Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Wspomnienie, oczekiwanie, obecność
16 lutego 2026
Chrześcijaństwo jest religią nie tylko wspomnienia, lecz także oczekiwania. Niczego nie można zrozumieć w wierze chrześcijańskiej poza tym niepojętym, a jednak realnym zjednoczeniem obydwu.
Z jednej strony trudno dowodzić, że wszystko w chrześcijaństwie przeniknięte jest jednym wszechogarniającym wspomnieniem o Chrystusie. W sensie historycznym pojawienie się Chrystusa, Jego życie i nauka opisane w Ewangelii – wszystko to należy do przeszłości, z którą łączy nas pamięć. I z tej perspektywy całe chrześcijaństwo rzeczywiście jest pamięcią o Chrystusie, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, wiedzą o Nim, nieustannie przemienianą w poznanie Jego Samego.
Właśnie ta pamięć, ta wiedza o przeszłości, nieustannie przekształcana w żywą obecność, stanowi istotę chrześcijańskiego doświadczenia. Okazuje się bowiem, że to, co wydarzyło się wtedy, dwa tysiące lat temu, i co jest mi znane poprzez tę ciągłość pamięci, określa moje dzisiejsze życie tak, jak nic innego w przeszłości i teraźniejszości. Cud tego wspomnienia, które ukształtowało wiarę chrześcijan, polega na tym, że przeszłość staje się tu teraźniejszością, że Chrystus, który żył tysiące lat temu, przez tę wiarę poznawany jest jako żyjący teraz, jako kochający i kochany, jako bliski i nieskończenie potrzebny, jako Ten, który wszedł i nieustannie wchodzi w moje życie, napełniając je nową treścią i nową siłą.
Udowodnić, że tak jest, że ten cud rzeczywiście i nieustannie się dokonuje, nie sposób, ponieważ poznaje się go jedynie w doświadczeniu samej wiary. Dlatego tak jałowe są wszelkie spory o religię, w tym wszystkie próby „naukowego” obalania i niszczenia chrześcijaństwa. Faktem pozostaje bowiem, że tylko o jednym Człowieku, który żył na naszej ziemi, w naszym czasie, w naszej historii, miliony ludzi od dwóch tysięcy lat twierdzą, że On żyje, że pamięć o Nim nieustannie przemienia się w poznanie Jego Samego i w życie z Nim.
Lecz właśnie to wspomnienie, przemieniane w obecność, czyni wiarę chrześcijańską także oczekiwaniem. Chrystus nie tylko przyszedł, lecz przychodzi nieustannie i przyjdzie na końcu, a całe życie chrześcijan w najgłębszym sensie określone jest oczekiwaniem Jego przyjścia. Wrogowie chrześcijaństwa zarzucają wierzącym, że ograniczywszy swoje nadzieje i zainteresowania do „życia pozagrobowego”, przestali troszczyć się o świat ziemski. Jest to jednak grube i prymitywne nieporozumienie, ponieważ samo ziemskie życie, a więc i nasze obecne istnienie, nabrało dla wierzących w Chrystusa nowego sensu, nowej treści. To bowiem w ten świat, a nie w jakiś inny, w ten czas, w to życie przyszedł Chrystus, w nich przebywa; znamy Go i żyjemy z Nim tu i teraz, a nie w jakiejś tajemniczej „przyszłości”.
Oczekiwanie chrześcijan jest przede wszystkim oczekiwaniem kochających: tylko ten, kto kocha, czeka, i tylko ten, kto czeka, kocha. I tak samo życie staje się oczekiwaniem, które nieustannie spełnia się w obecności, oraz pamięcią o obecności, która nieustannie przechodzi w oczekiwanie. Wszystko w tym świecie, wszystko w tym życiu oświetlone jest dla wierzącego tą pamięcią i tym oczekiwaniem. Już do samego świata odnosi się on inaczej niż wszyscy inni, ponieważ przyszedł do niego Chrystus; już czas nabiera dla niego innego sensu, ponieważ jest czasem przyjścia i obecności Chrystusa; i nie pozostają już sprawy małe, nie ma „ważnego” i „drugorzędnego”, ponieważ wszystko w świetle tego przyjścia i tej obecności staje się nieskończenie ważne, nieskończenie odpowiedzialne. Niczego nie mogę i nie mam prawa uważać za nieważne – ani jednego wypowiedzianego przeze mnie słowa, ani jednego człowieka, choćby na chwilę wchodzącego w moje życie, ani jednego zadania, które zostało mi powierzone – ponieważ samo moje doświadczenie religijne objawia się w tym, że i świat, i czas, i życie są napełnione obecnością Chrystusa.
Ideolodzy bezbożności twierdzą, że królestwo powszechnego szczęścia nastąpi na ziemi w jakiejś wspaniałej przyszłości, a cała przeszłość i teraźniejszość są jedynie etapami ruchu ku tej „przyszłości” i walką o nią. Tymczasem doświadczenie religijne mówi, że tutaj i teraz, w moim obecnym życiu, w każdej chwili rozstrzyga się, czy będę z Chrystusem, czy przeciw Chrystusowi, czy posłużę Jego obecności, czy ją zdradzę. Dlatego autentyczne życie religijne nigdy nie może być ucieczką w duchowy egocentryzm. Prawdziwie wierzący w Chrystusa nigdy nie powie, że nie obchodzi go to, co dzieje się w świecie. Całe chrześcijaństwo mówi o zbawieniu świata, a nie od świata.
