Zostań przyjacielem cerkiew.pl
I stałem się martwy, a oto jestem Żyjący na wieki wieków
o. Walery Duchanin (tłum. Justyna Pikutin), 18 kwietnia 2026
«Nie bój się, Ja jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. I stałem się martwy, a oto jestem Żyjący na wieki wieków» (Ap 1, 17–18). Tak, Panie, objawiłeś to swemu umiłowanemu uczniowi. Ten, kto odpowiedział na Twoją miłość, stał się świadkiem tajemnicy. Miłość i wierność – to bramy kontemplacji. Jan widział Twoją śmierć. Stał tak blisko krzyża, że wyraźnie usłyszał Twój cichy głos, którym nakazałeś mu, by stał się synem Twej Matki. Trzeciego dnia, wyprzedzając Piotra, ale nie ośmielając się wejść, w ciszy wpatrywał się w pusty grób – sama cisza świadczyła o czymś niezwykłym. A potem, wraz z dziesięcioma innymi, ujrzał Ciebie.
Cóż to za radość – Ty zmartwychwstałeś! Aniołowie triumfują, ludzie radują się, słońce igra, a sam kosmos, lśniący pradawnymi gwiazdami, wydaje się inny, gdyż proces entropii został przerwany – wypadło ogniwo z łańcucha zniszczeń.
***
Kiedyś wydawało mi się, że Twoje Zmartwychwstanie to tylko jeden z wielu cudów. Świat jest pełen cudów Bożych. Ale, niestety, wśród cudów, o których mowa w Biblii, zmartwychwstanie nie pojawia się aż tak często: trzy razy – w czasach Starego Testamentu, trzy razy – w czasach ewangelicznych, przed Twoim Ukrzyżowaniem i Zmartwychwstaniem, oraz trzy razy – po nich.
Twój sługa Eliasz wskrzesił małego chłopca. W modlitwie pochylił się nad martwym ciałem, wzywając: „Panie, mój Boże, proszę, niech dusza tego dziecka wróci do niego” (1 Krl 17, 21). I choć ktoś powiedział, że „Eliasz był człowiekiem doznającym podobnie jak my” (Jk 5, 17), jego śmiała modlitwa została przez Ciebie wysłuchana, a chłopiec ożył. Elizeusz, ten, który prosił Eliasza o szczególną łaskę dla siebie (2 Krl 2, 9) – wskrzesił w sposób szczególny. Wezwał do życia chłopca – bo nie ma na ziemi większego smutku niż śmierć dziecka. Jakże prosto opisano jego powrót: „Wtedy chłopiec kichnął siedem razy, i otworzył oczy” (2 Krl 4, 35). A do matki prorok powiedział równie prosto, ale dla niej samej było to niewypowiedzianą radością: „Zabierz swego syna” (2 Krl 4, 36). Jeszcze jeden cud wydarzył się po śmierci Elizeusza. „A z nastaniem roku moabskie zgraje napadły na ziemię. I zdarzyło się, że gdy grzebano pewnego człowieka, zobaczyli taką zgraję. Wrzucili więc tego człowieka do grobu Elizeusza. A gdy ten człowiek został tam wrzucony, dotknął kości Elizeusza, ożył i wstał na nogi” (2 Krl 13, 20–21). Martwe kości tego, kto żył w posłuszeństwie Żywemu Bogu, wskrzeszają innego zmarłego.
W ten sposób trójca zmartwychwstań oświeciła tych, którzy żyli w cieniu czasów Starego Testamentu. Więcej nie było dane. Ale w duszach ludzi Starego Testamentu wiara w Zmartwychwstanie świeciła niegasnącą łampadą. Tak było, począwszy od Abrahama, który z bojaźnią prowadził swego syna na misterium ofiary „rozumiejąc, że i z umarłych wskrzesić mocen jest Bóg, dlatego otrzymał go z powrotem jako podobieństwo” (Hbr 11, 19) – aż po Męczenników Machabejskich, z których jeden powiedział: „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni” (2 Mch 7, 14). O przyszłym zmartwychwstaniu mówią prorocy – Ezechiel, Daniel i inni – a także wiele psalmów. Ale wszyscy oczekiwali Tego, który sam jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Ten, kto w Niego wierzy, nawet jeśli umrze, ożyje (por. J 11, 25).
