publicystyka: „Wybacz mi” – to nie rytuał
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

„Wybacz mi” – to nie rytuał

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin), 21 lutego 2026

Dwa lata temu, właśnie w Niedzielę Przebaczenia Win, na naszej tablicy na Facebooku wybuchła ostra dyskusja, która zakończyła się dość tradycyjnie: jedna z jej uczestniczek zamiast przebaczyć, wylała mi na głowę wiadro wrzątku i zablokowała na zawsze. A przecież była to całkiem mądra osoba, filolog, publicystka...

Do dziś nie bardzo rozumiem, czym wywołałam irytację tej kobiety. Próbowałam tylko poprawnie jej zaprzeczyć i wyjaśnić, na czym polega sens tej starej, pobożnej tradycji – proszenia się nawzajem o przebaczenie przed Wielkim Postem. Nie oskarżając jej o nic, nie dotykając w ogóle jej osobowości.

Wydawało jej się, że Niedziela Przebaczenia to swego rodzaju obłudny i bigoteryjny rytuał. „Można bez końca krzywdzić bliźniego” – pisała z irytacją – „a potem powiedzieć «wybacz mi» i znów stać się czystym niczym niemowlę. To naprawdę wzruszające...”.

Z nie do końca jasnego tekstu można było wywnioskować, że ktoś z wiernych, praktykujących chrześcijan, skrzywdził tę kobietę, i to dawno temu, a o przebaczenie poprosił dopiero w tę niedzielę, co wywołało oburzenie: hipokryta, obłudnik, faryzeusz, gdzie byłeś wcześniej ze swoim „wybacz”?

Tymczasem Niedziela Przebaczenia jest naprawdę wyjątkowym dniem. W tym dniu, pomimo naszej rażącej niedoskonałości, wyraźnie widzimy potrzebę bycia innymi – lepszymi niż jesteśmy; i właśnie dlatego ponownie analizujemy wszystkie nasze spory, konflikty, wszystkie te niezbyt przyjemne sytuacje, które w taki czy inny sposób miały miejsce w naszych relacjach z otaczającymi nas ludźmi. I rozumiemy, że nie możemy tak tego zostawić. Dlatego jeśli ktoś w przeddzień Wielkiego Postu poprosił o wybaczenie za coś, o co nie prosił przez wiele miesięcy, a nawet lat – nie należy się gniewać, ale cieszyć się z tego, że dla tej osoby Niedziela Przebaczenia stała się nie rytuałem, ani nawet tradycją, ale prawdziwym wydarzeniem w jej duchowym życiu.

O tym, jak zrodziła się tradycja Niedzieli Przebaczenia, opowiada żywot Marii Egipcjanki, ten sam, który czytany jest w świątyniach w piątym tygodniu Wielkiego Postu: „W monasterze istniał zwyczaj, dla którego Bóg sprowadził tu czcigodnego Zosimę. W niedzielę poprzedzającą początek Wielkiego Postu ihumen odprawiał św. Liturgię, wszyscy przyjmowali Najświętsze Ciało i Krew Chrystusa, spożywali następnie skromny posiłek i ponownie gromadzili się w cerkwi.

Po modlitwie i wykonaniu określonej liczby pokłonów, starcy, prosząc się nawzajem o przebaczenie, otrzymywali błogosławieństwo od ihumena i przy wspólnym śpiewie psalmu „Pan jest moją światłością i moim zbawieniem, kogóż będę się bać?” (Ps. 26, 1) otwierali bramy klasztoru i udawali się na pustynię.

Każdy z nich zabierał ze sobą niewielką ilość pożywienia, a niektórzy nie zabierali nic i żywili się korzeniami. Mnisi przekraczali Jordan i rozchodzili się jak najdalej, aby nie widzieć, jak inny pości i modli się...”.

