Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Pragnienie spotkania z Bogiem początkiem zbawienia
abp Jakub (Kostiuczuk), 25 stycznia 2026
Drodzy Bracia i Siostry,
gdy podczas niedzielnej Boskiej Liturgii w naszych świątyniach słyszymy fragment Ewangelii według św. Łukasza opowiadający o celniku Zacheuszu, wiemy, że jest to już pierwszy zwiastun zbliżającego się Wielkiego Postu. Choć księga liturgiczna zwana Triodionem Postnym zostanie włączona do nabożeństw niedzielnych dopiero od następnego tygodnia, by przygotowywać nas tekstami liturgicznymi i szczególnymi czytaniami z Pisma Świętego do właściwego przeżywania Wielkiego Postu, to już dzisiejsze czytanie jest swojego rodzaju przygotowaniem do niedziel przygotowawczych. Stąd niektórzy już tę niedzielę włączają do ich cyklu, ponieważ czytanie o Zacheuszu zawsze poprzedza w naszym lekcjonarzu ewangelicznym perykopę z przypowieścią o celniku i faryzeuszu, która jest czytana w pierwszą niedzielę przygotowawczą.
Dzisiejsza opowieść, przedstawiająca jedno z wielu wydarzeń z życia Jezusa Chrystusa na ziemi, jest bardzo malownicza i piękna (przez co działa mocno na wyobraźnię). Jednak nie to było powodem jej wyboru przez Ojców do czytania dzisiaj. Żeby zrozumieć znaczenie, głęboki sens i to, dlaczego czytamy ją w dzisiejszą niedzielę, należy zwrócić uwagę na wszystkie detale, a nawet odczucia ludzi uczestniczących w opisanym wydarzeniu. Przedstawione przez ewangelistę Łukasza niezwykłe spotkanie Jezusa Chrystusa i Zacheusza celnika, a następnie przemiana, która nastąpiła w jego sercu, są pouczającym przykładem przemiany, którą ma przeżyć każdy z nas.
To właściwie jest odpowiedzią, dlaczego ów fragment Ewangelii został wybrany do czytania właśnie przed niedzielami przygotowawczymi do Wielkiego Postu i rozpoczyna nowy roczny cykl niedzielnych czytań ewangelicznych.
Skupienie się na postaci Zacheusza, jego specyficznym zawodzie, zachowaniu i odczuciach, pomaga nam uzmysłowić sobie, co się w nim tak naprawdę dokonało. Niezwykle ważne jest tu także zwrócenie uwagi na reakcję samego Chrystusa i późniejszą Jego rozmowę z celnikiem.
W Ewangelii o celnikach słyszymy niejednokrotnie. O innym celniku będzie mowa we fragmencie (perykopie) następnej niedzieli. Ewangeliści wspominają także o zarzutach, które stawiano Chrystusowi. Piszą oni, że faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali i mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel je i pije z celnikami i grzesznikami? (Mt 9, 11; Mk 2, 16; Łk 5, 30).
Kim i jacy byli ówcześni celnicy, że stawiano ich w jednym rzędzie z grzesznikami? Co było powodem, że pogardzano nimi? Odpowiedź nasuwa się prędko – ponieważ poszli służyć najeźdźcom, Rzymianom, którzy zniewolili Izrael. Ponadto nienawidzono ich również za to, że zbierając podatki ustanowione przez agresorów, bardzo często zawyżali je po to, by wzbogacić się samym. Używając współczesnych terminów – byli po prostu zwykłymi kolaborantami i rabusiami swoich rodaków.
W Ewangelii jednak słyszymy, że oto ten, który był tak traktowany, wychodzi naprzeciw Jezusowi, by Go zobaczyć. Pragnienie było tak wielkie, że mimo swojego społecznego statusu i ewentualnej negatywnej reakcji podwładnych nie wstydzi się nawet wejść na drzewo. Dlatego za moment słyszy z ust Chrystusa: Zacheuszu, pośpiesz się, zejdź, dzisiaj bowiem trzeba Mi pozostać w domu twoim (Łk 19, 5).
