Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Przyjdźcie i zobaczcie
hieromnich Gabriel (tłum. Justyna Pikutin), 29 listopada 2025
Nadszedł czas postu Filipowego, nazwanego tak na cześć apostoła Filipa, jednego z pierwszych dwunastu uczniów, których Chrystus Zbawiciel wezwał, aby poszli za Nim. Najwyraźniej apostoł Filip bardzo dobrze rozumiał ewangeliczną naturę swego apostolstwa, ponieważ gdy tylko usłyszał najprzyjemniejszy głos wzywającego go Chrystusa, natychmiast poszedł i znalazł „Natanaela i mówi do niego: - Znaleźliśmy Tego, o którym pisał w Prawie Mojżesz i Prorocy: Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu” (J 1,45). Natanael oczywiście podszedł do słów Filipa nieco sceptycznie i zapytał: „Czyż z Nazaretu może być coś dobrego?”. Odpowiedź na tą wątpliwość była z jednej strony prosta, z drugiej zaś głęboka: „Przyjdź i zobacz”.
Słowa „przyjdź i zobacz” lub „przyjdźcie i zobaczcie”, które czerwoną nicią przeplatają całą Ewangelię św. Jana, są niezwykle poruszające. W Ewangelii św. Jana pojawiają się dokładnie trzy razy. Po raz pierwszy gdy Chrystus odpowiada tymi słowami na pytanie Andrzeja i Jana: „- Rabbi, co znaczy w przekładzie: Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” (J 1, 38). Jest to zwrot i wezwanie Chrystusa skierowane do nas – „przyjdźcie i zobaczcie” – Jego niewyobrażalną chwałę, stańcie się uczestnikami przedwiecznego światła i życia, ponownie wejdźcie do siedziby Jego boskości, i w końcu powróćcie do naszego prawdziwego i jedynego domu. Po raz drugi – to apostolskie wezwanie Filipa, który tak samo zwraca się do Natanaela, a poprzez niego do całej ludzkości. A po raz trzeci i ostatni – to nasza odpowiedź na pytanie Chrystusa, gdzie pochowaliśmy Jego przyjaciela Łazarza, który już cuchnie śmiercią, rozkładem i nieczystością: „Panie! Przyjdź i zobacz” (J 11, 34). A słysząc słowa, które jeszcze niedawno wzywały nas do niewysłowionego piękna, radości i życia, zaś teraz wskazują na smutny, słaby i opłakany stan, w jakim znalazła się ludzkość, Jezus zapłakał (por. J 11, 35).
Choć Chrystus zapłakał, to jednak poszedł i zobaczył, On, Który jest „zmartwychwstaniem i życiem” (J 11, 25), w całej prawdzie wypełnił Swą obietnicę wskrzeszenia zmarłego, choć było to poza granicami wszelkiej ludzkiej nadziei. Wskrzesił zmarłego wtedy i od tamtej pory wskrzesza wszystkich, którzy uwierzyli w Jego imię.
Tak więc, bracia i siostry, powinniśmy przekazać naszym bliźnim Boże i apostolskie wezwanie: „Przyjdźcie i zobaczcie”. Jednak co dokładnie oznacza to wezwanie dzisiaj? Przecież Chrystus już wstąpił do nieba i zasiada po prawicy tronu Boga, a ludzki obraz, który Chrystus przyjął na siebie, jest teraz ukryty przed oczami tylko ciała i krwi. Dlatego jeśli pragniemy być wierni ewangelicznemu przykazaniu Chrystusa, musimy wezwać niewierzący świat, aby „przyszedł i zobaczył” Chrystusa w tym tajemniczym miejscu, w którym On nadal przebywa na ziemi aż do dnia dzisiejszego, a miejscem tym jest prawdziwie chrześcijańska dusza.