Nietrudno się domyślić, że nie każdy z tych mnichów wracał przed Paschą z pustyni do rodzimego klasztoru. Dlatego prosili się nawzajem o przebaczenie, żegnając się, być może, na zawsze...

Wyraźne jest pokrewieństwo dwóch rosyjskich czasowników – proszczаt' (wybaczać) i proszczat'sia (żegnać się) – przypomina nam, że nawet w naszym zwykłym, świeckim życiu nie możemy być pewni, że spotkamy się jeszcze na tym świecie z tym, z kim się teraz rozstajemy. Dlatego dobrze jest prosić się nawzajem o wybaczenie. Tak właśnie robili nasi przodkowie przy każdym rozstaniu: byli to ludzie trzeźwo myślący. Później ta trzeźwość została utracona, a słowo „proszczaj” (żegnaj), całkowicie tracąc swoje pierwotne znaczenie, zaczęło odnosić się wyłącznie do zmarłych.

W naszej – wyraźnie zbyt ożywionej jak na ten dzień – dyskusji internetowej pojawiło się również inne pytanie: „Jeśli – jak twierdzisz – nie jest to rytuał, to po co mam prosić o wybaczenie tych, przed którymi w żaden sposób nie zawiniałam?”.

Jednak czy możemy być tego pewni? W moim burzliwym życiu było wiele sytuacji, w których uważałam, że to ja mam całkowitą rację, a inni są w błędzie i w związku z tym są wobec mnie winni. Dopiero z biegiem lat, w miarę rozwoju duchowego, zaczęłam dostrzegać własną nieprawość i winę. A ile razy ta świadomość nie przyszła, ile razy nie zauważyłam, nie zdałam sobie sprawy z krzywd, które wyrządziłam bliskim? Tylko Bóg jeden wie...

„A jeśli ta osoba jest wobec mnie winna, jeśli sprawiła mi wiele bólu i nie zamierza prosić o przebaczenie, dlaczego ja miałabym ją o nie prosić?” – kolejne pytanie w internetowej dyskusji w Niedzielę Przebaczenia.

Wiecie, zdarzyło mi się coś takiego: prosiłam o przebaczenie osobę, która w konflikcie ze mną była - moim zdaniem - w błędzie, i to nie tylko w błędzie, ale była wobec mnie bardzo niesprawiedliwa, a jej surowość wobec mnie była zupełnie nieuzasadniona.

Sama nie wiedziałam, jak odnieść się do tego kroku i byłam gotowa potraktować go jako jakąś żałosną słabość. Jednak co skłoniło mnie do tak niesprawiedliwego postępowania wobec samej siebie?

Ta osoba była dla mnie ważna i musiałam za wszelką cenę ocalić miłość: nie mogłam po prostu pozostawać w stanie niemiłości, w stanie martwiącej niezgody, wewnętrznej niechęci, i bardzo dobrze to czułam. Dlatego musiałam przeskoczyć przez sprawiedliwość (lub przez to, co mi się wydawało sprawiedliwością – tutaj znowu nie mam pewności)... Rezultatem był pokój – nie bezproblemowy, nie bezbolesny, ale zaakceptowaliśmy się nawzajem i to jest najważniejsze.

Tym bardziej, że ziemska sprawiedliwość nie jest czymś, na czym warto się skupiać. Pewnego razu, w rozmowie z koleżanką ze studiów – osobą o bardzo trudnym losie – powiedziałam: „Wiem, że w twoim życiu było wiele niesprawiedliwości”. A ona odpowiedziała: „Niesprawiedliwość nie istnieje”. „Jak to – nie istnieje?..” „Przecież wszystko dzieje się z woli Bożej. A u Niego nie ma niesprawiedliwości”.

Wielki Post to zdecydowanie niełatwa droga, jeśli potraktować go poważnie. Jak go przetrwamy, jeśli nie osiągniemy wewnętrznego spokoju i wzajemnej akceptacji z naszym bliźnim, z bratem chrześcijaninem?.. Jeśli nie będziemy w stanie – choćby w milczeniu, choćby na odległość – ogrzewać się i wspierać nawzajem?

