publicystyka: Słowa jako ikony
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Słowa jako ikony

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 04 marca 2026

Stworzenie ma cel sakramentalny: objawia Boga.

Albowiem to, co niewidzialne u Niego, od stworzenia świata jest widzialne w dziełach oglądanych rozumem: wieczna Jego moc i boskość – aby nie mogli się wytłumaczyć (Rz 1, 20).

Jest to właściwie prawdą w odniesieniu do rzeczy, jakie istnieją w naturze. Jednak staje się to inną kwestią, gdy rzeczy przechodzą przez ręce (i usta) ludzkości. Zostaliśmy stworzeni z czymś w rodzaju boskiej funkcji. W historii nadawania imion zwierzętom przez Adama Bóg przyprowadza zwierzęta do Adama i czeka, jakie imię Adam im nada. Nadawanie imion nie jest rolą stwórcy, ale ma pewne podobieństwo.

W ten sam sposób bierzemy świat i kształtujemy go, nadając mu kształt i cel. Drzewo staje się domem; skała narzędziem. Staje się to o wiele bardziej skomplikowane, gdy to, co jest tworzone, składa się ze słów. O. Georges Florovsky określił doktrynę jako „słowną ikonę” Chrystusa. Ikoniczny charakter słów sprawia, że należą one do najważniejszych elementów całego stworzenia.

Być może szczególnie dotkliwym aspektem słów jest ich zdolność do zniekształcania i przeinaczania. Dlatego od najdawniejszych czasów istniał zakaz kłamstwa. Znaczenie mówienia prawdy jest wielokrotnie podkreślane w listach Nowego Testamentu, choć mogłoby się wydawać, że jest to mało istotna kwestia moralna.

W naszej kulturze słowa spływają kaskadą w nieskończoność, wiele z nich bez odniesienia do czegokolwiek prawdziwego czy rzeczywistego. Argumentów jest mnóstwo. Słowa są wypowiadane jakby były bronią, są używane dla efektu, a nie dla znaczenia.

Znaczące jest, że Chrystus opisuje diabła jako „ojca kłamstwa”. W Księdze Rodzaju wypowiada on pierwsze kłamstwo na świecie: „Bóg nie powiedział…”. Jest anty-logosem.

Współczesny świat zwrócił uwagę na język. Komunikacja masowa wyniosła siłę kłamstwa na nowy poziom. Teoria marksistowska (zajmująca cenioną pozycję w wielu dziedzinach naszej kultury, szczególnie w środowisku akademickim) kładzie nacisk na przekształcenie języka w narzędzie zmiany społecznej (i kontroli). W tym modelu sama kultura staje się kłamstwem i narzędziem kłamstwa. Reklama i propaganda od dawna wykorzystują język w ten zniekształcony sposób.

Język jest darem Boga, darem wyłącznie ludzkim. Kryje się w nim moc objawiania, moc głęboko związana z samym aktem stworzenia. W Księdze Rodzaju Bóg stwarza za pomocą mowy. Jest ona narzędziem, za pomocą którego się modlimy, podstawowym środkiem komunikacji z innymi. Słowa są przedmiotami fizycznymi, przechodzącymi z naszych ust do uszu innych. Dotykamy się słowami. Mowa stała się godna, by służyć jako ofiara przed Bogiem.

Tradycja ceniła również ciszę. Św. Ignacy Antiocheński powiedział: „Kto prawdziwie posługuje się słowem Jezusa, może usłyszeć nawet Jego milczenie”. Oto, co mówi teolog Włodzimierz Łosski:

„Zdolność słyszenia milczenia Jezusa, przypisywana przez św. Ignacego tym, którzy prawdziwie posiadają Jego słowo, odzwierciedla powtarzane wezwanie Chrystusa do Jego słuchaczy: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. Słowa Objawienia mają zatem pewien margines milczenia, którego nie mogą uchwycić uszy osób z zewnątrz. Św. Bazyli podąża w tym samym kierunku, gdy mówi w swoim fragmencie o tradycjach: „Istnieje również forma milczenia, mianowicie niejasność używana przez Pismo Święte, aby utrudnić zrozumienie nauk, dla dobra czytelników”. Tego milczenia Pisma Świętego nie da się od niego oddzielić: jest ono przekazywane przez Kościół wraz ze słowami Objawienia, jako warunek ich przyjęcia”.

To milczenie, szacunek dla słów i prawdy, którą one objawiają, zostały niemal utracone w naszych czasach. Wierni prawosławni (skupieni na sobie) często mnożą nasze „słowa bez wiedzy”, kierując się tym samym kulturowym dążeniem do kształtowania i kontrolowania. Naszym właściwym zadaniem nie jest kształtowanie i kontrolowanie, lecz ujawnianie. Wymaga to przede wszystkim milczenia, dopóki słowo dane nam w tej ciszy nie zostanie prawdziwie usłyszane, dostrzeżone i wcielone w nas. Prawdę mówiąc, jeśli nie żyjesz tym, co mówisz, to nie wiesz, co mówisz.

W tradycji istnieje zwyczaj, zgodnie z którym ktoś udaje się do świętego starca i „prosi o słowo”. To spotkanie jest najczęściej dość zwięzłe. Nie jest to prośba o wyjaśnienie, a tym bardziej zwykła spekulacja. W istocie może to być w ogóle żadne słowo:

Pewnego dnia abba Teofil, arcybiskup, przybył do Sketis. Zgromadzeni bracia zwrócili się do abba Pambo: „Powiedz coś arcybiskupowi, aby się zbudował”. Starzec rzekł do nich: „Jeśli nie zbuduje go moje milczenie, nie zbuduje go moja mowa”.

Znalazłem taki werset w Księdze Przysłów, trafnie opisujący wiele z naszej współczesnej konwersacji:

Gdy mędrzec kłóci się z głupcem, głupiec tylko się wścieka i śmieje, a nie ma ciszy (Prz 29, 9)

Jeśli nie ma ciszy, z pewnością słowo Chrystusa nie zostanie usłyszane. „Kto w prawdzie posługuje się słowem Chrystusa, słyszy je nawet w ciszy”.

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: Nikolina.K /orthphoto.net/