Tak, chrześcijanie często zdradzali zasadniczy zamysł chrześcijaństwa, często popadali w duchowy egocentryzm, lecz jeśli zrozumie się prawdziwe miejsce i prawdziwą moc tej pamięci i tego oczekiwania, stanie się jasne także to, dlaczego autentyczny sens wiary chrześcijańskiej jest tylko w miłości, jak i w nadziei czynnego urzeczywistnienia jej w tym życiu.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Z jednej strony trudno dowodzić, że wszystko w chrześcijaństwie przeniknięte jest jednym wszechogarniającym wspomnieniem o Chrystusie. W sensie historycznym pojawienie się Chrystusa, Jego życie i nauka opisane w Ewangelii – wszystko to należy do przeszłości, z którą łączy nas pamięć. I z tej perspektywy całe chrześcijaństwo rzeczywiście jest pamięcią o Chrystusie, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, wiedzą o Nim, nieustannie przemienianą w poznanie Jego Samego.
Właśnie ta pamięć, ta wiedza o przeszłości, nieustannie przekształcana w żywą obecność, stanowi istotę chrześcijańskiego doświadczenia. Okazuje się bowiem, że to, co wydarzyło się wtedy, dwa tysiące lat temu, i co jest mi znane poprzez tę ciągłość pamięci, określa moje dzisiejsze życie tak, jak nic innego w przeszłości i teraźniejszości. Cud tego wspomnienia, które ukształtowało wiarę chrześcijan, polega na tym, że przeszłość staje się tu teraźniejszością, że Chrystus, który żył tysiące lat temu, przez tę wiarę poznawany jest jako żyjący teraz, jako kochający i kochany, jako bliski i nieskończenie potrzebny, jako Ten, który wszedł i nieustannie wchodzi w moje życie, napełniając je nową treścią i nową siłą.
Udowodnić, że tak jest, że ten cud rzeczywiście i nieustannie się dokonuje, nie sposób, ponieważ poznaje się go jedynie w doświadczeniu samej wiary. Dlatego tak jałowe są wszelkie spory o religię, w tym wszystkie próby „naukowego” obalania i niszczenia chrześcijaństwa. Faktem pozostaje bowiem, że tylko o jednym Człowieku, który żył na naszej ziemi, w naszym czasie, w naszej historii, miliony ludzi od dwóch tysięcy lat twierdzą, że On żyje, że pamięć o Nim nieustannie przemienia się w poznanie Jego Samego i w życie z Nim.
Lecz właśnie to wspomnienie, przemieniane w obecność, czyni wiarę chrześcijańską także oczekiwaniem. Chrystus nie tylko przyszedł, lecz przychodzi nieustannie i przyjdzie na końcu, a całe życie chrześcijan w najgłębszym sensie określone jest oczekiwaniem Jego przyjścia. Wrogowie chrześcijaństwa zarzucają wierzącym, że ograniczywszy swoje nadzieje i zainteresowania do „życia pozagrobowego”, przestali troszczyć się o świat ziemski. Jest to jednak grube i prymitywne nieporozumienie, ponieważ samo ziemskie życie, a więc i nasze obecne istnienie, nabrało dla wierzących w Chrystusa nowego sensu, nowej treści. To bowiem w ten świat, a nie w jakiś inny, w ten czas, w to życie przyszedł Chrystus, w nich przebywa; znamy Go i żyjemy z Nim tu i teraz, a nie w jakiejś tajemniczej „przyszłości”.
Oczekiwanie chrześcijan jest przede wszystkim oczekiwaniem kochających: tylko ten, kto kocha, czeka, i tylko ten, kto czeka, kocha. I tak samo życie staje się oczekiwaniem, które nieustannie spełnia się w obecności, oraz pamięcią o obecności, która nieustannie przechodzi w oczekiwanie. Wszystko w tym świecie, wszystko w tym życiu oświetlone jest dla wierzącego tą pamięcią i tym oczekiwaniem. Już do samego świata odnosi się on inaczej niż wszyscy inni, ponieważ przyszedł do niego Chrystus; już czas nabiera dla niego innego sensu, ponieważ jest czasem przyjścia i obecności Chrystusa; i nie pozostają już sprawy małe, nie ma „ważnego” i „drugorzędnego”, ponieważ wszystko w świetle tego przyjścia i tej obecności staje się nieskończenie ważne, nieskończenie odpowiedzialne. Niczego nie mogę i nie mam prawa uważać za nieważne – ani jednego wypowiedzianego przeze mnie słowa, ani jednego człowieka, choćby na chwilę wchodzącego w moje życie, ani jednego zadania, które zostało mi powierzone – ponieważ samo moje doświadczenie religijne objawia się w tym, że i świat, i czas, i życie są napełnione obecnością Chrystusa.
Ideolodzy bezbożności twierdzą, że królestwo powszechnego szczęścia nastąpi na ziemi w jakiejś wspaniałej przyszłości, a cała przeszłość i teraźniejszość są jedynie etapami ruchu ku tej „przyszłości” i walką o nią. Tymczasem doświadczenie religijne mówi, że tutaj i teraz, w moim obecnym życiu, w każdej chwili rozstrzyga się, czy będę z Chrystusem, czy przeciw Chrystusowi, czy posłużę Jego obecności, czy ją zdradzę. Dlatego autentyczne życie religijne nigdy nie może być ucieczką w duchowy egocentryzm. Prawdziwie wierzący w Chrystusa nigdy nie powie, że nie obchodzi go to, co dzieje się w świecie. Całe chrześcijaństwo mówi o zbawieniu świata, a nie od świata.
Tak, chrześcijanie często zdradzali zasadniczy zamysł chrześcijaństwa, często popadali w duchowy egocentryzm, lecz jeśli zrozumie się prawdziwe miejsce i prawdziwą moc tej pamięci i tego oczekiwania, stanie się jasne także to, dlaczego autentyczny sens wiary chrześcijańskiej jest tylko w miłości, jak i w nadziei czynnego urzeczywistnienia jej w tym życiu.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/