publicystyka: Uzdrawiająca miłość Boga
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Uzdrawiająca miłość Boga

igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak), 07 grudnia 2025

W Ewangelii widzimy dziś kobietę całkowicie pochyloną przez całe 18 lat. Nagle Chrystus wkracza w jej życie i uzdrawia ją. Czy się tego spodziewała? Czy kiedykolwiek mogła zakładać w modlitwie, że sam Bóg przyjdzie w ciele i położy na niej swoje najświętsze i nieskalane ręce, uwalniając ją od jej niemocy ku radości i uwielbieniu? Kto mógłby sobie w ogóle wyobrazić taką modlitwę? Kto mógłby być tak śmiały?

Wcielony Bóg przyszedł do cierpiącej kobiety, dobrowolnie, z własnej woli, w swoim czasie, zgodnie ze swoim miłosierdziem i nieomylnym osądem. Szukał jej tak jak bezbronnego opętanego. Dlaczego te historie zostały spisane? Aby dać nam nadzieję pośród naszych fizycznych i duchowych zmagań, słabości, namiętności i grzechów. Skoro nasz Miłosierny Pan szukał tych, którzy byli cierpiący, nieproszony bezpośrednio, o ileż bardziej przyjdzie, w swoim czasie, do nas, którzy Go szukamy.

Czy jesteśmy udręczeni i umęczeni, czy potrzebujemy miłosierdzia i pomocy Boga, Jego głębokiego uzdrowienia naszego serca? A zatem pocieszmy się! Nasz Wszechwiedzący Pan i Uzdrowiciel znał kobietę z dzisiejszej Ewangelii, tak jak zna nas wszystkich. Widział ją z daleka; przyszedł do niej, niezależnie od tego, czy żarliwie modliła się o uzdrowienie fizyczne, czy tylko o zbawienie duszy, czy też o jedno i drugie.

To zostało napisane dla nas. Bóg nas widzi. On zna nasze smutki, cierpienia, rany i choroby od wewnątrz. On je zna i cierpi – tak, uwierzcie w to! – w sposób nieskończenie większy niż my sami. Boskie hymny Kościoła mówią o Chrystusie jako o Tym, „który sam jeden zna słabość ludzkiej natury”.

„Bardziej niż ja, biedny i cierpiący, Panie? Znasz słabość ludzkiej natury lepiej niż ja?” – pytamy. „Tak!” – brzmi donośna odpowiedź. Jak to możliwe? On jest wszędzie! On jest Miłością! On jest Mocą! On jest wszechwiedzącym Umysłem, wszechczującym Współczuciem, serdeczną Litością, wszechobecnie przenikającym wszystko, cierpiącym ze wszystkimi, opłakującym wszystkich, pragnącym uzdrowić wszystkich, udzielającym pomocy wszystkim, tak jak On wie i chce, równoważącym i harmonizującym wszystko, budującym wszystkich indywidualnie i zbiorowo.

Niektórzy z nas mogą być w sytuacji kobiety z dzisiejszej Ewangelii - cierpiący, może na ciele, może na duszy, może na obu. Niektórzy z nas mogą czuć, że siły ich opuściły, cierpliwość wyczerpała, a nadzieja zwiędła. Inni mogą znaleźć się w sytuacji przełożonego synagogi z dzisiejszej Ewangelii, cierpiącego z powodu zatwardziałości serca, zazdroszczącego radości innym, całkowicie nieczułego lub zwiedzionego zimnym legalizmem i duchową ślepotą. Ale wszyscy mamy jedno wspaniałe lekarstwo: niepojętą miłość Boga.

