Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Miłość najważniejszą cnotą
abp Jakub (Kostiuczuk), 15 lutego 2026
Drodzy Bracia i Siostry,
by nie uśpić naszej czujności i zapału do pracy nad sobą przekonaniem o wielkim miłosierdziu i miłości Boga do każdego człowieka, o których dowiedzieliśmy się z przypowieści ewangelicznych dwóch poprzednich tygodni, dziś Cerkiew przytacza słowa Chrystusa o sądzie ostatecznym. Zbawiciel przypomina nam, że w przyszłości będzie miał miejsce sąd, na którym każdy otrzyma zapłatę i miejsce w wieczności stosownie do swoich uczynków.
Rzeczywiście, świadomość tego, że Bóg wybaczył wszystkie przewinienia bijącemu się w pierś celnikowi i powracającemu do ojca synowi marnotrawnemu może powodować, że przestajemy na bieżąco dbać o swoją kondycję moralną i uspokajamy siebie stwierdzeniami, że mamy jeszcze dużo czasu, by wyrazić skruchę, lub że miłujący Bóg i tak wybaczy nam wszystkie nasze grzechy. Czasami przechodzi to w nawyk, kiedy człowiek świadomie żyje rozwiąźle i popełnia ciągle te same grzechy, w istocie nic nie robiąc dla zbawienia swojej duszy. Bywa też, iż formalnie, od czasu do czasu, spowiada się lub mówi „Boże, przebacz mi”, nie żałuje jednak swojego grzesznego postępowania i nie podejmując walki ze swoimi słabościami, czyni to samo każdego następnego dnia. Świadomość oczekującego nas sądu pomaga w podjęciu rzeczywistych wysiłków na rzecz poprawy.
Bracia i Siostry,
dzisiejsza opowieść Chrystusowa jest też ciekawa z innego powodu, bowiem w nieco odmienny sposób, niż to sobie wyobrażamy, rysuje przed naszymi oczyma obraz sądu ostatecznego. Spodziewalibyśmy się, że zostaniemy na nim zapytani o przestrzeganie przykazań, modlitwę czy post. Niczego podobnego jednak nie słyszymy w słowach Zbawiciela. Chrystus, Któremu Bóg Ojciec oddał sąd nad ludźmi, zapyta nas o akty miłosierdzia względem naszych bliźnich. Tak bowiem pokrótce można określić to, o czym słyszeliśmy dziś z ust Chrystusowych. Do tych po prawicy bowiem powie: Byłem głodny i daliście Mi jeść, byłem spragniony i napoiliście Mnie, byłem przybyszem i przyjęliście Mnie, nagi i odzialiście mnie, zachorowałem i odwiedziliście Mnie, w więzieniu byłem i przyszliście do Mnie (Mt 25, 35-36). Natomiast do tych po lewicy: Byłem […] głodny i nie daliście Mi jeść, byłem spragniony i nie napoiliście Mnie, byłem przybyszem i nie przyjęliście Mnie, nagi i nie odzialiście Mnie, chory i w więzieniu, i nie odwiedziliście Mnie (Mt 25, 43-44).
Charakterystyczne jest tu to, że zarówno jedni, jak i drudzy odpowiedzieli Sędziemu praktycznie tymi samymi słowami: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym lub spragnionym, lub przybyszem, lub nagim, lub chorym, lub w więzieniu i nie usłużyliśmy Ci?
To naturalne, bowiem i jedni, i drudzy nie widzieli fizycznie przed sobą potrzebującego Boga. Każdy jednak żył wśród ludzi, którzy potrzebowali współczucia, troski, opieki i pomocy. Chrystus wyraźnie więc mówi, że wszystko, co czynimy względem bliźnich (zarówno dobro, jak i zło), odnosi się do samego Boga. W miłości do bliźniego właściwie zawarte są wszystkie przykazania Boże. Miłość stanowi kryterium oceny całego naszego życia.
Bracia i Siostry,
przeogromne miłosierdzie Boże nie jest powodem do zaniechania pracy nad sobą i porzucenia wysiłku codziennej walki duchowej w celu wyzbycia się grzechów i złych myśli. Wszystkie nasze czyny rodzą się w naszym wnętrzu. Oczywiste jest, że Bóg widzi nasze wnętrze i zna nasze serce. Wybacza, widząc szczery żal za popełnione grzechy; miłuje tego, kto miłuje innych.
