publicystyka: Serce chrześcijaństwa
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Serce chrześcijaństwa

02 marca 2026

Najbardziej zdumiewającą cechą antyreligijnej propagandy jest to, jak niewiele miejsca poświęca ona Samemu Chrystusowi. Ileż książek, ile broszur napisano przeciw chrześcijaństwu, czegoż w nim nie demaskowano, nie wyśmiewano, nie obalano! A jednak o tym, co najważniejsze, co bez wątpienia stanowi żywe serce chrześcijańskiej wiary – o tym prawie nic się w niej nie mówi.

Od czasu do czasu pojawia się przestarzały, nic niewarty argument, że Chrystusa w ogóle nie było, że został wymyślony, a wymyśliwszy Go – uwierzono w Niego, zaczęto Go czcić i ubóstwiać. Argument ten jest przestarzały, ponieważ w historyczne istnienie Chrystusa nie wątpi dziś żaden poważny uczony, a także dlatego, że wyprowadzanie historii chrześcijaństwa – tak długiej, złożonej i bogatej – z prostego oszustwa jest skrajnie niedorzeczne. O wiele łatwiej więc demaskować wady duchowieństwa i wszelkie historyczne niedoskonałości religii, niż mówić o tym, co rzeczywiście porusza wiarę. Walczyć z Chrystusem jest trudno, i lepiej udawać, że w centrum chrześcijańskiej wiary nie stoi On, lecz coś innego – jakaś „religijność w sensie ogólnym”. Tymczasem w centrum chrześcijańskiej wiary nie ma „religijności w sensie ogólnym”, lecz Sam Chrystus. I dlatego chrześcijanin określa siebie jedynie w odniesieniu do Chrystusa, i o Chrystusie trzeba spierać się, a nie o czymś innym. Jeśli wszystko, co propaganda mówi o szkodliwości religii, można odnieść także do Chrystusa, jeśli można o Nim powiedzieć wszystko to, czym wypełnione są „naukowo-ateistyczne” broszury – wówczas ich autorzy mają rację. Jeśli jednak milczą o Chrystusie tylko dlatego, że w głębi duszy wiedzą, iż nie mają o Nim nic do powiedzenia – wówczas cała ta antyreligijna propaganda okazuje się złośliwym kłamstwem.

Skąd wiemy o Chrystusie? Od tych, którzy byli żywymi świadkami Jego życia, od tych, których nazwał apostołami, to znaczy posłańcami. Wspólnota chrześcijańska, Kościół, żyła świadectwem tych posłańców. Było ono następnie przechowywane przez niezliczone pokolenia chrześcijan i utrwalone w licznych pomnikach życia kościelnego. Najważniejszym zaś pomnikiem świadectwa apostolskiego jest Nowy Testament – księga, w której zebrano najwcześniejsze i najważniejsze zapisy bezpośrednich uczniów Chrystusa. O tej księdze od dawna i wiele się dyskutuje. Badano ją ze wszystkich możliwych punktów widzenia, zmagano się z każdym zdaniem, z każdym słowem. Monografie i artykuły o Nowym Testamencie liczy się w dziesiątkach tysięcy. Pracowało nad nim wielu filologów, historyków i archeologów – zarówno wierzących, jak i niewierzących. I choć w wielu kwestiach opinie tych specjalistów się różnią, to w tym, co najważniejsze, wszyscy są zgodni – można to, jak sądzę, wyrazić tak: Nowy Testament opisuje Jezusa Chrystusa takim, jakim zapamiętali Go bezpośredni świadkowie Jego życia, i takim, w jakiego uwierzyli. Ich wiary można nie podzielać, ale wówczas stajemy wobec zagadki Człowieka, który żył tak, jak gdyby był Bogiem. To bowiem – że Chrystus jest prawdziwym Bogiem – właśnie stwierdza Nowy Testament. Można tego twierdzenia nie przyjmować, lecz właśnie to, a nie coś innego, twierdzą autorzy nowotestamentowi. A żeby to twierdzenie ocenić, trzeba go wysłuchać. Tego zaś nie chce antyreligijna propaganda, która woli albo milczeć o Chrystusie, albo zbywać sprawę ogólnikami, nic nieznaczącymi frazesami.