Prosta (a jednocześnie przykra) prawda jest taka, że wiele osób wokół nas, które nie znają Chrystusa, nigdy nie widziało Go w nas. Współczesny świat ginie w złu w dużej mierze dlatego, że my sami nie stajemy się męczennikami, nie stajemy się wyznawcami, nie stajemy się świętymi. Czcigodny Justyn (Popowicz) pisał:
„Żywoty świętych to nic innego jak życie Chrystusa Zbawiciela, powtórzone w mniejszym lub większym stopniu, w taki czy inny sposób, w każdym świętym; a dokładniej, to życie Chrystusa, kontynuowane w świętych; jest to życie Wcielonego Boga Słowa, Jezusa Bogoczłowieka, który stał się Człowiekiem, aby jako Człowiek dać i przekazać nam swoje boskie życie, aby uświęcić, uwiecznić i utrwalić Swym boskim życiem nasze ludzkie życie na ziemi. „Ten, który zarówno uświęca, jak i ci którzy są uświęcani, z Jednego wszyscy.” (Hbr 2, 11). [św. Justyn Popovich, Ze wszystkimi świętymi]
Właśnie takim powinno stać się nasze życie i cała nasza istota – niczym innym, jak tylko życiem w Panu naszym Jezusie Chrystusie. Musimy być gotowi i chętni, aby odrzucić wszystko, i podobnie jak apostoł Paweł, powiedzieć: „Z Chrystusem zostałem współukrzyżowany: bo żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus. A to, że teraz żyję w ciele, żyję w wierze Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie.” (Ga 2, 20). Bo zaprawdę „wy, którzy w Chrystusa zostaliście ochrzczeni, w Chrystusa oblekliście się” (Ga 3, 27) i „nie należycie do siebie samych [...] drogo bowiem zostaliście kupieni” (1 Kor 6, 19–20). Oto, co oznacza prawdziwie głosić Ewangelię, a bez tego każde kazanie jest w najlepszym razie tylko zbiorem słów.
Drodzy bracia i siostry, mówię to, wiedząc, jak wiele sam muszę jeszcze przejść. Ale bardzo pociesza mnie ostatnie, najsmutniejsze „przyjdź i zobacz” z Ewangelii św. Jana, ponieważ wiem, że chociaż sam przeleżałem w grobie znacznie dłużej niż Łazarz, kiedy usłyszę Jego głos, mnie również wypełni życie... Jednak tylko pod warunkiem, że zechcę Mu się podporządkować, ponieważ On nakazuje mi wyjść z grobowca, któremu sam pozwoliłem stać się moim domem.
Jak mam to zrobić? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy odwołać się do Ewangelii: przede wszystkim okazywać miłosierdzie każdemu spotkanemu człowiekowi. Nawet jeśli nie ponoszę za niego żadnej odpowiedzialności, tak jak za nieznajomego, którego Samarytanin znalazł ledwo żywego. Nawet jeśli on, podobnie jak Żyd z Samarytaninem, przez całe życie był moim wrogiem. Nic tak silnie i całkowicie nie łączy nas z Bogiem jak miłosierdzie. Jednak brak miłosierdzia oznacza brak Boga. Święty Izaak Syryjczyk w 48. słowie poucza nas:
„Czym jest serce miłosierne? Jest sercem dla całego stworzenia, dla ludzkości, dla ptaków, dla zwierząt, dla demonów i dla każdej stworzonej rzeczy. Na ich wspomnienie i na ich widok oczy takiej osoby zalewają się łzami z powodu gwałtownego współczucia, które ściska jej serce: w wyniku głębokiego miłosierdzia jej serce kurczy się i nie może znieść, ani słyszeć, ani widzieć jakiejkolwiek krzywdy lub najmniejszego cierpienia czegokolwiek w stworzeniu. Dlatego nieustannie zanosi pełną łez modlitwę, nawet za irracjonalne zwierzęta i nieprzyjaciół prawdy, nawet za tych, którzy go krzywdzą, aby były chronione i znalazły miłosierdzie”. [św. Izaak Syryjczyk, Homilie ascetyczne]
„Po tym poznają wszyscy, że Moimi uczniami jesteście, iż miłość będziecie mieli jedni do drugich” (J 13, 35). Oto, co oznacza życie Chrystusowe. Oto, co oznacza głoszenie Ewangelii każdemu stworzeniu. Oto, kim powinniśmy się stać, oto, co powinniśmy oferować, oto, co powinniśmy głosić, podobnie jak apostoł Filip, wzywając bliźnich: „Przyjdźcie i zobaczcie”.