Trudno jest stwierdzić, czy w tym przypadku powodem wejścia na drzewo była jedynie zwykła ciekawość, czy raczej pragnienie spotkania Tego, Który znajduje swe miejsce w szczerym i dobrym sercu. Chrystus zna serca i myśli ludzi, nieprzypadkowo więc zwraca się do Zacheusza po imieniu i chce być jego gościem. Ewangelista Łukasz przedstawia dialog, który miał miejsce w domu celnika. Z uczucia wdzięczności, że Jezus wstąpił do jego domu, Zacheusz oznajmia: Oto połowę mojej majętności, Panie, daję biednym, a jeśli od kogoś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie (Łk 19, 8). W odpowiedzi zaś z ust Zbawiciela słyszy: Dzisiaj zbawienie stało się temu domowi, jako że i ten jest synem Abrahama. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, by szukać i zbawić tego, który zginął (Łk 19, 9-10).
Zbawienie człowieka dokonuje się w synergii woli ludzkiej i łaski Bożej. Prawda o współdziałaniu łaski i woli ludzkiej, tak podkreślana w prawosławnej soteriologii, jest praktycznie punktem wyjścia do rozumienia prawdziwej relacji człowieka z Bogiem, sensu metanoi (wewnętrznej przemiany) i istoty zbawienia.
Bóg nie może nas zbawić na siłę, jeśli człowiek tego nie pragnie. Ale sam człowiek nie może też zbawić siebie, gdyż do oczyszczenia, przemiany i przebóstwienia potrzebuje łaski Bożej. Te dwa komponenty (łaska i ludzka wola) muszą zawsze iść w parze.
Dzisiejsza ewangeliczna opowieść wyraźnie pokazuje istnienie dwóch pragnień – Zacheusza i Zbawiciela. Przecież nie tylko pragnienie Zacheusza, choć jest ono jakby bardziej wyeksponowane, ale także pragnienie Jezusa Chrystusa, Który widząc postawę Zacheusza, pragnie wejść do jego domu, jest konieczne do dokonania przemiany w sercu celnika. Synergia musi też istnieć i działać w pragnieniu, przy czym pragnienie Boże jest zawsze stałe i niezmienne. Jak mówi apostoł Paweł, Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2, 4). Bóg ciągle pragnie, by człowiek zapragnął być z Nim. Bóg w swym pragnieniu oczekuje jedynie na adekwatną odpowiedź człowieka.
Wszystko więc musi się zacząć od pragnienia spotkania Boga. Kiedy ze strony człowieka jest pragnienie, Bóg przychodzi do domu jego serca (tak jak wstąpił do domu Zacheusza celnika) i dokonuje wewnętrznej przemiany, potrzebnej do rozpoczęcia dzieła zbawienia.
Zwróćmy jednak uwagę, że Zacheusz nie poprzestaje jedynie na samym pragnieniu. Cała opowieść pokazuje nam wręcz pewne symboliczne etapy, prowadzące od pragnienia ku wewnętrznej przemianie, która zachodzi w duszy celnika.
Pierwszy etap, który możemy tu zauważyć, to ciekawość, a może nawet „ciekawskość” ludzka. Zacheusz pragnął koniecznie Jezusa zobaczyć, gdyż był po prostu ciekawy, jak wygląda Ten Człowiek, o Którym tak dużo mówiono. Pragnienie, by zobaczyć - to głębokie emocjonalne przeżycie. I to ono doprowadziło go do kolejnego etapu, do podjęcia pewnego działania, by zrealizować swoje pragnienie. Celnik wyszedł więc, by spotkać Jezusa, i wspiął się na drzewo. To wysiłek, który człowiek musi podjąć, by osiągnąć to, czego pragnie.