Ewangelia rozpoczyna się od narodzin i dzieciństwa Jezusa Chrystusa. Dowiadujemy się, że urodził się w ubogiej grocie niedaleko Betlejem – maleńkiego miasteczka w małej Judei (wówczas prowincji Cesarstwa Rzymskiego), w biednej rodzinie, choć wywodzącej się z królewskiego rodu. Ta bieda, wyraźnie podkreślona całą scenerią narodzin, gdy przybyłym z daleka rodzicom Chrystusa nie znalazło się miejsca w mieście, od razu zostaje w Ewangelii przeciwstawiona tajemniczej kosmicznej chwale, która towarzyszyła Jego narodzeniu: Dziewica Matka, gwiazda, aniołowie wyśpiewujący chwałę… To przeciwstawienie i to połączenie słabości z mocą, ubóstwa z chwałą, jakby nadaje ton całej Ewangelii. Bóg przychodzi do ludzi, lecz przychodzi w tajemnicy, w niemocy i uniżeniu, nie po to, by przestraszyć i podporządkować, lecz aby być dobrowolnie rozpoznanym, dobrowolnie przyjętym. Bóg – to wolność człowieka: oto pierwsze twierdzenie, pierwsze objawienie Nowego Testamentu.

Następnie krótko opowiedziane jest dzieciństwo Chrystusa. Spędził je w domu wiejskiego cieśli i sam został cieślą. Żył ze swoją Matką, wśród krewnych, pracował własnymi rękami. Wzrastał w mądrości i w latach, i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2,52) – innymi słowy, uczył się, żył sprawiedliwie i w zgodzie ze wszystkimi. Około trzydziestego roku życia opuścił swój dom i bliskich i wyszedł, aby nauczać. Wówczas miało miejsce drugie – po Narodzeniu – wydarzenie, któremu Ewangelia nadaje wyjątkowe znaczenie: chrzest Jezusa przez Jana w rzece Jordan.

Żydzi Palestyny żyli wówczas w napiętym oczekiwaniu na przyjście Mesjasza, to znaczy zesłanego przez Boga Zbawiciela. Jedni spodziewali się, że Mesjasz przyniesie im wyzwolenie spod rzymskiego jarzma, inni liczyli na powszechne zwycięstwo monoteizmu, czyli wiary w jednego prawdziwego Boga, i upadek pogańskiego wielobóstwa, jeszcze inni – na ustanowienie w świecie Królestwa Bożego, czyli pełni doskonałości moralnej i miłości. Tak czy inaczej, był to czas nabrzmiały oczekiwaniem. Na krótko przed rozpoczęciem publicznej działalności przez Chrystusa w Palestynie pojawił się nauczyciel religijny imieniem Jan, który wszędzie głosił, że nadszedł czas przyjścia Zbawiciela i że trzeba się na to przygotować przez pokutę i oczyszczenie życia. Na znak tej pokuty, czyli uznania swoich grzechów i potrzeby oczyszczenia, tłumy ludzi przychodziły do Jana, a on chrzcił ich w wodach Jordanu. Tak przyszedł, by przyjąć chrzest od Jana, sam Chrystus, a ten, który Go ochrzcił, rozpoznał w Nim Mesjasza, Zbawiciela.

Nowy Testament podkreśla, że w tym wydarzeniu Chrystus utożsamił się ze wszystkimi ludźmi, przyjął na siebie ich los, albo – jak mówi Kościół – wziął na siebie grzechy świata, i właśnie w tym uniżeniu, w tej miłości, otrzymał pierwsze uznanie, został rozpoznany i wyznany jako Zbawiciel rodzaju ludzkiego. Znowu to samo przeciwstawienie i jednoczesne zespolenie, ta sama myśl, centralna dla całego rozumienia chrześcijaństwa: droga do Boga nie jest zewnętrzna, lecz wewnętrzna, ponieważ jest drogą dobrowolnego rozpoznania, dobrowolnego spotkania.

W chrześcijańskim pojmowaniu Boga nie można niczego zrozumieć, jeśli nie zrozumie się, że Bóg nie przymusza człowieka, lecz sam pierwszy uniża się przed nim. I to uniżenie Boga, najpełniejsze i najdoskonalsze Jego objawienie ludziom, zostało właśnie dane w pokornym Bogoczłowieku – Chrystusie.
 
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/