Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Triodion Postny i nasze duchowe życie
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Gabriel Szymczak), 30 stycznia 2026
Czas Triodionu Postnego to całe nasze życie duchowe w miniaturze. Jeśli na co dzień kierujesz się przesłaniami zawartymi w hymnach, wystarczy, by pokazać drogę, którą musisz przebyć w zmaganiach, które cię czekają. Zaczyna się od podstaw życia duchowego, a kończy na naszym uświęceniu i uwielbieniu. Triodion to bardzo bogaty okres duchowy; jednak ze względu na szczególne warunki, w jakich obecnie żyjemy, oraz różnorodne obowiązki, jakie wszyscy mamy, nie jest łatwo skorzystać ze wszystkich oferowanych nam duchowych możliwości.
Triodion przebiega w trzech etapach. Pierwszy - przed rozpoczęciem postu; drugi - to sam post; a trzeci - Wielki Tydzień z Męką i Zmartwychwstaniem Pańskim.
Pierwszy etap ma charakter przygotowawczy i pokazuje nam, w jaki sposób mamy się starać i jaki jest dla nas najlepszy sposób na rozpoczęcie tej duchowej walki. Podstawą całego życia chrześcijańskiego jest nic innego jak świadomość pokuty. Pokuta rodzi się z pokory.
Pierwsza niedziela w Triodionie to Niedziela o Celniku i Faryzeuszu. Tutaj Pan wyraźnie ukazuje nam osobę pełną grzechu, całkowicie niemoralną, która zostaje uniewinniona przed Bogiem. Jednocześnie ukazuje nam człowieka moralnego, zaangażowanego i „pobożnego”, który przestrzega wszystkich przepisów Prawa, ale zamiast zostać uniewinnionym przed Bogiem – zostaje uznany za winnego, ponieważ nie znalazł klucza otwierającego bramę do życia duchowego. Kluczem tym jest pokuta i pokora. One idą w parze. Zatem każdy, kto nie jest pokorny, nie może zaznać pokuty; dumni ludzie nie mogą żałować. Tylko pokorni naprawdę pokutują, ponieważ pokuta oznacza żal z głębi serca, w którym ludzie muszą wzywać imienia Boga, gdyż ono jako jedyne może ich zbawić.
Pokuta rani, jest bolesna. Ale dzięki niej możesz zostać przemieniony. Pokuta jest kluczem otwierającym bramę do Bożego miłosierdzia. Natura ludzka jest bowiem taka, że nigdy nie może osiągnąć bezgrzeszności. Jedynie Chrystus jako osoba ludzka był bez grzechu, podobnie jak dzięki łasce Najświętsza Matka Boża, która otrzymała ten dar od Boga. Nie możemy sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będziemy bezgrzeszni, ponieważ nie jest to możliwe. Dlatego też, biorąc pod uwagę, że grzech jest w praktyce dla nas nieunikniony, tym, co może świadczyć na naszą korzyść przed Bogiem, nie są nasze czyny i cnoty, ale nasza autentyczna skrucha. W ten sposób burzymy mit, że możemy stać się czyści, moralni i cnotliwi, ponieważ niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy moralni, z pewnością nadal będziemy grzeszyć. Nie możemy więc budować naszej relacji z Bogiem na fakcie, że unikniemy grzechu; ale możemy to zrobić dzięki pokucie. Uczymy się pokutować i stać prosto przed Bogiem w duchu pokory.
Zatem pokuta rodzi się z pokory. Pokorni ludzie żałują i nie szukają wymówek. Kiedy zaczniesz szukać dla siebie wymówek, nie będziesz mógł żałować. Kiedy już zapewnisz sobie okoliczności łagodzące, natychmiast zmniejszysz płomień pokuty. To dlatego Ojcowie nie akceptują żadnego usprawiedliwienia; nie dlatego, że nie ma usprawiedliwienia, gdy ludzie grzeszą: gdy to robimy, dzieje się tak dlatego, że jakieś wydarzenie na nas wpłynęło. Jeśli jednak odczujemy ból grzechu i jak święci staniemy przed Bogiem bez wymówki, i poznamy etos celnika, to jest to podstawa sukcesu. Wszystko inne prowadzi nas do tej sytuacji.
Druga niedziela, Niedziela o Synu Marnotrawnym, ukazuje, jak wielka jest miłość Boga do nas; Bóg przyjmuje nas, gdy do Niego wracamy. Nie ma szans, że kajający się zostaną wyrzuceni. Nie ma możliwości, że wrócisz, a Bóg cię odrzuci.
