publicystyka: Królestwo podzielone nie ostoi się - refleksja przed modlitwą o jedność chrześcijan
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Królestwo podzielone nie ostoi się - refleksja przed modlitwą o jedność chrześcijan

Gabriel Szymczak, 17 stycznia 2026

Zdjęcie może wcale nie przyciąga uwagi. To zwykła fotografia, po prostu dokumentująca jedną chwilę jakiegoś wydarzenia. Nie jest nawet nasza, prawosławna, choć przedstawia dzwonnicę soboru św. Mikołaja w Białymstoku. Została zrobiona w czwartek, 19 czerwca 2025 r. - w dniu święta Białostockiej Ikony Matki Bożej. Tego dnia celebrowana była świąteczna Boska Liturgia, po której rozpoczął się molebien.

Od któregoś momentu modlitwy poprzez śpiew katedralnego chóru zaczął przebijać się dźwięk trąb i werbli, coraz głośniejszy, coraz bliższy. Dopiero wtedy skojarzyłem zbieżność dat – święto naszej ikony i Boże Ciało wypadły w tym roku dokładnie tego samego dnia.

Kiedy wybrzmiewały ostatnie modlitwy w cerkwi, procesja była już pod soborem. Wtedy uderzyły cerkiewne dzwony i to właśnie ten moment został uwieczniony na fotografii. Nasze dzwony biły dla niesionego w monstrancji Najświętszego Sakramentu.

Jak później relacjonowała strona internetowa rzymskokatolickiej Archidiecezji Białostockiej, „gdy procesja przechodziła obok cerkwi św. Mikołaja, zabrzmiały z niej dzwony. Niosący Najświętszy Sakrament bp Ciereszko uczynił nim znak krzyża w stronę prawosławnej świątyni”.

Sucha, prasowa informacja. Ale pamiętam własne emocje, emocje uczestnika tej świątecznej liturgii. Chwila przejścia procesji z monstrancją i bicia dzwonów była w pewien sposób mistyczna. Oto obok cerkwi przechodził Ten, przed Którym w jej wnętrzu kilkadziesiąt minut wcześniej, po przemianie darów, fizycznie przyklękli sprawujący liturgię duchowni, a wierni głęboko skłonili swoje głowy. Ten, Którego Ciało i Krew zostały już w cerkwi spożyte, a oto nadszedł ponownie, jakby mówiąc nam wszystkim – naprawdę Ja z wami jestem przez wszystkie dni aż do skończenia wieku (Mt 28, 20). Ten, o Którym jakże pięknie mówią słowa wypowiadane przez sprawującego liturgię podczas dzielenia przemienionego Chleba Eucharystycznego: Dzielony jest i rozdzielany Baranek Boży, dzielony a niepodzielny, zawsze spożywany a nigdy nie spożyty, i uczestniczących uświęcający.

Wydawało się, że słońce świeci jaśniej, a powietrze mocniej przesycone jest radością. Żywą, Bożą Obecność czuło się wtedy jakby mocniej - i w soborze, i na ulicy, którą niesiono Ciało Chrystusa.

Jedno jest Ciało i jeden Duch, jak też jedna jest nadzieja, do której zostaliście powołani. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, działa przez wszystkich i we wszystkich (Ef 4, 4-6).

Słowa Jedno Ciało, jeden Duch, jedna nadzieja zostały wybrane jako motto tegorocznego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan (18 – 25.01.2026).

Jedno Ciało – to wołanie o nie, o jedność Kościoła, nas wszystkich gromadzi. Boli brak jego jedności, boli brak wspólnego Stołu Eucharystycznego, a nawet wspólnego rozumienia Ciała i Krwi Pańskiej. Boli, że jedno ze zdań Dziejów Apostolskich – I pozostawali wytrwale w nauczaniu apostołów, i we wspólnocie, i w łamaniu chleba, i modlitwach (Dz 2, 42) – jest tylko przywołaniem odległych, historycznych faktów, a nie opisem naszego dnia powszedniego. To boli, ale jednocześnie tym bardziej wzmacnia jedną nadzieję, że skoro u Boga wszystko jest możliwe (Mt 19, 26), to my mamy w tym kierunku podążać, Jemu pozostawiając ewentualne dokończenie dzieła.

Jeden Duch – to Jego wzywamy, by do nas przyszedł, by nas napełniał, by zstępował w sakramentach. To On jest naszym Pocieszycielem, naszym życiem – bo Duch ożywia (2 Kor 3,6). To Jego owocem są miłość, radość, pokój, wielkoduszność, życzliwość, miłosierdzie, wiara, łagodność, wstrzemięźliwość. Skoro więc żyjemy Duchem, według Ducha też postępujmy (Ga 5, 22; 25).

Jedna nadzieja – wszyscy mamy tę samą nadzieję na zbawienie w Jezusie Chrystusie, na zmartwychwstanie i życie wieczne z Nim. Wszyscy pokładamy nadzieję nie w nas samych, nie w naszych czynach, zasługach czy mądrości – ale w Bogu, który wskrzesza umarłych, który uratował nas od pewnej śmierci i ratuje, i mamy nadzieję, że nadal będzie wybawiał (2 Kor 1, 9-10).