Przyjdźcie i zobaczcie miłosierdzie. Przyjdźcie i zobaczcie łaskę. Przyjdźcie i zobaczcie światło poznania chwały Bożej w osobie Jezusa Chrystusa (zob. 2 Kor 4, 6).
Stojąc przed świętym ołtarzem, przed Bogiem, zapewniam was, że wszystko to jest możliwe. Wszystko to jest realne. Wszystko to jest otwarte dla każdego z nas, bez względu na to, kim jesteśmy i jak długo leżeliśmy martwi w grobie. Usłyszcie głos apostoła Filipa. Usłyszcie głos Samego Chrystusa Boga i w końcu zapragnijcie wyjść z grobu starego życia i zdjąć całun niemiłosiernego serca. I chociaż On sam wskrzesza nawet umarłych, porzućmy wszelkie wątpliwości, usłyszawszy Jego wezwanie: „Idź i ty czyń podobnie” (Łk 10, 37).
hieromnich Gabriel (tłum. Justyna Pikutin)
za: monastery.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/
Słowa „przyjdź i zobacz” lub „przyjdźcie i zobaczcie”, które czerwoną nicią przeplatają całą Ewangelię św. Jana, są niezwykle poruszające. W Ewangelii św. Jana pojawiają się dokładnie trzy razy. Po raz pierwszy gdy Chrystus odpowiada tymi słowami na pytanie Andrzeja i Jana: „- Rabbi, co znaczy w przekładzie: Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” (J 1, 38). Jest to zwrot i wezwanie Chrystusa skierowane do nas – „przyjdźcie i zobaczcie” – Jego niewyobrażalną chwałę, stańcie się uczestnikami przedwiecznego światła i życia, ponownie wejdźcie do siedziby Jego boskości, i w końcu powróćcie do naszego prawdziwego i jedynego domu. Po raz drugi – to apostolskie wezwanie Filipa, który tak samo zwraca się do Natanaela, a poprzez niego do całej ludzkości. A po raz trzeci i ostatni – to nasza odpowiedź na pytanie Chrystusa, gdzie pochowaliśmy Jego przyjaciela Łazarza, który już cuchnie śmiercią, rozkładem i nieczystością: „Panie! Przyjdź i zobacz” (J 11, 34). A słysząc słowa, które jeszcze niedawno wzywały nas do niewysłowionego piękna, radości i życia, zaś teraz wskazują na smutny, słaby i opłakany stan, w jakim znalazła się ludzkość, Jezus zapłakał (por. J 11, 35).
Choć Chrystus zapłakał, to jednak poszedł i zobaczył, On, Który jest „zmartwychwstaniem i życiem” (J 11, 25), w całej prawdzie wypełnił Swą obietnicę wskrzeszenia zmarłego, choć było to poza granicami wszelkiej ludzkiej nadziei. Wskrzesił zmarłego wtedy i od tamtej pory wskrzesza wszystkich, którzy uwierzyli w Jego imię.
Tak więc, bracia i siostry, powinniśmy przekazać naszym bliźnim Boże i apostolskie wezwanie: „Przyjdźcie i zobaczcie”. Jednak co dokładnie oznacza to wezwanie dzisiaj? Przecież Chrystus już wstąpił do nieba i zasiada po prawicy tronu Boga, a ludzki obraz, który Chrystus przyjął na siebie, jest teraz ukryty przed oczami tylko ciała i krwi. Dlatego jeśli pragniemy być wierni ewangelicznemu przykazaniu Chrystusa, musimy wezwać niewierzący świat, aby „przyszedł i zobaczył” Chrystusa w tym tajemniczym miejscu, w którym On nadal przebywa na ziemi aż do dnia dzisiejszego, a miejscem tym jest prawdziwie chrześcijańska dusza.
