Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Ukrywanie się na widoku
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 09 stycznia 2026
W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku (Mdr 3,7)
Opowiadana jest historia o świętym Makarym, który został fałszywie oskarżony przez młodą kobietę z wioski o spłodzenie dziecka. Po pobiciu i upokorzeniu przez tamtejszych mieszkańców, wrócił do swojej celi i zebrał wszystkie wykonane przez siebie maty i kosze, po czym nakazał je sprzedać, a pieniądze dał „swojej żonie”. Z czasem został oczyszczony z zarzutów.
Uczeń św. Franciszka, brat Juniper, został fałszywie oskarżony o kradzież, morderstwo i szereg innych przestępstw. Natychmiast przyznał się do winy. W ostatniej chwili za wstawiennictwem zakonników został uratowany przed powieszeniem.
Wszyscy bywamy fałszywie oskarżeni.
Może to brzmieć zaskakująco, ale większość z nas nosi w sobie pewien stały poziom umiarkowanego poczucia winy. I choć nie odważylibyśmy się posunąć tak daleko jak brat Juniper i poddać się powieszeniu, ani zgodzić się na utrzymanie dziecka, za które nie ponosimy odpowiedzialności, to jednak zazwyczaj godzimy się na pewien poziom poczucia winy i po cichu stawiamy sobie za cel poprawę.
„Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem! Co ja sobie myślałem?”
Nasze życie to dziwna mieszanka cnoty i występku. Aleksander Sołżenicyn powiedział, że granica między dobrem a złem nie przebiega między narodami, ani nawet między grupami czy jednostkami, ale w każdym ludzkim sercu. Jakaś część naszego serca oskarża drugą, i to słusznie. Ale jesteśmy też fałszywie oskarżeni.
Nasze namiętności przesłaniają nam osąd (a poczucie winy rzeczywiście może działać jak namiętność). Nie potrafimy trafnie osądzić samych siebie, ponieważ nie dostrzegamy prawdy (nawet o sobie). Z tego samego powodu nie osądzamy i nie potrafimy osądzać innych. Jesteśmy po prostu niekompetentni jako sędziowie.
Sołżenicyn ma jednak rację. Granica nie przebiega między nami, ale w nas samych. Sergiusz Bułgakow zasugerował kiedyś, że przypowieść o owcach i kozłach jest błędnie stosowana do jednostki przeciwko jednostce, a raczej powinna być odniesiona do serca każdego człowieka. Zgadza się to z przemyśleniami św. Grzegorza z Nyssy na temat zbawienia, w których sąd istnieje po to, by zniszczyć nasze grzechy i wady oraz przywrócić nam naszą prawdziwą naturę. Ten argument zostawię innym (bo wielu jest tych, którzy wygłaszają na ten temat wielkie przemowy).
Przez długi czas błądziłem w sercu, zarówno co do siebie, jak i co do innych. Jeśli wstrzymasz się z osądem, odkryjesz rozległą rzeczywistość, zarówno dobrą, jak i złą, ciemną i jasną. Nigdy nie spotkałem serca całkowicie ciemnego, choć byłem w miejscach, gdzie światło było rzeczywiście dość słabe i odizolowane. Zawsze staram się przypominać sobie, że Chrystus jest Światłością i że ciemność Go nie pokona. Chrystus jest Pasterzem światła. Wczesnochrześcijańskim tytułem dla wierzących było „dzieci światła”.
Chrystus zna swoje owce i woła każdego z nas po imieniu. Większość z nas jeszcze nie zna swoich imion. Pomaganie komuś w poznaniu jego imienia (i w poznaniu go samemu) to sztuka duszpasterska. To dzieło Jezusa.
Ci, których nie potrafimy kochać, są nam obcy. Kiedy nie potrafimy rozpoznać drugiego człowieka, jest to po prostu objaw, że widzimy go przez mrok własnego serca. Chrystus zna swoje owce i widzi prawdę o naszym istnieniu.
