publicystyka: Niech modlitwa moja wznosi się jak dym kadzidlany
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Niech modlitwa moja wznosi się jak dym kadzidlany

о. Dymitr Wydumkin (tłum. Justyna Pikutin), 28 lutego 2026

Dawid zaś przebywał na pustyni w miejscach obronnych i pozostał na górze w pustyni Zif.
A Saul szukał go przez wszystkie te dni, lecz Bóg nie wydał go w jego ręce
 (1Krl 23, 14).

Każde prawdziwe odkrycie, którego dokonuje naukowiec, zazwyczaj nie jest łatwe, ale potem staje się łatwo dostępne dla wszystkich kolejnych epok. Dawno temu zrozumiano, że ogień można uzyskać poprzez tarcie dwóch kamieni, chociaż wymagało to sporo wysiłku. Dzisiaj ogień uzyskujemy jednym ruchem zapałki. Kiedyś wynalezienie światła elektrycznego było wynikiem trudnych eksperymentów naukowych Jabłoczkowa i Edisona. Dzisiaj włączamy to światło jednym pstyknięciem włącznika. Zmieniają się formy – od prymitywnych do bardziej doskonałych, ale istota pozostaje ta sama.

To samo dzieje się w życiu duchowym ludzkości. Doświadczenie duchowe jednej osoby, gdy ta osoba jest święta, doświadczenie zdobyte dzięki wysiłkom i cierpieniom, staje się dziedzictwem wielu pokoleń i epok, źródłem wielkiego dobra dla niezliczonej liczby ludzi. Tak jak osiągnięcia uczonych, którzy odkryli elektryczność, obdarzyły nas światłem o każdej porze dnia i wszystkimi towarzyszącymi mu dobrodziejstwami, tak duchowe doświadczenie wielkich mężów duchowych staje się źródłem błogosławionego światła i zbawienia dla wszystkich, którzy w nim uczestniczą.

Spójrzcie na króla i autora psalmów Dawida. Jego psalmy są doświadczeniem jego życia duchowego, naznaczonego smutkami i nieszczęściami. Wiele z nich zostało napisanych w czasie różnych życiowych prób, a nawet po upadkach, które miały miejsce w jego życiu, a które później zrozumiał i za które okazał skruchę. Wiele psalmów Dawida zostało napisanych po uwolnieniu się od nieszczęść, a inne zostały napisane na wygnaniu. Ale właśnie dlatego, że zrodziły się one w cierpiącym, wierzącym sercu, które pomimo wszystkich prób zachowało prawość i oddanie Bogu, psalmy Dawida zostały obdarzone łaską Ducha Świętego. A będąc natchnione przez Boga, mają moc napełniać łaską również nasze serca. Wystarczy tylko włożyć trochę wysiłku w przeczytanie tych psalmów.

O jednym z takich psalmów – psalmie 140 – porozmawiamy dzisiaj. A dokładniej mówiąc, korzystając z okazji, jaką jest Wielki Post, spróbujemy zrozumieć liturgiczne zastosowanie tego psalmu w Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów w postaci pieśni „Niech moja modlitwa wznosi się jak dym kadzidlany” (cs. Da isprawitsia molitwa moja).

Według komentarzy, Psalm 140 został napisany przez Dawida w czasach, gdy król Saul, obawiając się utraty władzy, planował zabić Dawida (zob. rozdz. 19–24 1 Krl). Wstrząśnięty do głębi duszy zamiarem teścia – Dawid był żonaty z córką Saula, Mikal – musiał uciekać, choć był niewinny, bowiem nie miał zamiaru obalić króla. Cały psalm jest przepełniony odpowiednimi myślami i odczuciami. Dawid prosi Boga, aby wysłuchał jego modlitwy. Świadomy swej niewinności, prosi, aby uwolnił go z sieci, którą dla niego przygotowano; prosi, aby w tę sieć wpadli ci, którzy ją zastawili, a on został uwolniony. Z drugiej strony, Dawid uznaje swą grzeszność, prosi Boga, aby strzegł jego ust, aby ten nie gniewał się na przeciwnika, prosi, aby nie pozwolił jego sercu zboczyć na drogę usprawiedliwiania siebie. Dawid rozumie, że choć nie jest winny tego, o co go oskarżają, to innych jego grzechów wystarczy, aby ponieść karę od Boga.