***
I oto przyszedłeś Ty, „Posiadający klucze piekła i śmierci” (Ap 1, 18). Życie, które przybrało naturę tych, którzy umierają w każdej sekundzie. Stwórca wszystkiego zstąpił, aby wszystko odtworzyć. Stwórca wieków – aby obdarzyć nas wiecznością. Odwieczny – aby obdarzyć nas nieśmiertelną młodością. Żyjący w świetle niedostępnym – aby oświecić siedzących w cieniu śmierci.
Życie ożywia – taka jest natura Życia. Tak jak Słońce świeci, ogień ogrzewa, a woda gasi pragnienie. I dlatego nie mogłeś nie uzdrawiać, nie pocieszać, nie wskrzeszać. W czasie krótkiego nauczania ewangelicznego objawiłeś Swoją trójcę wskrzeszeń. Z mroku milczenia przywołałeś córkę Jaira, syna wdowy z Nain oraz Łazarza, który leżał w grobie od czterech dni. Bo Twoje serce jest miłosierne, nie tak jak nasze, Ty odczuwasz ból rodziców, samotnej matki lub kochających brata sióstr.
W pierwszym przypadku śmierć dopiero co dotknęła dwunastoletniej dziewczynki, kolor jej młodej skóry nie zdążył się jeszcze zmienić, a Ty sam, uspokajając pogrążonych w rozpaczy rodziców, powiedziałeś: „Dziecko nie umarło, lecz śpi” (Mk 5, 39). W drugim przypadku śmierć ujawniła się w sposób oczywisty – zmarłego już nieśli na pochówek. I ciemność grobu postawiłaby kropkę, gdyby procesja pogrzebowa, niczym orszak śmierci, nie zderzyła się u bram małego miasta Nain z orszakiem Życia – Ty szedłeś im na spotkanie, wiedząc z góry, gdzie nieszczęsna matka spotka Ciebie, Prawdziwe Szczęście.
W trzecim przypadku natomiast milkną wszelkie usta. Albowiem czterodniowa tyrania rozkładu, królestwo robaków i mikrobów, określone prostym, ale zrozumiałym dla wszystkich zwrotem „już cuchnie” (J 11, 39), nagle przemieniło się w słodki zapach życia od Życia, które przelało łzy nad grobem umiłowanego przyjaciela.
Ale teraz powiem coś, co może niektórych nawet zaniepokoić. Śmierć, ta władczyni nad końcem wszelkiego życia, widząc takie zmartwychwstania, tylko uśmiechała się pobłażliwie. Ona wiedziała: zmartwychwstali za chwilę znów umrą! Wystarczy tylko poczekać 20–30 lat, może nieco dłużej. Jej kosa pozostanie ostra jak brzytwa. Czy znajdzie się ktoś, kto ją pokona?
Śmierć jest przebiegła i niezwykle podstępna. Czasami bawi się ze swoją ofiarą, niczym kot z myszą, na chwilę ją wypuszczając, by potem pochłonąć, jak się wydaje, na zawsze. Zwyczajnymi, szerokimi zamachami kosą śmierć zbiera swoje obfite żniwo. Ale stało się coś nieprzewidzianego – kosa śmierci natrafiła na skałę. „A tą skałą był Chrystus” (1 Kor. 10, 4).
***
Nikt nie mógł tego przewidzieć, nawet najulubieńszy uczeń, który później stał się świadkiem tajemnicy. Ale Twoje słowa – to „słowa czyste jak srebro wypróbowane w ziemnym tyglu” (Ps 11,7). Powiedziałeś: „Ja duszę Moją oddaję, abym ją na powrót otrzymał. Nikt Mi jej nie odbiera, lecz Ja sam ją oddaję. I mam władzę, by ją oddać, i mam władzę, by ją na powrót otrzymać” (J 10, 17–18). Tak powiedziałeś i tak się stało. Bo ci, którzy Cię nienawidzą, próbowali zburzyć świątynię Twego Ciała, ale w ciągu trzech dni ją odbudowałeś (J 2, 19).
