Zostań przyjacielem cerkiew.pl
To nie twój telefon jest kalendarzem
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 08 stycznia 2026
Dwa razy do roku wpadam w panikę, gdy przestawiamy zegarki o godzinę do przodu lub do tyłu. Wielokrotnie tłumaczono mi, na czym polega „zmiana czasu”, ale wciąż zastanawiam się: „Czy to jest przestawianie do tyłu, czy przestawianie do przodu”, bo jedno i drugie jest całkowicie uzasadnione. W pewnym momencie nabrałem pewności, że mój telefon wie, co robić i zrobi to automatycznie.
Nasze telefony to zegary.
Ale to Kościół dał nam zegary (w pewnym sensie). Słowo „zegar” (ang. clock) zdradza to - pochodzi od słowa oznaczającego „dzwon” (w średniowiecznym j. angielskim „clokke”). To dzwony w klasztorze sygnalizowały godziny modlitwy. Ściśle rzecz biorąc, w średniowieczu tylko mnisi musieli znać „godzinę” dnia, ponieważ „modlili się godzinami”. Jeśli chodzi o resztę świata, ważne pory dnia były oczywiste. Ranek zaczynał się od wschodu słońca, a wieczór od zachodu słońca. Poza tym, odmierzaliśmy czas wykonywaną pracą. Kiedy robiło się zbyt ciemno, by pracować, przerywaliśmy.
Klasztory, niemal wszechobecne, służyły jako „zegary” wspólnot. Kiedy dzwony wybijały swoje rytmy, wiedzieliśmy, która jest „godzina”. W pobożnej praktyce, gdy dzwony wybijały swoje godziny, mnisi się modlili, a wspólnota również robiła pauzę i się modliła – co prawda krótszymi modlitwami, ale modlitwy wyznaczały porę dnia.
„Godziny” wyznaczały dzień na wzór Chrystusa. Pierwsza godzina (6 rano) oznacza świt i modlitwę o pomoc w nadchodzących zmaganiach. Trzecia godzina (9 rano) upamiętnia zesłanie Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2, 15). Szósta godzina (południe) upamiętnia czas ukrzyżowania Chrystusa. Dziewiąta godzina (3 po południu) upamiętnia czas śmierci Chrystusa na krzyżu. Pod koniec dnia Kościół odmawia modlitwę wieczorną („…skoro doszliśmy do zachodu słońca, śpiewamy…”).
Zegary mechaniczne pojawiły się po raz pierwszy w XIII-XIV wieku w katedrach i klasztorach, napędzane były systemem ciężarków i przekładni. Były „zegarami”, ponieważ napędzały również dzwony, które sygnalizowały wezwanie do modlitwy.
Pierwszym kalendarzem było samo niebo, ponieważ położenie Słońca i gwiazd wyznaczało upływ pór roku. W starożytnych krajach wszelkiego rodzaju kalendarz nieba był podstawą rozwoju matematyki. Jego uporządkowany przebieg w ciągu roku był również postrzegany jako odzwierciedlenie boskiego porządku, który przenika samo stworzenie. To stworzenie Słońca, Księżyca i gwiazd, dnia i nocy, otwiera Księgę Rodzaju. To właśnie w tym pierwszym rozdziale dowiadujemy się o dniach kalendarzowych, cyklu siedmiu dni, które wyznaczają bicie serca, czyli rytm czasu.
Kalendarz Kościoła odzwierciedla zarówno rytm tajemnicy wiary, jak i ważne momenty w rytmie natury. Wielu w Kościele nie zdaje sobie sprawy z dni związanych z zasiewami i żniwami, choć niegdyś przenikały one kulturę Zachodu. Nasz zurbanizowany styl życia oddzielił nas od naturalnych procesów zachodzących na planecie, na której żyjemy, odzwierciedlając zamiast tego cykle koniunkturalne – Black Friday jako święto.
Myślę, że to właśnie te cykle koniunkturalne szczególnie lubimy w naszych czasach, wyobrażając sobie, że możemy nad nimi zapanować – odpierając kryzysy i wspierając podaż w drodze do dobrobytu. Nic dziwnego, że wzięliśmy na siebie zarządzanie klimatem planety.
Kiedy piszę krytycznie o nowoczesności, często jest to rozumiane w ten sposób, że opowiadam się za zniesieniem technologii i powrotem do dawnych, „prostszych” czasów. Nie interesuje mnie to, co dawne i prostsze – liczy się odzyskiwanie i praktykowanie tego, co znaczy być prawdziwie ludzkim. Można być prawdziwie ludzkim i korzystać z technologii. Ważne jest jednak, aby korzystać z niej w taki sposób, aby nie narażać na szwank naszego człowieczeństwa.