Ukrycie ludzkiego życia jest często przesłonięte przez nasze współczesne rozumienie. W wielu współczesnych chrześcijańskich ujęciach jesteśmy postrzegani jako intelekt z wolą. Myślimy. Wybieramy. I wielu pochopnie osądza innych z powodu ich wyborów lub myśli. W istocie, dla niektórych ostateczny wybór w życiu zastępuje wszystkie wcześniejsze wybory: „jak pada drzewo, tak leży”. To głęboko redukcjonistyczne podejście do istot ludzkich, czyniące nas płaskimi, pozbawionymi głębi poza najbardziej pobieżną powierzchnią naszych decyzji.
Pismo Święte sugeruje coś zupełnie innego. Powiedziano nam, że nasze życie jest „ukryte wraz z Chrystusem w Bogu” (Kol 3, 3). Powiedziano nam, że to, kim będziemy, „jeszcze nie okazało się” (1 J 3, 2). Powiedziano nam, że otrzymamy „nowe imię wypisane na kamieniu, którego nikt nie zna oprócz tego, kto je otrzymuje” (Ap 2, 17). To ukrycie jest podobne do innych tematów Nowego Testamentu. Sama Ewangelia jest tajemnicą, ukrytą od wieków. Chrześcijaństwo ma charakter „apokaliptyczny”, to znaczy objawicielski, ujawniający to, co ukryte.
Oczywiście, trudno jest żyć w świecie, w którym prawda o jego rzeczywistości jest ukryta.
Istnieje podejście, nieograniczone wyłącznie do chrześcijaństwa, które postrzega świadomość duchową jako „przebudzenie”.
Dlatego powiedziano: „Wstań, który śpisz, i powstań z martwych, a oświeci cię Chrystus” (Ef 5, 14).
Przebudzenie oznacza zarówno zobaczenie tego, co istnieje, jak i rozpoznanie tego, co może być ukryte. Prawdziwie czujny musi zaangażować się w coś więcej niż pobieżne spojrzenie.
Życie w świecie, którego prawda jest ukryta, często jest ciche. Znacznie bardziej naznaczone jest słuchaniem niż mówieniem. Zakłada własną niewiedzę i z zachwytem czeka na to, czego nie wie. Często jest zaskoczeniem.
Rozważmy duszę św. Makarego. Stając twarzą w twarz z fałszywym oskarżycielem, reaguje z niezwykłą pokorą i zgadza się ponieść niesprawiedliwe konsekwencje. Jaka dusza może dopuścić się czegoś takiego? Oznacza to nie tylko znoszenie ciężaru finansowego (trudnego dla mnicha z pustyni), ale także milczące znoszenie potępienia całej wspólnoty. (Ten scenariusz staje się częścią ostatecznej próby głównego bohatera w rosyjskiej powieści „Laurus”). Prawdę mówiąc, gdyby Makary działał ze szlachetnych intencji, z łatwością wyrządziłby krzywdę swojej duszy (i duszy oskarżyciela). Przeciwnie, w sobie rozpoznaje lub staje się grzesznikiem, o bycie którym jest oskarżany. Jest to prawdą, nawet w Chrystusie, gdy jest właściwie rozumiane.
Chrystus nie umiera po prostu za nas lub zamiast nas, On staje się grzechem, aby zgładzić grzech (2 Kor 5, 22). Chrystus jest bez grzechu, a jednak staje się grzechem. Nie ma nic „szlachetnego” w takim działaniu; szlachetność byłaby głęboko niesprawiedliwym oskarżeniem. To miłość wyzbywająca się samego siebie.
Święty Makary wyzbył się wszelkich roszczeń do sprawiedliwości, przyjmując fałszywe oskarżenie i tym samym niszcząc to, co było fałszywe. Przyjmuje niesprawiedliwość ukrytą w nim samym, aby Bóg mógł go usprawiedliwić swoją własną sprawiedliwością. Taka jest natura prawdziwego, ukrytego życia.
