publicystyka: U Boga są rzeczy małe, ale nie ma błahych
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

U Boga są rzeczy małe, ale nie ma błahych

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin), 20 grudnia 2025

Wstawałam o 5 rano, aby zdążyć z poranną modlitwą i innymi głęboko osobistymi sprawami, zanim obudzą się moi rodzice, nagle zmizerniali i bardzo chorzy; ojciec przeżywał ostatnie miesiące życia. Musiałam opuścić miasto, przenieść się do rodzinnej wsi, ograniczyć swoją twórczość, na długo zrezygnować z podróży, nawet tych niedalekich. W naszej stepowej wsi nie ma prawosławnej cerkwi; czernieje ona otworami okien opuszczonych domów i znajduje się w stanie ekologicznej katastrofy: wyschło w niej – również ze starości – jedyne jezioro. Bez nawadniania na moich oczach zginął nasz wielki, jeszcze dziadkowy sad... Bardzo cierpiałam z tych wszystkich powodów razem wziętych.

Ale właśnie w tych dniach zrozumiałam, jak ważne, jak niezbędne jest, aby w naszej codziennej modlitwie była obecna wdzięczność Bogu i wychwalanie Go. Dlaczego to ważne? Ponieważ jeśli tylko prosimy Boga o cokolwiek, ale nie dziękujemy Mu i nie wychwalamy Go, to znaczy, że On istnieje oddzielnie od nas, gdzieś tam, poza granicami świata materialnego, w „pięknej dalekiej rzeczywistości”; to znaczy, że jest dla nas tylko potencjalną możliwością, tylko kruchą nadzieją: czy nas wysłucha, odpowie, pomoże, czy nie...

A kiedy Mu dziękujemy, kiedy cieszymy się, że On jest, to znaczy, że On już jest obecny w naszym życiu; że On – nie „być może kiedyś pomoże”, ale jest z nami teraz – we wszystkich naszych wydarzeniach, zarówno radosnych, jak i gorzkich; a my o tym wiemy, odpowiadamy Mu sercem, i wychwalamy Go. I pamiętamy, że On posiada moc, aby zamienić nasz płacz w radość serca – nawet jeśli nie dzieje się to właśnie teraz.

Święty Nektariusz, metropolita Pentapolis, pisał:
„Człowiek został stworzony, aby wielbić Boga. To zadanie jest godne jego osoby. Tylko to może odkryć jego duchową istotę. Tylko to uzasadnia jego wyjątkową pozycję w całym wszechświecie. Człowiek został stworzony, aby czcić Boga i uczestniczyć w Jego Bożej życzliwości i łaskawości”.

Więc wychodziłam z domu przed świtem, w jesiennym chłodzie, z tabletem w rękach i czytałam Wielką Doksologię. Myślę, że wszyscy czytelnicy znają ten naprawdę słodki tekst, którym kończy się jutrznia sprawowana w świątyni:
„Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój, w ludziach upodobanie ku dobremu. Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, kłaniamy się Tobie, wysławiamy Cię, dzięki Ci składamy, bo wielka jest chwała Twoja…” (cs. Sława w wysznich Bohu i na ziemli mir, w czełowiecech błahowolenije. Chwalim Tia, błahosłowim Tia, kłaniajemtisia, sławosłowim Tia, błahodarym Tia, wielikija radi sławy Twojeja...)

Czasami włączałam też nagranie chóru cerkiewnego. Latarnia nad gankiem oświetlała przekwitającą morelę. Na niebie, w idealnym rzędzie, stały trzy gwiazdy Pasa Oriona, w których widziałam kosmiczną ikonę Trójcy Świętej (chociaż wśród jego nazw jest też taka – „Trzej Mędrcy”). W sąsiedniej szopie skrzeczały gęsi – wyczuwały nadchodzący świt i mimowolnie chciały wzbić się w niebo.

„Każdego dnia będę Ciebie błogosławił i wysławiał imię Twoje na wieki, i na wieki wieków…” (cs. Na wsiak dień błahosłowlu tia i woschwalu imia twoje wo wieki i w wiek wieka)

I nagle na świecącym monitorze, nieco powyżej okienka z wideo, zobaczyłam słowa „Mała doksologia”. Nie od razu zorientowałam się, że Mała doksologia jest nam wszystkim dobrze znana, wielokrotnie przez nas słyszana i powtarzana: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, teraz i zawsze, i na wieki wieków”.

