publicystyka: Brak miłości jest dla człowieka nienaturalny
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Brak miłości jest dla człowieka nienaturalny

metropolita Paweł (Ioann) [tłum. Justyna Pikutin], 14 lutego 2026

Musimy nauczyć się być naprawdę pokorni, ponieważ pierwszym spośród pokornych jest Bóg. Dlatego jeśli człowiek nie jest rodzimy Jego pokorze – „nauczcie się ode Mnie, albowiem jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych” (Mt 11, 29) – i nie ma pokory, ale egoizm, to nigdy nie zazna spokoju i gdziekolwiek by się nie znalazł, będzie stale źródłem waśni.

Tekst ewangeliczny na Niedzielę Syna Marnotrawnego przypomina nam o czymś głęboko poruszającym, ponieważ zazwyczaj sprowadzamy całą tę historię do młodszego syna, który żył tak, jak żył, ale potem okazał skruchę, podczas gdy to, co powinno nami wstrząsnąć, to zachowanie starszego syna, który ostatecznie nie został zbawiony. Jak już wspomniałem, słowo „marnotrawny” (άσωτος), którym był młodszy syn, składa się z przedrostka zaprzeczającego „α” i czasownika σώζομαι („zbawiam się”), a co za tym idzie żyć marnotrawnie oznacza żyć w sposób, który ostatecznie nie zbawia.

Co jest w tym najbardziej tragiczne? To, że można być w Cerkwi – i nie zostać zbawionym! My również ryzykujemy, że coś takiego może nam się przydarzyć. Życie w grzechu w Cerkwi – jak to czasem bywa, wyjaśni nam jutrzejszy tekst ewangeliczny, na który chciałbym zwrócić waszą uwagę, ponieważ pokazuje nam, że jest to możliwe – być w Cerkwi i żyć w grzechu, a co gorsza – zostać odrzuconym przez samego Boga.

Ten fragment Ewangelii poświęcony jest Drugiemu Przyjściu i zawiera wiele kwestii do rozważenia. Po pierwsze: samo Drugie Przyjście, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie, rzeczywiście nastąpi, tak jak nastąpiło Pierwsze Przyjście. Jakie było pierwsze przyjście? Było ono wcieleniem Boga – faktem, że Bóg stał się człowiekiem, że przyszedł na świat, objawił się ludziom, dokonując całkowitego dzieła swej miłości, aby zbawić człowieka. I tak jak miało miejsce Pierwsze Przyjście, tak samo będzie miało miejsce Drugie Przyjście, zgodnie z warunkami i przesłankami, które sam Chrystus nam podał: kiedy przyjdzie Syn Człowieczy i wszyscy Aniołowie...[por.: Mt 25,31].

Tak więc On przyjdzie. Bez względu na to, jak bardzo uważamy to za mit, jest to rzeczywistość, a przyjście Chrystusa będzie oznaczało sąd nad światem. Chrystus wielokrotnie podkreśla, że przyszedł na świat nie po to, aby go osądzać, ale aby go zbawić [patrz: J. 3,17; 12,47].

Co więc oznacza wierzyć w Boga? Nie oznacza to akceptacji faktu, że On istnieje, ponieważ Bóg nie potrzebuje ani mnie, ani was, ale zaufanie Mu, zaufanie Jego Osobie. Bóg nie jest nieznany, ponieważ objawił się w ciele, a Chrystus jest Synem i Słowem Bożym, który wkroczył do naszego świata i właśnie dlatego może być przedstawiany, a poprzez Swoje przedstawienie zapewnia nas, że stał się Człowiekiem, stał się Jednym z nas.

Powiedział nam, że ten, kto w Niego wierzy, nie będzie sądzony [patrz: J 3,18]. Dlaczego? Ponieważ uwierzył, zaufał Bogu, to znaczy zaufał Jego obliczu i słowu, zaufał temu, że Chrystus jest Synem i Słowem Bożym, które stało się Człowiekiem.

W innym miejscu święty ewangelista Jan podkreśla, że ten, kto nie przyjmuje Syna Bożego w ciele, jest antychrystem [patrz: 1 J 4,3]. Następnie ponownie mówi nam, że kto nie wierzy, ten już jest potępiony, ponieważ nie uwierzył [patrz: J 3,18].