Uważam za oczywiste, że bycie prawdziwie ludzkim wymaga akceptacji środowiska, w którym żyjemy. Zwierzęta w zoo często rozwijają aberracyjne zachowania. Oderwane od naturalnego środowiska i odizolowane od niego, stają się podatne na zaburzenia psychiczne, których inaczej by nie zaobserwowano. Ludzie nie są inni. Chociaż jesteśmy bez wątpienia gatunkiem najbardziej zdolnym do adaptacji do nowych warunków, nie jesteśmy stworzeni do życia w zoo – nawet jeśli sami je stworzyliśmy. Potrzebujemy ziemi, powietrza, zwierząt, a nawet mikrobów, które są nieodłączną częścią naszego środowiska. Bez nich zaczynamy chorować. Stajemy się coraz bardziej uczuleni na otaczający nas świat. Dążenie do antyseptycznego świata jest w rzeczywistości toksyczne.
Prawdziwy kalendarz i zegar natury są gwarantami zdrowia. Uczą nas o fundamentalnych realiach świata, w którym żyjemy (i nas samych). Dobrze jest znaleźć sposoby na zaangażowanie się w te realia i odkrycie ich należnego miejsca w naszym życiu.
Konwertyci na prawosławie pochodzący z rodzin dalekich od wiary prawdopodobnie będą zaskoczeni, jak głęboko ważny dla życia Kościoła jest rytm kalendarza kościelnego i godziny dnia. Nie są to arbitralne nakazy, a tym bardziej wymagania narzucone dla samych wymagań. Są one próbą przywołania nas z powrotem do nas samych, do ziemi i gwiazd, do rytmów, które właściwie kształtowały ludzką egzystencję od niepamiętnych czasów.
„Kiedy wejrzę w niebiosa, dzieło Twoich palców,
Księżyc i gwiazdy, które Ty umocniłeś.
Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz,
Albo syn człowieczy, że go nawiedzasz?
Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów,
Chwałą i czcią uwieńczyłeś go.
I postawiłeś go nad dziełami Twoich rąk,
Wszystko poddałeś pod jego nogi.
Wszystkie owce i woły, nadto zwierzęta polne,
Ptaki niebiańskie i ryby morskie,
które przemierzają szlaki morza.
Panie, Panie nasz, jak cudowne jest Twoje imię po całej ziemi!” (Ps 8, 4–10)
o. Stepehn Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Nasze telefony to zegary.
Ale to Kościół dał nam zegary (w pewnym sensie). Słowo „zegar” (ang. clock) zdradza to - pochodzi od słowa oznaczającego „dzwon” (w średniowiecznym j. angielskim „clokke”). To dzwony w klasztorze sygnalizowały godziny modlitwy. Ściśle rzecz biorąc, w średniowieczu tylko mnisi musieli znać „godzinę” dnia, ponieważ „modlili się godzinami”. Jeśli chodzi o resztę świata, ważne pory dnia były oczywiste. Ranek zaczynał się od wschodu słońca, a wieczór od zachodu słońca. Poza tym, odmierzaliśmy czas wykonywaną pracą. Kiedy robiło się zbyt ciemno, by pracować, przerywaliśmy.
Klasztory, niemal wszechobecne, służyły jako „zegary” wspólnot. Kiedy dzwony wybijały swoje rytmy, wiedzieliśmy, która jest „godzina”. W pobożnej praktyce, gdy dzwony wybijały swoje godziny, mnisi się modlili, a wspólnota również robiła pauzę i się modliła – co prawda krótszymi modlitwami, ale modlitwy wyznaczały porę dnia.
„Godziny” wyznaczały dzień na wzór Chrystusa. Pierwsza godzina (6 rano) oznacza świt i modlitwę o pomoc w nadchodzących zmaganiach. Trzecia godzina (9 rano) upamiętnia zesłanie Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2, 15). Szósta godzina (południe) upamiętnia czas ukrzyżowania Chrystusa. Dziewiąta godzina (3 po południu) upamiętnia czas śmierci Chrystusa na krzyżu. Pod koniec dnia Kościół odmawia modlitwę wieczorną („…skoro doszliśmy do zachodu słońca, śpiewamy…”).
Zegary mechaniczne pojawiły się po raz pierwszy w XIII-XIV wieku w katedrach i klasztorach, napędzane były systemem ciężarków i przekładni. Były „zegarami”, ponieważ napędzały również dzwony, które sygnalizowały wezwanie do modlitwy.
