Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Rozdarcie sieci kłamstwa
29 grudnia 2025
„Świat leży w mocy złego” (por. 1 J 5,19). Jak nie przypomnieć sobie tych słów świętego Jana Teologa z Nowego Testamentu, patrząc na wszystko, co dzieje się na świecie. Oczywiście, w pewnym sensie świat zawsze leżał w złu: silni zawsze pożerali słabych, zawsze było wiele niesprawiedliwości, cierpienia i okrucieństwa. Jednak w naszym świecie, w naszych czasach, jest coś takiego, co wyróżnia je spośród wszystkich innych epok, co sprawia, że triumfujące w nim zło jest szczególnie przerażające. Tym czymś jest ta straszna fałszywość i dwuznaczność, za którymi kryjąc się, zło w naszych czasach podaje się za dobro.
Gdy jakiś Czyngis-chan podbijał narody, palił miasta i swoją dziką siłą niszczył całe królestwa, nie usprawiedliwiał się. Nie ogłaszał całemu światu, że kogoś „wyzwala”, komuś „pomaga” ani że w ogóle działa w zgodzie z wyższą moralnością i logiką procesu historycznego. Podbój nazywano podbojem, zniewolenie – zniewoleniem, a niewolę – niewolą. I od niewolnika nie wymagano wówczas, by co chwila oświadczał, że jest wolny, a od prześladowanego – że nie jest prześladowany. Dlatego też okrucieństwa było być może nawet więcej, lecz kłamstwa i obłudy, dosłownie rozkładających współczesny świat, było o wiele mniej. Tymczasem dla każdego człowieka – to znaczy nie dla abstrakcyjnej ludzkości, lecz dla każdej konkretnej i niepowtarzalnej osoby – to kłamstwo, ta obłuda są tysiąc, milion razy straszniejsze niż samo zło, które nie podaje się za dobro.
W Ewangelii powiedziano: „Jaka bowiem korzyść dla człowieka, jeśli zyska cały świat, a na swej duszy poniesie szkodę?” (Mt 16,26). To, co dzieje się teraz, wyrządza duszy człowieka – czyli jego wewnętrznej integralności, a lepiej powiedzieć: samemu jego człowieczeństwu – nieodwracalnie straszliwą krzywdę. Tak, człowiek coraz bardziej zbliża się do tego, by zdobyć cały świat, i nie ma granic jego pewności siebie ani samozadowolenia. I oto, jakkolwiek strasznie o tym pomyśleć, ten samozadowolony świat coraz bardziej zaczyna przypominać ogromne więzienie, w którym więźniom nakazuje się bezustannie krzyczeć, jacy są wolni i szczęśliwi. A jeśli długo o tym krzyczysz, to prędzej czy później sam zaczniesz wierzyć, że tak właśnie jest. A gdy człowiek, zobaczywszy na bramie więzienia napis „Wolność”, wierzy temu napisowi, oznacza to, że jego dusza została okaleczona.
Właśnie przed takim niebezpieczeństwem stoimy i doprowadziły nas do niego dziesięciolecia kłamstwa. Tego kłamstwa, w którym słowom nadaje się znaczenie odwrotne do pierwotnego; tego kłamstwa, w którym propaganda, czyli bezpośrednie wypaczenie prawdy, staje się główną, jeśli nie jedyną, bronią. A gdy to zrozumiemy, staje się jasne również, dlaczego głównym wrogiem tej propagandy niezmiennie pozostaje religia, dlaczego Ewangelia – niewielka księga, mówiąca jedynie o miłości i cierpliwości, miłosierdziu i współczuciu, przebaczeniu i łagodności – okazuje się dla sprawujących władzę straszniejsza niż wszystko inne.
Nie łudźmy się: Ewangelia wcale nie jest skierowana wyłącznie do wierzących. Wiara jest tajemnicą duszy, osobistym darem, którego nie da się narzucić przymusem. Lecz nauka Chrystusa, zapisana w Ewangelii, nawet niezależnie od osobistej wiary posiada swoje obiektywne znaczenie. I to właśnie ono stanowi śmiertelne zagrożenie dla wszystkich, którzy rządzą na ziemi za pomocą kłamstwa. Albowiem obiektywna treść Ewangelii polega na tym, że głosi ona prawdę stojącą ponad wszelkimi partykularnymi interesami i kalkulacjami jako jedyną podstawę prawdziwie ludzkiego życia.
Już od dwóch tysięcy lat Chrystus nieustannie jakby mówi ludziom: bez prawdy nic wam się nie uda, niczego nie osiągniecie. Ponad każdym ludzkim twierdzeniem, ponad każdym naszym słowem i czynem wznosi się On jako żywa prawda, odsłaniając i osądzając wszelkie ich kłamstwo. Oto buduje się potężne imperium, a na jego ołtarzu składa się w ofierze całe pokolenia, całe narody. Skąd wiemy, że jest ono budowane na kłamstwie i dlatego nie ma w sobie prawdziwego fundamentu? Od Chrystusa.