W jakim więc sensie Drugie Przyjście będzie sądem świata? W tym sensie, że Przyjście rzeczywiście będzie nas osądzać. Dlaczego? Ponieważ wtedy będziemy zmuszeni zająć określone stanowisko wobec Tego, który przyszedł. A stanowisko to będzie oznaczało sąd.

W istocie, jak mówią ojcowie, piekło i raj nie dotyczą Boga, dotyczą nas. Piekło i raj będą istnieć dla nas, a nie dla Boga. Czym są raj i piekło? To jedno i to samo – piekło i raj są tym samym. Czym? Przyjście Boga w nas jest naszym sądem. To nasz raj i to samo może być naszym piekłem.

Kiedy przyjście Boga jest rajem? Kiedy kochamy Tego, który przychodzi, czekamy na Niego, pragniemy Go. Czy nie cieszysz się, gdy przychodzi do twego domu ktoś, kogo kochasz? Co za tym idzie, dla tego, kto kocha Boga, Jego przyjście nie oznacza strachu i przerażenia, a wręcz przeciwnie, radość, będzie oznaczało jego spełnienie, jego uwielbienie w chwale Boga, wypełnienie jego życia światłem.

Z drugiej strony, co powiedzą wtedy wszyscy, którzy nie pokochali Boga, wszyscy, którzy z Nim walczyli, co będą robić, czy będą mogli się Go wtedy wyprzeć? Przecież On stanie przed nimi. I to Przyjście stanie się dla nich męką.

Ponieważ Chrystus mówi: Ja jestem światłością świata [por. J 8,12;9,5], Ojcowie Kościoła nauczają, że światło ma dwie właściwości: pierwszą – świecić, drugą – palić. Dla tych, którzy pokochali Boga i odeszli z tego życia w skrusze, Przyjście Boga będzie światłem, które oświeci ich życie, i będą się cieszyć tym światłem. A dla innych światło będzie miało drugą właściwość – palić, i będą cierpieć właśnie z powodu tego światła, tak jak chore oko cierpi z powodu intensywnego oświetlenia. Dlatego nie mówimy ani o kotłach i smole, ani o kwiatach i pięknie, ale o Przyjściu Boga, które przewyższa wszelkie piękno.

Zastanówcie się: dlaczego odrzucamy Boga? Jeśli przeczytacie Ewangelię, nie zobaczycie, żeby Chrystus zrobił coś złego. Spędził swoje życie, czyniąc dobro i uzdrawiając wszystkich. Oddał nam samego siebie, swoje słowo, swoją prawdę, uniżył się dla nas, został ukrzyżowany – co złego można w tym wszystkim znaleźć? Co więc może skłonić człowieka do odrzucenia takiego Boga? Boga, który jest miłością, Boga, który oddaje siebie, abyśmy mogli żyć? Tylko jedno – ludzki egoizm, egoizm, który powtarza: „Nie, nie będę podporządkowywał się woli Bożej, ale swojej!”.
Ostatecznie nasza wola to śmierć, nasza wola zamyka nas w śmierci.

Niektórzy mówią:
– Dobrze, ale czy może być Bogiem Ten, który pozwala, aby Jego stworzenia cierpiały?
Jednak Bóg nie będzie winny. Bóg jest miłością i pozostanie nią, to ludzie nie będą w stanie znieść miłości Boga, i będzie to dla nich oznaczało męczarnie.

Co więc musi uczynić Bóg, aby stać się złym? Musi stać się taki jak my, skrycie żywiący złość? Czy wtedy poczujemy, że jest naszym Bogiem? Tak więc nie należy zniżać Boga do poziomu naszej złości. To my jesteśmy powołani, aby wznieść się do poziomu Jego miłości, osiągnąć umysł Chrystusa i serce, a wtedy poczujemy radość z Jego Przyjścia.

Właśnie to tworzy raj i piekło – to, co nazywamy końcem świata. Świat przeminie i przemieni się. W czytaniu apostolskim obrzędu pogrzebu dokładnie opisano, co się wydarzy podczas Drugiego Przyjścia, a mianowicie: my, żyjący, którzy pozostaniemy przy przyjściu Pana [patrz: 1 Tes. 4,15.], zmienimy się, to znaczy ciało z materialnego stanie się duchowe i pójdziemy na spotkanie Panu, a jednocześnie wszyscy umarli zmartwychwstaną, a dusza człowieka będzie szukała swego ciała, gdziekolwiek zostanie ono złożone.