Zmartwychwstałeś cicho. Jak cicho wyrasta kłos pszenicy, rodząc się z ziarna, które zginęło. Albo jak cicho wyłania się motyl z kokonu śmiertelnej gąsienicy i zachwyca wzrok delikatnym pięknem swoich skrzydeł. Wszystko, co zaaranżowane jest przez Boga, ostatecznie kończy się nie zagładą, lecz zwycięstwem, odbudową tego, co zniszczone, i zbawieniem. Wypełniając do końca wolę Ojca, Ty, Synu Boży, odniosłeś zwycięstwo i bezinteresownie obdarzasz nas tym zwycięstwem oraz zmartwychwstaniem – abyśmy i my stali się synami Bożymi z łaski.
Ale Ty zmartwychwstałeś inaczej niż inni. Wszyscy bowiem zmartwychwstali, powracając do życia ziemskiego. Ty zaś zmartwychwstałeś, torując drogę od tego, co ziemskie, ku temu, co niebiańskie. Wyjątkowość Twego Zmartwychwstania polega na tym, że nie zmartwychwstałeś na 20 czy 30 lat, ani na pół wieku, by potem ponownie umrzeć. Ty zmartwychwstałeś na zawsze! Apostoł Paweł pisał o tym: „Chrystus, wskrzeszony z martwych, już nie umiera, śmierć już nad Nim nie panuje” (Rz 6, 9). I w tym właśnie tkwi nasza nadzieja. Powiedziano bowiem, że podczas Drugiego Przyjścia „przeobrazisz ciało naszego uniżenia w postać ciała swojej chwały” (Flp 3, 21).
***
Twoje Ciało po Zmartwychwstaniu jest podobne do aniołów, którzy nie potrzebują pożywienia ani oddechu. Ani zamknięte drzwi, ani solidne kajdany, ani same rygle piekła – nie stanowią dla Ciebie przeszkody.
Jest ono również podobne do ciała Adama, odzianego przed upadkiem w szatę światła. Nic – ani dzikie zwierzęta, ani szczyty skał, ani głębiny morskie – nie mogło wyrządzić krzywdy takiemu ciału. Ciało od początku było powołane, by stać się nosicielem Boga. Ty zaś jesteś Bogiem, który przyjął i nosił ciało, wynosząc je na szczyty ubóstwienia.
Ale też Twoje zmartwychwstałe Ciało – to właśnie to samo, które niegdyś okrywała pieluszka kochającej Matki. Stąpałeś po naszej ziemi, a w Twoich oczach odbijało się Niebo. Twoje ręce nie stroniły od naszych prac – trzymały strug, młotek i inne narzędzia stolarskie. Wraz z Józefem tworzyłeś przedmioty codziennego użytku dla otaczających Cię ludzi. Potem Twoje ręce uzdrawiały jednym dotknięciem i przełamywały chleb, cudownie go rozmnażając. Twoje ręce błogosławiły dzieci i oddawały je, uspokojone i radosne, ojcom i matkom. Nieraz Twoje ręce były wzniesione w modlitwie do Boga Ojca.
Właśnie te ręce, które pokazałeś Tomaszowi, zostały przebite gwoździami, krew sączyła się na ziemię, tak że ziemia, nie wytrzymując tego, zadrżała, a słońce, nie śmiejąc na to patrzeć, pociemniało. Ale oto teraz Twoje ręce łamią chleb Łukaszowi i Kleofasowi – nie od razu Cię rozpoznali, dopiero ciepło serdecznej miłości stało się dla nich jasnym świadectwem. Tymi samymi rękami pobłogosławiłeś uczniów, wznosząc się na Niebo (Łk 24, 50–51). Tymi samymi rękami błogosławisz nas wszystkich. Albowiem jesteś z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20).
***
Ponadto ośmielę się powiedzieć o Twoim zmartwychwstałym Ciele – o, cóż za cud! – to jest to samo, które przyjmujemy w sakramencie Eucharystii. Przyjmujemy bowiem Ciebie, nie tylko cierpiącego i przelewającego Swą Krew na krzyżu, ale także Zmartwychwstałego. Gdybyśmy mieli miłość i pokorę, a także czystość, to w sakramencie Eucharystii poznalibyśmy również sakrament Zmartwychwstania, gdyż oba są jednym sakramentem.
Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedziałeś uczniom: „Wy jesteście Moimi przyjaciółmi” (J 15, 14). A po Zmartwychwstaniu mówisz nawet więcej, nazywasz swoich uczniów braćmi. Tak powiedziałeś Marii Magdalenie: "Pójdź do braci Moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca Mego i Ojca waszego, do Boga Mego i Boga waszego (J 20, 17). Cóż za cud – pokonując śmierć, przechodząc przez krzyż, przez piekło, zmartwychwstajesz na zawsze i nazywasz Swoich uczniów braćmi. Dlatego też, przystępując do Ciebie w Świętych Sakramentach, o ile oczywiście zachowujemy czystość, miłość i pokorę, stajemy się bliskimi, współcielesnymi Tobie, Zmartwychwstałemu.
***
Po Twojej śmierci na krzyżu i Twoim Zmartwychwstaniu na kartach Biblii widzimy trzecią trójcę zmartwychwstań. Pierwsze: „I otworzyły się groby, i wiele ciał zmarłych świętych powstało, i wyszło z grobów po Jego powstaniu z martwych, weszło do świętego miasta i ukazało się wielu” (Mt 27, 52–53). Drugie – święty Piotr wskrzesza Tabitę (Dz 9, 36–41). Trzecie – apostoł Paweł wskrzesza młodzieńca Eutycha (Dz 20, 9–12).
W pierwszym przypadku – to tajemnicze wskrzeszenie świętych dla świadectwa o Twoim Zmartwychwstaniu, jak sam powiedziałeś: „Nastaje godzina i już jest, kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy go usłyszą, ożyją” (J 5, 25). W drugim – wskrzeszenie miłosiernej kobiety, na znak, że prawdziwe miłosierdzie nie umiera. W trzecim – wskrzeszenie młodego ucznia, aby wieść o Tobie na ziemi nie zaznała zagłady.
***
Zmartwychwstałeś – i we wszechświecie wszystko znalazło swoje miejsce!
Gdybyś bowiem nie zmartwychwstał, po co miałoby wschodzić słońce? Przecież znów zajdzie. Gdybyś nie zmartwychwstał, po co mieliby się rodzić ludzie? Przecież ten, kto się rodzi, zostaje pochłonięty przez śmierć, tę wiecznie otwartą, nienasyconą, głodną paszczę. Gdybyś nie zmartwychwstał, po co mielibyśmy zmieniać swoje życie? Będziemy żyć dla własnej przyjemności i umrzemy, czerpiąc krótką chwilę słodyczy z tej zwodniczej ziemi. Gdybyś nie zmartwychwstał, to słowo o Raju byłoby puste i martwe, bo w sprawach ziemskich króluje piekło. Gdybyś nie zmartwychwstał, to po co znosić smutki, choroby, doświadczać niedostatku i wojny? Ale „Ty powstaniesz i zmiłujesz się nad Syjonem, bo czas, byś się nad nim zlitował, gdyż nadszedł czas wyznaczony” (Ps. 101, 14).
Słowiki opiewają radość wiosny, a w Niebie aniołowie opiewają Twoje Zmartwychwstanie, Panie. Każdy kiełek, przebijając się przez grubą warstwę ziemi, świadczy o Zmartwychwstaniu. O tym śpiewa całe stworzenie, budząc się wiosną. Ale jeszcze bardziej świadczy o tym samo życie Cerkwi, gdzie zatwardziali grzesznicy zmartwychwstają dla radości Niebios (por. Łk 15, 7, 10).
Zniewalając niewolę, wyrwałeś żądło śmierci. Owszem, śmierć wciąż może działać. Lecz pozbawiona zębów, skuliła się żałośnie. Nikogo już nie będzie w stanie trzymać w niewoli na zawsze. Albowiem wolą Ojca, który Cię posłał, jest, aby z tego, co Ci dał, nic nie zostało zniszczone, lecz wszystko zostało wskrzeszone w dniu ostatecznym. Wolą Tego, który Cię posłał, jest, aby każdy, kto widzi Syna (jak śpiewamy w naszych świątyniach: „Zmartwychwstanie Chrystusa zobaczywszy”, to znaczy oczami serca, oczami duszy) i wierzy w Niego, miał życie wieczne; a Ty go wskrzesisz w dniu ostatecznym (por. J 6, 39–40).