Szukajmy w Ewangeliach i u Ojców Kościoła słów i obrazów, które objawiają Bożą miłość, i módlmy się, abyśmy doświadczyli w sobie choć jej odrobiny, bez zwątpienia w łaskawość Dawcy Życia. Przypomnijmy sobie, jak Pan, podstępnie pocałowany przez Judasza zdrajcę, zwrócił się do niego, mówiąc „przyjacielu” - nie z sarkazmem, nie z pogardą, lecz z prawdą, uczciwością, miłością i współczuciem. Przypomnijmy sobie, jak św. Piotr zaparł się swego Pana, a potem, jak Pan po prostu na niego spojrzał, wzruszając Piotra do wielkiego smutku i łez skruchy. Jakież to było spojrzenie? Co jest pełne nienawiści, gniewu, wstrętu, kpiny, pychy, zdziwienia? Nie! Jest pełne niewysłowionego miłosierdzia i bolesnego współczucia.

Dzisiejszy fragment Ewangelii pochodzi z 13. rozdziału Ewangelii św. Łukasza. Co znajdujemy wkrótce po dzisiejszym czytaniu na końcu tego rozdziału? Słyszymy, jak Pan woła przeciwko swoim zatwardziałym pierworodnym:

„O Jeruzalem, Jeruzalem, zabijające proroków i kamienujące do niego posłanych. Ileż to razy chciałem zebrać twe dzieci jak kwoka kurczęta pod skrzydła i nie chcieliście?”

Ten sam Pan, wieki przed swoim Wcieleniem, wołał przez swojego świętego proroka Ezdrasza:

„Nie opuściliście Mnie, ale samych siebie… Czyż nie mówiłem do was jak ojciec do swoich synów, jak matka do córek i niania do niemowląt, abyście byli Moim ludem, a Ja waszym Bogiem, abyście byli Moimi dziećmi, a Ja waszym Ojcem?”

To są słowa i obraz miłującego, cierpliwego, macierzyńskiego serca naszego Zbawiciela Chrystusa, który pragnie uczynić nas wszystkich swoimi prawdziwymi dziećmi, boskim potomstwem Miłości! Słowa do przełożonego synagogi w dzisiejszej Ewangelii zostały wypowiedziane bez nienawiści i pogardy, lecz z cierpiącą miłością, gdy Pan nazwał go „obłudnikiem!”.

Gdzie indziej słyszymy te same twarde słowa skierowane do faryzeuszy: „Obłudnicy! Głupcy! Ślepi! Synowie piekła!”. Ale z jakiego usposobienia Pan powiedział takie rzeczy? Z nienawiści? Daleko jej do Jedynego i Doskonałego Obrazu Jedynego Prawdziwego Boga i Ojca, który jest samą Miłością, Chrystusa, który na krzyżu nie krzyknął słów nienawiści ani ognistego potępienia na swoich morderców, lecz jedynie: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Które zatwardziałe serce nie rozpłynie się na te słowa? Który zrozpaczony grzesznik nie powstanie w nadziei? Jakież niegodziwe usposobienie nie zostanie złagodzone? Któraż cierpiąca osoba nie zazna boskiej pociechy?

Oto Bóg, Którego czcimy! Oto Jedyny, przeciwko Któremu grzeszymy! Tylko tutaj jest Sędzia wszystkich! Tylko tutaj jest Lekarz wszystkich! Co widzimy? Co słyszymy? Jaki sąd wydają najczystsze usta Sędziego na krzyżu? Nic poza miłosierdziem, cierpliwością, nadzieją i wiarą, że niektórzy mogą pokutować, niezłomną miłością, przebaczeniem i niepohamowanym pragnieniem, by przyciągnąć wszystkich do siebie.

Miłość Boga: oto lekarstwo na wszystko. Oto zmiękczenie dla zatwardziałych serc; pokorna świadomość dla samozadowolonych; nadzieja dla zrozpaczonych; miłosierdzie dla zdeformowanych; współczucie dla udręczonych; nawrócenie dla pełnych nienawiści; pokój dla strapionych; wewnętrzne ciepło dla zimnych legalistów; braterska jedność dla zazdrosnych; współczujące rozeznanie dla osądzających; pocieszenie dla dręczonych; cierpliwość dla chorych; uzdrowienie dla pełnych namiętności; wolność dla zniewolonych przez demony; o wiele większa motywacja do pokuty niż groźba ognia piekielnego; wzrost cnoty; wzrost światła dla umysłu; żarliwość serca; życie dla duszy; zmartwychwstanie dla grzeszników; wciąż na nowo objawiany i nieskończony szczyt, do którego święci mogą dążyć.