Bóg stworzył nas jako duszo-ciało, a nie jako duszę i ciało, a ciało nie jest więzieniem duszy, ciało jest świątynią Ducha Świętego, siedzibą Boga. Dlatego kiedy ktoś umiera, okadzamy go kadzidłem, ponieważ jest to ciało, z którym żył w cnotach lub grzechach, w pokucie lub egoizmie. Człowiek żyje razem ze swoim ciałem.

W śmierci nie jest straszne to, że odejdziemy z tego świata. Przecież nikt nie uważa za coś strasznego wyjazdu z Cypru i przeprowadzki do Grecji lub przeprowadzki na Cypr, jeśli życie, które prowadzi, jest dobre. Co więc jest straszne? Straszne jest oderwanie duszy od ciała i zniszczenie harmonii między nimi, ponieważ wyrosły one razem.

Wtedy nastąpi to, co nazywamy przemianą całego świata. Dlatego Ewangelia mówi nam bardzo jasno, że oczekujemy nowego nieba i nowej ziemi [patrz. 2 P 3,13], zupełnie nowego stanu rzeczy, przemienionego w łasce Bożej, gdzie niestety dla niektórych ta łaska będzie oznaczała mękę.

Ewangelia mówi nam, jakie są kryteria, i ponownie zwracam się do tego, co powiedziałem wcześniej, a mianowicie, że można żyć grzesznie w Cerkwi. Chrystus mówi prosto i jasno:
– Przyjdźcie, błogosławieni Ojca Mego! – to znaczy, aby przyszli ci, którzy żywią miłość. Dlaczego? – Ponieważ byłem głodny, a wy daliście Mi jeść; pragnąłem, a wy Mnie napoiliście; byłem nagi, a wy Mnie ubraliście; byłem w więzieniu, a wy przyszliście do Mnie.
A oni zapytają Go:
– Ale, Panie, kiedy to uczyniliśmy?
A On im odpowie:
– Ponieważ uczyniliście to moim najmniejszym braciom, uczyniliście to Mnie [Por. Mt 25, 34–40].

To straszne, ponieważ w istocie Chrystus mówi nam, że każdy człowiek jest przede wszystkim Jego ikoną. I dlatego jesteśmy hipokrytami i faryzeuszami. Podobnie czynił faryzeusz, który wszedł do kamiennej świątyni i dziękował Bogu, a jednocześnie obrażał żywą świątynię Boga, którą był jego bliźni – celnik.
Jakim był celnik? Był splamioną ikoną Boga, ale poprzez skruchę oczyścił się i dlatego został dobrze przyjęty przez Boga, podczas gdy faryzeusz mówił, że pości dwa razy w tygodniu, oddaje dziesięcinę. Czego więc mu brakowało? Nie miał miłości w sercu i dlatego został odrzucony: nie był podobny do Boga.

Zauważcie: Bóg jest miłością, On nie ma miłości, ale jest miłością. Różnica między „mieć” a „być” jest ogromna. My, ludzie, zostaliśmy stworzeni na obraz Boży i nawet nasza budowa jest taka sama. Powiem wam, co rozumiem pod pojęciem „być miłością”.
Kiedy słyszycie, jak ktoś mówi: „Mam miłość!”, wiedzcie, że ma on tylko egoizm i nic więcej.
Wielu pyta:
– Jak długo mam kochać?
Pytasz, jak długo masz kochać, skoro samo twoje życie powinno być miłością?! Na tym polega różnica. Kiedy mam miłość, jutro mogę jej nie mieć, a zazwyczaj ludzie, którzy mówią, że ją mają, nie mają jej. A kiedy sam jesteś miłością, nie możesz postępować inaczej i nawet na zło odpowiadasz miłością, ponieważ to jest twoje życie, ponieważ taka jest twoja natura i dlatego złość innych nie może zmienić twojej duszy.

Jeśli jesteśmy zdrowi psychicznie, co robimy z chorym człowiekiem? Współczujemy mu. Co powiedzieć człowiekowi, który czasami nie wie, co robi? Czy on cię zrozumie? Czy dojdziecie do porozumienia? Widzisz, że zasługuje on na współczucie, chce pomocy, więc jeśli powie ci coś złego, nie gardzisz nim, ale mówisz:
– To nic, on sam nie wie, co mówi!
Współczujesz mu, nie nienawidzisz go. To samo dotyczy osoby chorej psychicznie – i tutaj używam wyrażenia „chory psychicznie” nie w sensie psychiatrycznym, ale w sensie duchowym. Osoba chora psychicznie jest najbardziej godna współczucia ze wszystkich ludzi. Innymi słowy, zasługuje na to, abyś jej współczuł, opłakiwał, a nie nienawidził.

