Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Odpoczynek dla twej duszy
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 04 lutego 2026
Jeśli… to…
Jedną z najbardziej kuszących idei w naszym życiu są pojęcia przyczyny i skutku, działania i nagrody. Nic nie wydaje się bardziej kojące niż prosta obietnica, że zrobienie jakiejś rzeczy prowadzi do nagrody. Jest przewidywalne, podlega kontroli, jasno określa zasady nagrody i kary, i jasno pokazuje, kto na co zasługuje. Nic nie mogłoby być bardziej zrozumiałe.
Granica tej idei pojawia się, gdy spotykamy żywe, świadome istoty. Jesteśmy, do pewnego stopnia, irracjonalni. Nie zawsze zachowujemy się przewidywalnie. Reagujemy w nieoczekiwany sposób i inicjujemy nieoczekiwane działania. Do tej granicy możemy dodać ogrom tego, czego nie wiemy. Podejmujemy środki ostrożności, aby nie zachorować na grypę – ale i tak zachorujemy. Jedziesz ostrożnie i zostajesz uderzony przez ciężarówkę, której nie widziałeś (i nie mogłeś jej zobaczyć). Życie w oparciu o zasadę przyczyny i skutku jest po prostu niewystarczające jako fundamentalna podstawa.
Życie duchowe nie jest inne. Bóg jest wolny i nie można oczekiwać, że będzie zachowywał się w przewidywalny (znany nam) sposób. Możemy oczekiwać pewnych rzeczy zgodnie z Jego obietnicą, ale nawet one w dużej mierze pozostają ukryte. Na przykład, możemy ufać, że Bóg zawsze i we wszystkim działa dla naszego zbawienia, naszej prawdziwej komunii z Nim i uzdrowienia z niszczycielskich skutków naszego złamanego serca. Ale jesteśmy stworzeniami, które marzą o byciu bogami, choć wchodzą przez fałszywe drzwi. Zamiast zostać wywyższonymi i upodobnionymi do obrazu Boga dzięki niewysłowionemu działaniu Jego łaski, wolimy czynić z siebie małych bożków, stając się panami swojego życia. Przyczyna i skutek to demon, który zawsze czyha w tym momencie.
Najczęściej doświadczamy przyczyny i skutku jako poczucia kontroli. Nasze porażki prześladują nas, gdy obsesyjnie myślimy o tym, co mogłoby być. Niektórzy starają się współpracować z Bogiem, szukając sposobów modlitwy i życia, które manipulują grą na ich korzyść. Wiele z tego jest całkowicie sprzeczne z zamysłem Boga w naszym życiu. Dążymy do sukcesu i spełnienia. Szukamy nagród i rzeczy, które postrzegamy jako pożądane i dobre. Z pewnością nikt nie modli się i nie prosi o rzeczy trudne. A jednak trudne rzeczy to właśnie to, gdzie oczyszczający ogień Bożej łaski płonie najjaśniej i najmocniej. Nikogo nie zbawi sukces i dobrobyt.
Jedną z największych trudności, z jakimi boryka się prawosławie w Nowym Świecie, jest względny dobrobyt Kościoła imigrantów. Dobrobyt tworzy Kościół, który można śmiało porównać z wyznaniową Ameryką, ale nie rodzi świętych. Chrystus ostrzegał swoich uczniów, że bogaci mają niemal niemożliwe wejście do Królestwa. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. W przeszłości istnieli bogaci święci, ale często byli oni kształtowani w ogniu radykalnej hojności.
Rzeczywiście jesteśmy zbawieni przez łaskę. Łaska jest samym życiem Boga, Boską energią, ogniem, dzięki któremu jesteśmy przemieniani na obraz Chrystusa. Nie zasługujemy na nią, ale z pewnością możemy się przed nią chronić. Chrystus opisuje to na przykładzie ziarna zasianego między ciernie:
Zaś ziarno zasiane między ciernie to ten, który słucha słowa, ale troski tego wielu i zwodniczy blask bogactwa dławią słowo i pozostaje bez plonu (Mt 13, 22).
Dobrobyt (w amerykańskim stylu) może nasilać nasz niepokój, gdy ulegamy złudzeniu przyczyny i skutku. Wyobrażamy sobie siebie jako źródło bogactwa. I choć chrześcijanie deklarują cnoty takie jak pokora i łagodność, często pomijają przykłady, które są wśród nas. Częściej honorowani są celebryci i ludzie sukcesu, nawet wśród prawosławnych. Dobrze wpisuje się to w kulturę amerykańską, ale drażni w Królestwie Bożym.
Mówi się, że pokora jest jak magnes przyciągający łaskę. Pan pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje (Jk 4,6). Podobnie: Skieruje cichych na sąd, nauczy cichych swoich dróg (Ps 24,9).
Jak żyć w takich realiach? Po pierwsze, wymaga to etosu pokory. Nasza kultura jest z natury nastawiona na rywalizację. Nie tylko chcemy dobrze prosperować, ale chcemy być lepsi od innych. Są jednak wśród nas ludzie pokorni i łagodni. Pożądałbym ich modlitw, zważając na ich styl życia. Tylko oni rozumieją, że przyczyna i skutek nie należą do Królestwa Bożego.
Czcimy Boga, który bezprzyczynowo powoduje i sam panuje w pokorze. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych i cichych.
Przyjdźcie do Mnie wszyscy trudzący się i dźwigający ciężary, a Ja wam dam odpoczynek. Weźcie jarzmo Moje na siebie i nauczcie się ode Mnie, albowiem jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych (Mt 11,28-29).
