publicystyka: Jaki jest sens ludzkiego życia?
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Jaki jest sens ludzkiego życia?

Dmitriy Murnik (tłum Justyna Pikutin), 28 marca 2026

Nasze serca są czasem tak przepełnione bólem, że w pewnych momentach zapominamy, po co żyjemy, a co najważniejsze – ze względu na co żyjemy na tym świecie. Kiedy życie zrywa z nas różowe okulary, mimowolnie zaczynamy się zastanawiać: jaki cel mają wszystkie nasze cierpienia, niepowodzenia, a czasem nawet poświęcenia?

Jesteśmy prawosławni, chodzimy do cerkwi, rozumiemy, że trzeba cierpieć, bo tak powiedział Bóg. Wiemy, że droga do Królestwa Bożego jest wąska i ciernista. Ale mimo to w środku pozostaje pragnienie – chcemy choć odrobiny radości.

I właśnie w tym momencie powinniśmy się zatrzymać i szczerze zadać sobie pytanie: gdzie szukamy tego pocieszenia?

Z biegiem lat coraz bardziej oddalamy się od poszukiwań duchowych. Zmieniamy jedną pracę na drugą, jedne zainteresowania na nowe, jedne przyjemności na inne. To, co wcześniej sprawiało nam radość, z czasem przestaje przynosić dawną satysfakcję. Próbujemy czegoś nowego, ale wynik pozostaje ten sam. W końcu człowiek zatrzymuje się i zadaje sobie pytanie: w jakim celu żyję? Dla pieniędzy, dla prestiżowych samochodów, dla wygodnego mieszkania, dla zainteresowania płci przeciwnej?

I, mimo że to trochę paradoksalne, nadal nie czerpiemy z tego radości. Dążąc do dóbr ziemskich, do których ciągle ciągnie nas nasza upadła natura, z czasem naprawdę możemy wiele zdobyć. Ale w pewnym momencie nagle odkrywamy, że nie przyniosło nam to radości. Wydaje się, że to dobrze, że mamy to wszystko, ale nie wiadomo, po co do tego dążyliśmy. Coś w nas wyraźnie mówi nam: to nie to.

Oczywiście nikt nie nawołuje człowieka do życia nago i boso. Prawosławie nie odrzuca tego, co ziemskie. Ale sens życia nie polega na skupianiu się na materialnych perspektywach tego świata, ale na pójściu dalej.

I tu pojawia się najważniejsze pytanie: jak?

Musimy sobie przypomnieć – przypomnieć sobie samym – że jesteśmy istotami nie tylko z krwi i kości, ale także nosicielami żywej duszy, tchnienia Ducha Bożego. Potrzebujemy zarówno tego, co ziemskie, jak i tego, co niebiańskie.

Ten świat, nawet gdyby chciał, nie może dać człowiekowi tej radości, której on naprawdę potrzebuje. Nie może dać ani bogactwa, ani chwały, ani niewysłowionej miłości, o której mówił Chrystus. Wszystko to może dać tylko Bóg – i to tylko wtedy, gdy człowiek zdecyduje się odwrócić swoje życie od tego, co ziemskie, ku temu, co niebiańskie, i skierować się ku Królestwu Niebios.

Jednak dla wielu ludzi pozostaje niejasne: dlaczego właśnie tam należy dążyć? Pismo Święte nieustannie o tym mówi, ale co takiego może być w tym Królestwie? Czym może być ono atrakcyjne dla człowieka żyjącego tu i teraz?

W znacznej mierze pozostaje to dla nas tajemnicą – aż do momentu, gdy dusza opuści ciało. A jednak Pismo Święte daje nam pewne świadectwa. Apostoł Paweł, poruszony tym, co zostało mu objawione, nie ośmiela się nawet mówić o tym wprost, we własnym imieniu. Mówi w trzeciej osobie, wspominając, że został uniesiony do trzeciego nieba. I wspominając to, co widział, świadczy: „Czego oko nie ujrzało, ucho nie usłyszało, i co do serca człowieka nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9).

Ważne jest, aby nie sprowadzać Królestwa Niebios do ziemskich wyobrażeń. Nie chodzi tu o dostatek, nie chodzi o brak potrzeb w znanym nam sensie – gdzie mieszkać, co jeść, z czego żyć. Nie na tym polega sens Królestwa Niebios. Jego istotą jest bycie z Bogiem.

