publicystyka: Łaska i wdzięczność
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Łaska i wdzięczność

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 24 stycznia 2026

Kiedy mieszkałem na Świętej Górze Athos, pewien stary asceta, uczeń wielkiego starca Józefa Hezychasty, który zmarł w 1959 roku, pewnego razu powiedział mi: „Byłem kiedyś sam na sam ze starcem Józefem i on powiedział mi:
– Moje dziecko, minęło wiele lat, zanim zrozumiałem, jak wzrasta łaska Boża w sercu człowieka”.
Młody mnich zapytał:
– Jak więc wzrasta łaska w sercu człowieka, geronda?
Ale starzec nie odpowiedział, pozostając w milczeniu. Wtedy, będąc jeszcze młodym, mnich nie nalegał na odpowiedź. A teraz ten postarzały asceta rozmawiał ze mną. Powiedział mi:
– Minęło wiele lat, zanim zrozumiałem, jak to się dzieje...
Oczywiście zadałem mu to samo pytanie:
– Jak, ojcze? Przecież zarówno tobie, jak i starcowi Józefowi potrzeba było tyle lat, aby to zrozumieć. Oczywiście, jedną rzeczą jest wyrazić to słowami, a zupełnie inną – pojąć tę mądrość po długich latach praktycznego doświadczenia i ascezy.
A on odpowiedział mi:
– Łaska, drogie dziecko, wzrasta poprzez wdzięczność.

Czcigodny Izaak Syryjczyk, wielki święty naszej Cerkwi, który był jednym z pierwszych hezychastów, mówi, że „kluczem otwierającym źródła świętych tajemnic Bożych jest serce przepełnione wdzięcznością, potrafiące docenić okazane mu dobro”. A jeśli dojdziesz do zrozumienia, że należy dziękować Bogu za wszystko, jeśli poczujesz potrzebę dziękowania Mu za to, co ci daje, to wiedz, że łaska Boża będzie rosła w twoim sercu. Jeśli jednak nie nastawisz swego serca w ten sposób i będziesz prosił Boga o więcej, nie dziękując Mu za to, co masz, minie dużo czasu, zanim nauczysz się doceniać rzeczy duchowo i właściwie oraz zanim zaczniesz dziękować Bogu za wszystko.

Co więcej, człowiek Boży i święty, który doświadcza wielu pokus, dziękuje Bogu nawet za najdrobniejsze rzeczy. I nie dzieje się to z przyzwyczajenia, kiedy mówimy: „Dziękuję Ci, Panie, że moje sprawy układają się pomyślnie”. Nie, to praktycznie nic nie znaczące słowa, które mogłyby być prawdopodobnie początkiem waszej wdzięczności.

Prawdziwa, szczera wdzięczność pochodzi z głębi naszego istnienia, kiedy dziękujemy Bogu za wszystko, co nas otacza, w tym za najmniejsze rzeczy, takie jak mała roślinka, ptaszek lub czyste powietrze, niebo, gwiazdy, słońce. Kto z nas dziękował Bogu za to, że On stworzył ten świat? Zwłaszcza w naszych czasach, które odizolowały człowieka od Bożego stworzenia, zamykając nas wśród sztucznych rzeczy, oddalając nas od natury. W naszych czasach niewdzięczności nie czujemy wdzięczności wobec Boga. Dzieje się tak wtedy, gdy nie dziękujemy Bogu za Jego dobrodziejstwa i łaski, nie dziękujemy również naszym bliźnim, naszym mężom lub żonom, naszym dzieciom i rodzicom, a nawet samym sobie. Nigdy nikomu nie dziękujemy. I zadowalamy się stwierdzeniem: „Dobra, u mnie wszystko w porządku”.

Jednak serce człowieka Bożego bije inaczej. Człowiek Boży dziękuje Bogu za wszystko, co go otacza. Dziękuje Mu, ponieważ jest to Bóg. Pamiętajcie, że kiedy śpiewamy Wielką doksologię, padają w niej takie słowa: „Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, kłaniamy się Tobie, wysławiamy Cię, dzięki Ci składamy, bo wielka jest chwała Twoja.” (cs. Chwalim Tia, błahosłowim Tia, kłaniajemtisia, sławosłowim Tia, błahodarym Tia, wielikija radi sławy Twojeja). Dziękujemy Bogu, ponieważ jest On Wielki, Święty i Miłosierny, i jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi. Jesteśmy dziećmi hojnego Ojca, spadkobiercami Jego wspaniałego Królestwa. Dziękujemy Mu za to, że jest tak Niepojęty i Nieskończony, za to, że wszystko wokół nas jest tak piękne. Z wdzięcznością ofiarowujemy Bogu cały nasz ból, nasze trudności i choroby, nasze próby, smutki i niepowodzenia, a nawet naszą śmierć. Wszystko to ofiarujemy Bogu z wdzięcznością. Dziękujemy Ci, Panie, za wszystko.