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek /orthphoto.net/
Jedną z najbardziej kuszących idei w naszym życiu są pojęcia przyczyny i skutku, działania i nagrody. Nic nie wydaje się bardziej kojące niż prosta obietnica, że zrobienie jakiejś rzeczy prowadzi do nagrody. Jest przewidywalne, podlega kontroli, jasno określa zasady nagrody i kary, i jasno pokazuje, kto na co zasługuje. Nic nie mogłoby być bardziej zrozumiałe.
Granica tej idei pojawia się, gdy spotykamy żywe, świadome istoty. Jesteśmy, do pewnego stopnia, irracjonalni. Nie zawsze zachowujemy się przewidywalnie. Reagujemy w nieoczekiwany sposób i inicjujemy nieoczekiwane działania. Do tej granicy możemy dodać ogrom tego, czego nie wiemy. Podejmujemy środki ostrożności, aby nie zachorować na grypę – ale i tak zachorujemy. Jedziesz ostrożnie i zostajesz uderzony przez ciężarówkę, której nie widziałeś (i nie mogłeś jej zobaczyć). Życie w oparciu o zasadę przyczyny i skutku jest po prostu niewystarczające jako fundamentalna podstawa.
Życie duchowe nie jest inne. Bóg jest wolny i nie można oczekiwać, że będzie zachowywał się w przewidywalny (znany nam) sposób. Możemy oczekiwać pewnych rzeczy zgodnie z Jego obietnicą, ale nawet one w dużej mierze pozostają ukryte. Na przykład, możemy ufać, że Bóg zawsze i we wszystkim działa dla naszego zbawienia, naszej prawdziwej komunii z Nim i uzdrowienia z niszczycielskich skutków naszego złamanego serca. Ale jesteśmy stworzeniami, które marzą o byciu bogami, choć wchodzą przez fałszywe drzwi. Zamiast zostać wywyższonymi i upodobnionymi do obrazu Boga dzięki niewysłowionemu działaniu Jego łaski, wolimy czynić z siebie małych bożków, stając się panami swojego życia. Przyczyna i skutek to demon, który zawsze czyha w tym momencie.
Najczęściej doświadczamy przyczyny i skutku jako poczucia kontroli. Nasze porażki prześladują nas, gdy obsesyjnie myślimy o tym, co mogłoby być. Niektórzy starają się współpracować z Bogiem, szukając sposobów modlitwy i życia, które manipulują grą na ich korzyść. Wiele z tego jest całkowicie sprzeczne z zamysłem Boga w naszym życiu. Dążymy do sukcesu i spełnienia. Szukamy nagród i rzeczy, które postrzegamy jako pożądane i dobre. Z pewnością nikt nie modli się i nie prosi o rzeczy trudne. A jednak trudne rzeczy to właśnie to, gdzie oczyszczający ogień Bożej łaski płonie najjaśniej i najmocniej. Nikogo nie zbawi sukces i dobrobyt.
Jedną z największych trudności, z jakimi boryka się prawosławie w Nowym Świecie, jest względny dobrobyt Kościoła imigrantów. Dobrobyt tworzy Kościół, który można śmiało porównać z wyznaniową Ameryką, ale nie rodzi świętych. Chrystus ostrzegał swoich uczniów, że bogaci mają niemal niemożliwe wejście do Królestwa. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. W przeszłości istnieli bogaci święci, ale często byli oni kształtowani w ogniu radykalnej hojności.
Rzeczywiście jesteśmy zbawieni przez łaskę. Łaska jest samym życiem Boga, Boską energią, ogniem, dzięki któremu jesteśmy przemieniani na obraz Chrystusa. Nie zasługujemy na nią, ale z pewnością możemy się przed nią chronić. Chrystus opisuje to na przykładzie ziarna zasianego między ciernie:
Zaś ziarno zasiane między ciernie to ten, który słucha słowa, ale troski tego wielu i zwodniczy blask bogactwa dławią słowo i pozostaje bez plonu (Mt 13, 22).
Dobrobyt (w amerykańskim stylu) może nasilać nasz niepokój, gdy ulegamy złudzeniu przyczyny i skutku. Wyobrażamy sobie siebie jako źródło bogactwa. I choć chrześcijanie deklarują cnoty takie jak pokora i łagodność, często pomijają przykłady, które są wśród nas. Częściej honorowani są celebryci i ludzie sukcesu, nawet wśród prawosławnych. Dobrze wpisuje się to w kulturę amerykańską, ale drażni w Królestwie Bożym.
Mówi się, że pokora jest jak magnes przyciągający łaskę. Pan pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje (Jk 4,6). Podobnie: Skieruje cichych na sąd, nauczy cichych swoich dróg (Ps 24,9).
Jak żyć w takich realiach? Po pierwsze, wymaga to etosu pokory. Nasza kultura jest z natury nastawiona na rywalizację. Nie tylko chcemy dobrze prosperować, ale chcemy być lepsi od innych. Są jednak wśród nas ludzie pokorni i łagodni. Pożądałbym ich modlitw, zważając na ich styl życia. Tylko oni rozumieją, że przyczyna i skutek nie należą do Królestwa Bożego.
Czcimy Boga, który bezprzyczynowo powoduje i sam panuje w pokorze. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych i cichych.
Przyjdźcie do Mnie wszyscy trudzący się i dźwigający ciężary, a Ja wam dam odpoczynek. Weźcie jarzmo Moje na siebie i nauczcie się ode Mnie, albowiem jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych (Mt 11,28-29).
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek /orthphoto.net/