Bardzo jasno mówi się nam, że człowiek jest ikoną Boga. Jaka jest więc nasza struktura? Cerkiew uczy nas, że jesteśmy osobowościami, a nie jednostkami. Oddzielam swoją indywidualność od was i mogę nawet przeciwstawić ją waszej. Jednak jako osobowość mogę funkcjonować tylko w relacji z innymi. Oto, co oznacza osobowość: istnieję w obliczu innego człowieka.

Dlaczego człowiek jest osobowością? Ponieważ może sam stanąć przed obliczem Boga i mieć relację z Nim. Właśnie dlatego jesteśmy osobowościami, to znaczy osobowość charakteryzuje się relacją. A jaka jest treść relacji? Tylko miłość. Jesteśmy stworzeni na obraz Boży, Bóg jest jeden w swej istocie i ma Trzy Osoby, i jest miłością. Osoby kochają się nawzajem, przenikają się wzajemnie, a jedna Osoba jest radością i chwałą drugiej.

A jak wygląda nasze własne życie? Jak formalne jest to, co mówimy, a mianowicie, że my, prawosławni chrześcijanie, wierzymy w Trójjedynego Boga – Ojca, Syna i Świętego Ducha! Dlaczego tak mówimy? Może taka jest wola Boga? A może to sposób, w jaki sami powinniśmy żyć?

Kiedy prawdziwy Bóg objawia nad rzeką Jordan, że jest Jeden w Trzech Osobach, w istocie objawia nam, jacy jesteśmy my, stworzeni na obraz Boży. Teraz, kiedy widzę swój Pierwowzór, teraz to rozumiem. W związku z tym muszę kochać tego, kto jest obok mnie, i nie jest to mój obowiązek, ale moje życie. Człowiek, który nie kocha, jest człowiekiem nienaturalnym. Trzeba to dobrze zrozumieć. To człowiek chory.

Wiecie, w Cerkwi istnieje taka kategoria świętych, którzy nazywają się szaleńcami Bożymi – są to ludzie wyraźnie szaleńczy ze względu na Chrystusa, popełniają szalone czyny, ale są świętymi. Robią to, ponieważ nie chcą, aby świat zrozumiał, że są świętymi, i czasami udają szaleńców, aby pomóc innym w skrusze. Ci ludzie udają ze względu na miłość Bożą.

Dlatego ważne jest, abyśmy zastanowili się: czy niektórzy ludzie wokół nas – słabi, biedni, chorzy, więźniowie – nie są w istocie daną nam przez Boga okazją do ćwiczenia się w miłości? Jak się w niej ćwiczyć? Mogę powiedzieć, że mam miłość, ale czy te słowa mają jakąś wartość? Przecież w rzeczywistości widać, co mamy. Dlatego Chrystus mówi bardzo prosto: Byłem głodny, a wy daliście Mi jeść. Albo kiedy Go zapytano, a On odpowiedział: odejdźcie ode Mnie [patrz: Mt 25, 41]. Co stanowiło tutaj kryterium? Brak miłości w ich życiu.

Pytanie brzmi, czy potrafisz kochać, patrzeć na drugiego człowieka i utożsamiać go ze sobą. Nie czekaj, aż ktoś znajdzie się w sytuacji odrzucenia, żeby wtedy stać się jego wybawcą, bo człowiek może stać się wykluczonym nie z powodu lenistwa, ale z powodu okoliczności życiowych. Są ludzie, którzy mieli bardzo dobrą pracę i nagle ją stracili. To znaczy, mówię, że jeśli mam lodówkę w domu, to inni też mają prawo ją mieć, a jeśli mam prawo mieć samochód, to oni też mają takie samo prawo. To jest prawdziwa miłość do ludzi.

Czym jest Boża miłość do ludzi? To fakt, że Bóg stał się tym, kim jesteśmy my. Nie zbawił nas z wysokości, ale uniżył się, a my zostaliśmy wezwani, aby się uniżyć i służyć ludziom z poczuciem, że nasz bliźni jest ukrytym Chrystusem.

Kiedy mamy i przeżywamy tę miłość, czasami mogą się z nas nawet śmiać. Ale to nie ma znaczenia: z Chrystusa też się śmiali. Pytanie brzmi: z jakim nastawieniem robisz to, co robisz? Potrzebna jest również rozwaga, aby nie wyrządzić krzywdy, a przynieść korzyść. Gdybyśmy mieli w sercu miłość, nie byłoby nieszczęśliwych ludzi.