A zatem: „Wiem bowiem, że mój Odkupiciel żyje i że w ostateczny dzień stanie na ziemi. A choć moja skóra się rozłoży, to w swoim ciele ujrzę Boga. Ujrzę go ja sam, ujrzą go moje oczy, a nie kto inny, choć moje nerki zniszczały w moim wnętrzu.” (Hi 19, 25–27).
Zmartwychwstanie Twoje, Chryste Zbawco, aniołowie śpiewają na niebiosach, i nam na ziemi pozwól, czystym sercem Ciebie sławić.
o. Walery Duchanin (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: sapuric /orthphoto.net/
Cóż to za radość – Ty zmartwychwstałeś! Aniołowie triumfują, ludzie radują się, słońce igra, a sam kosmos, lśniący pradawnymi gwiazdami, wydaje się inny, gdyż proces entropii został przerwany – wypadło ogniwo z łańcucha zniszczeń.
***
Kiedyś wydawało mi się, że Twoje Zmartwychwstanie to tylko jeden z wielu cudów. Świat jest pełen cudów Bożych. Ale, niestety, wśród cudów, o których mowa w Biblii, zmartwychwstanie nie pojawia się aż tak często: trzy razy – w czasach Starego Testamentu, trzy razy – w czasach ewangelicznych, przed Twoim Ukrzyżowaniem i Zmartwychwstaniem, oraz trzy razy – po nich.
Twój sługa Eliasz wskrzesił małego chłopca. W modlitwie pochylił się nad martwym ciałem, wzywając: „Panie, mój Boże, proszę, niech dusza tego dziecka wróci do niego” (1 Krl 17, 21). I choć ktoś powiedział, że „Eliasz był człowiekiem doznającym podobnie jak my” (Jk 5, 17), jego śmiała modlitwa została przez Ciebie wysłuchana, a chłopiec ożył. Elizeusz, ten, który prosił Eliasza o szczególną łaskę dla siebie (2 Krl 2, 9) – wskrzesił w sposób szczególny. Wezwał do życia chłopca – bo nie ma na ziemi większego smutku niż śmierć dziecka. Jakże prosto opisano jego powrót: „Wtedy chłopiec kichnął siedem razy, i otworzył oczy” (2 Krl 4, 35). A do matki prorok powiedział równie prosto, ale dla niej samej było to niewypowiedzianą radością: „Zabierz swego syna” (2 Krl 4, 36). Jeszcze jeden cud wydarzył się po śmierci Elizeusza. „A z nastaniem roku moabskie zgraje napadły na ziemię. I zdarzyło się, że gdy grzebano pewnego człowieka, zobaczyli taką zgraję. Wrzucili więc tego człowieka do grobu Elizeusza. A gdy ten człowiek został tam wrzucony, dotknął kości Elizeusza, ożył i wstał na nogi” (2 Krl 13, 20–21). Martwe kości tego, kto żył w posłuszeństwie Żywemu Bogu, wskrzeszają innego zmarłego.
W ten sposób trójca zmartwychwstań oświeciła tych, którzy żyli w cieniu czasów Starego Testamentu. Więcej nie było dane. Ale w duszach ludzi Starego Testamentu wiara w Zmartwychwstanie świeciła niegasnącą łampadą. Tak było, począwszy od Abrahama, który z bojaźnią prowadził swego syna na misterium ofiary „rozumiejąc, że i z umarłych wskrzesić mocen jest Bóg, dlatego otrzymał go z powrotem jako podobieństwo” (Hbr 11, 19) – aż po Męczenników Machabejskich, z których jeden powiedział: „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni” (2 Mch 7, 14). O przyszłym zmartwychwstaniu mówią prorocy – Ezechiel, Daniel i inni – a także wiele psalmów. Ale wszyscy oczekiwali Tego, który sam jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Ten, kto w Niego wierzy, nawet jeśli umrze, ożyje (por. J 11, 25).
***
I oto przyszedłeś Ty, „Posiadający klucze piekła i śmierci” (Ap 1, 18). Życie, które przybrało naturę tych, którzy umierają w każdej sekundzie. Stwórca wszystkiego zstąpił, aby wszystko odtworzyć. Stwórca wieków – aby obdarzyć nas wiecznością. Odwieczny – aby obdarzyć nas nieśmiertelną młodością. Żyjący w świetle niedostępnym – aby oświecić siedzących w cieniu śmierci.
