Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Dotknąć i zobaczyć
20 kwietnia 2026
Uczeń Chrystusa, Tomasz, nie uwierzył, gdy inni uczniowie powiedzieli mu, że widzieli zmartwychwstałego Nauczyciela. „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25). I oczywiście to samo od wieków powtarza ludzkość.
Czyż nie na tym – zobaczę, dotknę, sprawdzę – opiera się cała nauka, całe poznanie? Czyż nie na tym ludzie budują wszystkie swoje teorie i ideologie? A jednak Chrystus żąda od nas czegoś nie tylko niemożliwego, ale jakby wręcz niewłaściwego: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29). Ale jak to możliwe – nie widzieć i uwierzyć? I jeszcze w co? Nie tylko w istnienie jakiejś wyższej Istoty duchowej – Boga, nie tylko w dobro, sprawiedliwość czy człowieczeństwo – nie.
Uwierzyć w zmartwychwstanie – w to niesłychane, w żadne ramy się nie mieszczące orędzie, którym żyje chrześcijaństwo, które stanowi całą jego istotę: „Chrystus zmartwychwstał!”
Skąd więc ma się wziąć ta wiara? Czy można zmusić się do wiary?
Człowiek odchodzi od tego niemożliwego zadania – ze smutkiem albo z gniewem – i wraca do swoich prostych i jasnych żądań: zobaczyć, dotknąć, odczuć, sprawdzić. Lecz oto, co dziwne: ile by nie patrzył, nie sprawdzał i nie dotykał, ta ostateczna prawda, której szuka, pozostaje tak samo nieuchwytna i tajemnicza. I nie tylko prawda, lecz także najprostsza życiowa rzeczywistość.
A tymczasem Pascha, po tylu wiekach, daje i to szczęście, i tę radość. Jakby nie widzieliśmy, nie możemy sprawdzić, nie można dotknąć – a jednak podejdź do świątyni w noc paschalną, spójrz na twarze oświetlone nierównym światłem świec, wsłuchaj się w to oczekiwanie, w to powolne, lecz tak niewątpliwe narastanie radości.
Oto w ciemności rozlega się pierwsze: „Chrystus zmartwychwstał!” Oto tysiące głosów odpowiadają: „Prawdziwie zmartwychwstał!” Oto otwierają się wrota świątyni i wylewa się stamtąd światło, i zapala się, i rozgorza, i jaśnieje radość, której nigdzie i nigdy nie można doświadczyć jak tylko tutaj, w tej chwili. „Raduj się, wesel się…” – skąd te słowa, skąd ten okrzyk, to święto szczęścia, skąd ta pewność? Rzeczywiście, „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. I właśnie tutaj jest to dowiedzione i sprawdzone. Przyjdźcie, dotknijcie, sprawdźcie i odczujcie i wy, małowierni sceptycy i ślepi przewodnicy ślepych!
„Niewiernym Tomaszem” nazywa Kościół apostoła, który zwątpił, i jakże znamienne jest to, że wspomina go i przypomina nam zaraz po Passze, nazywając niedzielę po niej Niedzielą Tomasza. Bo oczywiście przypomina nie tylko o Tomaszu, ale o samym człowieku, o każdym człowieku i o całej ludzkości. Boże mój, w jaką pustynię strachu, bezsensu i cierpienia zabrnęła ona mimo całego swojego postępu, mimo swojego „syntetycznego szczęścia”! Dotarła na Księżyc, pokonała przestrzeń, ujarzmiła naturę, lecz chyba żadne słowo z całego Pisma Świętego nie oddaje tak stanu świata jak to: „Całe stworzenie razem jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8,22). Właśnie jęczy i cierpi, i w tym cierpieniu nienawidzi, w tej ciemności niszczy samo siebie, boi się, zabija, umiera i trzyma się tylko pustej, bezsensownej pychy: „Jeśli nie zobaczę, nie uwierzę”.
Lecz Chrystus ulitował się nad Tomaszem, przyszedł do niego i powiedział: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” (J 20,27). I Tomasz upadł przed Nim na kolana i zawołał: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28). Umarła w nim jego pycha, jego pewność siebie, jego zadowolenie z siebie: że oto ja nie tak jak wy, mnie nie oszukacie. Poddał się, uwierzył, oddał się – i w tej samej chwili osiągnął tę wolność, to szczęście i tę radość, dla których właśnie nie wierzył, oczekując dowodów.
W te dni paschalne stoją przed nami dwa obrazy – zmartwychwstałego Chrystusa i niewiernego Tomasza: od Jednego płynie ku nam radość i szczęście, od drugiego – cierpienie i nieufność. Kogo wybierzemy, do kogo pójdziemy, któremu z nich uwierzymy? Od Jednego, poprzez całą historię ludzkości, płynie ku nam ten nigdy nie gasnący promień paschalnego światła i radości, od drugiego – mroczne cierpienie niewiary i zwątpienia…
W gruncie rzeczy możemy teraz sprawdzić, dotknąć i zobaczyć – bo ta radość jest pośród nas, tu i teraz. I cierpienie także. Co więc wybierzemy, czego zapragniemy, co zobaczymy? Może jeszcze nie jest za późno, by zawołać nie tylko głosem, lecz całym swoim jestestwem to, co zawołał niewierny Tomasz, gdy w końcu zobaczył: „Pan mój i Bóg mój!”. I oddał Mu pokłon – jak mówi Ewangelia.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Czyż nie na tym – zobaczę, dotknę, sprawdzę – opiera się cała nauka, całe poznanie? Czyż nie na tym ludzie budują wszystkie swoje teorie i ideologie? A jednak Chrystus żąda od nas czegoś nie tylko niemożliwego, ale jakby wręcz niewłaściwego: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29). Ale jak to możliwe – nie widzieć i uwierzyć? I jeszcze w co? Nie tylko w istnienie jakiejś wyższej Istoty duchowej – Boga, nie tylko w dobro, sprawiedliwość czy człowieczeństwo – nie.
