Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Jedno z najpotrzebniejszych słów
05 stycznia 2026
Εὐδοκία (gr. eudokia) / Бл҃говоле́нїе (cs. błagowolenije) to pozytywne nastawienie, upodobanie, dobra wola – i jest to, zdaje się, jedno z najważniejszych, najbardziej potrzebnych słów, jakie kiedykolwiek zabrzmiały na naszej ziemi. Zwiastowali je aniołowie w tamtą odległą noc Bożego Narodzenia: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój w ludziach dobra wola” (Łk 2,14), i od tamtej pory tak często wypowiadali je ludzie. Lecz jakkolwiek często by je wypowiadano, pozostaje ono wciąż tak samo odległe i nieosiągalne.
Wola to to, co kieruje naszymi czynami, ta funkcja naszej świadomości, dzięki której doprowadzamy własne życie do zgodności z naszymi poglądami, potrzebami i przekonaniami. O jednym człowieku mówimy, że ma „żelazną” wolę, o innym – że jego wola jest „słaba”. I wiemy, że jeśli bardzo czegoś pragniemy, to to pragnienie staje się osiągalne. Czym więc jest ta eudokia, ogłoszona i przykazana ludziom w Ewangelii? Oczywiście, jest to przede wszystkim wola skierowana ku dobru, przeniknięta dobrem.
Zwykle nasza wola wypływa z instynktu samozachowawczego, z nieustannej konieczności walki o życie albo z dążenia do sukcesu, władzy i bogactwa. Codzienne zdobywanie pożywienia, podstawowa potrzeba dachu nad głową, odpoczynku i choćby minimalnego zabezpieczenia – to jedno ze źródeł woli. A drugim jej źródłem jest pożądanie władzy i siły.
U jednego cała wola skierowana jest na to, by zachować i obronić siebie oraz to, co do niego należy; u drugiego – na to, by podporządkować sobie innych, niszcząc ich samowystarczalność.
„Wola przeciw woli, człowiek przeciw człowiekowi, siła przeciw sile” – oto formuła świata, która od wieków, na naszych oczach, zamienia go w prawdziwą dżunglę.
„Trzeba walczyć o swoje” – tak od najmłodszych uczy się dzieci. Uczy się je ćwiczyć swoją wolę, a jednocześnie oddawać ją innym – tym, którzy rzekomo kierują tą niekończącą się walką. I dlatego świat napełniony jest strachem, nieufnością i nieustanną mobilizacją woli. Czyja wola okaże się silniejsza, kto się podda i ustąpi pierwszy?
Nic więc dziwnego, że wielu, nie wytrzymując tego ciągłego napięcia, tego prawa dżungli, zaczyna w samej woli widzieć zasadę zła i głosi całkowite wyrzeczenie się jej, odrzucenie woli jako takiej. Taka jest na przykład głęboko pesymistyczna filozofia Schopenhauera, niemieckiego filozofa, przedstawiona w jego książce Świat jako wola i przedstawienie. Pod wpływem nauk dalekich Indii Schopenhauer doszedł do przekonania, że szczęście jest niemożliwe bez całkowitego wyrzeczenia się wszelkiej woli, wszystkich pragnień, że szczęście w istocie zbiega się z niebytem – z rozpłynięciem się w bezosobowej, a tym samym bezwolnej naturze, z pewnym metafizycznym samobójstwem. Hindusi nazywają ten stan „nirwaną”, co oznacza całkowity brak pragnień, odcięcie wszelkiej woli.
Tak więc naprzeciw siebie stają dwa sposoby postrzegania świata: jeden, który widzi cały świat jako nieustanną walkę woli – walkę nie o życie, lecz na śmierć; oraz drugi, który w imię wewnętrznego spokoju wyrzeka się nie tylko woli, lecz także tego, co wolę określa – czyli bycia osobą.
I oto wyjątkowość chrześcijaństwa polega na tym, że z równą stanowczością i z tą samą zdecydowaną konsekwencją odrzuca ono oba te sposoby myślenia, uznając je nie tylko za błędne, lecz także za głęboko zniekształcające naturę człowieka. Głosi ono, że człowiek jest osobą, a osoba jest tym, co chce i co ma wolę; osoba jest pragnieniem i dążeniem, a więc przede wszystkim wolą. Chrześcijaństwo głosi jednak również, że wola – jak wszystko na świecie – upadła i została wypaczona, stała się złą wolą. Niezależnie od tego, czy jest „żelazna”, czy „słaba”, pozostaje zła, ponieważ niemal zawsze skierowana jest ku sobie i pragnie dla siebie albo niewzruszonego spokoju i bezruchu, albo władzy i potęgi.
