publicystyka: Nieustający spór
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Nieustający spór

27 kwietnia 2026

Na świecie w gruncie rzeczy nie ustaje tylko jeden spór: „Bóg istnieje!” – „Boga nie ma!”. Pomiędzy tymi twierdzeniami odwiecznie waha się człowiek, myśl ludzka, ludzka kultura.

Śmiesznym jest myśleć, jak sądzi wielu w naszych czasach, że spór ten może się zakończyć, zostać rozstrzygnięty przez coś zewnętrznego: naukę, filozofię, loty w kosmos itd. Śmiesznym jest czytać, jakoby dziś nauka dowiodła, że Boga nie ma – przecież już w XIII wieku ta sama nauka dowodziła, że Bóg jest, i średniowiecznym filozofom wydawało się, że sporów na ten temat być nie może. Jak daleko byśmy nie sięgali w głąb wieków, wszędzie widzimy ofiarę składaną Bogu i słyszymy słowa Psalmisty: Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga (Ps 52,1). I jedno, zdawałoby się, powinno być oczywiste dla każdego: ten spór nigdy nie został rozstrzygnięty i nie może zostać rozstrzygnięty żadnymi dowodami!

Czy jednak wynika z tego, że spór ten nie jest potrzebny i że należy go po prostu zakończyć? Oczywiście, że nie. Jest to bowiem spór najbardziej niecierpiący zwłoki, najbardziej ludzki ze wszystkich. Bez niego człowiek nie byłby człowiekiem, ponieważ jest to przede wszystkim jego spór z samym sobą i toczy się on nieustannie na najgłębszym poziomie jego świadomości.

Świat nie dzieli się na wierzących i niewierzących, lecz na wierzących, którzy nieustannie poddawani są próbie niewiary, oraz niewierzących, którzy nieustannie poddawani są próbie wiary. To nie dowody czynią wierzącego wierzącym – o nie! On dlatego szuka dowodów dla swojej wiary, że jest ona nieustannie podmywana przez niewiarę. „Wierzę, Panie! pomóż mojej niewierze” (Mk 9,24) – ze łzami woła w Ewangelii człowiek, odsłaniając stałą, nieusuwalną kruchość wiary, zawsze jakby rozpostartej nad niewiarą. Lecz i niewierzący, gdy z pasją i fanatyzmem, z jakąś rozpaczą twierdzi, że Boga nie ma, nie może nie odczuwać, nie uświadamiać sobie przynajmniej czasem, że w samym tym zaprzeczeniu, w samej tej pasji jest już coś dziwnego – bo po co tak zaprzeczać temu, czego nie ma?

Gdy tylko schodzi się na głębię tego odwiecznego sporu, od razu pojmuje się jego złożoność i paradoksalność, pojmuje się, że jest to spór człowieka z samym sobą. I że nie na zewnątrz – nie w filozofii, nie w nauce, nie w uczonych wywodach i dowodach – się on rozstrzyga, lecz zawsze i tylko w duszy ludzkiej, i za każdym razem na nowo. Nie ma dwóch jednakowych wiar, tak jak nie ma dwóch jednakowych niewiar. Jeśli człowiekowi nie jest dane „udowodnić” swojej wiary, to czy również nie jest on w stanie opowiedzieć o niej, objawić jej innym? Otóż cała religia w swej istocie nie jest niczym innym jak opowieścią o wierze, ukazaniem wiary. Lecz i antyreligia, i ateizm są także pewnego rodzaju opowieścią o niewierze, ukazaniem jej istoty. O tym mówi Ewangelia: „Po owocach ich poznacie” (Mt 7,16). Właśnie owoce zarówno religii, jak i antyreligii można badać obiektywnie, a nawet naukowo.

U każdego, kto podchodzi do wiary i niewiary obiektywnie, to znaczy jako do zjawisk wymagających badania, a nie jako do apriorycznych twierdzeń czy zaprzeczeń, nieuchronnie pojawi się pytanie: dlaczego antyreligia, aby odnosić sukcesy, potrzebuje kłamstwa o religii, podczas gdy religia nie potrzebuje kłamstwa o antyreligii?

Rzeczywiście, cała propaganda antyreligijna opiera się wyłącznie na fałszowaniu faktów. Nigdy nie mówi: „Tak, nauka chrześcijaństwa jest piękna i wzniosła, dała przykłady życia o nieskończonym pięknie i czystości, zainspirowała sztukę i kulturę jak żadne inne zjawisko w historii świata. Ale, niestety, nauka ta jest fałszywa z tej prostej przyczyny, że Boga nie ma”. Nie – ta propaganda musi oblewać chrześcijaństwo błotem, zaprzeczać temu, co oczywiste, interpretować wszystko pozytywne w złym świetle, a przede wszystkim ukrywać prawdziwą istotę religii przed tymi, których wiarę trzeba zniszczyć.

Oto fakt naprawdę godny zdumienia i badania. Bo równie obiektywnie można by wykazać, że religia przynajmniej w tym punkcie działa inaczej – według zasady ogłoszonej w Nowym Testamencie: „Szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7), „Wszystko badajcie, co dobre – zachowujcie” (1 Tes 5,21). Innymi słowy, poszukiwanie, sprawdzanie, próba, głęboki spór człowieka z samym sobą są tu nie tylko dopuszczalne, ale uznawane za dobro, a wiara, która nie przeszła przez tygiel wątpliwości, nie jest uważana za wiarę prawdziwą i mocną.

Dlatego to, co na powierzchni wygląda jak spór o Boga, jest w istocie sporem o owoce wiary i niewiary, a owocami tymi jest rozumienie świata i człowieka. Pytanie jest więc w gruncie rzeczy proste: w jakim świetle ukazują się one wierzącemu i niewierzącemu?

Być może nadszedł czas, by po prostu porównać te dwa sposoby odczuwania świata? Być może same w sobie niczego nie dowiodą. Ale w świecie zagubionym, niespokojnym, pełnym strachu i nienawiści, to porównanie, ten spór o owoce, być może coś ukaże i rozjaśni. Tylko ta droga jest godna człowieka, bo wszelka propaganda jest zawsze tylko oszustwem i przemocą.


o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/