I to już wystarczy. Wszystko inne Bóg Sam objawia człowiekowi – jako tajemnicę ukrytą od wieków. Już samo to powinno być dla nas poważnym powodem, aby skierować swoje życie w tę stronę. Wtedy pojawia się jasna odpowiedź na pytanie, po co żyjemy.

W ziemskim zgiełku, zmartwieniach, trudnościach i niepowodzeniach często o tym zapominamy. Ale musimy nieustannie sobie przypominać: nasz dom jest w niebie. A to oznacza, że już tutaj, w życiu ziemskim, naszym powołaniem jest rozpoczęcie drogi deifikacji lub, mówiąc prościej, drogi wewnętrznej przemiany.

Jest to droga, na której człowiek uczy się żyć na nowo: zmienia swoje myśli, sposób myślenia, stosunek do świata; uczy się pamiętać o Bogu, czuć Jego bliskość, uświadamiać sobie, że On jest zawsze przy nas. Nie jako abstrakcyjna idea, ale jako żywa realność.

Tak, deifikacja to droga trudna. Bardzo trudna. W gruncie rzeczy człowiek zaczyna swoje życie od nowa. Ale jeśli ta droga jest tak trudna już tutaj, to jaką nagrodę może otrzymać człowiek od Boga? Trudno to sobie nawet wyobrazić.

Ważne jest, abyśmy nauczyli się żyć ze świadomością, że Chrystus jest obok nas – w każdym naszym czynie, w każdym słowie, w każdej decyzji. Nie dlatego, że powinniśmy się nieustannie bać, ale dlatego, że taka jest rzeczywistość: On naprawdę jest z nami, gdziekolwiek pójdziemy i cokolwiek zrobimy.

Bóg nie jest bowiem tylko Stwórcą, którego należy się bać – On chce nam pokazać, że jest kochającym Ojcem. Przypomnijmy sobie, jak nasi rodzice martwili się o nas w trudnych chwilach naszego życia. Jak nieustannie nas wspierali, pomagali moralnie i materialnie.

Tak samo działa Bóg. Tylko nie zawsze to dostrzegamy, ponieważ Jego mądrość jest niezmiernie głębsza niż nasze ludzkie zrozumienie. To, co wydaje nam się przypadkiem, zbiegiem okoliczności lub serią wydarzeń, w rzeczywistości może być częścią Bożego planu. U Boga nic nie dzieje się chaotycznie: wszystko ma swoje miejsce i swój czas.

A jeśli wydaje nam się, że w naszym życiu coś idzie nie tak, to nie jest to powód do narzekań, ale do wewnętrznego zatrzymania się i refleksji: czy idziemy właściwą drogą, czy podejmujemy właściwe kroki, czy prawidłowo określiliśmy życiowe priorytety.

Szczególnie dotkliwie odczuwamy to w momentach całkowitego wyczerpania, kiedy serce przepełnia ból, rozczarowanie, uraza. Czasami człowiek przychodzi do Boga nie z refleksjami, ale ze łzami i krzykiem duszy: „Panie, co mam zrobić? Próbowałem już wszystkiego, nic mi nie wychodzi. Nie wiem, dokąd iść i jak dalej żyć”.

Właśnie w takich chwilach szczególnie ważne jest, aby nie stracić wiary w to, że Bóg nie opuszcza człowieka. Pismo Święte przypomina nam: „Kogo bowiem Pan miłuje, tego karci” (Hbr 12, 6). Nie są to słowa o okrucieństwie, ale o trosce. Zdecydowanie straszniejsza byłaby obojętność. A kiedy Bóg wskazuje człowiekowi na jego słabości, kiedy raz po raz pokazuje, że bez Niego nie możemy nic, jest to świadectwem Jego obecności i Jego miłości.

Takie Boże uzdrawianie może być bolesne, ale zawsze ma na celu zbawienie. Bóg nie odwraca się od człowieka w jego słabości – wręcz przeciwnie, właśnie w takich momentach jest On szczególnie blisko.

Dmitriy Murnik (tłum Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru
 
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/