publicystyka: Dobry początek
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Dobry początek

hieromnich Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak), 31 grudnia 2025

Zbliżając się ponownie do początku nowego roku, dobrze jest, abyśmy jako chrześcijanie skorzystali z okazji do autorefleksji, aby z modlitwą przeanalizować, jak żyjemy i czy czynimy to w świetle Ewangelii Chrystusa. Tak jak my, prawosławni chrześcijanie, modlimy się każdego wieczoru słowami św. Jana Chryzostoma: „Jeśli nic dobrego nie uczyniłem przed Tobą, to jednak daj mi z Twojej łaskawości rozpocząć dobre dzieło”, tak i powinniśmy modlić się w ostatnich godzinach roku, który dobiega końca.

Ale jak właściwie powinniśmy badać samych siebie i jak najlepiej możemy – z pomocą Bożej łaski – dążyć do takiego dobrego początku? Jak naprawdę wygląda „dobry początek” w życiu chrześcijańskim? Aby uzyskać odpowiedzi na te pytania, proponuję najpierw zastanowić się nad początkiem samej Ewangelii.

Po Objawieniu Chrystusa nad rzeką Jordan (które wkrótce ponownie będziemy świętować) i czterdziestu dniach postu na pustyni (który wkrótce ponownie naśladować będziemy w okresie Wielkiego Postu), rozpoczął On głoszenie Ewangelii słowami: „Nawracajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios” (Mt 4, 17). Choć słowa te są niezwykle dobrze znane, są również niezwykle słabo rozumiane. Chrystus nie nakazał po prostu swojemu ludowi zaprzestania grzechów – jak czynili to niezliczeni moraliści od niepamiętnych czasów. Nie nauczał też jedynie, że po śmierci ludzkość czeka jakaś nieokreślona, przyszła szczęśliwość – do czego wielu nam współczesnych sprowadziło naszą religię. Nie, Chrystus głosił pokutę, bo bliskie jest Królestwo Niebieskie.

Prawdą jest, że my, prawosławni, jesteśmy – bardziej niż większość współczesnych chrześcijan – skłonni zrozumieć (przynajmniej intelektualnie), że pokuta nie oznacza zasadniczo poczucia winy za popełnione grzechy, ani nawet zaprzestania grzeszenia w przyszłości. Prawdopodobnie wiemy, że słowo „pokuta” jest (dość wątpliwym) tłumaczeniem greckiego słowa μετάνοια, „metanoia”, oznaczającego dosłownie „zmienić czyjś nous” – czyli zmienić nasz fundamentalny sposób pojmowania rzeczywistości. Ale jak zauważył kiedyś metropolita Jonah (Paffhausen), my, współcześni Amerykanie – niezależnie od naszej formalnej przynależności religijnej – wszyscy jesteśmy w pewnym sensie południowymi baptystami. Oznacza to, że nasza kultura zaszczepiła w naszej podświadomości wspólne ramy religijne – i dlatego, kiedy słyszymy, jak Chrystus i Jego Kościół używają słów takich jak „pokuta”, na jakimś głębokim poziomie naprawdę słyszymy, co nasza kultura nauczyła nas o ich znaczeniu.

I tak – bez względu na to, jak dobre są nasze intencje i jak poprawne mogą być nasze formalne przekonania teologiczne – kiedy słyszymy kogoś takiego jak św. Izaak Syryjczyk mówiący: „To życie zostało ci dane dla pokuty; nie marnuj go na daremne dążenia”, tak naprawdę słyszymy coś w rodzaju: „Powinieneś spędzić całe swoje życie na ziemi, czując się źle ze sobą, zamiast czerpać z tego radość”. To – delikatnie mówiąc – nie jest najbardziej inspirująca filozofia, według której można żyć.

Nie chodzi o to, że nasze kulturowe pojęcie pokuty jest całkowicie błędne; raczej o to, że tak wiele w nim brakuje. A przede wszystkim brakuje, najprościej rzecz ujmując, powodu, dla którego sam Chrystus je podał: „Przybliżyło się Królestwo Niebieskie”. I naprawdę miał na myśli, że jest ono bliskie. Nie przyszedł po to, by po prostu wyjaśnić nam jakiś kosmiczny system prawny opartych na zasługach nagród i kar, mający niewiele wspólnego z tu i teraz, i którego nikt z nas nie doświadczy aż do życia pozagrobowego. Nie - przyszedł, aby dać wzrok niewidomym i życie umarłym, „aby wylać Ducha swego na każde ciało” (por. Dz 2, 17).

