Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Lśnić światłem Boga
Gabriel Szymczak, 13 lutego 2026
Mieszkamy na wsi, a właściwie to nawet na kolonii, czyli poza główną częścią osady. Jedyna droga dojazdowa do domu prowadzi pośród pól uprawnych. Gdy ostatnio ścisnął siarczysty mróz, leżący na ziemi dość obfity śnieg zamarzł. Wracając którejś niedzieli z cerkwi po liturgii (a dzień był piękny, mroźny i bardzo słoneczny), jechałem tą polną drogą, po jej obu stronach mając białe połacie, na których iskrzyły się kryształki lodu.
To niesamowite wrażenie – wszystko jest jednolicie białe, ale słońce z pojedynczych bryłek lodu wydobywa ogień. Przesuwasz się na drodze i cały czas widzisz migotanie – jakby kolejne kryształy zgłaszały swoją obecność. Ich błysk, trwający ledwie mgnienie oka, to sygnał „tu jestem”. Zjawisko to nazywa się „skrzeniem śniegu” i ma swoje naukowe wyjaśnienie. Ale wtedy ważniejsze było dla mnie coś innego, co pojawiło się w kontekście wiary.
Nie pisałem w tym roku żadnego podsumowania Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Nie było mi dane być na wielkiej wieczerni w cerkwi, widziałem jedynie zdjęcia, czytałem relację i słuchałem wygłoszonej przez abp. Józefa Guzdka homilii oraz słowa abp. Jakuba w odpowiedzi na nią. Byłem natomiast na nieszporach w kościele, podczas których homilię wygłosił władyka Jakub. I może to, że nic nie napisałem, powodowało, że cały czas był to dla mnie temat otwarty i uparcie powracający. Przywołały go też te rozbłyski lodu.
Czy na tegorocznych nabożeństwach było wielu ludzi? Nie. Pierwszy raz w życiu na modlitwie ekumenicznej byłem w 2018 r. Wtedy było inaczej – kościół był mocno wypełniony, gdzieniegdzie widać było też „naszych”, których można było rozpoznać po sposobie wykonywania znaku krzyża. A i w cerkwi było zdecydowanie więcej ludzi. Ale to nie liczba wiernych była dla mnie najważniejsza. Te dwa nabożeństwa, najpierw w cerkwi, potem w kościele (a właściwie nawet zdecydowanie bardziej to drugie) zmieniły moje podejście do tych „innych”. Kiedyś otwarty na inność i czerpiący z odmiennych doświadczeń wiary inspirację dla własnych poszukiwań Boga i patrzenia na świat, przeszedłem pewien okres zamknięcia i niechęci. Wspólnoty, moja w nich obecność i przyjazne nastawienie – odeszły w przeszłość. Nawet Boga, choć jakoś pozostawał w moim życiu, przesunąłem na boczny tor. Nastał okres duchowej zimy. Długiej zimy.
Szczęśliwie to już przeszłość. Taka, która dała mi mocne, choć nie zawsze pozytywne doświadczenia, ale minęła. Najpierw pojawiła się Cerkiew, potem – powróciła otwartość na innych, dzięki tamtej jeszcze wówczas mszy z kazaniem ekumenicznym, dzięki temu, co wtedy zobaczyłem i usłyszałem.
Czas duchowej zimy się skończył, jednak pamięć o dawnym dystansie i poczucie straty wielu lat powodują, że możliwość uczestnictwa w liturgii (a raz w roku także w tygodniu ekumenicznym) za każdym razem jest niesamowitą radością, która towarzyszy mi także podczas drogi powrotnej do domu.