Łączy nas tak wiele. Nawet więcej, niż myślimy, że łączy. Ślady naszej pierwotnej jedności doskonale widać w tekstach liturgicznych. Miejsca modlitw w układzie nabożeństw, ich słowa, wezwania do Boga, Jego określenia – tak wiele jest wspólnych, tak wiele brzmi tak samo, niesie to samo przesłanie. Z jednej strony to wspólne dziedzictwo niesamowicie podnosi na duchu, niejako potwierdza, iż Bożej prawdy człowiek nie jest w stanie całkowicie obalić. Ale z drugiej strony, czytając teksty prawosławne, rzymskokatolickie czy jak ostatnio, po raz pierwszy, ewangelicką Liturgię Sakramentu Ołtarza (która postawiła przed moimi oczami i obrazy z cerkwi, i te zapamiętane z dawnych lat z kościoła), czuję głęboki, wręcz fizyczny ból, że potrafiliśmy naszą jedność i naszą wspólnotę zgubić, zaprzepaścić. Bo jak nie reagować w ten sposób, czytając przepiękną modlitwę eucharystyczną Kościoła ewangelicko-augsburskiego, zakończoną słowami, którymi pierwsi chrześcijanie wzywali Chrystusa do powtórnego przyjścia:
A jak ziarno z pól w chleb zgromadzamy, a grona winne tłoczymy, aby napój wydały, tak przetwórz nasze serca i zgromadź nas w jedno z wybranymi Twymi, prorokami, apostołami, męczennikami i wszystkimi świadkami Twej sprawy dla chwały imienia Twego. Wysłuchaj nas, Ojcze, przez tegoż Syna Twojego Jezusa Chrystusa, na którego przyjście oczekujemy i wraz z całym Kościołem wszystkich czasów pokornie prosimy: Przyjdź rychło, Panie!

Na tym świecie nie jesteśmy tylko my w naszej wspólnocie, i tylko sami dla siebie. Znamienne są słowa Jezusa Chrystusa, które mocno powinniśmy pamiętać i stale mieć przed oczami:
Każde królestwo, które się podzieli, pustoszeje i żadne miasto lub dom, które się podzielą, nie ostoją się (Mt 12, 25).

Jedno Ciało – Kościół Chrystusowy – my, ludzie, podzieliliśmy. Gdyby był tworem wyłącznie ludzkim, już by go nie było. Ale nadal trwa, gdyż Bóg jest ponad nami, ponad naszymi namiętnościami, pychą, egoizmem, ponad chęcią panowania nad innymi.

To On jest Panem wszech rzeczy. Panem świata i historii. I Jego jest Kościół. A skoro od tylu już lat, jakże często mimo sprzeciwu członków własnych wspólnot wyznaniowych, są ludzie, którzy nie ustają w modlitwie o powrót do jedności (lub o jedność taką, na jaką Bóg nam pozwoli), którzy nie ustają w wezwaniach do wzajemnego szacunku i współpracy dla dobra innych – to nie jest to wybór, ale obowiązek, by mieć jedną nadzieję i dla niej pracować.

Świat, o którym tak często mówimy, że jest zły i odwrócił się od Boga, na nas patrzy. Jakie jest nasze świadectwo dla niego, jeśli nie dość, że nie jesteśmy już jedno, to jeszcze tyle mówiąc o miłości wzajemnej, ograniczamy ją wyłącznie do swoich, a innymi pogardzamy?

Zawsze gdy podczas Boskiej Liturgii padają słowa: I daj nam, abyśmy jednymi usty i jednym sercem chwalili i wysławiali najdroższe i najwspanialsze imię Twoje, Ojca, i Syna, i Świętego Ducha, teraz i zawsze, i na wieki wieków, odbieram je jako wezwanie do trwania przy tej jednej nadziei, nadziei na jedność. Jeśli nawet nie w strukturze, to w Duchu, we wspólnej modlitwie, w szacunku, miłości i życzliwości.

Jeden ze wzorów modlitwy wiernych na tegoroczny tydzień ekumeniczny to modlitwa przygotowana przez prawosławnych. Brzmi ona:

Panie, Jezu Chryste, który zstąpiłeś z nieba i stałeś się człowiekiem, harmonijnie jednocząc w sobie to, co Boże i ludzkie. Nic nie straciłeś, a wszystko zjednoczyłeś. Nic nie podporządkowałeś, a wszystko wywyższyłeś. Daj naszym Kościołom zmierzającym ku pełnej jedności nic nie tracić ze swej różnorodności i niepowtarzalności, a wzbogacać się nią i wzmacniać.

Panie, Jezu Chryste, którego Ojciec posłał na świat i który posłał dla świata Ducha Świętego, poślij nas, byśmy byli nadzieją naszych Kościołów, ich ciałem, bo Ty jesteś ich duchem. Niech staną się one świadectwem dla świata, że jedność, choć trudna, jest możliwa.


Odpowiedź wiernych na każde z tych wezwań modlitewnych to słowa: Oto nasze powołanie!

Mając więc tę jedną nadzieję, pozostaje słowem i czynem powiedzieć amen, niech tak się stanie.

Gabriel Szymczak

fotografia: Teresa Margańska (archibial.pl)

modlitwa eucharystyczna za: luteranie.pl/liturgika