Jakie więc będą kryteria podczas Drugiego Przyjścia? Kryterium jest pokrewieństwo z Bogiem, który jest miłością. To właśnie mówiłem wam na początku.

Kim są błogosławieni? To ci, którzy pokochali w swoim życiu. I zauważcie: nie ci, którzy pokochali egoistycznie, na tym polega różnica. Ci, którzy pokochali człowieka, innego człowieka, jakiegokolwiek człowieka, jako ikonę Boga i służyli mu z tą myślą i perspektywą. To właśnie oni są ludźmi, którzy kochają Boga i służą Mu w osobach innych, i dlatego Przyjście Boga będzie dla nich radością.

Kim są ci inni ludzie? To ci, którzy nie pokochali w swoim życiu, ci, którzy znaleźli dogodny pretekst, aby nawet oskarżyć drugiego człowieka i nie zajmować się nim. W sakramencie ślubu dwukrotnie modlimy się, aby Bóg napełnił dom nowożeńców wszelkim dobrem. Dlaczego? Abyśmy cieszyli się nim egoistycznie? Nie, ponieważ jasno powiedziano, że nawet to, co uważasz za swoje, nie jest twoje: jesteś tylko gospodarzem, zarządcą. A wiecie, że kiedy zarządca w jakiejś firmie dopuści się nadużycia, to znaczy przywłaszczy sobie nie swoje pieniądze, wtedy pociąga się go do odpowiedzialności przed sąd.

Tutaj Bóg mówi nam:
– Napełniłem twój dom i twoje życie mnóstwem dóbr – dlaczego, jak myślisz? Abyś cieszył się nimi egoistycznie i pogardzał innymi? Nie, ale abyś dzielił się nimi z potrzebującymi. Dałem ci je, abyś nimi właściwie dysponował, a na końcu zdasz mi z tego rozliczenie.
No i oczywiście, kto zarządza właściwie? Ten, kto ma miłość.
A czego potrzebujemy, do szczęścia? Tylko jednego – miłości, wtedy mamy wszystko. Bo biedny nie jest ten, kto ma mało, ale ten, kto ma wiele potrzeb i pretensji i kto ciągle tworzy nowe. Dzisiaj to widzimy. Żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym. A co mówi Ewangelia? Kiedy mam pożywienie i odzież, to mi wystarcza [patrz: 1 Tym. 6, 8.]. Wszystko inne nie czyni naszego życia szczęśliwym.

To, co czyni nasze życie szczęśliwym, to miłość Boża i łaska. Dlatego są ludzie, którzy są biedni, ale zadowoleni z tego, co daje im Bóg, szczęśliwi i dobrze wychowują swoje dzieci. Są też ludzie, którzy są bogaci, ale w ich pałacach panuje nieszczęście, a ich własne dzieci nie kochają ich i nie szanują, ponieważ nie mają czasu, aby się nimi zajmować.

Słyszę o tym i po prostu tracę nad sobą panowanie. Ojciec nie miał czasu zajmować się – kim? Swoim dzieckiem. Po co więc został ojcem? Żeby dawać mu tylko rzeczy materialne? Główną przesłanką ojcostwa jest komunikacja w miłości między ojcem a dzieckiem, któremu przekazuje życie i charakter, a nie rzeczy materialne.

Pamiętam, że kiedyś niektórzy rodzice wyjechali do innego kraju, aby zarobić pieniądze, i zostawili dziecko u swoich bliskich. Kiedy wrócili, dziecko uważało już tych ludzi za swoich rodziców i weszło w poważny konflikt ze swymi prawdziwymi rodzicami. Nie byli mu obojętni, ale nie odczuwało potrzeby przebywania z nimi. A kiedy pewnego dnia rodzice powiedzieli mu:
– Ależ kochanie, przecież jesteśmy twoimi rodzicami! – odpowiedział im bezpośrednio i ostro:
– W chwilach, kiedy was szukałem, nie było was przy mnie! Dla mnie rodzicami są ci, którzy byli ze mną!
Czyż dziecko nie miało racji?
Szukamy usprawiedliwienia: „Ale przecież urodziłem dziecko!”. Najważniejsze jest, aby wiedzieć, co należy robić, a nie robić to, co przychodzi nam do głowy, sądząc, że nasze dziecko tego potrzebuje. Dałem mu dom, ale ograbiłem duszę.

