publicystyka: Wdzięczność - nasza tajna broń
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Wdzięczność - nasza tajna broń

igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak), 21 grudnia 2025

Dzisiejsza Ewangelia, mówiąc wprost, opowiada o wdzięczności. Jej przesłanie możemy streścić dość łatwo: Wdzięczność to rzadka cecha, ale Chrystus ją chwali, a wdzięczność za wszystko, co otrzymaliśmy od Boga, prowadzi do głębszej relacji z Nim i do nowych, lepszych rzeczy.

Wdzięczność to cnota, ale to także cecha, wartość, którą możemy pielęgnować, i można ją również opisać jako uczucie. Rozważmy przez chwilę wdzięczność w sposób metaforyczny. Wdzięczność jest niczym niezwykle silny i reaktywny pierwiastek występujący w naturze. Jedna kropla tego pierwiastka wystarczy, by wpłynąć na wszystko, z czym się zetknie. A w arsenale naszego życia duchowego jest potężną tajną bronią – bronią „nuklearną” przeciwko całej masie namiętności. Wdzięczność to pogromca przygnębienia, zmiękczacz zatwardziałego serca, dawca duchowej perspektywy, oczyszczacz trudnych wspomnień, balsam na irracjonalny gniew i hamulec dla nadmiernych pragnień. To również największa pomoc dla nas, gdy rozpoczynamy akt modlitwy. Starzec Józef Hezychasta w swoich listach do zmagającego się z trudnościami pustelnika radził mu, aby rozpoczynał swoje czuwanie modlitewne myślami pełnymi wdzięczności. Starzec Józef radził mnichowi, aby zaczął od przyjrzenia się najbardziej podstawowym rzeczom w swoim życiu, które być może zaczął uważać za oczywiste – aby podziękował Bogu za to, że od młodości znał Ewangelię chrześcijańską, że miał okazję poznać i żyć Prawdziwą Wiarą oraz że miał możliwość zostać mnichem i zbliżyć się do Boga poprzez swoje monastyczne zmagania. Starzec powiedział, że z tego wieczornego ćwiczenia wdzięczności przyjdzie ciepło i zmiękczenie serca, po którym modlitwa stanie się łatwiejsza.

Każdy człowiek w naszej wspólnocie przekracza drzwi świątyni każdego dnia z innym ciężarem. Jeden czuje, że nigdy nie pokona namiętności, które rządzą nim od rana do wieczora i ranią jego serce każdego dnia, i z tego powodu jest przygnębiony. Inny odczuwa presję ze strony rodziny, by robić lub być kimś innym – a ten ciężar może być dość złożony, pełen warstw wstydu, osądu i frustracji po obu stronach sporu. Inny właśnie popadł w konflikt z jednym z braci, a nawet z ojcem duchowym, a może nawet w całą serię konfliktów, i pogrążony w żałobie, nie jest pewien, czy będzie w stanie się ukorzyć. Inny jest przytłoczony słabością fizyczną, starością i chorobą, zastanawia się, jak dalej będzie żyć i popada w przygnębienie. Inny czuje, że jego umysł jest niestabilny i smuci się z powodu niezdolności do kontrolowania myśli i czynów. Jeszcze inny całkowicie żałuje swojego losu od urodzenia i nie może pojąć, jak Bóg mógł pozwolić na cierpienie i niepokój, których doświadczał przez te wszystkie lata. Jeszcze inny czuje się po prostu przepracowany, a jego posłuszeństwo stało się dla niego ciężarem pozornie nie do zniesienia. Każdy z nas ma inne problemy i czasami każdy z nas zmaga się z innym ciężarem każdego dnia, w zależności od okoliczności. Jakie mamy możliwości? Możemy szukać winnego w kimś innym. To może sprawić, że poczujemy się chwilowo trochę lepiej, ale tak naprawdę niczego nie rozwiązuje, a to jest destrukcyjny wybór. Możemy wybrać pogłębiające się przygnębienie, do tego stopnia, że ​​gdy już osiągniemy dno, nie będziemy w stanie ruszyć się z łóżka ani z krzesła i nie będziemy w stanie wykrzesać z głębi serca ani jednej szczerej modlitwy. Mamy wolność wyboru tych destrukcyjnych zachowań – Bóg nas nie powstrzyma, tak jak nie powstrzymał dziewięciu trędowatych przed odejściem bez okazania wdzięczności. Ale istnieje inna droga, droga wdzięczności, i możemy ją wybrać w każdej sytuacji, 24 godziny na dobę. Jeśli całkowicie wierzymy w Bożą Opatrzność, a naszym celem jest całkowita komunia z Bogiem i czujność wobec siebie 24 godziny na dobę, to za każdym razem, gdy napotkamy wyzwanie – destrukcyjną myśl, potencjalny konflikt, słabość fizyczną lub uwodzicielską pokusę, możemy się zatrzymać i zobaczyć, że Bóg pokazuje nam, co naprawdę mamy w sobie, poprzez silny impuls, który odczuwamy, by ulec temu wyzwaniu lub pokusie. Czyż nie jest darem zobaczyć, kim naprawdę jesteśmy? Możemy dziękować Bogu za to, mówiąc do Niego: „Dziękuję Ci, że przez to wyzwanie lub pokusę pokazałeś mi, gdzie jestem i kim jestem. Wybacz mi. Dziękuję. Kocham Cię”.

Następnie możemy zacząć żarliwie i szczerze się modlić, a modlitwa jest osłodzona tymi pokornymi słowami, tak przepełnionymi dziecięcą wdzięcznością. Całkiem możliwe, że po tym wszystkim możemy całkowicie zapomnieć, czym w ogóle była ta pokusa lub wyzwanie. Chodzi o to, że jeśli stale odczuwamy wdzięczność wobec Boga, to każda rzecz, którą napotykamy, jest darem od Niego (nawet jeśli przychodzi w brudnym, brzydkim pudełku), który ma potencjał pogłębienia naszej komunii z Nim i naszego zrozumienia siebie i naszego prawdziwego stanu. A kiedy spojrzymy wstecz na nasze życie, na wszystkie pokonane trudności, pokusy i wyzwania, na radości i smutki, ciemność i światło, które napotkaliśmy, czy naprawdę możemy dojść do punktu, w którym będziemy dziękować Bogu za wszystko? Musimy do tego dojść, jeśli naprawdę chcemy odczuwać głęboką wdzięczność za Bożą Opatrzność w naszym życiu. Ta wdzięczność otworzy drzwi naszego serca na miłość, radość, pokój, pokorę i wszelkie dobro w Chrystusie Jezusie, naszym Panu. Amen.

igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)

za: holycross.org

fotografia: Vit4570 /orthphoto.net/