Właśnie tak, w rodzinnym ogrodzie pod osypującą się morelą, widząc jednocześnie dwa teksty, dwie doksologie – Wielką i Małą – dokonałam odkrycia: małe nie oznacza błahe. Wielbienie Boga nie może być błahe, nieistotne, bez znaczenia, nic nie znaczące. Ale małe, nie tak rozległe, nie rozbudowane, zachowujące wszystkie znaczenia w sobie – może być zupełne. Stałam, drżąc z zimna, trzymając tablet w jednej ręce, a drugą odpychając radosnego psa – i przeżywałam cudowny paradoks: małe nie jest wcale mniejsze od wielkiego. A może nawet większe od niego, ponieważ wielkie może tkwić w małym.

Trzy gwiazdy Pasa Oriona – Mintaka, Alnilam i Alnitak – już zgasły. W wilgotnej jesiennej trawie żółciły się trzy maleńkie, włochate kwiaty – z tych, które kwitną aż do pierwszych śniegów. Czy te kwiaty są mniejsze od tych niebiańskich gwiazd? Mniejsze, oczywiście, o miliardy, a może nawet tryliony razy. Ale nie są one ani trochę mniej znaczące. Te żółte kwiatki można nazwać małymi w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale nie w przenośni – w przenośni nie ma nic małego, czyli nieistotnego we wszechświecie, tak jak nie ma nic przypadkowego. Ta skromna trawa, kwitnąca wśród mrozów i mgły, jest częścią wszechświata, jego bezpośrednim przedłużeniem, w którym działają jego prawa. Innymi słowy, trawa – podobnie jak gwiazdy – stała się możliwa tylko dlatego, że istnieje Bóg!
„Błogosławiony jesteś, Panie, Boże ojców naszych, i chwalebne, i wysławione jest imię Twoje na wieki. Amen” (cs. Błahosłowien jesi Boże otiec naszych i chwalno i prosławleno imia Twoje wo wieki. Amiń.)

Prawdziwa wartość przedmiotu nie zależy od jego fizycznych rozmiarów, pozycji w jakimś systemie ani siły oddziaływania na otoczenie, ale wyłącznie od miłości Bożej i wzajemnej miłości człowieka, którą darzy ten przedmiot. Tylko ta miłość tworzy hierarchię wartości. Pamiętacie, co Chrystus mówi o liliach polnych i ptakach w niebiosach? Ale On nie zrównuje człowieka z nimi, wręcz przeciwnie: „Czyż wy nie o wiele więcej od nich znaczycie?” (Mt 6, 26).

„Panie, do Ciebie przybiegam, naucz mnie czynić wolę Twoją, albowiem Ty jesteś Bogiem moim, albowiem w Tobie jest źródło życia, w światłości Twojej ujrzymy światłość. Niech łaska Twoja trwa nad tymi, co znają Ciebie.” (cs. Hospodi, k Tiebie pribiehoch nauczy mia tworyti wolu Twoju, jako Ty jesi Boh moj, jako u Tiebie istocznik żywota, wo swietie Twojem uzrym swiet. Probawi miłost’ Twoju wieduszczym Tia...)

Karmiłam psa, a potem wracałam do domu, aby pomagać mamie i opiekować się tatą. Nie będę wchodzić w szczegóły: wielu z was wie (lub wkrótce się dowie), czym jest bezradność osób starszych...

Tak - mówiłam sobie - Bóg jest obecny we wszystkim, co się z nami dzieje. A co to oznacza? Że to, co się z nami dzieje, również nie może być błahe, nieistotne, nic nie znaczące, chociaż oczywiście rozróżniamy wielkie i małe wydarzenia naszego życia. Ale małe wydarzenie może okazać się większe od wielkiego, i o to właśnie chodzi. Powiedzcie, co jest ważniejsze: otrzymać Nagrodę Nobla czy przezwyciężyć irytację w kontaktach z trudnym, chorym człowiekiem, znaleźć w sobie siłę, by okazać współczucie – jemu, a nie sobie? Istnieje skala ogólnoludzka, powiedzmy, skala upadłego świata, a istnieje skala Boża, której podziałki są stopniami wznoszenia się ku Niemu...

Albo – stopniami w dół. Jak często słyszymy wyrażenie: „drobne grzechy”. A co to znaczy – drobne? Przecież każdy mój grzech jest odstąpieniem od Boga, świadomą, półświadomą lub całkowicie nieświadomą decyzją, aby przeżyć tę chwilę tak, jakby Go nie było. Powiedzieć Mu „nie” – oto czym w istocie jest każdy nasz grzech. Tak, może on, na nasze szczęście, okazać się niewielki, niekatastrofalny, naprawialny – przecież wiadomo, że potępić człowieka to nie to samo, co go zabić! – ale grzech nigdy nie jest drobny, to znaczy nieistotny. Nie myślcie, że uświadomiwszy sobie to, raz na zawsze pozbyłam się „naturalnego” egoizmu, tej samej drażliwości czy samolubnego urażenia; albo przestałam skrycie marzyć o jakiejś nagrodzie, choć oczywiście nie o Noblu. Nie, to nie jest sprawa jednego dnia – to dzieło całego życia, ale zawsze zaczyna się od uświadomienia sobie pewnych rzeczy. W szczególności tego, o czym pisze czcigodny Justyn (Popović):
„Człowiek jest zawsze istotą wieczną, czy tego chce, czy nie. Przez wszystko, co do niego należy, przepływa pewna tajemnicza wieczność. Kiedy czyni dobro, jakiekolwiek by ono nie było, człowiek jest wieczny, ponieważ każde dobro jest swym najgłębszym nerwem związane z wiecznym Bożym Dobrem”.