Lecz przychodzi Chrystus i mówi do chorego, udręczonego człowieka: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mt 8,3). I w świat wchodzi dobra wola – eudokia. Jest więc to ta wola, która skierowana jest ku drugiemu, a wypełniona jest mocą, światłem i radością miłości. „I chodził Jezus po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i zwiastując Ewangelię Królestwa, i lecząc wszelką chorobę i wszelką niemoc wśród ludu” (por. Mt 4,23).
Zła wola to wola oderwana od miłości, skierowana ku temu, co na miłość nie zasługuje. Albowiem w ostatecznym rozrachunku chrześcijaństwo ujawnia, że na pełną, nieskażoną, osobistą i prawdziwą miłość zasługuje tylko człowiek, tylko inna osoba. Można długo, pięknie mówić o „szczęściu ludzkości” i nie kochać człowieka. Tym pseudo-uczuciem wobec „ludzkości”, wobec „odległego” wypełniony jest świat. Lecz prawdziwa miłość jest zawsze osobista, od serca do serca, od człowieka do człowieka. I tylko taką miłością wola zostaje oczyszczona i przemieniona. I tylko w tej miłości odsłania się wreszcie to szczęście, ku któremu zawsze zmierza człowiek, którego nieustannie pragnie. To właśnie taką miłość głosi eudokia.
Ucząc wyrzekać się „siebie” i „swojego”, chrześcijaństwo mówi, że ten, kto się ich nie wyrzeka, nie może być uczniem Chrystusa. Lecz to wyrzeczenie – nie jest nirwaną, nie jest obojętnością indyjskiego ascety, który osiągnął całkowite uśmiercenie woli. To wyrzeczenie jest przemianą woli przez miłość. Albowiem wyrzekasz się siebie dla drugiego, albowiem oddajesz mu swoje życie, albowiem troszczysz się o niego, i w tej miłości i trosce, w tym oddaniu odnajdujesz nagle siebie i swoje szczęście.
O tym właśnie była wielka radość, którą zwiastowali aniołowie w noc Bożego Narodzenia, śpiewając: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój w ludziach dobra wola.”
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Wola to to, co kieruje naszymi czynami, ta funkcja naszej świadomości, dzięki której doprowadzamy własne życie do zgodności z naszymi poglądami, potrzebami i przekonaniami. O jednym człowieku mówimy, że ma „żelazną” wolę, o innym – że jego wola jest „słaba”. I wiemy, że jeśli bardzo czegoś pragniemy, to to pragnienie staje się osiągalne. Czym więc jest ta eudokia, ogłoszona i przykazana ludziom w Ewangelii? Oczywiście, jest to przede wszystkim wola skierowana ku dobru, przeniknięta dobrem.
Zwykle nasza wola wypływa z instynktu samozachowawczego, z nieustannej konieczności walki o życie albo z dążenia do sukcesu, władzy i bogactwa. Codzienne zdobywanie pożywienia, podstawowa potrzeba dachu nad głową, odpoczynku i choćby minimalnego zabezpieczenia – to jedno ze źródeł woli. A drugim jej źródłem jest pożądanie władzy i siły.
U jednego cała wola skierowana jest na to, by zachować i obronić siebie oraz to, co do niego należy; u drugiego – na to, by podporządkować sobie innych, niszcząc ich samowystarczalność.
„Wola przeciw woli, człowiek przeciw człowiekowi, siła przeciw sile” – oto formuła świata, która od wieków, na naszych oczach, zamienia go w prawdziwą dżunglę.
„Trzeba walczyć o swoje” – tak od najmłodszych uczy się dzieci. Uczy się je ćwiczyć swoją wolę, a jednocześnie oddawać ją innym – tym, którzy rzekomo kierują tą niekończącą się walką. I dlatego świat napełniony jest strachem, nieufnością i nieustanną mobilizacją woli. Czyja wola okaże się silniejsza, kto się podda i ustąpi pierwszy?