To, co najbardziej oczywiste, nigdy nie jest pełną historią, ani o nas samych, ani o innych. Chrystus zaprasza nas do pełni swojego życia, do życia w jedności z pełną historią, niezależnie od tego, jak głęboko może być ukryta. W samej głębi duszy rozbrzmiewa pieśń bezgranicznego dziękczynienia.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: PaweIwaniuk00 /orthphoto.net/
Opowiadana jest historia o świętym Makarym, który został fałszywie oskarżony przez młodą kobietę z wioski o spłodzenie dziecka. Po pobiciu i upokorzeniu przez tamtejszych mieszkańców, wrócił do swojej celi i zebrał wszystkie wykonane przez siebie maty i kosze, po czym nakazał je sprzedać, a pieniądze dał „swojej żonie”. Z czasem został oczyszczony z zarzutów.
Uczeń św. Franciszka, brat Juniper, został fałszywie oskarżony o kradzież, morderstwo i szereg innych przestępstw. Natychmiast przyznał się do winy. W ostatniej chwili za wstawiennictwem zakonników został uratowany przed powieszeniem.
Wszyscy bywamy fałszywie oskarżeni.
Może to brzmieć zaskakująco, ale większość z nas nosi w sobie pewien stały poziom umiarkowanego poczucia winy. I choć nie odważylibyśmy się posunąć tak daleko jak brat Juniper i poddać się powieszeniu, ani zgodzić się na utrzymanie dziecka, za które nie ponosimy odpowiedzialności, to jednak zazwyczaj godzimy się na pewien poziom poczucia winy i po cichu stawiamy sobie za cel poprawę.
„Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem! Co ja sobie myślałem?”
Nasze życie to dziwna mieszanka cnoty i występku. Aleksander Sołżenicyn powiedział, że granica między dobrem a złem nie przebiega między narodami, ani nawet między grupami czy jednostkami, ale w każdym ludzkim sercu. Jakaś część naszego serca oskarża drugą, i to słusznie. Ale jesteśmy też fałszywie oskarżeni.
Nasze namiętności przesłaniają nam osąd (a poczucie winy rzeczywiście może działać jak namiętność). Nie potrafimy trafnie osądzić samych siebie, ponieważ nie dostrzegamy prawdy (nawet o sobie). Z tego samego powodu nie osądzamy i nie potrafimy osądzać innych. Jesteśmy po prostu niekompetentni jako sędziowie.
Sołżenicyn ma jednak rację. Granica nie przebiega między nami, ale w nas samych. Sergiusz Bułgakow zasugerował kiedyś, że przypowieść o owcach i kozłach jest błędnie stosowana do jednostki przeciwko jednostce, a raczej powinna być odniesiona do serca każdego człowieka. Zgadza się to z przemyśleniami św. Grzegorza z Nyssy na temat zbawienia, w których sąd istnieje po to, by zniszczyć nasze grzechy i wady oraz przywrócić nam naszą prawdziwą naturę. Ten argument zostawię innym (bo wielu jest tych, którzy wygłaszają na ten temat wielkie przemowy).
Przez długi czas błądziłem w sercu, zarówno co do siebie, jak i co do innych. Jeśli wstrzymasz się z osądem, odkryjesz rozległą rzeczywistość, zarówno dobrą, jak i złą, ciemną i jasną. Nigdy nie spotkałem serca całkowicie ciemnego, choć byłem w miejscach, gdzie światło było rzeczywiście dość słabe i odizolowane. Zawsze staram się przypominać sobie, że Chrystus jest Światłością i że ciemność Go nie pokona. Chrystus jest Pasterzem światła. Wczesnochrześcijańskim tytułem dla wierzących było „dzieci światła”.
Chrystus zna swoje owce i woła każdego z nas po imieniu. Większość z nas jeszcze nie zna swoich imion. Pomaganie komuś w poznaniu jego imienia (i w poznaniu go samemu) to sztuka duszpasterska. To dzieło Jezusa.
Ci, których nie potrafimy kochać, są nam obcy. Kiedy nie potrafimy rozpoznać drugiego człowieka, jest to po prostu objaw, że widzimy go przez mrok własnego serca. Chrystus zna swoje owce i widzi prawdę o naszym istnieniu.