Pierwszym kalendarzem było samo niebo, ponieważ położenie Słońca i gwiazd wyznaczało upływ pór roku. W starożytnych krajach wszelkiego rodzaju kalendarz nieba był podstawą rozwoju matematyki. Jego uporządkowany przebieg w ciągu roku był również postrzegany jako odzwierciedlenie boskiego porządku, który przenika samo stworzenie. To stworzenie Słońca, Księżyca i gwiazd, dnia i nocy, otwiera Księgę Rodzaju. To właśnie w tym pierwszym rozdziale dowiadujemy się o dniach kalendarzowych, cyklu siedmiu dni, które wyznaczają bicie serca, czyli rytm czasu.
Kalendarz Kościoła odzwierciedla zarówno rytm tajemnicy wiary, jak i ważne momenty w rytmie natury. Wielu w Kościele nie zdaje sobie sprawy z dni związanych z zasiewami i żniwami, choć niegdyś przenikały one kulturę Zachodu. Nasz zurbanizowany styl życia oddzielił nas od naturalnych procesów zachodzących na planecie, na której żyjemy, odzwierciedlając zamiast tego cykle koniunkturalne – Black Friday jako święto.
Myślę, że to właśnie te cykle koniunkturalne szczególnie lubimy w naszych czasach, wyobrażając sobie, że możemy nad nimi zapanować – odpierając kryzysy i wspierając podaż w drodze do dobrobytu. Nic dziwnego, że wzięliśmy na siebie zarządzanie klimatem planety.
Kiedy piszę krytycznie o nowoczesności, często jest to rozumiane w ten sposób, że opowiadam się za zniesieniem technologii i powrotem do dawnych, „prostszych” czasów. Nie interesuje mnie to, co dawne i prostsze – liczy się odzyskiwanie i praktykowanie tego, co znaczy być prawdziwie ludzkim. Można być prawdziwie ludzkim i korzystać z technologii. Ważne jest jednak, aby korzystać z niej w taki sposób, aby nie narażać na szwank naszego człowieczeństwa.
Uważam za oczywiste, że bycie prawdziwie ludzkim wymaga akceptacji środowiska, w którym żyjemy. Zwierzęta w zoo często rozwijają aberracyjne zachowania. Oderwane od naturalnego środowiska i odizolowane od niego, stają się podatne na zaburzenia psychiczne, których inaczej by nie zaobserwowano. Ludzie nie są inni. Chociaż jesteśmy bez wątpienia gatunkiem najbardziej zdolnym do adaptacji do nowych warunków, nie jesteśmy stworzeni do życia w zoo – nawet jeśli sami je stworzyliśmy. Potrzebujemy ziemi, powietrza, zwierząt, a nawet mikrobów, które są nieodłączną częścią naszego środowiska. Bez nich zaczynamy chorować. Stajemy się coraz bardziej uczuleni na otaczający nas świat. Dążenie do antyseptycznego świata jest w rzeczywistości toksyczne.
Prawdziwy kalendarz i zegar natury są gwarantami zdrowia. Uczą nas o fundamentalnych realiach świata, w którym żyjemy (i nas samych). Dobrze jest znaleźć sposoby na zaangażowanie się w te realia i odkrycie ich należnego miejsca w naszym życiu.
Konwertyci na prawosławie pochodzący z rodzin dalekich od wiary prawdopodobnie będą zaskoczeni, jak głęboko ważny dla życia Kościoła jest rytm kalendarza kościelnego i godziny dnia. Nie są to arbitralne nakazy, a tym bardziej wymagania narzucone dla samych wymagań. Są one próbą przywołania nas z powrotem do nas samych, do ziemi i gwiazd, do rytmów, które właściwie kształtowały ludzką egzystencję od niepamiętnych czasów.
„Kiedy wejrzę w niebiosa, dzieło Twoich palców,
Księżyc i gwiazdy, które Ty umocniłeś.
Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz,
Albo syn człowieczy, że go nawiedzasz?
Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów,
Chwałą i czcią uwieńczyłeś go.
I postawiłeś go nad dziełami Twoich rąk,
Wszystko poddałeś pod jego nogi.
Wszystkie owce i woły, nadto zwierzęta polne,
Ptaki niebiańskie i ryby morskie,
które przemierzają szlaki morza.
Panie, Panie nasz, jak cudowne jest Twoje imię po całej ziemi!” (Ps 8, 4–10)
o. Stepehn Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/