Czy pamiętacie, słowa męczenników zapisane w ich żywotach? „Dziękujemy Ci, Panie, że przyjmujemy śmierć za Ciebie”. Swoje święte męczeństwo uważali za powód do wdzięczności.

Pamiętam pewną rozmowę naszego starca z nami. Mówił do młodych ludzi, którzy chcieli zostać mnichami: „Musicie być wdzięczni Bogu za to, że skierował was na tę drogę. Nie myślcie, że zrobiliście coś wielkiego lub poświęciliście coś wielkiego, idąc za Nim”.

Oczywiście można powiedzieć, że poświęciłem swoje dyplomy, swoją młodość, swoje relacje z rodzicami, możliwe małżeństwo, samochody, które mógłbym kupić, swój majątek, swoją przyszłość i teraźniejszość, a nawet samego siebie. Ale czym są wszystkie te rzeczy? Niczym. Czym są wszystkie te rzeczy w obliczu ogromu miłości Bożej? Wszystko to jest przemijające. Zaoferowaliście Bogu to, co tymczasowe, ale w zamian otrzymaliście to, co wieczne. Zaoferowaliście Mu to, co przemijające, ale otrzymaliście to, co nieprzemijające; zaoferowaliście to, co materialne, ale otrzymaliście to, co niebiańskie.

Wszystko, co ziemskie, w pewnym momencie opuścicie lub ono opuści was – są tylko te dwie możliwości. Kiedy nadejdzie godzina śmierci, czy będziecie mogli zabrać ze sobą swoje szczęście, swoją mądrość, swój majątek, swoją żonę, dzieci lub to, co jeszcze posiadacie na tym świecie? Nie, nie będziecie mogli zabrać absolutnie nic. Nieuchronnie nadejdzie ten moment dla was, dla mnie, dla nas wszystkich, kiedy zostaniemy oddzieleni od wszystkiego i wszystkich, dobrowolnie lub nie. Co zatem mnisi ofiarowują Bogu? To, co przemijające. A co On daje im w zamian? To, co niebiańskie, wieczne i nieprzemijające. Apostoł Paweł mówi: „wszystko uznaję za stratę ze względu na doniosłość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego, ze względu na którego wszystkiego wyzbyłem się i uznaję za śmieci, abym tylko zyskał Chrystusa” (Flp 3, 8). Jeśli to zrozumiemy, to i my będziemy dążyć do tego, aby chodzić do świątyni, aby przyjmować Ciało i Krew Chrystusa, aby słuchać słowa Bożego.

Ale jak żyjemy teraz? Rzadko chodzimy do cerkwi, nie w każdą niedzielę. Uważamy, że Bóg ma obowiązek zaspokajać wszystkie nasze potrzeby. A jeśli dopuści byśmy zostali poddani jakiejś próbie, biada nam! Będziemy się na Niego obrażać i narzekać: „Chodzę do cerkwi w każdą niedzielę, a mimo to spotkało mnie to nieszczęście... Co to za Bóg? On powinien mnie chronić, troszczyć się o mnie, usuwać ode mnie wszystkie nieszczęścia. Dlaczego Bóg dopuścił, aby to mnie spotkało, skoro troszczy się o innych ludzi, którzy nie chodzą do cerkwi i bluźnią Mu dzień i noc?”. Jeśli tak mówimy, to okazujemy się ślepi, uważając, że Bóg jest wobec nas w jakiś sposób zobowiązany za to, że wyświadczyliśmy Mu przysługę i chodziliśmy do Jego świątyni. Zupełnie tak, jakbyśmy po prostu tolerowali Go w naszym życiu...

Jednak musimy zrozumieć, że to my potrzebujemy Boga. On nie potrzebuje niczego. To od nas samych zależy, czy chodzimy do cerkwi, czy nie, czy zbawiamy się, czy nie, czy podążamy za Nim, czy nie. To powinno być naszą potrzebą – modlić się, uczyć się mądrości Bożej, chodzić do świątyni. Nauczmy się więc dziękować Bogu za wszystko, co mamy w życiu, ponieważ On jest naszym Ojcem, który stworzył ten świat i całe stworzenie. Kiedy nasze serce skłania się ku wdzięczności, wtedy nasza walka duchowa staje się łatwiejsza, nasze życiowe próby nabierają innego znaczenia, a nasze oczy otwierają się i zaczynamy postrzegać nasze życie inaczej – w wiecznym wymiarze Królestwa Bożego.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: monastery.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/