Tamtej niedzieli każdy migoczący kryształek, pojawiający się i znikający, by za ułamek sekundy zabłysnął kolejny, po czym także i on ginął, ale już był następny – wszystkie one skojarzyły mi się z nami, chrześcijanami. Tak jakby świat, ludzkość – to była ta cała biała połać śniegu. W miarę jednorodna, bo przecież wszyscy zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, więc choć w pewnych aspektach różni – wszyscy jednak niesiemy w sobie to samo odbicie. Ale to, co błyska, swoją iskrą wskazuje na coś innego, na słońce – bowiem tylko dzięki jego istnieniu, dzięki jego światłu może błysnąć. I to, co błyska, to właśnie ci, którzy są prawdziwymi czcicielami (p. J 4, 23); nie deklaratywnymi, ale świadczącymi o Bogu całym swoim życiem. I to ich życie – życie Bogiem – jest tym błyskiem.
I przemienił się wobec nich, i oblicze Jego rozbłysło jak słońce, a szaty Jego stały się jasne jak światło (Mt 17, 2).
Ja jestem światłością świata. Kto idzie w ślad za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światłość życia (J 8, 12).
To słowa św. Mateusza o Jezusie Chrystusie i Jego przemienieniu na Taborze oraz zapisane przez św. Jana słowa Jezusa o samym sobie. To On jest światłością, tym słońcem, którego refleksem, odbiciem ma być wierzący w Niego, idący za Nim. Wy jesteście światłością świata (Mt 5, 14) – to zadanie dla nas.
Na wielkiej połaci śniegu skrzą się pojedyncze kryształy. To ich indywidualne skrzenie się czyni różnicę i pokazuje, że na niebie jest słońce. Gdyby nie było słońca, nie byłoby widać istnienia kryształów. Lecz gdyby nie było kryształów, słońce nie miałoby jak pokazać swej mocy – i piękna. Swego, a także tego, co ukazuje się dzięki jego światłu.
W kontekście ekumenii to więc nie ma znaczenia, ilu ludzi przychodzi. Wystarczy wszak dwóch albo trzech zgromadzonych w imię Jego (Mt 18, 20). To oni są kryształami, które rozbłysły – oświetlone Chrystusową, arcykapłańską modlitwą o jedność Jego uczniów, skierowaną ku Bogu Ojcu (J 17), na której oparł swe rozważania abp Jakub. I choć czasem w jednym miejscu jest ledwie kilka kryształów, to dzięki relacjom widać, że takich miejsc i takich kryształów jest wiele, i to nie tylko w dużych miastach, ale i w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie z różnych tradycji gromadzą się wspólnie na modlitwie, wykładach, debatach czy po prostu - przy kawie i ciastku. Wszystkich łączy to samo Światło, to samo Słońce.
„Naszym zadaniem jest, by szukać, dążyć, modlić się i świadczyć o jedności. W tym jakże skomplikowanym świecie, gdzie na drodze naszego życia szatan kusi nas do wrogości, podziałów, nienawiści i agresji, my mamy pozostawać nadzwyczaj czujni i cierpliwi, by nie zboczyć z drogi wskazanej nam przez Jezusa Chrystusa” (abp Jakub, nieszpory ekumeniczne 2026).
Droga wskazana przez Chrystusa to nie tylko dążenie do jedności. To Jego naśladowanie w każdym aspekcie naszego życia, to realizacja dwóch najważniejszych przykazań – miłości Boga i bliźniego (p. Mt 22, 37-39 i Łk 10, 27) – każdego dnia i wobec każdego człowieka.
Jakże znamiennie brzmiały fragmenty tegorocznych homilii obu hierarchów. Abp Guzdek przywołał w cerkwi przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, odnotowując odwrócenie przez Chrystusa postawionego Mu przez znawcę Prawa pytania. Ów człowiek zapytał: A kto jest bliźnim moim? (Łk 10, 29). Jezus, opowiedziawszy przypowieść, zapytał go z kolei: Który z tych trzech, według ciebie, postąpił jak z bliźnim wobec tego, który wpadł między zbójców? (Łk 10, 36). To, na co zwrócił uwagę metropolita białostocki, to nie kto jest dla nas bliźnim (kogo za bliźniego uważamy), ale dla kogo my stajemy się bliźnim. Jeśli mamy czynić to, co nakazał Jezus (Idź i ty czyń podobnie – jak Samarytanin), to bliźnim jest dla nas każdy człowiek, niezależnie od tego, jak jest nam obcy, jak jest poraniony, jak wielkiej pomocy potrzebuje. My nie wybieramy bliźniego – my wybieramy bycie bliźnim wobec innych.