Albowiem polityk, ekonomista, filozof, patriota, zwykły obywatel – każdy ze swojego punktu widzenia, każdy w swojej perspektywie przyjmie to kłamstwo i pogodzi się z nim. Polityk odwoła się do logiki dziejów świata, do interesów jakiejś klasy lub bloku militarnego. Filozof dowiedzie, że to imperium opiera się na „najbardziej postępowej” ideologii i dlatego ma prawo do „taktycznego kłamstwa”. Patriota powie, że wielkość i chwała Ojczyzny są ponad wszystkim. A zwykły człowiek uzna, że „bliższa ciału koszula niż sukmana”, i dlatego nie warto ryzykować swojego małego, codziennego dobrobytu.
Lecz oto – Chrystus… Wystarczy raz w Niego się wpatrzyć, raz wniknąć w Jego naukę, aby w pył rozpadły się wszelkie chytre argumenty i usprawiedliwienia, a do naszej świadomości i do naszego sumienia weszła nieprzekupna prawda. Jaka bowiem korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a na swej duszy poniesie szkodę? Jaka korzyść z imperiów zbudowanych na brutalnej sile, gdzie jedynym argumentem są czołgi? Jaka korzyść z ideologii, która sprowadza człowieka do roli nawozu dla bezosobowego kolektywu? Jaka korzyść z patriotyzmu, który zamyka oczy na dobro i zło? I jaka korzyść z drobnego, mieszczańskiego szczęścia w świecie przenikniętym strachem, nienawiścią i groźbami?
„Słyszeliście, że powiedziano przodkom… A Ja wam powiadam…” (Mt 5,21–22) – tak naucza Chrystus. Naucza, aby zawsze i wszędzie szukać prawdy i przez nią odnajdywać tę radość, której nikt nie zdoła odebrać i która jako jedyna daje nam prawdziwe, a nie pozorne szczęście.
Dlatego uczeń Chrystusa mógł powiedzieć: „Nic nie mamy, a wszystko posiadamy” (2 Kor 6,10). Ten, kto posiada prawdę, kto czyni ją codziennie, w każdej godzinie miarą wszystkich swoich czynów, wszystkich myśli, całego życia, ten naprawdę posiada wszystko, bo niczego się nie lęka. W słynnym monologu Borysa Godunowa u Puszkina nieszczęsny car mówi o sumieniu: „Lecz jeśli w nim jedna plama przypadkiem się zrodzi, dusza spłonie”.
W naszym świecie dusza spala się w ogniu kłamstwa i obłudy. I tylko powrót do prawdy – powrót przede wszystkim osobisty – może przerwać tę straszliwą pajęczynę kłamstwa. I pojedynczy ludzie wszędzie już ten powrót rozpoczęli, a od każdego z nas zależy, czy odważnie i bez lęku pójdziemy za nimi.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Gdy jakiś Czyngis-chan podbijał narody, palił miasta i swoją dziką siłą niszczył całe królestwa, nie usprawiedliwiał się. Nie ogłaszał całemu światu, że kogoś „wyzwala”, komuś „pomaga” ani że w ogóle działa w zgodzie z wyższą moralnością i logiką procesu historycznego. Podbój nazywano podbojem, zniewolenie – zniewoleniem, a niewolę – niewolą. I od niewolnika nie wymagano wówczas, by co chwila oświadczał, że jest wolny, a od prześladowanego – że nie jest prześladowany. Dlatego też okrucieństwa było być może nawet więcej, lecz kłamstwa i obłudy, dosłownie rozkładających współczesny świat, było o wiele mniej. Tymczasem dla każdego człowieka – to znaczy nie dla abstrakcyjnej ludzkości, lecz dla każdej konkretnej i niepowtarzalnej osoby – to kłamstwo, ta obłuda są tysiąc, milion razy straszniejsze niż samo zło, które nie podaje się za dobro.
W Ewangelii powiedziano: „Jaka bowiem korzyść dla człowieka, jeśli zyska cały świat, a na swej duszy poniesie szkodę?” (Mt 16,26). To, co dzieje się teraz, wyrządza duszy człowieka – czyli jego wewnętrznej integralności, a lepiej powiedzieć: samemu jego człowieczeństwu – nieodwracalnie straszliwą krzywdę. Tak, człowiek coraz bardziej zbliża się do tego, by zdobyć cały świat, i nie ma granic jego pewności siebie ani samozadowolenia. I oto, jakkolwiek strasznie o tym pomyśleć, ten samozadowolony świat coraz bardziej zaczyna przypominać ogromne więzienie, w którym więźniom nakazuje się bezustannie krzyczeć, jacy są wolni i szczęśliwi. A jeśli długo o tym krzyczysz, to prędzej czy później sam zaczniesz wierzyć, że tak właśnie jest. A gdy człowiek, zobaczywszy na bramie więzienia napis „Wolność”, wierzy temu napisowi, oznacza to, że jego dusza została okaleczona.