Bóg zawsze oczekuje od nas szczerego, kajającego się serca i pokory, a brak ciągłej pracy nad sobą prowadzi do utraty świadomości swojej grzeszności i wiedzie do zatwardziałości serca. Dla człowieka grzesznego nie jest naturalne czynienie dobra bliźnim. Oczekując miłosierdzia Bożego względem siebie, mamy miłować i czynić miłosierdzie względem naszych bliźnich.
Nasza miłość do Boga i wszystkie nasze relacje z Nim właściwie materializują się w relacjach z bliźnimi. Dowodem naszej miłości do Boga jest miłość do bliźniego. Apostoł i ewangelista Jan wyraził tę prawdę w prostych słowach, pisząc: Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego (1J 4, 20-21).
Musimy więc pamiętać i pracować nad tym, by nasze miłosierdzie nie było czynione z obowiązku, lecz wynikało z potrzeby serca. Nie wystarczy zrobić odpis od podatku czy wpłacić 1,5% na OPP. Miłosierdzie powinno być osnową naszego codziennego życia. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, a czyniąc akty miłosierdzia, upodobniamy się do Niego. Całe nasze życie powinno być właściwie odzyskiwaniem tego podobieństwa. Tracimy je wtedy, kiedy popełniamy nawet najmniejszy grzech; odzyskujemy natomiast przez pokutę i miłość do bliźniego.
Dzisiaj przypomina się nam o sądzie ostatecznym po to, by czas Wielkiego Postu wykorzystać z pożytkiem do pracy nad sobą. Po to, by w naszych bliźnich widzieć samego Boga i żeby nasza mowa o miłości do Boga nie była abstrakcyjna, lecz była poparta dowodami w postaci rzeczywistych czynów skierowanych do naszych bliźnich. Ostateczną racją wszelkich naszych wysiłków i zmagań na rzecz poprawy i wewnętrznej przemiany jest świadomość oczekującego nas sądu. Fakt ten pomaga nam w duchowym przebudzeniu i trzeźwieniu.
abp Jakub (Kostiuczuk)
Prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański
fotografia: Lazo /orthphoto.net/
by nie uśpić naszej czujności i zapału do pracy nad sobą przekonaniem o wielkim miłosierdziu i miłości Boga do każdego człowieka, o których dowiedzieliśmy się z przypowieści ewangelicznych dwóch poprzednich tygodni, dziś Cerkiew przytacza słowa Chrystusa o sądzie ostatecznym. Zbawiciel przypomina nam, że w przyszłości będzie miał miejsce sąd, na którym każdy otrzyma zapłatę i miejsce w wieczności stosownie do swoich uczynków.
Rzeczywiście, świadomość tego, że Bóg wybaczył wszystkie przewinienia bijącemu się w pierś celnikowi i powracającemu do ojca synowi marnotrawnemu może powodować, że przestajemy na bieżąco dbać o swoją kondycję moralną i uspokajamy siebie stwierdzeniami, że mamy jeszcze dużo czasu, by wyrazić skruchę, lub że miłujący Bóg i tak wybaczy nam wszystkie nasze grzechy. Czasami przechodzi to w nawyk, kiedy człowiek świadomie żyje rozwiąźle i popełnia ciągle te same grzechy, w istocie nic nie robiąc dla zbawienia swojej duszy. Bywa też, iż formalnie, od czasu do czasu, spowiada się lub mówi „Boże, przebacz mi”, nie żałuje jednak swojego grzesznego postępowania i nie podejmując walki ze swoimi słabościami, czyni to samo każdego następnego dnia. Świadomość oczekującego nas sądu pomaga w podjęciu rzeczywistych wysiłków na rzecz poprawy.
