Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Upadek czy odrodzenie?
23 lutego 2026
Kryzys religii na świecie nasilił się i pogłębił, a co najważniejsze, po raz pierwszy stał się przedmiotem dyskusji, prób zrozumienia i wyjaśnienia, co właściwie dzieje się z religią w naszym świecie. Z jednej strony nieprzypadkowo coraz częściej w rozmowach, dyskusjach i książkach o religii powtarza się słowo „upadek”. Rzeczywiście, niewątpliwy upadek jest widoczny. Polega on przede wszystkim na tym, że współczesny człowiek coraz mniej sfer swojego życia rodzinnego, zawodowego i intelektualnego wiąże ze swoimi przekonaniami religijnymi, nawet jeśli te jeszcze w nim przetrwały.
Z drugiej strony wydaje się, że nigdy w ostatnim stuleciu nie odczuwano w świecie tak napiętego poszukiwania duchowego, tak prawdziwego religijnego pragnienia. Przez całe moje trzydziestoletnie kapłaństwo nie spotkałem tylu ludzi, co teraz, którzy szukają w religii ostatecznych odpowiedzi na ostateczne pytania, a nie tylko, że tak powiem, „obsługi bytowej”: ślubów, chrztów, pogrzebów, nabożeństw i panichid. Równocześnie z upadkiem – i nie sposób tego już nie odczuwać – z głębi wznosi się jakaś tajemnicza fala, jeszcze niejasna, jeszcze mętna, ale jakże potężna!
Człowiek zmęczył się, nieskończenie zmęczył się płaskimi idejkami, którymi karmią go ideologowie szczęścia; zmęczył się bezsensem i cierpieniem panującymi w świecie; zmęczył się przede wszystkim coraz bardziej oczywistą pustką życia. Wciąż mówi się nam, jak należy zaplanować życie. Lecz przestano nam mówić, na czym samo życie polega. I oto nad samym życiem, a to znaczy także nad śmiercią, nad tym, co wieczne i nieprzemijające, nad tym, co mogłoby wypełnić tę bolesną pustkę, coraz wyraźniej zastanawiają się ludzie na świecie... Upadek czy odrodzenie? Być może jedno i drugie. Upadek czegoś, ale i odrodzenie czegoś... Tak czy inaczej stoimy u jakiegoś progu naszej duchowej historii. I trzeba się nad nim zatrzymać, pomyśleć, rozważyć – to konieczne.
Coraz wyraźniejsze zanikanie religii ze sfery publicznej, a zarazem coraz wyraźniejszy wzrost i wzmocnienie osobistego poszukiwania religijnego – tak, moim zdaniem, można określić paradoks współczesnego stanu religii w świecie, a inaczej mówiąc – religijnego stanu świata. Mówię „paradoks”, ponieważ sytuacja ta jest dosłownie przeciwna tej, która istniała przez tysiąclecia i która w pewnym sensie określała samą treść religii. Właśnie na tym polega paradoks obecnego położenia, że u swoich źródeł religia była zjawiskiem „społecznym”, więcej – podstawową siłą, głównym motorem właśnie społeczeństwa ludzkiego. Skoro samo łacińskie słowo religio oznacza przede wszystkim więź, to więź ta była odczuwana nie tylko jako więź każdego pojedynczego człowieka z Bogiem, lecz także jako więź ludzi między sobą, jako forma i treść ich wspólnego, społecznego życia. Na podstawie tego, co dziś wiemy o tzw. „religii pierwotnej” (a jej badania w ostatnich dziesięcioleciach poczyniły ogromny postęp), ten moment „społeczny” w religii jest nieporównanie silniejszy niż „osobisty”. To właśnie religia określa miejsce człowieka w świecie, jego więź z innymi ludźmi, jego życie rodzinne, społeczne, ekonomiczne, sens jego istnienia i wzajemne odniesienia wszystkich sfer życia. U swoich podstaw i w swoich początkach państwo na przykład nie tylko jest „religijne”, związane z religią, lecz jest jej owocem, ponieważ odzwierciedla i wypełnia na ziemi wolę i prawo Boga. Podobnie kultura i sztuka: rodzą się właśnie z „kultu”, są przede wszystkim wyrazem religijnego postrzegania świata i życia przez ludzi. To samo dotyczy rodziny, tego, co dziś nazywamy sferą ekonomiczną, relacji między narodami itd. Ostatnia „więź”, religio, tego wszystkiego jest właśnie religijna. Jeśli tak (a tak właśnie jest), to stopniowe oderwanie tego wszystkiego, to znaczy społeczeństwa ludzkiego we wszystkich jego wymiarach i przejawach, od religii, od religijnej podstawy i świadomości, stanowi oczywiście