Właśnie przed takim niebezpieczeństwem stoimy i doprowadziły nas do niego dziesięciolecia kłamstwa. Tego kłamstwa, w którym słowom nadaje się znaczenie odwrotne do pierwotnego; tego kłamstwa, w którym propaganda, czyli bezpośrednie wypaczenie prawdy, staje się główną, jeśli nie jedyną, bronią. A gdy to zrozumiemy, staje się jasne również, dlaczego głównym wrogiem tej propagandy niezmiennie pozostaje religia, dlaczego Ewangelia – niewielka księga, mówiąca jedynie o miłości i cierpliwości, miłosierdziu i współczuciu, przebaczeniu i łagodności – okazuje się dla sprawujących władzę straszniejsza niż wszystko inne.
Nie łudźmy się: Ewangelia wcale nie jest skierowana wyłącznie do wierzących. Wiara jest tajemnicą duszy, osobistym darem, którego nie da się narzucić przymusem. Lecz nauka Chrystusa, zapisana w Ewangelii, nawet niezależnie od osobistej wiary posiada swoje obiektywne znaczenie. I to właśnie ono stanowi śmiertelne zagrożenie dla wszystkich, którzy rządzą na ziemi za pomocą kłamstwa. Albowiem obiektywna treść Ewangelii polega na tym, że głosi ona prawdę stojącą ponad wszelkimi partykularnymi interesami i kalkulacjami jako jedyną podstawę prawdziwie ludzkiego życia.
Już od dwóch tysięcy lat Chrystus nieustannie jakby mówi ludziom: bez prawdy nic wam się nie uda, niczego nie osiągniecie. Ponad każdym ludzkim twierdzeniem, ponad każdym naszym słowem i czynem wznosi się On jako żywa prawda, odsłaniając i osądzając wszelkie ich kłamstwo. Oto buduje się potężne imperium, a na jego ołtarzu składa się w ofierze całe pokolenia, całe narody. Skąd wiemy, że jest ono budowane na kłamstwie i dlatego nie ma w sobie prawdziwego fundamentu? Od Chrystusa.
Albowiem polityk, ekonomista, filozof, patriota, zwykły obywatel – każdy ze swojego punktu widzenia, każdy w swojej perspektywie przyjmie to kłamstwo i pogodzi się z nim. Polityk odwoła się do logiki dziejów świata, do interesów jakiejś klasy lub bloku militarnego. Filozof dowiedzie, że to imperium opiera się na „najbardziej postępowej” ideologii i dlatego ma prawo do „taktycznego kłamstwa”. Patriota powie, że wielkość i chwała Ojczyzny są ponad wszystkim. A zwykły człowiek uzna, że „bliższa ciału koszula niż sukmana”, i dlatego nie warto ryzykować swojego małego, codziennego dobrobytu.
Lecz oto – Chrystus… Wystarczy raz w Niego się wpatrzyć, raz wniknąć w Jego naukę, aby w pył rozpadły się wszelkie chytre argumenty i usprawiedliwienia, a do naszej świadomości i do naszego sumienia weszła nieprzekupna prawda. Jaka bowiem korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a na swej duszy poniesie szkodę? Jaka korzyść z imperiów zbudowanych na brutalnej sile, gdzie jedynym argumentem są czołgi? Jaka korzyść z ideologii, która sprowadza człowieka do roli nawozu dla bezosobowego kolektywu? Jaka korzyść z patriotyzmu, który zamyka oczy na dobro i zło? I jaka korzyść z drobnego, mieszczańskiego szczęścia w świecie przenikniętym strachem, nienawiścią i groźbami?
„Słyszeliście, że powiedziano przodkom… A Ja wam powiadam…” (Mt 5,21–22) – tak naucza Chrystus. Naucza, aby zawsze i wszędzie szukać prawdy i przez nią odnajdywać tę radość, której nikt nie zdoła odebrać i która jako jedyna daje nam prawdziwe, a nie pozorne szczęście.
Dlatego uczeń Chrystusa mógł powiedzieć: „Nic nie mamy, a wszystko posiadamy” (2 Kor 6,10). Ten, kto posiada prawdę, kto czyni ją codziennie, w każdej godzinie miarą wszystkich swoich czynów, wszystkich myśli, całego życia, ten naprawdę posiada wszystko, bo niczego się nie lęka. W słynnym monologu Borysa Godunowa u Puszkina nieszczęsny car mówi o sumieniu: „Lecz jeśli w nim jedna plama przypadkiem się zrodzi, dusza spłonie”.
W naszym świecie dusza spala się w ogniu kłamstwa i obłudy. I tylko powrót do prawdy – powrót przede wszystkim osobisty – może przerwać tę straszliwą pajęczynę kłamstwa. I pojedynczy ludzie wszędzie już ten powrót rozpoczęli, a od każdego z nas zależy, czy odważnie i bez lęku pójdziemy za nimi.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Беседы на Радио "Свобода" : [в 2 т.] / протопресвитер Александр Шмеман ; [сост.: Юрий Терентьев]. - Москва : Православный Свято-Тихоновский гуманитарный ун-т, 2009-. / Т. 2. - 2009. - 541 с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/