Wielka miłość Boga do człowieka to miłość, na którą trzeba odpowiedzieć, której nikt nie może zignorować; dotyka ona każdego serca, choć nie każde serce na nią odpowiada; nie pozostawia nikogo bez odpowiedzialności. Jan Teolog mówił o tym: „My miłujemy Go, bo On pierwszy nas umiłował. Przez to poznaliśmy miłość, że On oddał za nas duszę swoją; i my powinniśmy za braci oddawać dusze”.

Jeśli Bóg pierwszy nas umiłował, to abyśmy i my mogli Go kochać; jeśli najwyższym przykazaniem jest miłość do Boga i całej ludzkości stworzonej na Jego obraz, wtedy musimy zrozumieć i błagać Boga, aby zakosztować Jego miłości do nas.

Dopiero gdy dostrzeżemy tę miłość, możemy właściwie osądzać rzeczy; tylko wtedy możemy wypowiadać słowa korygujące ku zbudowaniu, a nie z próżności, złośliwości czy złej woli; tylko wtedy grzesznik może właściwie dostrzec swoje grzechy, w świetle Chrystusa; tylko wtedy może postrzegać siebie prawdziwie, nie jako jakiegoś absolutnie odrażającego potwora, ale jako złamany obraz Boga, wciąż kochany przez Wszechlitościwego Chrystusa; tylko wtedy prawdziwa skrucha może wycisnąć słodkie, przemieniające łzy z naszych głębin. Dopiero wtedy zostaniemy poruszeni do prawdziwej pokory, kłaniając się ciałem i duszą przed naszym Łaskawym Królem, nieodparcie pociągani w coraz wyższym wznoszeniu miłości.

Ale dostrzeżenie miłości Boga wymaga wysiłku z naszej strony. Musimy o to błagać Boga, Który jest Miłością, w nieustannych modlitwach, bez względu na to, jak słabe są; musimy mozolnie czytać i studiować Pismo Święte oraz pisma ojców, zwłaszcza Izaaka Syryjczyka i starca Porfiriusza, aby odnaleźć żywe świadectwa świętych o niepojętej miłości Boga. Odnajdując je i gromadząc, musimy się w nich zanurzyć, medytować nad nimi, modlić się, aby je zrozumieć, doświadczyć i zakosztować, żyć nimi godnie i nieustannie praktykować przykazania miłości dane nam przez Pana.

Miłość Boga - to jest lekarstwo na wszystko, to drzewo życia, uzdrowienie narodów, uciszenie wojen, ustanie konfliktów, odpowiedź na niepokoje polityczne, zniesienie podziałów, zniesienie schizmy, naprawienie herezji, fundament prawdziwej przyjaźni, wspólnota prawdziwego braterstwa, pojednanie wrogów, zjednoczenie boskiego małżeństwa Chrystusa Oblubieńca z Jego Oblubienicą Kościołem, łono, z którego wszyscy odradzają się jako dzieci Boże, życie prawosławnych.

To jest wewnętrzne Królestwo, które Ojciec pragnie dać nam, Małej Trzódce; to jest łaska zamieszkania Ducha Świętego, którą Chrystus obiecuje grzesznikom, proszącym o nią Ojca w modlitwie w Jego imieniu.

Miłość Chrystusa - to jest wewnętrzny raj, niebo na ziemi, Bóg w człowieku; bo Bóg jest Miłością, a wszyscy, którzy kochają, znają Boga i są przez Niego znani. Wszyscy, którzy Go znają, staną się do Niego podobni; a wszyscy, których On zna, znajdą się w tej nieustannie wzrastającej radości, nieustannie wzrastającym pokoju i chwale, nieustannie rozwijającym się życiu wiecznym i nieustannie kwitnącej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego, Trójcy Świętej, naszego Jedynego Boga, Który powołał wszystkich, aby byli jedno w Nim, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)

za: holycross.org

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/