publicystyka: Przebaczenie dzieci
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Przebaczenie dzieci

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 11 marca 2026

Podczas Wielkiej Wieczerni z obrzędem przebaczenia win siedziałem. Starzeję się i byłem zmęczony. Starszy ksiądz przewodniczył nabożeństwu, a ja siedziałem cicho, przygotowując się do „Rytuału Przebaczenia”, który miał nastąpić. To zajmuje czas, gdy w grę wchodzą setki osób. Gdy siedziałem, stała obok matka z dwójką małych dzieci. Jedno z nich podpełzło do mnie i zaczęło z wielkim zainteresowaniem przyglądać się mojej brodzie. Poczułem się jak dziadek, którym jestem (i co sprawia mi radość). Niewinność dzieci stoi w ostrym kontraście ze skomplikowanym charakterem dorosłych. Sami jesteśmy dziećmi zamkniętymi w ciele (i duszy), naznaczonymi licznymi ranami, spętanymi nawykami i nerwicami. Obecność dzieci przypomina mi, że nie zaczynaliśmy w ten sposób.

Obrzęd Wzajemnego Przebaczenia, w którym jedna osoba mówi do drugiej: „Przebacz mi” i słyszy: „Przebaczam, i Bóg przebacza. Przebacz mi” (lub coś w tym stylu), odbywa się w niedzielę poprzedzającą Wielki Post (ponieważ jest to jednak wieczernia, więc technicznie rzecz biorąc, to już poniedziałek). Jest to powolne, czasochłonne ćwiczenie, które wprowadza prawosławnych wiernych w sferę emocjonalną, często zaniedbywaną w naszej kulturze. Przebaczenie jest potrzebne wszystkim.

Ale są też dzieci. Opisując ich niewinność, Chrystus powiedział: Baczcie, byście nie wzgardzili jednym z tych maluczkich, mówię bowiem wam, że aniołowie ich w niebiosach nieustannie oglądają oblicze Ojca Mego niebiańskiego (Mt 18, 10).

Jakaś część mnie uważała, że stosowne byłoby ustawienie małych dzieci w szeregu, a dorośli złożyliby im wspólny pokłon, błagając o wybaczenie za to, co wspólnie uczyniliśmy z naszym światem – choć tak naprawdę, to wszystkie pokolenia, które żyły przed nimi, powinny dołączyć do tego wspólnego aktu skruchy. Jeśli będziemy szczerzy, to przyznamy również, że aż do naszej śmierci nie zmieniliśmy niczego. Walka ze złem będzie trwała do końca świata.

Niemniej jednak, dzieci wśród nas postrzegam jako znak nadziei, która trwa. Chociaż w złu są rzeczy, które mogą się kumulować (dodawać do siebie), ogólnie rzecz biorąc, tak nie jest. Gdyby było inaczej, ich suma dawno by nas zmiażdżyła. Gdyby świat został nagle zniszczony w katastrofie nuklearnej, nie byłoby to kumulatywne działanie, ale pojedynczy akt głupoty – dzieło kilku osób.

Ale z każdym narodzonym dzieckiem, z każdym nowym pokoleniem, pojawia się coś w rodzaju zbiorowego przebaczenia, niewinność powraca do nas jako skarb, którego zachowanie nakazuje nam sam Chrystus. Mimo to sprawiamy, że i one się potykają.

Długo i intensywnie myślałem o dziecku, którym kiedyś byłem, choć wiele z tego trudno odzyskać. To prawdopodobnie refleksja związana z moim wiekiem. Wierzę, że nasze dusze są ponadczasowe. Choć doznajemy ran i zniekształceń, to, co zostało nam dane na początku, pozostaje dziedzictwem. Ta „dziecięca” dusza jest skarbem, którego jesteśmy szafarzami. Niczym szafarze z przypowieści, inwestujemy ją lub ukrywamy, i zdajemy sprawę, gdy Bóg przychodzi, by ją ponownie przyjąć do Siebie. To nasze życie.

To, że dziecko, którym kiedyś byliśmy, mieszka w nas, można łatwo dostrzec w doświadczeniu pamięci. Choć możemy żyć osiem, dziewięć lub więcej dekad, to pierwsza dekada pozostaje z nami dłużej niż wszystkie inne. W istocie, nasze dzieciństwo jest prawdopodobnie najsilniejszym, najbardziej kształtującym wspomnieniem, jakie posiadamy. Miłość ojca i matki (lub jej nieobecność czy oszpecenie), a także nasze wczesne doświadczenie rodzeństwa, szepczą nam do ucha do samego końca. Pamiętam mojego dziadka ze strony ojca, wołającego matkę, gdy sam umierał. Ona sama nie żyła od ponad 50 lat – a jednak była obecna.

W cerkwi znajduje się kilka ikon przedstawiających duszę przyjmowaną przez Chrystusa. Najbardziej znana jest ikona Zaśnięcia Bogurodzicy (śmierci Najświętszej Marii Panny). Jej dusza przedstawiona jest na niej jako małe dziecko. Jest w tym coś głęboko instynktownego.

Kiedy przebaczamy innym i szukamy przebaczenia, dobrze jest pamiętać ich dzieciństwo (i nasze własne). W tych spotkaniach szukamy takiej czystości, tęsknoty za przywróceniem naszej własnej niewinności, tak jak przywracamy ją innym.

Oby Bóg przyjął nas wszystkich, dzieci, którymi jesteśmy, do swojego Niebiańskiego Królestwa!

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/