Dlatego trzeba prosić o przebaczenie... Ale trzeba też przebaczyć. A czy to jest... proste? Łatwe?

Łatwo i prosto przebaczamy tym, którzy w ten światły dzień proszą nas o przebaczenie. Tym bardziej, że większości z tych proszących odpowiadam, nie tak, jak należy, a mianowicie: „Na pewno bym przebaczyła, ale niestety nie mam czego przebaczać”.

A ci, którym naprawdę trudno jest nam wybaczyć, zazwyczaj, z nielicznymi wyjątkami, o wybaczenie nie proszą...

Jak więc postąpić? Wydaje mi się, że jeśli przynajmniej teoretycznie wiemy, że należy wybaczać, że nie powinno być żadnych wyjątków, żadnego wyłącznego prawa do nieprzebaczania zdrajcy itp. – to już jest wielkie osiągnięcie. A dalej...

Pewnego razu trafiłam do spowiedzi do duchownego, który ma zwyczaj kończyć rozmowę pytaniem: „Czy wybaczyłaś wszystkim…?”. Zaniemówiłam, ale on pobłogosławił mnie, nie czekając na odpowiedź. Być może chciał, abym spróbowała odpowiedzieć na to pytanie nie jemu, ale samej sobie...
Spróbowałam. Nie udało mi się uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. Stopniowo zrozumiałam: bycie pewną, że wybaczyłam wszystko i wszystkim, jest tak samo niemożliwe, jak bycie pewną, że jestem wolna od grzechu zazdrości albo, powiedzmy, próżności. Wybaczenie nie jest jednorazowym aktem, ale złożonym procesem, nierozerwalnie związanym z ogólnym procesem rozwoju duchowego. Kiedy naprawdę dojrzejemy do pełnego przebaczenia, nie będziemy już mieli wątpliwości. A teraz...

Teraz stoimy u progu Niedzieli Przebaczenia Win – wspaniałej okazji, aby zrobić krok w tę górę. Dla niektórych pierwszy. Dla innych już nie pierwszy, a mimo to nie mniej ważny...

Jeśli chodzi o tę irytującą osobę na Facebooku – szczerze mówiąc, nie mam ochoty prosić jej o wybaczenie. Zbyt wiele niesprawiedliwych rzeczy usłyszałam – nie tylko o swoich działaniach (to byłoby nic takiego), ale także o mojej osobistej wierze: kiedy ktoś oskarża cię o obłudę, o nieszczerość – to bardzo boli. Poza tym nie potrzebuję po prostu jej przebaczenia. Tym bardziej, że w stosunku do Cerkwi jest ona, jak rozumiem, osobą postronną i nie akceptuje tej tradycji...

Jednak nie wiem, czy mam rację. Być może świadczy to tylko o moim niewielkim rozwoju duchowym. Na razie zadaję sobie pytanie, czy sama jej wybaczyłam. I również nie wiem, jak odpowiedzieć. Nie czuję złości, ale jest we mnie gorycz i niedowierzanie...

Prawdopodobnie popełniłam jakiś błąd w kontaktach z nią. Być może po prostu wtrąciłam się tam, gdzie nie byłam proszona? Jeśli ten epizod zapadł mi w pamięć, to znaczy, że nie jest to przypadek: musi nastąpić jakaś kontynuacja.

O głębokim znaczeniu Niedzieli Przebaczenia Win najlepiej mówi oczywiście Sam Zbawiciel: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój na ołtarz i tam przypomnisz sobie, że brat twój ma coś przeciwko tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem i idź, pogódź się najpierw z bratem twoim, i wtedy, wróciwszy, złóż swój dar.” (Mt 5, 23–24).

Niedziela Przebaczenia to dzień, w którym nasze dary leżą przed ołtarzem.

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/