Władyka Jakub z kolei zaczął swoją homilię od słów: „Dziś spotykamy się na nieszporach w tym kościele, kościele Św. Rodziny, jak dzieci jednej chrześcijańskiej rodziny. Modlimy się o pojednanie, oddając się woli i prowadzeniu Niebiańskiego Ojca”. To istotne słowa, podkreślające wagę łączących nas więzi.
1700-lecie soboru w Nicei stało się przyczynkiem do przywołania wspólnego dla nas wyznania wiary, Credo, w którym deklarujemy naszą wiarę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Kościół nazywamy naszą Matką. Nawet jeśli ograniczymy jego rozumienie jedynie do własnej wspólnoty, to nikt nie zaprzeczy, że Ojcem nas wszystkich jest ten sam Bóg. A skoro tak, to jesteśmy dla siebie siostrami i braćmi, choćby tylko przyrodnimi – ale mającymi tego samego Ojca. Otwarte jest tylko pytanie, czy siostrami i braćmi wzajemnie chcemy dla siebie być? Chrystusowe Idź i ty czyń podobnie (Łk 10, 37), wypowiedziane do znawcy Prawa – i do każdego z nas – nie pozostawia złudzeń co do tego, jaka powinna być nasza odpowiedź. Zarówno w kontekście ekumenii, jak i każdego innego obszaru naszego życia.
Chrystus jest naszym Światłem, naszym Słońcem. Jego słowa – On sam – mają wydobywać z nas to, co w nas najlepsze, bo pochodzące od naszego Stwórcy i Ojca, od Boga. Każdy z nas jest tym lodowym kryształem, który sobą powinien odpowiedzieć na oświetlający nas promień Słońca. Kryształ jest na to zawsze gotowy, nie waha się, odpowiada natychmiast. My – posiadający wolną wolę – sami decydujemy, czy odpowiemy, czy pozwolimy Bogu – Miłości – w nas działać. Jeśli tak, rozbłyśniemy pięknem Jego światła.
Gabriel Szymczak
fotografia: Jan Ławreszuk /woskresienska.pl/
To niesamowite wrażenie – wszystko jest jednolicie białe, ale słońce z pojedynczych bryłek lodu wydobywa ogień. Przesuwasz się na drodze i cały czas widzisz migotanie – jakby kolejne kryształy zgłaszały swoją obecność. Ich błysk, trwający ledwie mgnienie oka, to sygnał „tu jestem”. Zjawisko to nazywa się „skrzeniem śniegu” i ma swoje naukowe wyjaśnienie. Ale wtedy ważniejsze było dla mnie coś innego, co pojawiło się w kontekście wiary.
Nie pisałem w tym roku żadnego podsumowania Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Nie było mi dane być na wielkiej wieczerni w cerkwi, widziałem jedynie zdjęcia, czytałem relację i słuchałem wygłoszonej przez abp. Józefa Guzdka homilii oraz słowa abp. Jakuba w odpowiedzi na nią. Byłem natomiast na nieszporach w kościele, podczas których homilię wygłosił władyka Jakub. I może to, że nic nie napisałem, powodowało, że cały czas był to dla mnie temat otwarty i uparcie powracający. Przywołały go też te rozbłyski lodu.