Trzecia niedziela, z opowieścią o Drugim Przyjściu, pokazuje nam, że wiara nie jest czymś abstrakcyjnym, ale konkretnym, obejmującym uczynki miłości i walkę duchową.
W czwartą niedzielę nasz Pan pokazuje nam prawdziwą drogę postu i mówi, że powinniśmy skierować nasze serce tam, gdzie jest nasz skarb.
Następnie mamy już pierwszy tydzień postu, z Niedzielą Prawosławia. Historycznie rzecz biorąc, istniała ku temu szczególna przyczyna – problem ikonoklazmu, który nękał Kościół przez stulecie. Od tego czasu, po historycznym i teologicznym zakończeniu sporów, Kościół obchodzi ten dzień. Ale, jak mówią Ojcowie, nie wydarzenia historyczne się liczą. Ikonoklazm jest zawsze przed naszymi oczami, ponieważ wpływa na samo zbawienie ludzkości. Była to pierwotna herezja, która jest stale powtarzana w innej formie. Według tej herezji Bóg w rzeczywistości nie stał się osobą ludzką. Skoro więc Bóg nie stał się człowiekiem, nie możemy naprawdę stać się bogami z łaski. Kiedy ci ludzie odmawiali oddawania czci i oglądania ikon, podczas gdy Ojcowie Kościoła na to nalegali, nie działo się tak dlatego, że ci pierwsi byli pobożni i obawiali się, że ikony są bożkami, a inni nie przejmowali się i nie doceniali sytuacji. Z pewnością tak nie było.
Ojcowie podkreślali, że od chwili, gdy Chrystus, Słowo Boże, stał się człowiekiem i był doskonałym człowiekiem i doskonałym Bogiem, możemy Go opisywać i przedstawiać rysunkiem. Bo cała wiara opiera się na prawdziwym Wcieleniu Słowa Bożego, na podstawie tego, co mówi św. Jan Ewangelista, że „Słowo ciałem się stało, i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego” - widzieliśmy wcielenie Boga. Innymi słowy, herezja ta zasadniczo uderzyła w sam fundament wiary. W królestwie Kościoła nie mamy do czynienia z ideami, teoriami czy filozofią, ale z osobą zwaną Jezusem Chrystusem. Nie ma to nic wspólnego z ideami zawartymi w Ewangelii, niezależnie od tego, za jak piękne moglibyśmy je uważać. W Kościele nie czcimy miłości ani wolności jako idei; musimy rozwinąć relację z osobą naszego Pana, Jezusa Chrystusa, tego Chrystusa, który stał się człowiekiem i pozostaje w Kościele jako osoba, którą widzieliśmy. Nigdy nie widzieliśmy Ojca. Jednak Chrystus jest obrazem Ojca, a my jesteśmy obrazem Chrystusa. Ponieważ Chrystus stał się człowiekiem, jesteśmy obrazami Tego, który stworzył wszystko. Zatem w obrębie Kościoła mamy do czynienia z faktem obecności Chrystusa. Od chwili, gdy mamy osobę, z którą możemy wejść w relację, nasza postawa wobec tej osoby nie jest już postawą wiary. Nie wystarczy powiedzieć Chrystusowi, że w Niego wierzysz. Można wierzyć w ideologie i systemy idei, w teorie świata i politykę partyjną. Ale to nie może mieć miejsca w Kościele. Dzieje się tak, że wchodzisz na pierwszy szczebel drabiny, wiarę, ale na nim nie zostajesz; wznosisz się do miłości. W Kościele jesteś powołany do rozwijania relacji miłości z Chrystusem. Wymaga to przyjęcia prawdy Chrystusa i Ewangelii, która jest pierwszym szczeblem. Ale nie możesz tam zostać. Trzeba iść dalej, do końca. Święty Paweł mówi, że w końcu wiara i nadzieja zostaną obalone, a miłość pozostanie. Jeśli młodzi ludzie szukają, gdzie leży prawda, muszą zrozumieć, że jeśli porównają Kościół z innymi prawdami i uznają go za prawdę, to przy najlepszej woli na świecie nie mogą nie zrozumieć, że Kościół nie mówi o prawdzie; mówi o Chrystusie, który jest prawdą świata. Chrystus jest prawdą, wolnością, sprawiedliwością, pokojem, jest wszystkim i końcem wszystkiego, i jest wszystkim w Kościele. Zatem wszystko, co robimy w sferze Kościoła, wszystkie walki, które toczymy, podejmowane są po to, abyśmy całym sercem kochali Chrystusa. Abyśmy mogli rozwijać własną relację miłości z Chrystusem. Ale jak to działa?