Uwierzyć w zmartwychwstanie – w to niesłychane, w żadne ramy się nie mieszczące orędzie, którym żyje chrześcijaństwo, które stanowi całą jego istotę: „Chrystus zmartwychwstał!”
Skąd więc ma się wziąć ta wiara? Czy można zmusić się do wiary?
Człowiek odchodzi od tego niemożliwego zadania – ze smutkiem albo z gniewem – i wraca do swoich prostych i jasnych żądań: zobaczyć, dotknąć, odczuć, sprawdzić. Lecz oto, co dziwne: ile by nie patrzył, nie sprawdzał i nie dotykał, ta ostateczna prawda, której szuka, pozostaje tak samo nieuchwytna i tajemnicza. I nie tylko prawda, lecz także najprostsza życiowa rzeczywistość.
A tymczasem Pascha, po tylu wiekach, daje i to szczęście, i tę radość. Jakby nie widzieliśmy, nie możemy sprawdzić, nie można dotknąć – a jednak podejdź do świątyni w noc paschalną, spójrz na twarze oświetlone nierównym światłem świec, wsłuchaj się w to oczekiwanie, w to powolne, lecz tak niewątpliwe narastanie radości.
Oto w ciemności rozlega się pierwsze: „Chrystus zmartwychwstał!” Oto tysiące głosów odpowiadają: „Prawdziwie zmartwychwstał!” Oto otwierają się wrota świątyni i wylewa się stamtąd światło, i zapala się, i rozgorza, i jaśnieje radość, której nigdzie i nigdy nie można doświadczyć jak tylko tutaj, w tej chwili. „Raduj się, wesel się…” – skąd te słowa, skąd ten okrzyk, to święto szczęścia, skąd ta pewność? Rzeczywiście, „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. I właśnie tutaj jest to dowiedzione i sprawdzone. Przyjdźcie, dotknijcie, sprawdźcie i odczujcie i wy, małowierni sceptycy i ślepi przewodnicy ślepych!
„Niewiernym Tomaszem” nazywa Kościół apostoła, który zwątpił, i jakże znamienne jest to, że wspomina go i przypomina nam zaraz po Passze, nazywając niedzielę po niej Niedzielą Tomasza. Bo oczywiście przypomina nie tylko o Tomaszu, ale o samym człowieku, o każdym człowieku i o całej ludzkości. Boże mój, w jaką pustynię strachu, bezsensu i cierpienia zabrnęła ona mimo całego swojego postępu, mimo swojego „syntetycznego szczęścia”! Dotarła na Księżyc, pokonała przestrzeń, ujarzmiła naturę, lecz chyba żadne słowo z całego Pisma Świętego nie oddaje tak stanu świata jak to: „Całe stworzenie razem jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8,22). Właśnie jęczy i cierpi, i w tym cierpieniu nienawidzi, w tej ciemności niszczy samo siebie, boi się, zabija, umiera i trzyma się tylko pustej, bezsensownej pychy: „Jeśli nie zobaczę, nie uwierzę”.
Lecz Chrystus ulitował się nad Tomaszem, przyszedł do niego i powiedział: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” (J 20,27). I Tomasz upadł przed Nim na kolana i zawołał: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28). Umarła w nim jego pycha, jego pewność siebie, jego zadowolenie z siebie: że oto ja nie tak jak wy, mnie nie oszukacie. Poddał się, uwierzył, oddał się – i w tej samej chwili osiągnął tę wolność, to szczęście i tę radość, dla których właśnie nie wierzył, oczekując dowodów.
W te dni paschalne stoją przed nami dwa obrazy – zmartwychwstałego Chrystusa i niewiernego Tomasza: od Jednego płynie ku nam radość i szczęście, od drugiego – cierpienie i nieufność. Kogo wybierzemy, do kogo pójdziemy, któremu z nich uwierzymy? Od Jednego, poprzez całą historię ludzkości, płynie ku nam ten nigdy nie gasnący promień paschalnego światła i radości, od drugiego – mroczne cierpienie niewiary i zwątpienia…
W gruncie rzeczy możemy teraz sprawdzić, dotknąć i zobaczyć – bo ta radość jest pośród nas, tu i teraz. I cierpienie także. Co więc wybierzemy, czego zapragniemy, co zobaczymy? Może jeszcze nie jest za późno, by zawołać nie tylko głosem, lecz całym swoim jestestwem to, co zawołał niewierny Tomasz, gdy w końcu zobaczył: „Pan mój i Bóg mój!”. I oddał Mu pokłon – jak mówi Ewangelia.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/