Czy na tegorocznych nabożeństwach było wielu ludzi? Nie. Pierwszy raz w życiu na modlitwie ekumenicznej byłem w 2018 r. Wtedy było inaczej – kościół był mocno wypełniony, gdzieniegdzie widać było też „naszych”, których można było rozpoznać po sposobie wykonywania znaku krzyża. A i w cerkwi było zdecydowanie więcej ludzi. Ale to nie liczba wiernych była dla mnie najważniejsza. Te dwa nabożeństwa, najpierw w cerkwi, potem w kościele (a właściwie nawet zdecydowanie bardziej to drugie) zmieniły moje podejście do tych „innych”. Kiedyś otwarty na inność i czerpiący z odmiennych doświadczeń wiary inspirację dla własnych poszukiwań Boga i patrzenia na świat, przeszedłem pewien okres zamknięcia i niechęci. Wspólnoty, moja w nich obecność i przyjazne nastawienie – odeszły w przeszłość. Nawet Boga, choć jakoś pozostawał w moim życiu, przesunąłem na boczny tor. Nastał okres duchowej zimy. Długiej zimy.
Szczęśliwie to już przeszłość. Taka, która dała mi mocne, choć nie zawsze pozytywne doświadczenia, ale minęła. Najpierw pojawiła się Cerkiew, potem – powróciła otwartość na innych, dzięki tamtej jeszcze wówczas mszy z kazaniem ekumenicznym, dzięki temu, co wtedy zobaczyłem i usłyszałem.
Czas duchowej zimy się skończył, jednak pamięć o dawnym dystansie i poczucie straty wielu lat powodują, że możliwość uczestnictwa w liturgii (a raz w roku także w tygodniu ekumenicznym) za każdym razem jest niesamowitą radością, która towarzyszy mi także podczas drogi powrotnej do domu.
Tamtej niedzieli każdy migoczący kryształek, pojawiający się i znikający, by za ułamek sekundy zabłysnął kolejny, po czym także i on ginął, ale już był następny – wszystkie one skojarzyły mi się z nami, chrześcijanami. Tak jakby świat, ludzkość – to była ta cała biała połać śniegu. W miarę jednorodna, bo przecież wszyscy zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, więc choć w pewnych aspektach różni – wszyscy jednak niesiemy w sobie to samo odbicie. Ale to, co błyska, swoją iskrą wskazuje na coś innego, na słońce – bowiem tylko dzięki jego istnieniu, dzięki jego światłu może błysnąć. I to, co błyska, to właśnie ci, którzy są prawdziwymi czcicielami (p. J 4, 23); nie deklaratywnymi, ale świadczącymi o Bogu całym swoim życiem. I to ich życie – życie Bogiem – jest tym błyskiem.
I przemienił się wobec nich, i oblicze Jego rozbłysło jak słońce, a szaty Jego stały się jasne jak światło (Mt 17, 2).
Ja jestem światłością świata. Kto idzie w ślad za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światłość życia (J 8, 12).
To słowa św. Mateusza o Jezusie Chrystusie i Jego przemienieniu na Taborze oraz zapisane przez św. Jana słowa Jezusa o samym sobie. To On jest światłością, tym słońcem, którego refleksem, odbiciem ma być wierzący w Niego, idący za Nim. Wy jesteście światłością świata (Mt 5, 14) – to zadanie dla nas.
Na wielkiej połaci śniegu skrzą się pojedyncze kryształy. To ich indywidualne skrzenie się czyni różnicę i pokazuje, że na niebie jest słońce. Gdyby nie było słońca, nie byłoby widać istnienia kryształów. Lecz gdyby nie było kryształów, słońce nie miałoby jak pokazać swej mocy – i piękna. Swego, a także tego, co ukazuje się dzięki jego światłu.
W kontekście ekumenii to więc nie ma znaczenia, ilu ludzi przychodzi. Wystarczy wszak dwóch albo trzech zgromadzonych w imię Jego (Mt 18, 20). To oni są kryształami, które rozbłysły – oświetlone Chrystusową, arcykapłańską modlitwą o jedność Jego uczniów, skierowaną ku Bogu Ojcu (J 17), na której oparł swe rozważania abp Jakub. I choć czasem w jednym miejscu jest ledwie kilka kryształów, to dzięki relacjom widać, że takich miejsc i takich kryształów jest wiele, i to nie tylko w dużych miastach, ale i w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie z różnych tradycji gromadzą się wspólnie na modlitwie, wykładach, debatach czy po prostu - przy kawie i ciastku. Wszystkich łączy to samo Światło, to samo Słońce.