Życie ożywia – taka jest natura Życia. Tak jak Słońce świeci, ogień ogrzewa, a woda gasi pragnienie. I dlatego nie mogłeś nie uzdrawiać, nie pocieszać, nie wskrzeszać. W czasie krótkiego nauczania ewangelicznego objawiłeś Swoją trójcę wskrzeszeń. Z mroku milczenia przywołałeś córkę Jaira, syna wdowy z Nain oraz Łazarza, który leżał w grobie od czterech dni. Bo Twoje serce jest miłosierne, nie tak jak nasze, Ty odczuwasz ból rodziców, samotnej matki lub kochających brata sióstr.
W pierwszym przypadku śmierć dopiero co dotknęła dwunastoletniej dziewczynki, kolor jej młodej skóry nie zdążył się jeszcze zmienić, a Ty sam, uspokajając pogrążonych w rozpaczy rodziców, powiedziałeś: „Dziecko nie umarło, lecz śpi” (Mk 5, 39). W drugim przypadku śmierć ujawniła się w sposób oczywisty – zmarłego już nieśli na pochówek. I ciemność grobu postawiłaby kropkę, gdyby procesja pogrzebowa, niczym orszak śmierci, nie zderzyła się u bram małego miasta Nain z orszakiem Życia – Ty szedłeś im na spotkanie, wiedząc z góry, gdzie nieszczęsna matka spotka Ciebie, Prawdziwe Szczęście.
W trzecim przypadku natomiast milkną wszelkie usta. Albowiem czterodniowa tyrania rozkładu, królestwo robaków i mikrobów, określone prostym, ale zrozumiałym dla wszystkich zwrotem „już cuchnie” (J 11, 39), nagle przemieniło się w słodki zapach życia od Życia, które przelało łzy nad grobem umiłowanego przyjaciela.
Ale teraz powiem coś, co może niektórych nawet zaniepokoić. Śmierć, ta władczyni nad końcem wszelkiego życia, widząc takie zmartwychwstania, tylko uśmiechała się pobłażliwie. Ona wiedziała: zmartwychwstali za chwilę znów umrą! Wystarczy tylko poczekać 20–30 lat, może nieco dłużej. Jej kosa pozostanie ostra jak brzytwa. Czy znajdzie się ktoś, kto ją pokona?
Śmierć jest przebiegła i niezwykle podstępna. Czasami bawi się ze swoją ofiarą, niczym kot z myszą, na chwilę ją wypuszczając, by potem pochłonąć, jak się wydaje, na zawsze. Zwyczajnymi, szerokimi zamachami kosą śmierć zbiera swoje obfite żniwo. Ale stało się coś nieprzewidzianego – kosa śmierci natrafiła na skałę. „A tą skałą był Chrystus” (1 Kor. 10, 4).
***
Nikt nie mógł tego przewidzieć, nawet najulubieńszy uczeń, który później stał się świadkiem tajemnicy. Ale Twoje słowa – to „słowa czyste jak srebro wypróbowane w ziemnym tyglu” (Ps 11,7). Powiedziałeś: „Ja duszę Moją oddaję, abym ją na powrót otrzymał. Nikt Mi jej nie odbiera, lecz Ja sam ją oddaję. I mam władzę, by ją oddać, i mam władzę, by ją na powrót otrzymać” (J 10, 17–18). Tak powiedziałeś i tak się stało. Bo ci, którzy Cię nienawidzą, próbowali zburzyć świątynię Twego Ciała, ale w ciągu trzech dni ją odbudowałeś (J 2, 19).
Zmartwychwstałeś cicho. Jak cicho wyrasta kłos pszenicy, rodząc się z ziarna, które zginęło. Albo jak cicho wyłania się motyl z kokonu śmiertelnej gąsienicy i zachwyca wzrok delikatnym pięknem swoich skrzydeł. Wszystko, co zaaranżowane jest przez Boga, ostatecznie kończy się nie zagładą, lecz zwycięstwem, odbudową tego, co zniszczone, i zbawieniem. Wypełniając do końca wolę Ojca, Ty, Synu Boży, odniosłeś zwycięstwo i bezinteresownie obdarzasz nas tym zwycięstwem oraz zmartwychwstaniem – abyśmy i my stali się synami Bożymi z łaski.