Potem nastąpiło zauważenie Zacheusza przez Chrystusa i wspólne udanie się do domu celnika. To właśnie tam, podczas spotkania i rozmowy z Jezusem Chrystusem, następuje wewnętrzna przemiana Zacheusza, pojawia się chęć (czy też ponownie – pragnienie) naprawy swojego życia, i wola zadośćuczynienia wszystkim, którym wyrządził zło lub niesprawiedliwość.
Wszystko to, co obserwujemy u Zacheusza, ma się także pojawić u każdego innego człowieka, u każdego z nas. Jeśli chcemy osiągnąć nasz cel – zbawienie, najpierw musi pojawić się pragnienie ujrzenia Boga, pragnienie spotkania i rozmowy z Nim. Bez tego nic się nie dokona w naszym życiu.
Pragnąc, musimy podjąć pewien wysiłek – to wysiłek modlitwy, postu, wszelkiej ascezy. Całe nasze życie religijne staje się wtedy takim wejściem na drzewo sykomory i służy realizacji naszego pragnienia rozmowy z Bogiem.
A co następuje później? Chrystus każe nam zejść i idzie do naszego domu.
Jeśli podejmiemy wysiłek modlitwy, postu, życia religijnego, to zawita do naszego serca łaska Boża. Sam Bóg wejdzie do domu naszego serca, i tam będziemy mogli przyjąć Go z radością. A gdy przyjmiemy tę łaskę, dokona się nasza wewnętrzna przemiana, opamiętanie się i nawrócenie, do których Chrystus nawoływał wszystkich, gdy wyszedł z Jordanu ochrzczony przez Jana. To będzie nasza metanoia, prowadząca ku wieczności z Bogiem, a zaczynająca się od pragnienia relacji z Nim.
I właśnie dlatego czytanie o Zacheuszu rozpoczyna nowy cykl lekcjonarza ewangelicznego i poprzedza niedziele przygotowawcze do Wielkiego Postu. Pragnienie spotkania i bycia z Bogiem jest początkiem drogi naszego zbawienia. Jest też niezbędne do rozpoczęcia pokuty i naszego pojednania z Bogiem. Amen.
abp Jakub (Kostiuczuk)
Prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
gdy podczas niedzielnej Boskiej Liturgii w naszych świątyniach słyszymy fragment Ewangelii według św. Łukasza opowiadający o celniku Zacheuszu, wiemy, że jest to już pierwszy zwiastun zbliżającego się Wielkiego Postu. Choć księga liturgiczna zwana Triodionem Postnym zostanie włączona do nabożeństw niedzielnych dopiero od następnego tygodnia, by przygotowywać nas tekstami liturgicznymi i szczególnymi czytaniami z Pisma Świętego do właściwego przeżywania Wielkiego Postu, to już dzisiejsze czytanie jest swojego rodzaju przygotowaniem do niedziel przygotowawczych. Stąd niektórzy już tę niedzielę włączają do ich cyklu, ponieważ czytanie o Zacheuszu zawsze poprzedza w naszym lekcjonarzu ewangelicznym perykopę z przypowieścią o celniku i faryzeuszu, która jest czytana w pierwszą niedzielę przygotowawczą.
Dzisiejsza opowieść, przedstawiająca jedno z wielu wydarzeń z życia Jezusa Chrystusa na ziemi, jest bardzo malownicza i piękna (przez co działa mocno na wyobraźnię). Jednak nie to było powodem jej wyboru przez Ojców do czytania dzisiaj. Żeby zrozumieć znaczenie, głęboki sens i to, dlaczego czytamy ją w dzisiejszą niedzielę, należy zwrócić uwagę na wszystkie detale, a nawet odczucia ludzi uczestniczących w opisanym wydarzeniu. Przedstawione przez ewangelistę Łukasza niezwykłe spotkanie Jezusa Chrystusa i Zacheusza celnika, a następnie przemiana, która nastąpiła w jego sercu, są pouczającym przykładem przemiany, którą ma przeżyć każdy z nas.