„Naszym zadaniem jest, by szukać, dążyć, modlić się i świadczyć o jedności. W tym jakże skomplikowanym świecie, gdzie na drodze naszego życia szatan kusi nas do wrogości, podziałów, nienawiści i agresji, my mamy pozostawać nadzwyczaj czujni i cierpliwi, by nie zboczyć z drogi wskazanej nam przez Jezusa Chrystusa” (abp Jakub, nieszpory ekumeniczne 2026).
Droga wskazana przez Chrystusa to nie tylko dążenie do jedności. To Jego naśladowanie w każdym aspekcie naszego życia, to realizacja dwóch najważniejszych przykazań – miłości Boga i bliźniego (p. Mt 22, 37-39 i Łk 10, 27) – każdego dnia i wobec każdego człowieka.
Jakże znamiennie brzmiały fragmenty tegorocznych homilii obu hierarchów. Abp Guzdek przywołał w cerkwi przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, odnotowując odwrócenie przez Chrystusa postawionego Mu przez znawcę Prawa pytania. Ów człowiek zapytał: A kto jest bliźnim moim? (Łk 10, 29). Jezus, opowiedziawszy przypowieść, zapytał go z kolei: Który z tych trzech, według ciebie, postąpił jak z bliźnim wobec tego, który wpadł między zbójców? (Łk 10, 36). To, na co zwrócił uwagę metropolita białostocki, to nie kto jest dla nas bliźnim (kogo za bliźniego uważamy), ale dla kogo my stajemy się bliźnim. Jeśli mamy czynić to, co nakazał Jezus (Idź i ty czyń podobnie – jak Samarytanin), to bliźnim jest dla nas każdy człowiek, niezależnie od tego, jak jest nam obcy, jak jest poraniony, jak wielkiej pomocy potrzebuje. My nie wybieramy bliźniego – my wybieramy bycie bliźnim wobec innych.
Władyka Jakub z kolei zaczął swoją homilię od słów: „Dziś spotykamy się na nieszporach w tym kościele, kościele Św. Rodziny, jak dzieci jednej chrześcijańskiej rodziny. Modlimy się o pojednanie, oddając się woli i prowadzeniu Niebiańskiego Ojca”. To istotne słowa, podkreślające wagę łączących nas więzi.
1700-lecie soboru w Nicei stało się przyczynkiem do przywołania wspólnego dla nas wyznania wiary, Credo, w którym deklarujemy naszą wiarę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Kościół nazywamy naszą Matką. Nawet jeśli ograniczymy jego rozumienie jedynie do własnej wspólnoty, to nikt nie zaprzeczy, że Ojcem nas wszystkich jest ten sam Bóg. A skoro tak, to jesteśmy dla siebie siostrami i braćmi, choćby tylko przyrodnimi – ale mającymi tego samego Ojca. Otwarte jest tylko pytanie, czy siostrami i braćmi wzajemnie chcemy dla siebie być? Chrystusowe Idź i ty czyń podobnie (Łk 10, 37), wypowiedziane do znawcy Prawa – i do każdego z nas – nie pozostawia złudzeń co do tego, jaka powinna być nasza odpowiedź. Zarówno w kontekście ekumenii, jak i każdego innego obszaru naszego życia.
Chrystus jest naszym Światłem, naszym Słońcem. Jego słowa – On sam – mają wydobywać z nas to, co w nas najlepsze, bo pochodzące od naszego Stwórcy i Ojca, od Boga. Każdy z nas jest tym lodowym kryształem, który sobą powinien odpowiedzieć na oświetlający nas promień Słońca. Kryształ jest na to zawsze gotowy, nie waha się, odpowiada natychmiast. My – posiadający wolną wolę – sami decydujemy, czy odpowiemy, czy pozwolimy Bogu – Miłości – w nas działać. Jeśli tak, rozbłyśniemy pięknem Jego światła.
Gabriel Szymczak
fotografia: Jan Ławreszuk /woskresienska.pl/