Ale Ty zmartwychwstałeś inaczej niż inni. Wszyscy bowiem zmartwychwstali, powracając do życia ziemskiego. Ty zaś zmartwychwstałeś, torując drogę od tego, co ziemskie, ku temu, co niebiańskie. Wyjątkowość Twego Zmartwychwstania polega na tym, że nie zmartwychwstałeś na 20 czy 30 lat, ani na pół wieku, by potem ponownie umrzeć. Ty zmartwychwstałeś na zawsze! Apostoł Paweł pisał o tym: „Chrystus, wskrzeszony z martwych, już nie umiera, śmierć już nad Nim nie panuje” (Rz 6, 9). I w tym właśnie tkwi nasza nadzieja. Powiedziano bowiem, że podczas Drugiego Przyjścia „przeobrazisz ciało naszego uniżenia w postać ciała swojej chwały” (Flp 3, 21).
***
Twoje Ciało po Zmartwychwstaniu jest podobne do aniołów, którzy nie potrzebują pożywienia ani oddechu. Ani zamknięte drzwi, ani solidne kajdany, ani same rygle piekła – nie stanowią dla Ciebie przeszkody.
Jest ono również podobne do ciała Adama, odzianego przed upadkiem w szatę światła. Nic – ani dzikie zwierzęta, ani szczyty skał, ani głębiny morskie – nie mogło wyrządzić krzywdy takiemu ciału. Ciało od początku było powołane, by stać się nosicielem Boga. Ty zaś jesteś Bogiem, który przyjął i nosił ciało, wynosząc je na szczyty ubóstwienia.
Ale też Twoje zmartwychwstałe Ciało – to właśnie to samo, które niegdyś okrywała pieluszka kochającej Matki. Stąpałeś po naszej ziemi, a w Twoich oczach odbijało się Niebo. Twoje ręce nie stroniły od naszych prac – trzymały strug, młotek i inne narzędzia stolarskie. Wraz z Józefem tworzyłeś przedmioty codziennego użytku dla otaczających Cię ludzi. Potem Twoje ręce uzdrawiały jednym dotknięciem i przełamywały chleb, cudownie go rozmnażając. Twoje ręce błogosławiły dzieci i oddawały je, uspokojone i radosne, ojcom i matkom. Nieraz Twoje ręce były wzniesione w modlitwie do Boga Ojca.
Właśnie te ręce, które pokazałeś Tomaszowi, zostały przebite gwoździami, krew sączyła się na ziemię, tak że ziemia, nie wytrzymując tego, zadrżała, a słońce, nie śmiejąc na to patrzeć, pociemniało. Ale oto teraz Twoje ręce łamią chleb Łukaszowi i Kleofasowi – nie od razu Cię rozpoznali, dopiero ciepło serdecznej miłości stało się dla nich jasnym świadectwem. Tymi samymi rękami pobłogosławiłeś uczniów, wznosząc się na Niebo (Łk 24, 50–51). Tymi samymi rękami błogosławisz nas wszystkich. Albowiem jesteś z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20).
***
Ponadto ośmielę się powiedzieć o Twoim zmartwychwstałym Ciele – o, cóż za cud! – to jest to samo, które przyjmujemy w sakramencie Eucharystii. Przyjmujemy bowiem Ciebie, nie tylko cierpiącego i przelewającego Swą Krew na krzyżu, ale także Zmartwychwstałego. Gdybyśmy mieli miłość i pokorę, a także czystość, to w sakramencie Eucharystii poznalibyśmy również sakrament Zmartwychwstania, gdyż oba są jednym sakramentem.
Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedziałeś uczniom: „Wy jesteście Moimi przyjaciółmi” (J 15, 14). A po Zmartwychwstaniu mówisz nawet więcej, nazywasz swoich uczniów braćmi. Tak powiedziałeś Marii Magdalenie: "Pójdź do braci Moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca Mego i Ojca waszego, do Boga Mego i Boga waszego (J 20, 17). Cóż za cud – pokonując śmierć, przechodząc przez krzyż, przez piekło, zmartwychwstajesz na zawsze i nazywasz Swoich uczniów braćmi. Dlatego też, przystępując do Ciebie w Świętych Sakramentach, o ile oczywiście zachowujemy czystość, miłość i pokorę, stajemy się bliskimi, współcielesnymi Tobie, Zmartwychwstałemu.