Bracia i Siostry,
dzisiejsza opowieść Chrystusowa jest też ciekawa z innego powodu, bowiem w nieco odmienny sposób, niż to sobie wyobrażamy, rysuje przed naszymi oczyma obraz sądu ostatecznego. Spodziewalibyśmy się, że zostaniemy na nim zapytani o przestrzeganie przykazań, modlitwę czy post. Niczego podobnego jednak nie słyszymy w słowach Zbawiciela. Chrystus, Któremu Bóg Ojciec oddał sąd nad ludźmi, zapyta nas o akty miłosierdzia względem naszych bliźnich. Tak bowiem pokrótce można określić to, o czym słyszeliśmy dziś z ust Chrystusowych. Do tych po prawicy bowiem powie: Byłem głodny i daliście Mi jeść, byłem spragniony i napoiliście Mnie, byłem przybyszem i przyjęliście Mnie, nagi i odzialiście mnie, zachorowałem i odwiedziliście Mnie, w więzieniu byłem i przyszliście do Mnie (Mt 25, 35-36). Natomiast do tych po lewicy: Byłem […] głodny i nie daliście Mi jeść, byłem spragniony i nie napoiliście Mnie, byłem przybyszem i nie przyjęliście Mnie, nagi i nie odzialiście Mnie, chory i w więzieniu, i nie odwiedziliście Mnie (Mt 25, 43-44).
Charakterystyczne jest tu to, że zarówno jedni, jak i drudzy odpowiedzieli Sędziemu praktycznie tymi samymi słowami: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym lub spragnionym, lub przybyszem, lub nagim, lub chorym, lub w więzieniu i nie usłużyliśmy Ci?
To naturalne, bowiem i jedni, i drudzy nie widzieli fizycznie przed sobą potrzebującego Boga. Każdy jednak żył wśród ludzi, którzy potrzebowali współczucia, troski, opieki i pomocy. Chrystus wyraźnie więc mówi, że wszystko, co czynimy względem bliźnich (zarówno dobro, jak i zło), odnosi się do samego Boga. W miłości do bliźniego właściwie zawarte są wszystkie przykazania Boże. Miłość stanowi kryterium oceny całego naszego życia.
Bracia i Siostry,
przeogromne miłosierdzie Boże nie jest powodem do zaniechania pracy nad sobą i porzucenia wysiłku codziennej walki duchowej w celu wyzbycia się grzechów i złych myśli. Wszystkie nasze czyny rodzą się w naszym wnętrzu. Oczywiste jest, że Bóg widzi nasze wnętrze i zna nasze serce. Wybacza, widząc szczery żal za popełnione grzechy; miłuje tego, kto miłuje innych.
Bóg zawsze oczekuje od nas szczerego, kajającego się serca i pokory, a brak ciągłej pracy nad sobą prowadzi do utraty świadomości swojej grzeszności i wiedzie do zatwardziałości serca. Dla człowieka grzesznego nie jest naturalne czynienie dobra bliźnim. Oczekując miłosierdzia Bożego względem siebie, mamy miłować i czynić miłosierdzie względem naszych bliźnich.
Nasza miłość do Boga i wszystkie nasze relacje z Nim właściwie materializują się w relacjach z bliźnimi. Dowodem naszej miłości do Boga jest miłość do bliźniego. Apostoł i ewangelista Jan wyraził tę prawdę w prostych słowach, pisząc: Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego (1J 4, 20-21).
Musimy więc pamiętać i pracować nad tym, by nasze miłosierdzie nie było czynione z obowiązku, lecz wynikało z potrzeby serca. Nie wystarczy zrobić odpis od podatku czy wpłacić 1,5% na OPP. Miłosierdzie powinno być osnową naszego codziennego życia. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, a czyniąc akty miłosierdzia, upodobniamy się do Niego. Całe nasze życie powinno być właściwie odzyskiwaniem tego podobieństwa. Tracimy je wtedy, kiedy popełniamy nawet najmniejszy grzech; odzyskujemy natomiast przez pokutę i miłość do bliźniego.
Dzisiaj przypomina się nam o sądzie ostatecznym po to, by czas Wielkiego Postu wykorzystać z pożytkiem do pracy nad sobą. Po to, by w naszych bliźnich widzieć samego Boga i żeby nasza mowa o miłości do Boga nie była abstrakcyjna, lecz była poparta dowodami w postaci rzeczywistych czynów skierowanych do naszych bliźnich. Ostateczną racją wszelkich naszych wysiłków i zmagań na rzecz poprawy i wewnętrznej przemiany jest świadomość oczekującego nas sądu. Fakt ten pomaga nam w duchowym przebudzeniu i trzeźwieniu.
abp Jakub (Kostiuczuk)
Prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański
fotografia: Lazo /orthphoto.net/