publicystyka: Dziękczynienie – początek wolności
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Dziękczynienie – początek wolności

12 stycznia 2026

Przypomniała mi się jakoś i na nowo weszła w serce ewangeliczna opowieść o dziesięciu trędowatych, których spotkał i uzdrowił Chrystus. Byli chorzy na straszną, nieuleczalną chorobę, oddzieleni od ludzi, skazani na stałą izolację od życia. I oto ci trędowaci poprosili Chrystusa, aby ich uzdrowił, i Pan uczynił to. Odeszli, aby zgodnie z prawem otrzymać świadectwo swojego uzdrowienia, prawo powrotu do ludzkiego społeczeństwa i rozpoczęcia normalnego życia. A gdy otrzymali wszystko, czego pragnęli, tylko jeden z dziesięciu wrócił, aby podziękować Chrystusowi. Tylko jeden – i to Samarytanin, do których Żydzi odnosili się wrogo. I Chrystus powiedział do niego: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzież dziewięciu? Nie znalazł się nikt, kto by wrócił oddać Bogu chwałę – tylko ten cudzoziemiec? (Łk 17,17–18).

Ta ewangeliczna opowieść przypomniała się właśnie teraz, gdy po raz kolejny stoimy na progu tajemniczej, nieznanej przyszłości — zapewne dlatego, że zachowuje ona całe swoje znaczenie także w naszych czasach. Wpatrujesz się w świat, w jego nadzwyczajnie złożone życie, w ten ludzki mrówczy rój, poruszany niewiarygodną energią, i nagle uderza cię, jak mało jest w nim dziękczynienia i oddawania chwały Bogu, jak od góry do dołu przeniknięty jest strachem wszystkich przed wszystkimi, a przede wszystkim — roszczeniami i skargami, wyrzutami i oskarżeniami.

I być może właśnie ten brak dziękczynienia i oddawania chwały Bogu bardziej niż cokolwiek innego ukazuje nam całą marnotę i niewolniczą istotę życia, jakie obiecują nam nasi „mądrzy” przywódcy wraz ze wszystkimi światowymi organizatorami i rozdzielcami przyszłego szczęścia. Co prawda, domagają się oni dla siebie wdzięczności i pochwał za „mądre” kierownictwo, za każdy kawałek chleba, za każdy metr powierzchni mieszkalnej, za światło słoneczne, za dach nad głową; cały ten szary, pozbawiony radości świat obwiesili ogromnymi plakatami, wychwalającymi go jako najwyższe osiągnięcie. Lecz spójrzcie na twarze tych, którzy idą pod tymi plakatami, maszerują w tych pochodach, wykrzykują chórem te pochwalne hasła — spójrzcie i przerazicie się ich obojętnością, brakiem zaangażowania, bezdennym smutkiem!

Nie, oczywiście, nie o tę urzędową wdzięczność, nie o tę urzędową chwałę tu chodzi. To jedynie nędzna karykatura czegoś zupełnie innego, co niemal zniknęło z powierzchni ziemi. Odkąd zamknięto nad nami niebo, ogłaszając je „pustym”; odkąd autorytatywnie, w imieniu nauki, obwieszczono, że do szczęścia i pełni życia żadne niebo nie jest potrzebne — odkąd, innymi słowy, nie ma już komu dziękować całą duszą, całym umysłem, całym swoim istnieniem — odtąd, powoli, lecz nieuchronnie, zaczęło się w człowieku zmieniać samo postrzeganie życia i zaczął on stopniowo przemieniać się w niewolnika. Albowiem niewolnikiem jest ten, kto na pozór dziękuje panu za każdy kawałek chleba, a w głębi serca nienawidzi go i przeklina.

Nie, ta obojętność, to zobojętnienie widoczne na twarzach nie bierze się jedynie z osławionych „trudności życiowych”, lecz przede wszystkim z bezsensu życia, z braku tej tajemnej radości, tego głębokiego sensu, które nie zależą od chleba, wygód itp., lecz wyłącznie od dotknięcia tego, co najwyższe i czyste, od doświadczenia nieba i tego, co niebiańskie, w duszy. Prawdziwa wdzięczność, autentyczna chwała — to właśnie odpowiedź człowieka na takie doświadczenie, to właśnie świadectwo składane sobie samemu i innym o boskiej głębi życia.

Nieprzypadkowo w samym sercu chrześcijańskiego doświadczenia i wiary znajduje się nabożeństwo, które już od pierwszych dni zostało nazwane przez chrześcijan Eucharystią, to znaczy dziękczynieniem. Nie jest to błaganie, nie prośba, nie niewolniczy kult, nie strach przed karą — a więc nie to, z czego wyprowadzają religię jej nędzni wrogowie, sądzący o wszystkim na podstawie własnego doświadczenia i w dostępnych im kategoriach, lecz coś, o czym właśnie nie mają oni żadnego pojęcia, żadnego doświadczenia.

Już od dwóch tysięcy lat, niedziela po niedzieli, oczekujemy tej chwili, gdy nasza wiara, nasza miłość, całe nasze życie dosięgną tych prostych, wiecznych i ostatecznych słów: „Dzięki składajmy Panu”. Na to wezwanie odpowiadamy w imieniu całego świata, w imieniu wszystkich ludzi, w imieniu całego istnienia: „Godne to i sprawiedliwe”, i wchodzą w nasze serce ta wdzięczność i ta chwała, w których za każdym razem na nowo ożywa świat, zmartwychwstaje życie, zapala się światło, zostaje zwyciężone wszelkie niewolnictwo, przygnębienie, strach i smutek. I w tej wdzięczności stajemy się wolni, ponieważ tylko wolny potrafi dziękować, tylko przez wdzięczność przezwyciężany jest strach, tylko chwała rozpoznaje w mrocznym i przerażającym świecie obecność i moc Bożej miłości. „Godne to i sprawiedliwe!” W tych pierwszych dniach roku bada się swoje sumienie, do siebie samego kieruje się słowa Chrystusa: Dlaczego nie wrócili, aby oddać chwałę Bogu? — i na nowo odkrywa się, że w tej wolnej wdzięczności i chwale tkwi początek prawdziwego wyzwolenia, prawdziwej godności człowieka. Tam zaś, gdzie jej nie ma — panuje mrok zniewolenia i strachu, upokorzenia i bezosobowości.

o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/