To właściwie jest odpowiedzią, dlaczego ów fragment Ewangelii został wybrany do czytania właśnie przed niedzielami przygotowawczymi do Wielkiego Postu i rozpoczyna nowy roczny cykl niedzielnych czytań ewangelicznych.
Skupienie się na postaci Zacheusza, jego specyficznym zawodzie, zachowaniu i odczuciach, pomaga nam uzmysłowić sobie, co się w nim tak naprawdę dokonało. Niezwykle ważne jest tu także zwrócenie uwagi na reakcję samego Chrystusa i późniejszą Jego rozmowę z celnikiem.
W Ewangelii o celnikach słyszymy niejednokrotnie. O innym celniku będzie mowa we fragmencie (perykopie) następnej niedzieli. Ewangeliści wspominają także o zarzutach, które stawiano Chrystusowi. Piszą oni, że faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali i mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel je i pije z celnikami i grzesznikami? (Mt 9, 11; Mk 2, 16; Łk 5, 30).
Kim i jacy byli ówcześni celnicy, że stawiano ich w jednym rzędzie z grzesznikami? Co było powodem, że pogardzano nimi? Odpowiedź nasuwa się prędko – ponieważ poszli służyć najeźdźcom, Rzymianom, którzy zniewolili Izrael. Ponadto nienawidzono ich również za to, że zbierając podatki ustanowione przez agresorów, bardzo często zawyżali je po to, by wzbogacić się samym. Używając współczesnych terminów – byli po prostu zwykłymi kolaborantami i rabusiami swoich rodaków.
W Ewangelii jednak słyszymy, że oto ten, który był tak traktowany, wychodzi naprzeciw Jezusowi, by Go zobaczyć. Pragnienie było tak wielkie, że mimo swojego społecznego statusu i ewentualnej negatywnej reakcji podwładnych nie wstydzi się nawet wejść na drzewo. Dlatego za moment słyszy z ust Chrystusa: Zacheuszu, pośpiesz się, zejdź, dzisiaj bowiem trzeba Mi pozostać w domu twoim (Łk 19, 5).
Trudno jest stwierdzić, czy w tym przypadku powodem wejścia na drzewo była jedynie zwykła ciekawość, czy raczej pragnienie spotkania Tego, Który znajduje swe miejsce w szczerym i dobrym sercu. Chrystus zna serca i myśli ludzi, nieprzypadkowo więc zwraca się do Zacheusza po imieniu i chce być jego gościem. Ewangelista Łukasz przedstawia dialog, który miał miejsce w domu celnika. Z uczucia wdzięczności, że Jezus wstąpił do jego domu, Zacheusz oznajmia: Oto połowę mojej majętności, Panie, daję biednym, a jeśli od kogoś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie (Łk 19, 8). W odpowiedzi zaś z ust Zbawiciela słyszy: Dzisiaj zbawienie stało się temu domowi, jako że i ten jest synem Abrahama. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, by szukać i zbawić tego, który zginął (Łk 19, 9-10).
Zbawienie człowieka dokonuje się w synergii woli ludzkiej i łaski Bożej. Prawda o współdziałaniu łaski i woli ludzkiej, tak podkreślana w prawosławnej soteriologii, jest praktycznie punktem wyjścia do rozumienia prawdziwej relacji człowieka z Bogiem, sensu metanoi (wewnętrznej przemiany) i istoty zbawienia.
Bóg nie może nas zbawić na siłę, jeśli człowiek tego nie pragnie. Ale sam człowiek nie może też zbawić siebie, gdyż do oczyszczenia, przemiany i przebóstwienia potrzebuje łaski Bożej. Te dwa komponenty (łaska i ludzka wola) muszą zawsze iść w parze.
