to nie jest radość wynikająca z jakichkolwiek ziemskich okoliczności. To łaska Boża, która objawia się nam w dni Paschy.

Czy tylko w okresie paschalnym? Wiemy już, że nie, nie tylko wtedy. Ta nieziemska, pełna łaski radość nie zawsze będzie taka – wyraźna, bezpośrednio odczuwalna, jasna, gorąca, jak dzisiaj. Ale w pokornym sercu wierzącego będzie żyła zawsze i zawsze może niespodziewania się ujawnić, przemówić. Tak, kiedyś ogarnie nas przygnębienie, kiedyś nadejdzie kryzys duchowy lub złamią nas życiowe smutki – i będzie nam się wydawało, że nie ma w nas żadnej radości. Znowu jednak nie trzeba się dziwić, nie trzeba popadać w rozpacz, przygnębienie trzeba przepędzić. W kierunku Paschy bieżącego roku podążamy trudną drogą Wielkiego Postu. Ale do Paschy jako stanu naszej chrześcijańskiej duszy, do tej Paschy, która nigdy nie opuściła kaliwy czcigodnego Serafima, zmierzamy przez całe nasze życie, a jest to droga nieprosta, nielekka i na tej drodze trzeba pokonać bardzo wiele przeszkód.

„Chrystus zmartwychwstał! – Zaprawdę, Chrystus zmartwychwstał!” – to potężny impuls, który uwalnia nas od wszystkiego, co nas przytłacza i krępuje, od całego ciężaru naszego istnienia w upadłym świecie. A jeśli dane nam jest to odczuć choćby raz… to znaczy, że nam dane. Jeśli nie dane nam jest bezpośrednio tego doświadczać przez całe nasze ziemskie życie – to znaczy, że nie dane, i to również nie jest dziełem przypadku: zostaliśmy powołani, aby uczyć się cierpliwości, żyć „w niedostatku i w dostatku… sycić się i cierpieć głód” (Flp 4, 12).

W dniach Paschalnego Tygodnia zazwyczaj nie prosimy o nic osobistego, nawet jeśli jest to konieczne: w świątyniach nie odprawia się molebnów. W domu, zamiast codziennej reguły modlitewnej, czytamy godziny lub stichery Paschy. I jest to całkowicie zrozumiałe: Maria Magdalena, która dopiero co rozpoznała zmartwychwstałego Nauczyciela, nie mogła prosić Go o nic osobistego, nawet jeśli było to dla niej bardzo ważne. Chrystus zmartwychwstał – to słowa o Wieczności. Wszystko inne – dotyczy tego, co przemijające.

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/