***
Po Twojej śmierci na krzyżu i Twoim Zmartwychwstaniu na kartach Biblii widzimy trzecią trójcę zmartwychwstań. Pierwsze: „I otworzyły się groby, i wiele ciał zmarłych świętych powstało, i wyszło z grobów po Jego powstaniu z martwych, weszło do świętego miasta i ukazało się wielu” (Mt 27, 52–53). Drugie – święty Piotr wskrzesza Tabitę (Dz 9, 36–41). Trzecie – apostoł Paweł wskrzesza młodzieńca Eutycha (Dz 20, 9–12).
W pierwszym przypadku – to tajemnicze wskrzeszenie świętych dla świadectwa o Twoim Zmartwychwstaniu, jak sam powiedziałeś: „Nastaje godzina i już jest, kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy go usłyszą, ożyją” (J 5, 25). W drugim – wskrzeszenie miłosiernej kobiety, na znak, że prawdziwe miłosierdzie nie umiera. W trzecim – wskrzeszenie młodego ucznia, aby wieść o Tobie na ziemi nie zaznała zagłady.
***
Zmartwychwstałeś – i we wszechświecie wszystko znalazło swoje miejsce!
Gdybyś bowiem nie zmartwychwstał, po co miałoby wschodzić słońce? Przecież znów zajdzie. Gdybyś nie zmartwychwstał, po co mieliby się rodzić ludzie? Przecież ten, kto się rodzi, zostaje pochłonięty przez śmierć, tę wiecznie otwartą, nienasyconą, głodną paszczę. Gdybyś nie zmartwychwstał, po co mielibyśmy zmieniać swoje życie? Będziemy żyć dla własnej przyjemności i umrzemy, czerpiąc krótką chwilę słodyczy z tej zwodniczej ziemi. Gdybyś nie zmartwychwstał, to słowo o Raju byłoby puste i martwe, bo w sprawach ziemskich króluje piekło. Gdybyś nie zmartwychwstał, to po co znosić smutki, choroby, doświadczać niedostatku i wojny? Ale „Ty powstaniesz i zmiłujesz się nad Syjonem, bo czas, byś się nad nim zlitował, gdyż nadszedł czas wyznaczony” (Ps. 101, 14).
Słowiki opiewają radość wiosny, a w Niebie aniołowie opiewają Twoje Zmartwychwstanie, Panie. Każdy kiełek, przebijając się przez grubą warstwę ziemi, świadczy o Zmartwychwstaniu. O tym śpiewa całe stworzenie, budząc się wiosną. Ale jeszcze bardziej świadczy o tym samo życie Cerkwi, gdzie zatwardziali grzesznicy zmartwychwstają dla radości Niebios (por. Łk 15, 7, 10).
Zniewalając niewolę, wyrwałeś żądło śmierci. Owszem, śmierć wciąż może działać. Lecz pozbawiona zębów, skuliła się żałośnie. Nikogo już nie będzie w stanie trzymać w niewoli na zawsze. Albowiem wolą Ojca, który Cię posłał, jest, aby z tego, co Ci dał, nic nie zostało zniszczone, lecz wszystko zostało wskrzeszone w dniu ostatecznym. Wolą Tego, który Cię posłał, jest, aby każdy, kto widzi Syna (jak śpiewamy w naszych świątyniach: „Zmartwychwstanie Chrystusa zobaczywszy”, to znaczy oczami serca, oczami duszy) i wierzy w Niego, miał życie wieczne; a Ty go wskrzesisz w dniu ostatecznym (por. J 6, 39–40).
A zatem: „Wiem bowiem, że mój Odkupiciel żyje i że w ostateczny dzień stanie na ziemi. A choć moja skóra się rozłoży, to w swoim ciele ujrzę Boga. Ujrzę go ja sam, ujrzą go moje oczy, a nie kto inny, choć moje nerki zniszczały w moim wnętrzu.” (Hi 19, 25–27).
Zmartwychwstanie Twoje, Chryste Zbawco, aniołowie śpiewają na niebiosach, i nam na ziemi pozwól, czystym sercem Ciebie sławić.
o. Walery Duchanin (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: sapuric /orthphoto.net/