Ukrycie ludzkiego życia jest często przesłonięte przez nasze współczesne rozumienie. W wielu współczesnych chrześcijańskich ujęciach jesteśmy postrzegani jako intelekt z wolą. Myślimy. Wybieramy. I wielu pochopnie osądza innych z powodu ich wyborów lub myśli. W istocie, dla niektórych ostateczny wybór w życiu zastępuje wszystkie wcześniejsze wybory: „jak pada drzewo, tak leży”. To głęboko redukcjonistyczne podejście do istot ludzkich, czyniące nas płaskimi, pozbawionymi głębi poza najbardziej pobieżną powierzchnią naszych decyzji.
Pismo Święte sugeruje coś zupełnie innego. Powiedziano nam, że nasze życie jest „ukryte wraz z Chrystusem w Bogu” (Kol 3, 3). Powiedziano nam, że to, kim będziemy, „jeszcze nie okazało się” (1 J 3, 2). Powiedziano nam, że otrzymamy „nowe imię wypisane na kamieniu, którego nikt nie zna oprócz tego, kto je otrzymuje” (Ap 2, 17). To ukrycie jest podobne do innych tematów Nowego Testamentu. Sama Ewangelia jest tajemnicą, ukrytą od wieków. Chrześcijaństwo ma charakter „apokaliptyczny”, to znaczy objawicielski, ujawniający to, co ukryte.
Oczywiście, trudno jest żyć w świecie, w którym prawda o jego rzeczywistości jest ukryta.
Istnieje podejście, nieograniczone wyłącznie do chrześcijaństwa, które postrzega świadomość duchową jako „przebudzenie”.
Dlatego powiedziano: „Wstań, który śpisz, i powstań z martwych, a oświeci cię Chrystus” (Ef 5, 14).
Przebudzenie oznacza zarówno zobaczenie tego, co istnieje, jak i rozpoznanie tego, co może być ukryte. Prawdziwie czujny musi zaangażować się w coś więcej niż pobieżne spojrzenie.
Życie w świecie, którego prawda jest ukryta, często jest ciche. Znacznie bardziej naznaczone jest słuchaniem niż mówieniem. Zakłada własną niewiedzę i z zachwytem czeka na to, czego nie wie. Często jest zaskoczeniem.
Rozważmy duszę św. Makarego. Stając twarzą w twarz z fałszywym oskarżycielem, reaguje z niezwykłą pokorą i zgadza się ponieść niesprawiedliwe konsekwencje. Jaka dusza może dopuścić się czegoś takiego? Oznacza to nie tylko znoszenie ciężaru finansowego (trudnego dla mnicha z pustyni), ale także milczące znoszenie potępienia całej wspólnoty. (Ten scenariusz staje się częścią ostatecznej próby głównego bohatera w rosyjskiej powieści „Laurus”). Prawdę mówiąc, gdyby Makary działał ze szlachetnych intencji, z łatwością wyrządziłby krzywdę swojej duszy (i duszy oskarżyciela). Przeciwnie, w sobie rozpoznaje lub staje się grzesznikiem, o bycie którym jest oskarżany. Jest to prawdą, nawet w Chrystusie, gdy jest właściwie rozumiane.
Chrystus nie umiera po prostu za nas lub zamiast nas, On staje się grzechem, aby zgładzić grzech (2 Kor 5, 22). Chrystus jest bez grzechu, a jednak staje się grzechem. Nie ma nic „szlachetnego” w takim działaniu; szlachetność byłaby głęboko niesprawiedliwym oskarżeniem. To miłość wyzbywająca się samego siebie.
Święty Makary wyzbył się wszelkich roszczeń do sprawiedliwości, przyjmując fałszywe oskarżenie i tym samym niszcząc to, co było fałszywe. Przyjmuje niesprawiedliwość ukrytą w nim samym, aby Bóg mógł go usprawiedliwić swoją własną sprawiedliwością. Taka jest natura prawdziwego, ukrytego życia.
To, co najbardziej oczywiste, nigdy nie jest pełną historią, ani o nas samych, ani o innych. Chrystus zaprasza nas do pełni swojego życia, do życia w jedności z pełną historią, niezależnie od tego, jak głęboko może być ukryta. W samej głębi duszy rozbrzmiewa pieśń bezgranicznego dziękczynienia.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: PaweIwaniuk00 /orthphoto.net/