największą „rewolucję” w historii ludzkości. A zatem zrozumienie tej rewolucji, jej przyczyn, istoty i konsekwencji jest pierwszym i najpilniejszym zadaniem dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć nie tylko współczesną sytuację religijną, lecz także sytuację ludzkości jako takiej. Zbyt wielu jeszcze nie rozumie, że właśnie tu, w oderwaniu nie pojedynczego człowieka, lecz całego społeczeństwa i jego życia od jego religijnych źródeł, w tym, co dziś nazywa się sekularyzmem, tkwi prawdziwy, głęboki korzeń kryzysu świadomości, który naznacza współczesne życie. Odrzuciwszy jedną podstawę, jakby ją utraciwszy, ludzkość nie znalazła innej, zdolnej ją zastąpić. Sekularyzm to przede wszystkim rezygnacja z religijnego uzasadnienia wszystkich form życia ludzkiego; to twierdzenie, że sens i uzasadnienie – czy to rodziny, czy polityki, czy form ustroju społecznego – można znaleźć niezależnie od jakichkolwiek religijnych przesłanek. Jak dotąd jedyne, w czym sekularyzm jest zgodny, to to, że religijne przesłanki należy zastąpić naukowymi. Sekularyzm odwołuje się do nauki. Lecz o ile w sprawach dotyczących natury nauka jest zasadniczo zgodna i jednoznaczna, o tyle w tym, co dotyczy człowieka i jego życia, takiej „naukowej” zgody nie ma. Stąd podział samego sekularyzmu na ideologie, które się wzajemnie negują i ze sobą walczą.
Właśnie w tym przejściu religii od funkcji „społecznej” do funkcji skrajnie „osobistej” zawiera się być może największe, naprawdę przełomowe zjawisko naszej epoki – zjawisko, którego przyczyny i skutki, a także sama istota, nie zostały jeszcze w pełni zrozumiane. Gdyby, zgodnie z klasycznym schematem marksistowskim, religia po prostu obumierała jako przeżyta, już niepotrzebna baza społeczeństwa i życia społecznego, sytuacja byłaby niezwykle prosta. W rzeczywistości jednak, tracąc swoje znaczenie jako zjawisko „społeczne”, religia nie tylko nie obumiera, lecz z całą siłą odradza się jako centrum życia osobistego. Dawniej religijne były państwo, społeczeństwo i kultura. One jakby „narzucały” religię człowiekowi. W „Annie Kareninie” niewierzący Lewin musi spełnić obrzędy religii, aby się ożenić. To „narzucanie” bardzo często prowadziło właśnie do osobistego protestu przeciw tej „społecznej” i „państwowej”, a więc „urzędowej”, religii. Niejednokrotnie w ateizmie, w niewierze człowiek potwierdzał swoją osobistą wolność. Teraz jest odwrotnie: państwo, społeczeństwo, kultura nie tylko nie narzucają religii, lecz przeciwnie, jawnie lub skrycie ją odrzucają i z nią walczą. A na to jednostka odpowiada „wyborem” religii nie tylko jako protestem przeciw urzędowemu ateizmowi i sekularyzmowi, lecz także jako samej istoty, samej treści życia osobistego. W ten paradoks, stanowiący, powtarzam, głęboką rewolucję naszej epoki, powinniśmy się wnikliwie wsłuchać, inaczej nie zrozumiemy, dlaczego jedni mówią o upadku i kryzysie religii, a inni z równą pewnością mówią o jej odrodzeniu i pogłębieniu. Rzeczywiście, oba zjawiska są widoczne. Pozostaje tylko pytanie, którym prędzej czy później będziemy musieli się zająć: czy można rzeczywiście sprowadzić religię wyłącznie do wymiaru społecznego albo wyłącznie do osobistego? W każdym razie pytanie to w całej swej głębi i ostrości staje wobec religii chrześcijańskiej – religii skrajnie osobistej, a zarazem religii, która nieustannie mówi o zbawieniu świata.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Z drugiej strony wydaje się, że nigdy w ostatnim stuleciu nie odczuwano w świecie tak napiętego poszukiwania duchowego, tak prawdziwego religijnego pragnienia. Przez całe moje trzydziestoletnie kapłaństwo nie spotkałem tylu ludzi, co teraz, którzy szukają w religii ostatecznych odpowiedzi na ostateczne pytania, a nie tylko, że tak powiem, „obsługi bytowej”: ślubów, chrztów, pogrzebów, nabożeństw i panichid. Równocześnie z upadkiem – i nie sposób tego już nie odczuwać – z głębi wznosi się jakaś tajemnicza fala, jeszcze niejasna, jeszcze mętna, ale jakże potężna!