Przyszedł, aby uczynić nas bogami z łaski.

To właśnie tą „przemianą serca” Chrystus przyszedł obdarzyć ludzkość dobrowolnie; to właśnie tę przemianę bytu otrzymaliśmy na tej ziemi, aby ją nabyć. I nie należy ona po prostu do jakiejś odległej przyszłości; zaczyna się tu i teraz, wraz z naszym chrztem, tak jak Chrystus rozpoczął jej głoszenie od własnego chrztu. Wchodzimy coraz głębiej w tę rzeczywistość z każdą modlitwą, którą odmawiamy, z każdym śpiewanym hymnem, a nade wszystko w każdej z tych najświętszych chwil, gdy spożywamy i pijemy Ciało i Krew Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa. Ta rzeczywistość, choć być może niewidoczna dla naszych cielesnych oczu, jaśnieje jednak mistycznie i jasno w każdej cerkwi, każdym monasterze i każdym kąciku ikon na całym świecie – niezależnie od tego, jak skromny czy zwyczajny jest ich zewnętrzny wygląd. I ta rzeczywistość żyje i oddycha w każdej osobie, którą spotykamy – bo prawda jest taka, że każdy z nas, bez względu na to, jak okropne, straszne i wszechogarniające są nasze grzechy, nosi w sobie niezatarty obraz Boga.

Nie oznacza to jednak, że skrucha nie powinna być czymś bolesnym; wręcz przeciwnie, jak mogłaby nie wywołać najgłębszego smutku, gdybyśmy zrozumieli, jak wielkie są bogactwa, które roztrwoniliśmy (i nadal trwonimy), i jak błahe są drobiazgi, których się kurczowo trzymaliśmy (i nadal trzymamy)? A jednak wraz z takim smutkiem musi pojawić się również przytłaczająca radość i nieskończona wdzięczność, gdy – niczym syn marnotrawny z przypowieści – widzimy, jak nasz Ojciec Niebieski wciąż wybiega nam naprzeciw i obejmuje nas, by przyodziać nas w swoje najpiękniejsze szaty i dać nam to, co najlepsze ze wszystkiego, co ma, choć uczyniliśmy mniej niż nic, by na to zasłużyć i choć wciąż jesteśmy tak bardzo daleko od domu.

Tak więc rzeczywiście ze smutkiem, ale tym bardziej z wdzięcznością i radością, powinniśmy czynić dobry początek pokuty w nadchodzącym roku, naśladując św. Pawła, który powiedział: „Jedno zaś [czynię]: zapominając o tym, co za mną, sięgam po to, co przede mną, z gorliwością biegnę ku w zaszczycie będącemu niebiańskiemu powołaniu Bożemu w Chrystusie Jezusie” (Flp 3, 13-14). A w innym miejscu: „Odrzucając cały ciężar i zwodzący nas łatwo grzech, wytrwale biegnijmy w zmaganiach, które są przed nami. Patrząc na Tego, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala, Jezusa, który zamiast trwać przy należnej Mu radości, przecierpiał krzyż, za nic poczytując hańbę, i zasiadł po prawicy Tronu Bożego” (Hbr 12, 1-2). I wreszcie, nie przestawajmy mieć radości Krzyża przed oczami naszych serc, „aż dostąpimy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, w męża doskonałego, na miarę dojrzałości pełni Chrystusowej. Abyśmy nie byli już niemowlętami, kołysanymi i miotanymi wszelkim wiatrem nauczania kłamliwej gry ludzkiej, podstępem wprowadzani w zbłądzenie, lecz będąc szczerzy w miłości, wzrastajmy we wszystkim ku Temu, który jest Głową, Chrystusem” (Ef 4, 13-15).

Zaprawdę, to „dobroć Boża prowadzi cię do nawrócenia” (Rz 2, 4); „spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo” (Łk 12, 32). Amen.

hieromnich Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Remembering Sion

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/