Taka jest ogólna kompozycja znaczeniowa tego psalmu. Jeśli zwrócimy się teraz do pieśni „Niech moja modlitwa wznosi się jak dym kadzidlany”, zauważymy, że wykorzystano w niej tylko pierwszą część psalmu 140. Struktura rozmieszczenia wersetów psalmu w tym hymnie i jego miejsce w Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów pozwala nam dostrzec pewne nowe aspekty znaczeniowe psalmu w odniesieniu do naszego życia duchowego, co spróbujemy teraz zrobić.

Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na to, że pieśń „Niech moja modlitwa wznosi się jak dym kadzidlany” ma formę prokimenonu, czyli najpierw śpiewany jest główny wers – czyli „Niech moja modlitwa wznosi się jak dym kadzidlany”, a potem przeplata się on z trzema innymi wersami. Na końcu ponownie śpiewany jest główny wers. Odwołując się do źródeł liturgicznych, rzeczywiście znajdujemy informacje, że wcześniej w tradycji soborowej Konstantynopola pieśń ta była prokimenonem, lektor śpiewał ją z ambony, a duchowieństwo w ołtarzu siedziało. Znacznie później, „w studyjskiej tradycji monastycznej, która pod koniec XII wieku wyparła konstantynopolitańską tradycję soborową „Niech moja modlitwa wznosi się jak dym kadzidlany” przestało być zwykłym prokimenonem, a podczas jego wykonywania stopniowo utrwalił się zwyczaj klękania wiernych i kadzenia przez kapłanów”.

Podczas śpiewania „Niech moja modlitwa…” należy uklęknąć. Zwróćmy uwagę, że to uklęknięcie w porządku liturgicznym znajduje się pomiędzy dwoma innymi podobnymi momentami. Uklęknięcie odbywa się przed „Niech moja modlitwa…” – przy wezwaniu „Światłość Chrystusa oświeca wszystkich” (cs. Swiet Chrystow proswieszczajet wsiech) – oraz wkrótce po „Niech modlitwa moja…” – podczas najważniejszego momentu „Teraz moce niebios” (cs. Nynie siły niebiesnyja). Czy to przypadek? Nie sądzę. Jest to wskazówka dotycząca najważniejszego ciągu znaczeniowego w przestrzeni liturgicznej. W tym ciągu pierwsze uklęknięcie związane jest z wezwaniem do katechumenów przygotowujących się do przyjęcia Chrztu Świętego. Wezwanie to ma ogromne znaczenie doktrynalne. Ostatnie uklęknięcie związane jest z najważniejszym momentem liturgii, kiedy przenoszone są Święte Dary. A z czym związane jest uklęknięcie podczas śpiewu „Niech moja modlitwa ”?

Struktura prokimenonu, charakterystyczna dla tego hymnu, pozwala nam mówić o jego szczególnym charakterze moralizatorskim. Polega on na tym, że pierwszy i główny wers pieśni wskazuje na najważniejsze zadanie chrześcijanina, zadanie towarzyszące mu przez całe życie – modlitwę. Wersy „wplecione” między główny wers wskazują na momenty, które sprzyjają modlitwie lub, przeciwnie, jej przeszkadzają. Jest to swego rodzaju wielowarstwowe „ciasto” duchowe, w którym główna warstwa nabiera prawdziwego „smaku” tylko w połączeniu z pozostałymi. Chcecie się o tym przekonać? W takim razie przejdźmy dalej.

1. Niech moja modlitwa wznosi się jak dym kadzidlany przed Tobą, podniesienie mych rąk, jak ofiara wieczorna. (cs. Da isprawitsia molitwa moja, jako kadiło pred Toboju, wozdiejanije ruku mojeju - żertwa wieczerniaja).