Człowiek zmęczył się, nieskończenie zmęczył się płaskimi idejkami, którymi karmią go ideologowie szczęścia; zmęczył się bezsensem i cierpieniem panującymi w świecie; zmęczył się przede wszystkim coraz bardziej oczywistą pustką życia. Wciąż mówi się nam, jak należy zaplanować życie. Lecz przestano nam mówić, na czym samo życie polega. I oto nad samym życiem, a to znaczy także nad śmiercią, nad tym, co wieczne i nieprzemijające, nad tym, co mogłoby wypełnić tę bolesną pustkę, coraz wyraźniej zastanawiają się ludzie na świecie... Upadek czy odrodzenie? Być może jedno i drugie. Upadek czegoś, ale i odrodzenie czegoś... Tak czy inaczej stoimy u jakiegoś progu naszej duchowej historii. I trzeba się nad nim zatrzymać, pomyśleć, rozważyć – to konieczne.
Coraz wyraźniejsze zanikanie religii ze sfery publicznej, a zarazem coraz wyraźniejszy wzrost i wzmocnienie osobistego poszukiwania religijnego – tak, moim zdaniem, można określić paradoks współczesnego stanu religii w świecie, a inaczej mówiąc – religijnego stanu świata. Mówię „paradoks”, ponieważ sytuacja ta jest dosłownie przeciwna tej, która istniała przez tysiąclecia i która w pewnym sensie określała samą treść religii. Właśnie na tym polega paradoks obecnego położenia, że u swoich źródeł religia była zjawiskiem „społecznym”, więcej – podstawową siłą, głównym motorem właśnie społeczeństwa ludzkiego. Skoro samo łacińskie słowo religio oznacza przede wszystkim więź, to więź ta była odczuwana nie tylko jako więź każdego pojedynczego człowieka z Bogiem, lecz także jako więź ludzi między sobą, jako forma i treść ich wspólnego, społecznego życia. Na podstawie tego, co dziś wiemy o tzw. „religii pierwotnej” (a jej badania w ostatnich dziesięcioleciach poczyniły ogromny postęp), ten moment „społeczny” w religii jest nieporównanie silniejszy niż „osobisty”. To właśnie religia określa miejsce człowieka w świecie, jego więź z innymi ludźmi, jego życie rodzinne, społeczne, ekonomiczne, sens jego istnienia i wzajemne odniesienia wszystkich sfer życia. U swoich podstaw i w swoich początkach państwo na przykład nie tylko jest „religijne”, związane z religią, lecz jest jej owocem, ponieważ odzwierciedla i wypełnia na ziemi wolę i prawo Boga. Podobnie kultura i sztuka: rodzą się właśnie z „kultu”, są przede wszystkim wyrazem religijnego postrzegania świata i życia przez ludzi. To samo dotyczy rodziny, tego, co dziś nazywamy sferą ekonomiczną, relacji między narodami itd. Ostatnia „więź”, religio, tego wszystkiego jest właśnie religijna. Jeśli tak (a tak właśnie jest), to stopniowe oderwanie tego wszystkiego, to znaczy społeczeństwa ludzkiego we wszystkich jego wymiarach i przejawach, od religii, od religijnej podstawy i świadomości, stanowi oczywiście największą „rewolucję” w historii ludzkości. A zatem zrozumienie tej rewolucji, jej przyczyn, istoty i konsekwencji jest pierwszym i najpilniejszym zadaniem dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć nie tylko współczesną sytuację religijną, lecz także sytuację ludzkości jako takiej. Zbyt wielu jeszcze nie rozumie, że właśnie