Pierwszą rzeczą jest zbadanie; dowiedzenie się, kim jest ta osoba. Dlatego czytanie tak bardzo pomaga na początku życia duchowego. Dlatego Ojcowie mówią, że początkującym czytanie pomaga bardziej niż modlitwa, lub tak samo. Bardzo ważne jest dla nas czytanie ksiąg duchowych, żywotów świętych, aby zobaczyć, jak ci ludzie, którzy gorąco kochali Boga i starali się w swoim życiu, gdziekolwiek się znajdowali, zanurzyli swoje życie w fali relacji z Bogiem. Wtedy rozpoczyna się proces życia duchowego. Zaczynamy przestrzegać przykazań Bożych. A my przecież trwamy w miłości Boga poprzez przestrzeganie Jego przykazań. Przykazania te nie są szczególnymi instrukcjami, ale lekarstwem. Są to terapie zalecane przez Kościół, które przynoszą rezultaty tym, którzy je stosują. Kiedy ludzie przestrzegają przykazań Bożych, wzbudza się w nich zapał, który jest siłą i który sprawia, że dalsze wysiłki stają się dla nas atrakcyjniejsze. Kiedy nastąpi ograniczenie stosowania przykazań Bożych, energia spada, aż do zaniku, to znaczy do ustania walki duchowej.
Na początku Bóg udziela swojej łaski jako darmowego daru. Gdy tylko wejdziemy do Kościoła, wszystko jest proste: czytanie żywotów świętych, branie udziału w różnych nabożeństwach, przestrzeganie postów, wszystko jest takie proste. Ale potem musimy starać się otrzymać tę łaskę.
Tak więc Bóg, który jest prawdziwym człowiekiem, a także wcielonym Bogiem Słowem, jest prototypem dla nas wszystkich, a także ogniskiem naszej miłości. Jesteśmy zaproszeni do nawiązania z Nim osobistej relacji i - podczas tej podróży - do ponownego złożenia naszego rozbitego „ja”, co z pewnością przywróci obraz Boga, który diabeł rozbił przez upadek. Poprzez Kościół, w całym procesie terapii, możemy dostrzec fakt naszego uzdrowienia, który jest szczególny i przynosi wyjątkowe owoce.
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Gabriel Szymczak)
(wyciąg z nagranej homilii)
za: pravmir.com
fotografia: alik /orthphoto.net/
Triodion przebiega w trzech etapach. Pierwszy - przed rozpoczęciem postu; drugi - to sam post; a trzeci - Wielki Tydzień z Męką i Zmartwychwstaniem Pańskim.
Pierwszy etap ma charakter przygotowawczy i pokazuje nam, w jaki sposób mamy się starać i jaki jest dla nas najlepszy sposób na rozpoczęcie tej duchowej walki. Podstawą całego życia chrześcijańskiego jest nic innego jak świadomość pokuty. Pokuta rodzi się z pokory.
Pierwsza niedziela w Triodionie to Niedziela o Celniku i Faryzeuszu. Tutaj Pan wyraźnie ukazuje nam osobę pełną grzechu, całkowicie niemoralną, która zostaje uniewinniona przed Bogiem. Jednocześnie ukazuje nam człowieka moralnego, zaangażowanego i „pobożnego”, który przestrzega wszystkich przepisów Prawa, ale zamiast zostać uniewinnionym przed Bogiem – zostaje uznany za winnego, ponieważ nie znalazł klucza otwierającego bramę do życia duchowego. Kluczem tym jest pokuta i pokora. One idą w parze. Zatem każdy, kto nie jest pokorny, nie może zaznać pokuty; dumni ludzie nie mogą żałować. Tylko pokorni naprawdę pokutują, ponieważ pokuta oznacza żal z głębi serca, w którym ludzie muszą wzywać imienia Boga, gdyż ono jako jedyne może ich zbawić.