Dzisiejsza ewangeliczna opowieść wyraźnie pokazuje istnienie dwóch pragnień – Zacheusza i Zbawiciela. Przecież nie tylko pragnienie Zacheusza, choć jest ono jakby bardziej wyeksponowane, ale także pragnienie Jezusa Chrystusa, Który widząc postawę Zacheusza, pragnie wejść do jego domu, jest konieczne do dokonania przemiany w sercu celnika. Synergia musi też istnieć i działać w pragnieniu, przy czym pragnienie Boże jest zawsze stałe i niezmienne. Jak mówi apostoł Paweł, Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2, 4). Bóg ciągle pragnie, by człowiek zapragnął być z Nim. Bóg w swym pragnieniu oczekuje jedynie na adekwatną odpowiedź człowieka.
Wszystko więc musi się zacząć od pragnienia spotkania Boga. Kiedy ze strony człowieka jest pragnienie, Bóg przychodzi do domu jego serca (tak jak wstąpił do domu Zacheusza celnika) i dokonuje wewnętrznej przemiany, potrzebnej do rozpoczęcia dzieła zbawienia.
Zwróćmy jednak uwagę, że Zacheusz nie poprzestaje jedynie na samym pragnieniu. Cała opowieść pokazuje nam wręcz pewne symboliczne etapy, prowadzące od pragnienia ku wewnętrznej przemianie, która zachodzi w duszy celnika.
Pierwszy etap, który możemy tu zauważyć, to ciekawość, a może nawet „ciekawskość” ludzka. Zacheusz pragnął koniecznie Jezusa zobaczyć, gdyż był po prostu ciekawy, jak wygląda Ten Człowiek, o Którym tak dużo mówiono. Pragnienie, by zobaczyć - to głębokie emocjonalne przeżycie. I to ono doprowadziło go do kolejnego etapu, do podjęcia pewnego działania, by zrealizować swoje pragnienie. Celnik wyszedł więc, by spotkać Jezusa, i wspiął się na drzewo. To wysiłek, który człowiek musi podjąć, by osiągnąć to, czego pragnie.
Potem nastąpiło zauważenie Zacheusza przez Chrystusa i wspólne udanie się do domu celnika. To właśnie tam, podczas spotkania i rozmowy z Jezusem Chrystusem, następuje wewnętrzna przemiana Zacheusza, pojawia się chęć (czy też ponownie – pragnienie) naprawy swojego życia, i wola zadośćuczynienia wszystkim, którym wyrządził zło lub niesprawiedliwość.
Wszystko to, co obserwujemy u Zacheusza, ma się także pojawić u każdego innego człowieka, u każdego z nas. Jeśli chcemy osiągnąć nasz cel – zbawienie, najpierw musi pojawić się pragnienie ujrzenia Boga, pragnienie spotkania i rozmowy z Nim. Bez tego nic się nie dokona w naszym życiu.
Pragnąc, musimy podjąć pewien wysiłek – to wysiłek modlitwy, postu, wszelkiej ascezy. Całe nasze życie religijne staje się wtedy takim wejściem na drzewo sykomory i służy realizacji naszego pragnienia rozmowy z Bogiem.
A co następuje później? Chrystus każe nam zejść i idzie do naszego domu.
Jeśli podejmiemy wysiłek modlitwy, postu, życia religijnego, to zawita do naszego serca łaska Boża. Sam Bóg wejdzie do domu naszego serca, i tam będziemy mogli przyjąć Go z radością. A gdy przyjmiemy tę łaskę, dokona się nasza wewnętrzna przemiana, opamiętanie się i nawrócenie, do których Chrystus nawoływał wszystkich, gdy wyszedł z Jordanu ochrzczony przez Jana. To będzie nasza metanoia, prowadząca ku wieczności z Bogiem, a zaczynająca się od pragnienia relacji z Nim.
I właśnie dlatego czytanie o Zacheuszu rozpoczyna nowy cykl lekcjonarza ewangelicznego i poprzedza niedziele przygotowawcze do Wielkiego Postu. Pragnienie spotkania i bycia z Bogiem jest początkiem drogi naszego zbawienia. Jest też niezbędne do rozpoczęcia pokuty i naszego pojednania z Bogiem. Amen.
abp Jakub (Kostiuczuk)
Prawosławny Arcybiskup Białostocki i Gdański
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/