tu, w oderwaniu nie pojedynczego człowieka, lecz całego społeczeństwa i jego życia od jego religijnych źródeł, w tym, co dziś nazywa się sekularyzmem, tkwi prawdziwy, głęboki korzeń kryzysu świadomości, który naznacza współczesne życie. Odrzuciwszy jedną podstawę, jakby ją utraciwszy, ludzkość nie znalazła innej, zdolnej ją zastąpić. Sekularyzm to przede wszystkim rezygnacja z religijnego uzasadnienia wszystkich form życia ludzkiego; to twierdzenie, że sens i uzasadnienie – czy to rodziny, czy polityki, czy form ustroju społecznego – można znaleźć niezależnie od jakichkolwiek religijnych przesłanek. Jak dotąd jedyne, w czym sekularyzm jest zgodny, to to, że religijne przesłanki należy zastąpić naukowymi. Sekularyzm odwołuje się do nauki. Lecz o ile w sprawach dotyczących natury nauka jest zasadniczo zgodna i jednoznaczna, o tyle w tym, co dotyczy człowieka i jego życia, takiej „naukowej” zgody nie ma. Stąd podział samego sekularyzmu na ideologie, które się wzajemnie negują i ze sobą walczą.
Właśnie w tym przejściu religii od funkcji „społecznej” do funkcji skrajnie „osobistej” zawiera się być może największe, naprawdę przełomowe zjawisko naszej epoki – zjawisko, którego przyczyny i skutki, a także sama istota, nie zostały jeszcze w pełni zrozumiane. Gdyby, zgodnie z klasycznym schematem marksistowskim, religia po prostu obumierała jako przeżyta, już niepotrzebna baza społeczeństwa i życia społecznego, sytuacja byłaby niezwykle prosta. W rzeczywistości jednak, tracąc swoje znaczenie jako zjawisko „społeczne”, religia nie tylko nie obumiera, lecz z całą siłą odradza się jako centrum życia osobistego. Dawniej religijne były państwo, społeczeństwo i kultura. One jakby „narzucały” religię człowiekowi. W „Annie Kareninie” niewierzący Lewin musi spełnić obrzędy religii, aby się ożenić. To „narzucanie” bardzo często prowadziło właśnie do osobistego protestu przeciw tej „społecznej” i „państwowej”, a więc „urzędowej”, religii. Niejednokrotnie w ateizmie, w niewierze człowiek potwierdzał swoją osobistą wolność. Teraz jest odwrotnie: państwo, społeczeństwo, kultura nie tylko nie narzucają religii, lecz przeciwnie, jawnie lub skrycie ją odrzucają i z nią walczą. A na to jednostka odpowiada „wyborem” religii nie tylko jako protestem przeciw urzędowemu ateizmowi i sekularyzmowi, lecz także jako samej istoty, samej treści życia osobistego. W ten paradoks, stanowiący, powtarzam, głęboką rewolucję naszej epoki, powinniśmy się wnikliwie wsłuchać, inaczej nie zrozumiemy, dlaczego jedni mówią o upadku i kryzysie religii, a inni z równą pewnością mówią o jej odrodzeniu i pogłębieniu. Rzeczywiście, oba zjawiska są widoczne. Pozostaje tylko pytanie, którym prędzej czy później będziemy musieli się zająć: czy można rzeczywiście sprowadzić religię wyłącznie do wymiaru społecznego albo wyłącznie do osobistego? W każdym razie pytanie to w całej swej głębi i ostrości staje wobec religii chrześcijańskiej – religii skrajnie osobistej, a zarazem religii, która nieustannie mówi o zbawieniu świata.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/