Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Drabina codziennego życia
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 27 marca 2026
Być może najbardziej znaną drabiną w naszej kulturze jest ta związana z karierą. Jest ona obrazem amerykańskiej drogi do sukcesu. Zaczynamy od dołu lub w jego pobliżu i krok po kroku zmierzamy ku górze. To metafora, która dobrze współgra z naszymi współczesnymi ideami ciężkiej pracy, wytrwałości i nagrody. Służy również jako uzasadnienie wielu struktur w naszym społeczeństwie i wpływa na nasz powszechny pogląd na tych, którzy zatrzymują się na dole. To właśnie przez ten kulturowy obraz Drabina św. Jana z Synaju (Klimaka) staje się wypaczona. Często myślę, że pewne obrazy nie są bezpieczne w rękach nowoczesności – i to jest jeden z nich.
Jest coś głęboko ukrytego w ludzkiej duszy wokół obrazu wspinaczki i Boga. Historia wieży Babel to opowieść o ogromnym wysiłku ludzkim, aby zbudować wieżę sięgającą samego nieba. Jeden ze starożytnych zikkuratów zbudowanych przez Nabuchodonozora nazywano „miejscem, gdzie ziemia spotyka się z niebem”. Góry zawsze odgrywały ważną rolę w spotkaniu Boga i ludzkości. Naszym instynktem jest „wchodzenie w górę”, by spotkać Boga.
Tradycja wyraźnie wskazuje, że ten instynkt ma wartość. Ale jak wszystkie ludzkie instynkty, ma on również swoją ciemną stronę. Nasza kulturowa idea „szczytu sukcesu” jest doskonałym przykładem tej ciemności. Już sama nazwa wskazuje, że to szczytowe doświadczenie jest przedstawiane jako pożądany cel. Mamy jednak dziwną rzeczywistość, że ci na szczycie rzadko są osobowościami, które chcielibyśmy pielęgnować w naszych dzieciach. Szczyt nie oferuje niczego poza pieniędzmi i władzą, a żadne z nich nie jest korzystne dla duszy.
Ta zniekształcona „drabina” często przekłada się na życie moralne, co jest niewiele więcej niż ćwiczeniem w pelagianizmie [poglądzie, że jesteśmy zbawieni dzięki własnym wysiłkom]. Nasze zmagania o poprawę moralną często mają więcej wspólnego z naszą niezdolnością do zniesienia wstydu moralnej porażki niż z jakimkolwiek pragnieniem dobra. W związku z tym nasze zmagania reprezentują raczej nerwicę niż moralność. Święty Jan daje nam „drabinę” do rozważenia. Warto jednak zauważyć, że czwarty rozdział jego dzieła koncentruje się na wstydzie – z uwagą: „Wstyd można uleczyć tylko wstydem”. Nie jest to „drabina” w żadnym współczesnym znaczeniu tego słowa.
Rozważmy Błogosławieństwa. Chrystus oferuje coś w rodzaju „listy”, objawiając naturę swojego Królestwa. Kim są błogosławieni?
Ubodzy w duchu;
Ci, którzy się smucą;
Ci, którzy są cisi;
Ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości;
Ci, którzy są miłosierni;
Ci, którzy są czystego serca;
Ci, którzy czynią pokój;
Ci, którzy są prześladowani.
Lista nie jest drabiną, przejściem od jednej cnoty do drugiej. Jest to jednak charakterystyka „cnót”, które znajdują swoje miejsce w Królestwie. Kim są ci ludzie?
Wydaje się, że istnieje spójny obraz tych, którzy zajmują najlepszą pozycję w Królestwie. Są biedni, pokrzywdzeni, uciskani i pogrążeni w smutku. Pragną również uporządkowania spraw, jednocześnie okazując miłosierdzie i życzliwość wobec innych.
To samo podsumowanie można znaleźć w Ewangeliach i u św. Pawła:
Spójrzcie bowiem, bracia, na powołanie wasze, że nieliczni z was są mądrzy według ciała, nieliczni też mocni, nieliczni szlachetnie urodzeni. Lecz to, co głupie u świata, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co słabe u świata, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne, i to, co niskiego rodu u świata i co jest niczym, wybrał Bóg, i to, co nie istnieje, aby to, co istnieje, wniwecz obrócić (1 Kor 1,26-28).
Drabina życia duchowego prowadzi w dół, a nie w górę (lub prowadzi nas z powrotem tam, gdzie już jesteśmy). Życie świętych pełne jest tych, którzy porzucili bogactwo, aby stać się ubogimi i znaleźć Boga. Nie przypominam sobie żadnej historii, w której święty zdobył bogactwo, aby wejść do Królestwa.