Nic więc dziwnego, że wielu, nie wytrzymując tego ciągłego napięcia, tego prawa dżungli, zaczyna w samej woli widzieć zasadę zła i głosi całkowite wyrzeczenie się jej, odrzucenie woli jako takiej. Taka jest na przykład głęboko pesymistyczna filozofia Schopenhauera, niemieckiego filozofa, przedstawiona w jego książce Świat jako wola i przedstawienie. Pod wpływem nauk dalekich Indii Schopenhauer doszedł do przekonania, że szczęście jest niemożliwe bez całkowitego wyrzeczenia się wszelkiej woli, wszystkich pragnień, że szczęście w istocie zbiega się z niebytem – z rozpłynięciem się w bezosobowej, a tym samym bezwolnej naturze, z pewnym metafizycznym samobójstwem. Hindusi nazywają ten stan „nirwaną”, co oznacza całkowity brak pragnień, odcięcie wszelkiej woli.
Tak więc naprzeciw siebie stają dwa sposoby postrzegania świata: jeden, który widzi cały świat jako nieustanną walkę woli – walkę nie o życie, lecz na śmierć; oraz drugi, który w imię wewnętrznego spokoju wyrzeka się nie tylko woli, lecz także tego, co wolę określa – czyli bycia osobą.
I oto wyjątkowość chrześcijaństwa polega na tym, że z równą stanowczością i z tą samą zdecydowaną konsekwencją odrzuca ono oba te sposoby myślenia, uznając je nie tylko za błędne, lecz także za głęboko zniekształcające naturę człowieka. Głosi ono, że człowiek jest osobą, a osoba jest tym, co chce i co ma wolę; osoba jest pragnieniem i dążeniem, a więc przede wszystkim wolą. Chrześcijaństwo głosi jednak również, że wola – jak wszystko na świecie – upadła i została wypaczona, stała się złą wolą. Niezależnie od tego, czy jest „żelazna”, czy „słaba”, pozostaje zła, ponieważ niemal zawsze skierowana jest ku sobie i pragnie dla siebie albo niewzruszonego spokoju i bezruchu, albo władzy i potęgi.
Lecz przychodzi Chrystus i mówi do chorego, udręczonego człowieka: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mt 8,3). I w świat wchodzi dobra wola – eudokia. Jest więc to ta wola, która skierowana jest ku drugiemu, a wypełniona jest mocą, światłem i radością miłości. „I chodził Jezus po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i zwiastując Ewangelię Królestwa, i lecząc wszelką chorobę i wszelką niemoc wśród ludu” (por. Mt 4,23).
Zła wola to wola oderwana od miłości, skierowana ku temu, co na miłość nie zasługuje. Albowiem w ostatecznym rozrachunku chrześcijaństwo ujawnia, że na pełną, nieskażoną, osobistą i prawdziwą miłość zasługuje tylko człowiek, tylko inna osoba. Można długo, pięknie mówić o „szczęściu ludzkości” i nie kochać człowieka. Tym pseudo-uczuciem wobec „ludzkości”, wobec „odległego” wypełniony jest świat. Lecz prawdziwa miłość jest zawsze osobista, od serca do serca, od człowieka do człowieka. I tylko taką miłością wola zostaje oczyszczona i przemieniona. I tylko w tej miłości odsłania się wreszcie to szczęście, ku któremu zawsze zmierza człowiek, którego nieustannie pragnie. To właśnie taką miłość głosi eudokia.
Ucząc wyrzekać się „siebie” i „swojego”, chrześcijaństwo mówi, że ten, kto się ich nie wyrzeka, nie może być uczniem Chrystusa. Lecz to wyrzeczenie – nie jest nirwaną, nie jest obojętnością indyjskiego ascety, który osiągnął całkowite uśmiercenie woli. To wyrzeczenie jest przemianą woli przez miłość. Albowiem wyrzekasz się siebie dla drugiego, albowiem oddajesz mu swoje życie, albowiem troszczysz się o niego, i w tej miłości i trosce, w tym oddaniu odnajdujesz nagle siebie i swoje szczęście.
O tym właśnie była wielka radość, którą zwiastowali aniołowie w noc Bożego Narodzenia, śpiewając: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój w ludziach dobra wola.”
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/