W najważniejszym dla chrześcijanina duchowym działaniu – modlitwie – głównym warunkiem sukcesu jest skupienie. Jeśli jest ono obecne, a wraz z nim pokora i skrucha, modlitwa będzie wznosić się do Boga jak dym kadzidła, pachnący i nieustannie dążący ku górze. Jeśli nie ma skupienia, modlitwa „rozlewa się” po ziemi, podobnie jak dym ofiary Kaina, a taka ofiara, jak pamiętamy, nie była miła Bogu. Jednocześnie - bez względu na to, jak jest to paradoksalne i smutne - taka „ofiara Kaina” jest nieuniknionym tymczasowym losem każdego chrześcijanina, ponieważ skoncentrowana modlitwa - to „ofiara wieczorna”, czyli owoc wieloletniej i wytężonej pracy. Często otrzymujemy ten owoc dopiero „wieczorem”, to znaczy u schyłku życia.

To główny motyw przewodni hymnu. W nim zawarta jest wskazówka dotycząca celu. Dalej następują wyżej wymienione momenty w „wytyczonych” wersetach.

2. Panie, wołam do Ciebie, usłysz mnie, Zważ na głos mego błagania, kiedy wołam do Ciebie (cs. Hospodi wozzwach k Tiebie, usłyszy mia; wonmi hłasu molenija mojeho, wniehda wozzwati mi k Tiebie).

Tutaj wskazano cechy, które posiada prawdziwa modlitwa i które powinniśmy nabyć dla naszej modlitwy. Po pierwsze, mowa o szczerości i pokutnym charakterze modlitwy. Oto, jak mówi o tym święty Jan Chryzostom: „Co wyraża psalmista słowami: «Panie, wołam do Ciebie, wysłuchaj mnie»? Rozumie tu wewnętrzne wołanie, wypowiadane przez serce rozpalone i duch skruszony, które wypowiadając, także Mojżesz został wysłuchany. Tak jak człowiek wołający głosem wytęża całą swą siłę, tak samo wołający sercem wytęża cały swój umysł. Tego rodzaju wołania oczekuje Bóg, wołania, które pochodzi z serca i które nie pozwala śpiewającemu ziewać i rozpraszać się” (św. Jan Chryzostom, „Homilie do psalmów”).

Po drugie, nie można nie zauważyć, że w drugiej części wersetu znajduje się ta sama myśl, co w pierwszej, tylko wyrażona innymi słowami. To nie tylko wskazuje nam na konieczność wytrwałości w modlitwie. Kto chce osiągnąć modlitwę bez rozpraszania uwagi, musi modlić się nieustannie. Nieprzypadkowo apostoł wzywa: „Módlcie się nieustannie” (1 Tes 5,17). Wytrwałość w modlitwie jest jak kropla, która drąży kamień. Podobnie jak mała, nieznacząca kropla, która z czasem niszczy nawet twardy kamień, nasze słabe, ale pełne wytrwałości wysiłki modlitewne są w stanie zniszczyć grzeszną skorupę serca i wprowadzić w nie modlitwę, gdzie staje się ona naprawdę silna i skuteczna.

3. Postaw, Panie, straż przy moich ustach, i wartę u drzwi moich warg. (cs. Położy, Hospodi, chranienije ustdom moim, i dwier ohrażdienija o ustnach moich.)