Dlatego w tym tekście ewangelicznym bardzo wyraźnie widzimy, że nie ma w tym nic magicznego: nasze własne życie osądzi nas za to, jak żyliśmy i w zależności od tego, jak żyliśmy, tzn.: czy spotkaliśmy Boga, który w istocie będzie naszą radością. Dlatego my, chrześcijanie, oczekujemy Drugiego Przyjścia z radością, a nie ze strachem.

A jeśli nie żyliśmy z miłością?
Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś powie:
– Dobrze, ojcze. Ale jesteśmy ludźmi. Upadliśmy. Egoizm zrobił swoje, chcieliśmy... – itd.
W tekście ewangelicznym o bogaczu i Łazarzu zostało napisane, że bogacz umarł i został pochowany. Biedny Łazarz również umarł i został pochowany. Bogacz trafił do piekła, a Łazarz – na łono Abrahama [patrz: Łk 16,19–31]. Są dwie różne rzeczy: jedną sprawą jest życie człowieka po śmierci, a drugą – życie po Drugim Przyjściu. Po śmierci, w okresie przed Drugim Przyjściem, dusza znajduje się w stanie pośrednim, który dla sprawiedliwych nazywa się łonem Abrahama, a łono Abrahama to sam Bóg. Piekło to przestrzeń duchowa, w której znajdują się zmarli, którzy żyli bez miłości i nie polegali na miłości Bożej.

Oczywiście Cerkiew mówi nam bardzo jasno, że od momentu naszej śmierci do Drugiego Przyjścia mamy do czynienia ze stanem dynamicznym, a nie statycznym. Dlatego odprawiamy nabożeństwa w Cerkwi, dlatego modlimy się za ludzi, którzy odeszli z tego świata w skrusze, ale nie przygotowani odpowiednio.

Pierwszym i największym grzechem, który wygnał Adama z raju, był jego egoizm. A czy pamiętacie Zacheusza? Żył tak, jak żył, ale w pewnym momencie został przebudzony i pokutował za swój sposób życia [patrz: Łk. 19,1–10]. Dlatego nasze modlitwy bardzo pomagają tym ludziom, którzy odeszli z tego świata w pokucie, ale nie są w pełni pojednani, i dlatego modlimy się nieustannie.

Niedawno czytałem o starcach Paisjuszu i Porfiriuszu i widziałem, z jakim wysiłkiem modlili się za zmarłych, jak namawiali innych, świeckich i mnichów, aby modlili się za zmarłych, ponieważ ta modlitwa bardzo im pomaga. Nie oczekują oni niczego więcej poza naszą modlitwą, miłością, Świętą Liturgią, którą odprawiamy w ich imieniu, jałmużną, którą rozdajemy w ich imieniu, ponieważ wszystko to naprawdę poprawia ich sytuację, ponieważ ostateczny sąd jeszcze nie nastąpił.

Oczywiście ludzie całkowicie nieskruszeni są niewrażliwi na łaskę Bożą. Czytałem o starcu Paisjuszu – wiecie, jaką ten człowiek miał miłość? Widzicie, jak człowiek się zmienia, jaką miłość nabywa, taką miłość, że modli się nawet za diabła. Modlił się do Boga o diabła, aby ten został zbawiony, a gdy klęcząc modlił się o diabła, poczuł coś obok siebie, odwrócił się i zobaczył diabła w postaci psa, śmiejącego się z niego, i powiedział mu:
– Ach, modlę się za ciebie, a ty się śmiejesz!
Tak więc taka jest miłość ludzi, a my przychodzimy i mówimy:
– Nie mogę mu wybaczyć!
Chrystus mówi nam: jeśli nie będziecie wybaczać ludziom ich grzechów, to i Ojciec wasz nie wybaczy wam waszych grzechów (Mt 6, 15). To kategoryczne słowa. To wszystko. Koniec.

Ostatecznie pytanie brzmi: na kim spoczywa odpowiedzialność za to, że znajdziemy się w piekle - na Bogu? Czy na nas, ponieważ zrezygnowaliśmy z miłości?
- Przecież on źle mnie potraktował!
Ale czy gorzej niż my - Boga?

metropolita Sisanionu i Siatisty Paweł (Ioann) [tłum. Justyna Pikutin]

za: pravoslavie.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/