Nie sądzę, aby każdy musiał porzucać to, co ma, i udawać się na pustynię. Z mojego doświadczenia wynika, że wystarczy po prostu praktykować miłosierdzie, życzliwość i hojność tam, gdzie się jest, oraz znosić z cierpliwością własne słabości i niekompetencję. I choć brzmi to łatwo, to jednak więcej, niż większość jest gotowa zrobić.
Zawsze podchodzę z rezerwą do pytań o różne duchowe przedsięwzięcia. Niezależnie od tego, czy chodzi o zasadę modlitwy, czy postu, prawdziwa walka nigdy nie polega na robieniu czegoś nadzwyczajnego. Chodzi raczej o niezwykle trudną kwestię znoszenia tego, co nam dano. Bóg w swojej opatrzności pozwala nam na wszystko, co niezbędne do naszego zbawienia. Łaska znajduje się przede wszystkim w zwyczajnej wierności naszego życia.
Oczywiście, przykład monastyczny może sprawić, że wielu zakwestionuje tę „zwyczajną” drogę. To, czego większość nie dostrzega, to niezwykle zwyczajne zadanie, przed którym stoi mnich. Największe zmagania w monasterze nie zawsze wiążą się z modlitwą, czuwaniem i postem. Najczęściej polegają one na codziennej harówce pozostawania w miejscu. Na pustyni mawiają: „Zostań w swojej celi, a twoja cela nauczy cię wszystkiego”.
Powinniśmy również wiedzieć, że dobry Bóg, Który kocha ludzkość, nigdy nas nie opuści. Bez względu na to, jak daleko uciekniemy od przyziemnych zmagań naszego istnienia, zmagania te będą nas czekać. To jedna z obietnic Chrystusa: „Starcza bowiem dniowi utrapienia jego” (Mt 6, 34).
Dodam kilka myśli. Na ikonach Drabiny Wstąpienia, ilustrujących pisma św. Jana Klimaka, postać patriarchy Jakuba jest często przedstawiana jako śpiącego na ziemi obok niej. Łączy ona w ten sposób Drabinę św. Jana z Drabiną, którą Jakub ujrzał we śnie. Ta Drabina, w myśli prawosławnej, to nikt inny jak Bogurodzica, przez którą Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Jest zatem przedstawiana jako uosobienie wszystkich cnót. W kazaniu o Drabinie usłyszałem małe przypomnienie, że „gdy tylko postawisz stopę na najniższym szczeblu, zostawisz ziemię za sobą”.
Rób małe rzeczy – kolejne rzeczy. Drabina łaski jest dana nam wszystkim.
Chwała Bogu!
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: shiserg 1973 /orthphoto.net/
Jest coś głęboko ukrytego w ludzkiej duszy wokół obrazu wspinaczki i Boga. Historia wieży Babel to opowieść o ogromnym wysiłku ludzkim, aby zbudować wieżę sięgającą samego nieba. Jeden ze starożytnych zikkuratów zbudowanych przez Nabuchodonozora nazywano „miejscem, gdzie ziemia spotyka się z niebem”. Góry zawsze odgrywały ważną rolę w spotkaniu Boga i ludzkości. Naszym instynktem jest „wchodzenie w górę”, by spotkać Boga.
Tradycja wyraźnie wskazuje, że ten instynkt ma wartość. Ale jak wszystkie ludzkie instynkty, ma on również swoją ciemną stronę. Nasza kulturowa idea „szczytu sukcesu” jest doskonałym przykładem tej ciemności. Już sama nazwa wskazuje, że to szczytowe doświadczenie jest przedstawiane jako pożądany cel. Mamy jednak dziwną rzeczywistość, że ci na szczycie rzadko są osobowościami, które chcielibyśmy pielęgnować w naszych dzieciach. Szczyt nie oferuje niczego poza pieniędzmi i władzą, a żadne z nich nie jest korzystne dla duszy.
Ta zniekształcona „drabina” często przekłada się na życie moralne, co jest niewiele więcej niż ćwiczeniem w pelagianizmie [poglądzie, że jesteśmy zbawieni dzięki własnym wysiłkom]. Nasze zmagania o poprawę moralną często mają więcej wspólnego z naszą niezdolnością do zniesienia wstydu moralnej porażki niż z jakimkolwiek pragnieniem dobra. W związku z tym nasze zmagania reprezentują raczej nerwicę niż moralność. Święty Jan daje nam „drabinę” do rozważenia. Warto jednak zauważyć, że czwarty rozdział jego dzieła koncentruje się na wstydzie – z uwagą: „Wstyd można uleczyć tylko wstydem”. Nie jest to „drabina” w żadnym współczesnym znaczeniu tego słowa.
