publicystyka: Przyszedł, aby z kręgu uczynić prostą drogę
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Przyszedł, aby z kręgu uczynić prostą drogę

hieromnich Spirydon (Dorosz) (tłum. Justyna Pikutin), 18 stycznia 2026

W imię Ojca i Syna, i Świętego Ducha!

Każdego dnia, budząc się, ciągle biegamy w kółko. Śniadanie – telefon – droga – praca – problemy – obiad – telefon – rozmowy – SMS-y – kłótnie – przyjaciele – droga – dom – kolacja – dzieci – rodzina – kłótnie – telefon – problemy – sen lub bezsenność – problemy – znowu pobudka – śniadanie – droga... Każdy może mieć swoje własne warianty, ale schemat jest ten sam.

My, chrześcijanie, nie różnimy się zbytnio od innych, tylko że do naszego schematu dodajemy modlitwy – świątynię – modlitwy – post – Eucharystię – modlitwy – post – nabożeństwa i tak dalej.

Już ponad 2000 lat temu Bóg przyszedł na ziemię w naszym ciele, chodził wśród nas nie po to, abyśmy z wieku w wiek wciąż kręcili się w kółko, przeżywając „dzień świstaka”.

Bóg przyszedł, aby przerwać bezsensowny krąg naszego życia, aby przekształcić go w linię prostą, w Drogę. Jan Chrzciciel, głosząc nad Jordanem nadejście Chrystusa, mówi słowami proroka Izajasza: „Przygotujcie drogę Pana! Prostymi czyńcie ścieżki Jego!” (Mt 3, 3).

Chrystus powiedział do apostoła Piotra: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę, ale Ja błagałem za tobą, aby wiara twoja nie ustała” (Łk 22, 31–32). Co to znaczy przesiewać jak pszenicę? Święty Makary Wielki interpretuje ten obraz w następujący sposób: „Jak pszenica w sito przesiewającego bije się i nieustannie podrzucana w nim obraca się, tak książę podstępności zajmuje wszystkich ludzi sprawami ziemskimi, wzburza ich, wprowadza w zamęt i niepokój, zmusza do przywiązywania się do próżnych myśli... ziemskimi i doczesnymi więzami, nieustannie zniewalając, dezorientując, usidlając cały grzeszny ród Adama”.

Lub, jak mówi czcigodny Ambroży z Optiny: „Kiedy przesiewa się pszenicę przez sito, rzuca się ją z jednego końca na drugi lub obraca się, tak że pszenica sama kręci się w sicie przez jakiś czas. Gdyby wrogowi pozwolono kusić wszystkich według jego woli, to zakręciłby wszystkich”.

Jesteśmy mocno przywiązani naszymi umysłami do naszych codziennych spraw, nawet podczas modlitwy czy nabożeństwa nie możemy się od nich oderwać. Bóg otwiera nam okno na wieczność, chce z nami porozmawiać, a my myślimy o jedzeniu, o rzeczach, o sąsiadach, o stojących obok, o tych, którzy coś zrobili źle, grzebiemy w naszych problemach, pokusach, których za 50–80 lat już nie będzie razem z nami, tutaj. Kusiciel umieścił nasz umysł na łańcuchu i drucie, tak jak często umieszcza się psy, aby biegały tylko na wyciągnięcie tego drutu i nie dalej, tak i my jesteśmy przywiązani umysłem do naszego kręgu życia. Sam Bóg interesuje nas tylko o tyle, o ile spełnia nasze pragnienia.

Tak, niektórym udaje się oderwać od codziennych bezsensownych kręgów. Podnoszą głowy, stawiają sobie cele: kariera, nauka, pieniądze, rodzina, jakieś osobiste osiągnięcia. Ale Salomon w Księdze Przysłów mówi: „Jest droga, która człowiekowi wydaje się słuszna, lecz końcem jej jest droga do śmierci” (Prz. 14, 12). Te cele, drogi mogą być całkiem dobre, ale kończą się tak, jak kończy się nasze życie na tej ziemi. Mamy jedną prawdziwą Drogę – jest nią Chrystus, Syn Boży. „Do Ojca nikt nie przychodzi, jeśli nie przeze Mnie” (J 14,6).

Tak więc jak postąpić? Trzeba wzgardzić wszystkim: światem, rodziną, bliskimi, pracą, zdrowiem – i zajmować się wyłącznie modlitwą i rozmową z Bogiem? Nie. Potrzebna jest hierarchia, jak we wszystkim. Bóg i relacja z Nim muszą być na pierwszym miejscu, wtedy reszta zajmie swoje miejsce i zapanuje porządek.

Dla większości z nas, chrześcijan, chrześcijaństwo to chodzenie w kółko, tylko po cerkiewnemu: od Wielkanocy do Wielkanocy, od postu do postu, od Eucharystii do Eucharystii, nie idziemy za Chrystusem, tylko chodzimy w kółko. Czytanie książek, modlitwy, chodzenie prawie codziennie do świątyni – to też nie jest droga, jeśli nie ma w niej Boga. Jeśli nie znamy Chrystusa – to nie jest Droga, ponieważ On sam jest Drogą, jak powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6). Jeśli chcemy wejść do Królestwa Bożego, musimy iść Drogą, a nie kręcić się w kółko, nie wracać do tego samego punktu, ale za każdym razem robić kolejny krok naprzód i w górę.

W Ewangelii wszyscy, którzy poznali Boga w Chrystusie, zostali wyrwani z próżności, z kręgu życia doczesnego, jak ślepi siedzący przy drodze, lub sparaliżowani, których przynoszono, lub sami, spotykając Go, porzucili wszystko i poszli za Nim. Nie chodzi o to, aby całkowicie opuścić świat, ale w sensie duchowym porzucić zgiełk w swojej głowie i sercu i uwolnić je dla Boga. Przecież nawet wśród apostołów byli tacy, którzy pozostali w świecie ze swoimi rodzinami. Ten sam apostoł z grona siedemdzisiesięciu, Filip, który miał swój dom, żonę, cztery córki, jest wspomniany w Dziejach Apostolskich (zob. Dz 21, 8).

Nazywając siebie chrześcijanami, świadczymy, że jesteśmy wędrowcami, gośćmi, wygnańcami w tym świecie. Razem z Abrahamem i innymi patriarchami żyjemy w tym świecie jak koczownicy, poszukując Niebiańskiego Miasta. Razem z niewidomymi często siedzimy przy drodze, oczekując Boga i czując Jego przejście, wołamy wraz z nimi: „Synu Dawida, zmiłuj się nad nami!”. Razem z dziećmi jerozolimskimi kładziemy szaty na drodze i witamy naszego Zbawiciela gałązkami palmowymi na drodze do Niebiańskiego Jeruzalem. Razem z Janem Chrzcicielem radujemy się, widząc Chrystusa, Który przyszedł na świat, Chrystusa, Który prostuje bezsensowny krąg w prostą Drogę. Bo On jest naszą Drogą, Prawdą i Życiem. Amen.

hieromnich Spirydon (Dorosz) (tłum. Justyna Pikutin)

za: monastery.ru

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/