Pokuta rani, jest bolesna. Ale dzięki niej możesz zostać przemieniony. Pokuta jest kluczem otwierającym bramę do Bożego miłosierdzia. Natura ludzka jest bowiem taka, że nigdy nie może osiągnąć bezgrzeszności. Jedynie Chrystus jako osoba ludzka był bez grzechu, podobnie jak dzięki łasce Najświętsza Matka Boża, która otrzymała ten dar od Boga. Nie możemy sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będziemy bezgrzeszni, ponieważ nie jest to możliwe. Dlatego też, biorąc pod uwagę, że grzech jest w praktyce dla nas nieunikniony, tym, co może świadczyć na naszą korzyść przed Bogiem, nie są nasze czyny i cnoty, ale nasza autentyczna skrucha. W ten sposób burzymy mit, że możemy stać się czyści, moralni i cnotliwi, ponieważ niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy moralni, z pewnością nadal będziemy grzeszyć. Nie możemy więc budować naszej relacji z Bogiem na fakcie, że unikniemy grzechu; ale możemy to zrobić dzięki pokucie. Uczymy się pokutować i stać prosto przed Bogiem w duchu pokory.
Zatem pokuta rodzi się z pokory. Pokorni ludzie żałują i nie szukają wymówek. Kiedy zaczniesz szukać dla siebie wymówek, nie będziesz mógł żałować. Kiedy już zapewnisz sobie okoliczności łagodzące, natychmiast zmniejszysz płomień pokuty. To dlatego Ojcowie nie akceptują żadnego usprawiedliwienia; nie dlatego, że nie ma usprawiedliwienia, gdy ludzie grzeszą: gdy to robimy, dzieje się tak dlatego, że jakieś wydarzenie na nas wpłynęło. Jeśli jednak odczujemy ból grzechu i jak święci staniemy przed Bogiem bez wymówki, i poznamy etos celnika, to jest to podstawa sukcesu. Wszystko inne prowadzi nas do tej sytuacji.
Druga niedziela, Niedziela o Synu Marnotrawnym, ukazuje, jak wielka jest miłość Boga do nas; Bóg przyjmuje nas, gdy do Niego wracamy. Nie ma szans, że kajający się zostaną wyrzuceni. Nie ma możliwości, że wrócisz, a Bóg cię odrzuci.
Trzecia niedziela, z opowieścią o Drugim Przyjściu, pokazuje nam, że wiara nie jest czymś abstrakcyjnym, ale konkretnym, obejmującym uczynki miłości i walkę duchową.
W czwartą niedzielę nasz Pan pokazuje nam prawdziwą drogę postu i mówi, że powinniśmy skierować nasze serce tam, gdzie jest nasz skarb.
Następnie mamy już pierwszy tydzień postu, z Niedzielą Prawosławia. Historycznie rzecz biorąc, istniała ku temu szczególna przyczyna – problem ikonoklazmu, który nękał Kościół przez stulecie. Od tego czasu, po historycznym i teologicznym zakończeniu sporów, Kościół obchodzi ten dzień. Ale, jak mówią Ojcowie, nie wydarzenia historyczne się liczą. Ikonoklazm jest zawsze przed naszymi oczami, ponieważ wpływa na samo zbawienie ludzkości. Była to pierwotna herezja, która jest stale powtarzana w innej formie. Według tej herezji Bóg w rzeczywistości nie stał się osobą ludzką. Skoro więc Bóg nie stał się człowiekiem, nie możemy naprawdę stać się bogami z łaski. Kiedy ci ludzie odmawiali oddawania czci i oglądania ikon, podczas gdy Ojcowie Kościoła na to nalegali, nie działo się tak dlatego, że ci pierwsi byli pobożni i obawiali się, że ikony są bożkami, a inni nie przejmowali się i nie doceniali sytuacji. Z pewnością tak nie było.