Rozważmy Błogosławieństwa. Chrystus oferuje coś w rodzaju „listy”, objawiając naturę swojego Królestwa. Kim są błogosławieni?
Ubodzy w duchu;
Ci, którzy się smucą;
Ci, którzy są cisi;
Ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości;
Ci, którzy są miłosierni;
Ci, którzy są czystego serca;
Ci, którzy czynią pokój;
Ci, którzy są prześladowani.
Lista nie jest drabiną, przejściem od jednej cnoty do drugiej. Jest to jednak charakterystyka „cnót”, które znajdują swoje miejsce w Królestwie. Kim są ci ludzie?
Wydaje się, że istnieje spójny obraz tych, którzy zajmują najlepszą pozycję w Królestwie. Są biedni, pokrzywdzeni, uciskani i pogrążeni w smutku. Pragną również uporządkowania spraw, jednocześnie okazując miłosierdzie i życzliwość wobec innych.
To samo podsumowanie można znaleźć w Ewangeliach i u św. Pawła:
Spójrzcie bowiem, bracia, na powołanie wasze, że nieliczni z was są mądrzy według ciała, nieliczni też mocni, nieliczni szlachetnie urodzeni. Lecz to, co głupie u świata, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co słabe u świata, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne, i to, co niskiego rodu u świata i co jest niczym, wybrał Bóg, i to, co nie istnieje, aby to, co istnieje, wniwecz obrócić (1 Kor 1,26-28).
Drabina życia duchowego prowadzi w dół, a nie w górę (lub prowadzi nas z powrotem tam, gdzie już jesteśmy). Życie świętych pełne jest tych, którzy porzucili bogactwo, aby stać się ubogimi i znaleźć Boga. Nie przypominam sobie żadnej historii, w której święty zdobył bogactwo, aby wejść do Królestwa.
Nie sądzę, aby każdy musiał porzucać to, co ma, i udawać się na pustynię. Z mojego doświadczenia wynika, że wystarczy po prostu praktykować miłosierdzie, życzliwość i hojność tam, gdzie się jest, oraz znosić z cierpliwością własne słabości i niekompetencję. I choć brzmi to łatwo, to jednak więcej, niż większość jest gotowa zrobić.
Zawsze podchodzę z rezerwą do pytań o różne duchowe przedsięwzięcia. Niezależnie od tego, czy chodzi o zasadę modlitwy, czy postu, prawdziwa walka nigdy nie polega na robieniu czegoś nadzwyczajnego. Chodzi raczej o niezwykle trudną kwestię znoszenia tego, co nam dano. Bóg w swojej opatrzności pozwala nam na wszystko, co niezbędne do naszego zbawienia. Łaska znajduje się przede wszystkim w zwyczajnej wierności naszego życia.
Oczywiście, przykład monastyczny może sprawić, że wielu zakwestionuje tę „zwyczajną” drogę. To, czego większość nie dostrzega, to niezwykle zwyczajne zadanie, przed którym stoi mnich. Największe zmagania w monasterze nie zawsze wiążą się z modlitwą, czuwaniem i postem. Najczęściej polegają one na codziennej harówce pozostawania w miejscu. Na pustyni mawiają: „Zostań w swojej celi, a twoja cela nauczy cię wszystkiego”.
Powinniśmy również wiedzieć, że dobry Bóg, Który kocha ludzkość, nigdy nas nie opuści. Bez względu na to, jak daleko uciekniemy od przyziemnych zmagań naszego istnienia, zmagania te będą nas czekać. To jedna z obietnic Chrystusa: „Starcza bowiem dniowi utrapienia jego” (Mt 6, 34).
Dodam kilka myśli. Na ikonach Drabiny Wstąpienia, ilustrujących pisma św. Jana Klimaka, postać patriarchy Jakuba jest często przedstawiana jako śpiącego na ziemi obok niej. Łączy ona w ten sposób Drabinę św. Jana z Drabiną, którą Jakub ujrzał we śnie. Ta Drabina, w myśli prawosławnej, to nikt inny jak Bogurodzica, przez którą Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Jest zatem przedstawiana jako uosobienie wszystkich cnót. W kazaniu o Drabinie usłyszałem małe przypomnienie, że „gdy tylko postawisz stopę na najniższym szczeblu, zostawisz ziemię za sobą”.
Rób małe rzeczy – kolejne rzeczy. Drabina łaski jest dana nam wszystkim.
Chwała Bogu!
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: shiserg 1973 /orthphoto.net/