Jeśli w codziennym życiu odczuwamy tęsknotę i nudę, to wynika to z tego, że nie dostrzegamy lub nie doceniamy znaczenia naszych doświadczeń, z góry uznając je za mało istotne. Oto patrzę przez okno i widzę sikorkę, która siedzi na płocie i swoim ostrym dzióbkiem rozbija pestkę słonecznika, a pestkę tę ja wsypuję do karmnika, dając ptaszkowi szczęście – czy to drobiazg? Jeśli drobiazg, to taki radosny. A w tej radości jest coś wielkiego... A jeśli pomogłam człowiekowi? Na przykład zadzwonił do mnie człowiek, któremu było źle, a ja go tylko wysłuchałam. Ale czy to nic nie znaczy? Wysłuchana, wygadana osoba to już zupełnie inna osoba: nie tylko poczuła się lepiej – być może odzyskała równowagę, inaczej spojrzała na swoją sytuację i w końcu znalazła z niej wyjście. A jakie to szczęście, jeśli stało się to dzięki tobie! To nie powód do dumy – nie, duma zabija w człowieku miłość – ale właśnie szczęście uczestnictwa w tym samym Bożym Dobru, o którym pisze czcigodny Justyn Popović.

Choć może to zabrzmieć dziwnie, ludzie, którzy dzielą z nami życie, w naszym osobistym układzie odniesienia również wydają się być wielcy i mali. Wielcy, jakby zbliżeni do nas, to nasi bliscy, przyjaciele, osoby, które są dla nas szczególnie cenne i potrzebne; osoby należące do tak zwanego najbliższego kręgu. Mali – to ci, którzy znajdują się poza tym kręgiem, którzy są od nas daleko i jeszcze dalej. Nieznajomy człowiek, który stracił przytomność na ulicy – dla nas jest on zupełnie mały, do tej pory w ogóle niewidoczny, jak odległa gwiazda. Ale odległa gwiazda jest w rzeczywistości ogromna, a ten człowiek jest nie mniej ważny we wszechświecie, nie mniej bliski Bogu niż nasi bliscy; i jeśli przychodzimy temu człowiekowi z pomocą, nasza wola pokrywa się z wolą Boga względem niego. Wydaje mi się, że właśnie według tej zasady należy budować relacje z ludźmi: nikt nie jest mały, nie ma ludzi nieistotnych, nie ma ludzi nic nieznaczących.

«Baczcie, byście nie wzgardzili jednym z tych maluczkich, mówię bowiem wam, że aniołowie ich w niebiosach nieustannie oglądają oblicze Ojca Mego niebiańskiego.» (Mt. 18, 10).

Stając się podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, Chrystus, w przeciwieństwie do Ojca, stał się bezbronny fizycznie, zależny od warunków zewnętrznych; działała w Nim ludzka wola, doświadczał ludzkich uczuć, w tym strachu i litości wobec siebie (por. Mt 26, 37–39; Łk 22, 40–44); stał się mały w stosunku do Ojca, ale mały w tym przypadku nie oznacza bynajmniej mniej znaczący - przypuszczenie takie byłoby herezją i bluźnierstwem. Jednak właśnie to – kenosis, dobrowolne uniżenie się Boga do małości – nie mieści się w głowach wielu ludzi, na przykład wyznawców niechrześcijańskich religii monoteistycznych: Bóg nie może stać się człowiekiem, ten, który jest niezmiernie wielki, nie może stać się małym! Być może dlatego, małe nie jest mniejsze od wielkiego.

A kiedy w pełni to zrozumiesz, życie stanie się łatwiejsze i swobodniejsze. Nie jesteś już uwięziony w klatce „drobiazgów”, „nieistotnych spraw”, rutyny, nie jesteś odcięty od „prawdziwego życia”: twoje życie jest jak najbardziej prawdziwe, zawiera w sobie rzeczy wielkie i małe... które też są niezmiernie wielkie.

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek11 /orthphoto.net/