publicystyka: Religia radości
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Religia radości

02 lutego 2026

Chrześcijaństwo jest religią radości, chociaż sami chrześcijanie tak często tego nie odczuwają, a wrogowie chrześcijaństwa temu zaprzeczają. Aby to zrozumieć, wystarczy wsłuchać się w słowa Ewangelii. „Zwiastuję wam wielką radość” (Łk 2,10) — powiedziano na początku Ewangelii według Łukasza, a kończy się ona opowiadaniem o tym, jak apostołowie z Góry Wniebowstąpienia wrócili do Jerozolimy z wielką radością (por. Łk 24,52). O radości, której nikt nie może odebrać (por. J 16,22), mówi sam Chrystus; do radości wzywa apostoł Paweł (por. 1 Tes 5,16); radością jaśnieją wszystkie nabożeństwa; „radości moja” — tak nazywał każdego przychodzącego do niego święty Serafin. A gdy radość znika z serca wierzącego, coś radykalnie zmienia się w samej wierze.

„Ale jaka to radość? Jak ją osiągnąć i czy w ogóle jest ona możliwa?” — często pytają nawet szczerze wierzący ludzie. Rzeczywiście, na świecie, zdawałoby się, jest bardzo mało radości, bardzo mało powodów do radowania się. Jak powiedział kiedyś poeta: „Ludzie, bądźcie surowi [...] niech się śmieją bogowie, dzieci i głupcy”. I inny poeta: „I na surowy twój raj daj sercu siły”. Istotnie, jak można się radować, gdy wokół jest tak wiele cierpienia, niesprawiedliwości, okrucieństwa, złości? Jak można się radować w tym znikomym, śmiertelnym, wciąż wymykającym się nam świecie? I oto sami chrześcijanie często zaczynają uważać smutek i brak radości za znak religijności i wiary. A wrogowie religii z kolei spieszą się zarzucać chrześcijaństwu, że pozbawia ono życie radości, skupia ludzką świadomość na śmierci i świecie pozagrobowym, napełnia duszę strachem przed Sądem Ostatecznym. Ale czy radość nie jest rzeczywiście oznaką lekkomyślności albo środkiem zapomnienia o zbyt ciężkim brzemieniu trosk i cierpień? Pytania te są bardzo ważne, zwłaszcza w naszych czasach. Z jednej strony trudno wątpić, że świat odchodzi od religii i wiary. I odchodzi nie dlatego, że nauka „udowodniła”, iż Boga nie ma i że wiara w Niego to los „zacofanych”, lecz przede wszystkim dlatego, że religia stawia przed nim zbyt głębokie, zbyt poważne i swoją głębią oraz powagą zbyt straszne dla niego pytania. I oto ludzie kryją się przed nimi, uciekają w krzątaninę i troskę o swoje życie, a świat oferuje im wszelkiego rodzaju środki takiego zapomnienia. Z drugiej strony rozmaite ziemskie ideologie świadomie chcą wykorzenić religię, aby zamienić ludzkość w posłuszne stado, w bezosobowy „kolektyw”. I tu, i tam — zarówno w lekkomyślnym nastroju większości ludzi, zbyt pogrążonych w ziemskim życiu, by pytać o jego sens, jak i w otwartym prześladowaniu religii — pod zagrożeniem znajduje się nie czyjaś indywidualna wiara, lecz sama możliwość zachowania tego, co dotąd było najważniejsze w życiu człowieka, czy był tego świadomy, czy nie. Ale aby naprawdę odpowiedzieć na odchodzenie współczesnego człowieka od wiary, aby przywrócić wierze jej prawdziwe miejsce w życiu, nie wystarczą filozoficzne spory o to, czy Bóg jest, czy Go nie ma, tak jak nie wystarczą też nieustanne przypomnienia o naszej śmiertelności.

Być może powszechne odchodzenie od wiary, zarówno na poziomie codziennym, jak i ideowym, wyjaśnia się przede wszystkim tym, że radość przestała być podstawową tonacją wiary samych chrześcijan. Wychodząc z Jerozolimy, by głosić Chrystusa, apostołowie nazwali swoją wiarę Ewangelią, to znaczy dobrą, a więc i radosną nowiną. I sami byli napełnieni radością, uniesieniem, światłem. I właśnie ta radość, a nie argumenty i dowody, zwyciężyła świat, prowadząc go do nowej wiary. I w gęstniejącej wokół nas mgle nie zadziała, być może, żadna inna odpowiedź poza naszą radością. Świat jest zmęczony, śmiertelnie zmęczony sporami i dowodami. Ludzie od wieków się spierają i nawet przelewają krew, a mimo to nie ma sposobu obejścia ich waśni. Nie przegadamy świata żadnymi dowodami, i jeśli go zwyciężymy, to tylko tą radością, jaką daje nam nasza wiara, a której szczególność polega na tym, że ani ludzie, ani cierpienia, ani sama śmierć nie mogą jej odebrać.

Ale wtedy wciąż pozostaje pytanie: czym ona jest, ta radość, jak ją osiągnąć i jak w niej żyć? Odpowiedź znów daje Ewangelia: „Rozradowali się więc uczniowie, widząc Pana.” (J 20,20). Radość wiary nie pochodzi z wyliczeń i dowodów, lecz od Tego, o Kim nasze serce mówi nam, że On jest Samą Radością, Samym Światłem, Samym Dobrem, Samą Prawdą — z możliwości widzenia i poznawania Go. I uradowali się uczniowie, ujrzawszy Pana. I czymże jest cała nasza wiara, cały nasz Kościół z niebiańskim pięknem jego obrzędów, z jego ikonami, tym prześwitem, tym przebiciem ku niebu, jeśli nie nieustannym widzeniem radości, jeśli nie obcowaniem z radością jakiej nie ma na ziemi? Lecz jeśli wszystko to nie jest odniesione do tajemniczej obecności Chrystusa, jeśli nie jest środkiem, by widzieć, słyszeć i kochać Go, wtedy jest to straszne i bezsensowne oszustwo.

Oto gdy w półmrocznej cerkwi zaczyna się nabożeństwo. Wsłuchajmy się w ciche, poruszające duszę śpiewy. Do czego one wzywają? „Przyjdźcie, pokłońmy się Królowi naszemu Bogu. Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa, Króla naszego i Boga. Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do samego Chrystusa, Króla i Boga naszego” — to wezwanie, by się przybliżyć, zobaczyć Tego, który jest tu, z nami. Nie myśleć i nie rozważać o Nim, lecz zbliżyć się i paść przed Nim. To wezwanie do radosnego spotkania. I jako odpowiedź na to spotkanie, na to widzenie, rozbrzmiewa radosne: „Błogosław, duszo moja, Pana...” (Ps 103,1). I wtedy wchodzi do duszy i napełnia ją ta radość, o której mówimy. Nie mętna wesołość świata, po której nieuchronnie przychodzi kac i rozczarowanie; nie przelotne radości, po których mrok życia staje się jeszcze gęstszy; nie zapomnienie i nawet nie pociecha, lecz mocna, spokojna i radosna pewność: „Pan jest obroną mojego życia, kogo mam się lękać?” (por. Ps 26,1). „Nabierzcie odwagi — mówi Chrystus — Ja świat zwyciężyłem” (por. J 16,33) — i wierzymy Mu. „Niech nie trwoży się serce wasze ani się nie boi” (J 14,27) — mówi On, i nasze serce przestaje się trwożyć. „Radujcie się” (Mt 28,9) — mówi On, i radość wchodzi w nas, i nie ma siły, która mogłaby ją zniszczyć.
 
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/