Nic tak nie pozbawia serca owoców modlitwy, jak nieustannie otwarte usta. Dlatego Mądry woła: „Niech twoje słowa będą ważone i mierzone, a twoje usta niech będą zamkniętymi drzwiami” (Syr 28, 29). O „wartę u drzwi” i „straż” naszych ust powinniśmy prosić Boga, ponieważ przyzwyczailiśmy się trzymać usta otwarte i wypowiadać wiele zbędnych słów. Żaden inny grzech nie jest tak „lekki” i „przyjemny” jak gadulstwo. Jest on w stanie szybko „złagodzić” zły nastrój, starannie „ukryć” lenistwo. Jak nic innego dostarcza nam wielu „przyjemnych chwil”, ale jednocześnie odbiera coś bardzo ważnego – może niewielkiego, ale jednak błogosławionego owocu, który nasze serce otrzymuje po naszej słabej, ale jednak modlitwie. Dlatego chrześcijanin, szczerze modlący się o poprawę modlitwy, by stała się „jak kadzidło”, powinien również szczerze walczyć z pustosłowiem, gadulstwem i oczywiście, nieprzyzwoitym słownictwem. "Należy mówić tylko wtedy, gdy słowa są bardziej przydatne niż milczenie" (św. Jan Chryzostom, „Homilie do psalmów”), a to – jak zapewne się zgodzimy - nie zdarza się zbyt często.

4. Nie skłaniaj mego serca ku złym słowom, ku usprawiedliwianiu grzesznych czynów, razem z ludźmi czyniącymi zło. (cs. Nie ukłoni sierdce moje w słowiesa łukawstwija, niepszczewati winy o hresiech.)

Ten pozornie trudny werset zawiera dość prostą myśl: „Niech moje serce nie skłania się ku kłamliwym słowom, aby wymyślać wymówki dla grzechów”. Tak jak samokrytyka jest dla człowieka wielkim dobrem, tak samo usprawiedliwianie siebie jest wielkim złem. Oto, jak mówi o tym święty Jan Chryzostom: „Kiedy zgrzeszysz, powiedz: zgrzeszyłem. Nie ma nic bardziej sprawiedliwego niż takie usprawiedliwienie. W ten sposób przebłagasz Boga; w ten sposób sam staniesz się mniej skłonny do popełniania tych samych grzechów. A jeśli zaczniesz szukać pustych wymówek i uwalniać duszę od strachu, spotęgujesz w niej skłonność do ponownego popełniania tych samych grzechów i bardzo rozgniewasz Boga”(św. Jan Chryzostom, „Homilie do psalmów”).

Grzech w naturalny sposób rodzi w duszy poczucie winy i świadomość nieuchronności kary. Pojawia się pragnienie, aby gdzieś się przed tym ukryć. Kiedy człowiek nie do końca rozumie znaczenie pokajanija, pojawia się samousprawiedliwianie jako próba ukrycia się przed odpowiedzialnością. Samousprawiedliwianie się jest tym samym, co dążenie strusia do ucieczki przed niebezpieczeństwem poprzez schowanie głowy w piasek. Jest to śmieszne, ale nie tylko. Samousprawiedliwianie się rodzi w człowieku istotne zło: im bardziej człowiek usprawiedliwia siebie samego, tym bardziej jest osądzany przez Boga. Dlatego chrześcijanin, który dąży do skupionej i owocnej modlitwy, powinien unikać usprawiedliwiania siebie, ponieważ prosić Boga o łaskę i jednocześnie narażać się na Jego potępienie to tak jakby budować coś jedną ręką, a drugą natychmiast to niszczyć.

Podnoszenie rąk podczas modlitwy jest bardzo starożytną zewnętrzną formą zwracania się do Boga, chociaż we współczesnej praktyce liturgicznej duchowni stosują ją rzadko. Główną ideą tej formy-obrazu jest umożliwienie człowiekowi jak najsilniejszego wyrażenia jego dążenia do Boga i Nieba. Wyrazić, a następnie – zgodnie z zasadą przejścia od tego, co zewnętrzne, do tego, co wewnętrzne – pomóc jego umysłowi, sercu i woli dążyć do Boga. Śpiew hymnu „Niech moja modlitwa” właśnie o tym mówi. Jest to modlitwa o to, aby nasza zewnętrzna pobożność w końcu osiągnęła harmonijną jedność z naszym wewnętrznym światem. I prawdopodobnie dlatego tak bardzo polubili ją nasi prawosławni wierni.

о. Dymitr Wydumkin (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/