Ojcowie podkreślali, że od chwili, gdy Chrystus, Słowo Boże, stał się człowiekiem i był doskonałym człowiekiem i doskonałym Bogiem, możemy Go opisywać i przedstawiać rysunkiem. Bo cała wiara opiera się na prawdziwym Wcieleniu Słowa Bożego, na podstawie tego, co mówi św. Jan Ewangelista, że „Słowo ciałem się stało, i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego” - widzieliśmy wcielenie Boga. Innymi słowy, herezja ta zasadniczo uderzyła w sam fundament wiary. W królestwie Kościoła nie mamy do czynienia z ideami, teoriami czy filozofią, ale z osobą zwaną Jezusem Chrystusem. Nie ma to nic wspólnego z ideami zawartymi w Ewangelii, niezależnie od tego, za jak piękne moglibyśmy je uważać. W Kościele nie czcimy miłości ani wolności jako idei; musimy rozwinąć relację z osobą naszego Pana, Jezusa Chrystusa, tego Chrystusa, który stał się człowiekiem i pozostaje w Kościele jako osoba, którą widzieliśmy. Nigdy nie widzieliśmy Ojca. Jednak Chrystus jest obrazem Ojca, a my jesteśmy obrazem Chrystusa. Ponieważ Chrystus stał się człowiekiem, jesteśmy obrazami Tego, który stworzył wszystko. Zatem w obrębie Kościoła mamy do czynienia z faktem obecności Chrystusa. Od chwili, gdy mamy osobę, z którą możemy wejść w relację, nasza postawa wobec tej osoby nie jest już postawą wiary. Nie wystarczy powiedzieć Chrystusowi, że w Niego wierzysz. Można wierzyć w ideologie i systemy idei, w teorie świata i politykę partyjną. Ale to nie może mieć miejsca w Kościele. Dzieje się tak, że wchodzisz na pierwszy szczebel drabiny, wiarę, ale na nim nie zostajesz; wznosisz się do miłości. W Kościele jesteś powołany do rozwijania relacji miłości z Chrystusem. Wymaga to przyjęcia prawdy Chrystusa i Ewangelii, która jest pierwszym szczeblem. Ale nie możesz tam zostać. Trzeba iść dalej, do końca. Święty Paweł mówi, że w końcu wiara i nadzieja zostaną obalone, a miłość pozostanie. Jeśli młodzi ludzie szukają, gdzie leży prawda, muszą zrozumieć, że jeśli porównają Kościół z innymi prawdami i uznają go za prawdę, to przy najlepszej woli na świecie nie mogą nie zrozumieć, że Kościół nie mówi o prawdzie; mówi o Chrystusie, który jest prawdą świata. Chrystus jest prawdą, wolnością, sprawiedliwością, pokojem, jest wszystkim i końcem wszystkiego, i jest wszystkim w Kościele. Zatem wszystko, co robimy w sferze Kościoła, wszystkie walki, które toczymy, podejmowane są po to, abyśmy całym sercem kochali Chrystusa. Abyśmy mogli rozwijać własną relację miłości z Chrystusem. Ale jak to działa?
Pierwszą rzeczą jest zbadanie; dowiedzenie się, kim jest ta osoba. Dlatego czytanie tak bardzo pomaga na początku życia duchowego. Dlatego Ojcowie mówią, że początkującym czytanie pomaga bardziej niż modlitwa, lub tak samo. Bardzo ważne jest dla nas czytanie ksiąg duchowych, żywotów świętych, aby zobaczyć, jak ci ludzie, którzy gorąco kochali Boga i starali się w swoim życiu, gdziekolwiek się znajdowali, zanurzyli swoje życie w fali relacji z Bogiem. Wtedy rozpoczyna się proces życia duchowego. Zaczynamy przestrzegać przykazań Bożych. A my przecież trwamy w miłości Boga poprzez przestrzeganie Jego przykazań. Przykazania te nie są szczególnymi instrukcjami, ale lekarstwem. Są to terapie zalecane przez Kościół, które przynoszą rezultaty tym, którzy je stosują. Kiedy ludzie przestrzegają przykazań Bożych, wzbudza się w nich zapał, który jest siłą i który sprawia, że dalsze wysiłki stają się dla nas atrakcyjniejsze. Kiedy nastąpi ograniczenie stosowania przykazań Bożych, energia spada, aż do zaniku, to znaczy do ustania walki duchowej.
Na początku Bóg udziela swojej łaski jako darmowego daru. Gdy tylko wejdziemy do Kościoła, wszystko jest proste: czytanie żywotów świętych, branie udziału w różnych nabożeństwach, przestrzeganie postów, wszystko jest takie proste. Ale potem musimy starać się otrzymać tę łaskę.
Tak więc Bóg, który jest prawdziwym człowiekiem, a także wcielonym Bogiem Słowem, jest prototypem dla nas wszystkich, a także ogniskiem naszej miłości. Jesteśmy zaproszeni do nawiązania z Nim osobistej relacji i - podczas tej podróży - do ponownego złożenia naszego rozbitego „ja”, co z pewnością przywróci obraz Boga, który diabeł rozbił przez upadek. Poprzez Kościół, w całym procesie terapii, możemy dostrzec fakt naszego uzdrowienia, który jest szczególny i przynosi wyjątkowe owoce.
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Gabriel Szymczak)
(wyciąg z nagranej homilii)
za: pravmir.com
fotografia: alik /orthphoto.net/