Prosta (a jednocześnie przykra) prawda jest taka, że wiele osób wokół nas, które nie znają Chrystusa, nigdy nie widziało Go w nas. Współczesny świat ginie w złu w dużej mierze dlatego, że my sami nie stajemy się męczennikami, nie stajemy się wyznawcami, nie stajemy się świętymi. Czcigodny Justyn (Popowicz) pisał:
„Żywoty świętych to nic innego jak życie Chrystusa Zbawiciela, powtórzone w mniejszym lub większym stopniu, w taki czy inny sposób, w każdym świętym; a dokładniej, to życie Chrystusa, kontynuowane w świętych; jest to życie Wcielonego Boga Słowa, Jezusa Bogoczłowieka, który stał się Człowiekiem, aby jako Człowiek dać i przekazać nam swoje boskie życie, aby uświęcić, uwiecznić i utrwalić Swym boskim życiem nasze ludzkie życie na ziemi. „Ten, który zarówno uświęca, jak i ci którzy są uświęcani, z Jednego wszyscy.” (Hbr 2, 11). [św. Justyn Popovich, Ze wszystkimi świętymi]
Właśnie takim powinno stać się nasze życie i cała nasza istota – niczym innym, jak tylko życiem w Panu naszym Jezusie Chrystusie. Musimy być gotowi i chętni, aby odrzucić wszystko, i podobnie jak apostoł Paweł, powiedzieć: „Z Chrystusem zostałem współukrzyżowany: bo żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus. A to, że teraz żyję w ciele, żyję w wierze Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie.” (Ga 2, 20). Bo zaprawdę „wy, którzy w Chrystusa zostaliście ochrzczeni, w Chrystusa oblekliście się” (Ga 3, 27) i „nie należycie do siebie samych [...] drogo bowiem zostaliście kupieni” (1 Kor 6, 19–20). Oto, co oznacza prawdziwie głosić Ewangelię, a bez tego każde kazanie jest w najlepszym razie tylko zbiorem słów.
Drodzy bracia i siostry, mówię to, wiedząc, jak wiele sam muszę jeszcze przejść. Ale bardzo pociesza mnie ostatnie, najsmutniejsze „przyjdź i zobacz” z Ewangelii św. Jana, ponieważ wiem, że chociaż sam przeleżałem w grobie znacznie dłużej niż Łazarz, kiedy usłyszę Jego głos, mnie również wypełni życie... Jednak tylko pod warunkiem, że zechcę Mu się podporządkować, ponieważ On nakazuje mi wyjść z grobowca, któremu sam pozwoliłem stać się moim domem.
Jak mam to zrobić? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy odwołać się do Ewangelii: przede wszystkim okazywać miłosierdzie każdemu spotkanemu człowiekowi. Nawet jeśli nie ponoszę za niego żadnej odpowiedzialności, tak jak za nieznajomego, którego Samarytanin znalazł ledwo żywego. Nawet jeśli on, podobnie jak Żyd z Samarytaninem, przez całe życie był moim wrogiem. Nic tak silnie i całkowicie nie łączy nas z Bogiem jak miłosierdzie. Jednak brak miłosierdzia oznacza brak Boga. Święty Izaak Syryjczyk w 48. słowie poucza nas:
„Czym jest serce miłosierne? Jest sercem dla całego stworzenia, dla ludzkości, dla ptaków, dla zwierząt, dla demonów i dla każdej stworzonej rzeczy. Na ich wspomnienie i na ich widok oczy takiej osoby zalewają się łzami z powodu gwałtownego współczucia, które ściska jej serce: w wyniku głębokiego miłosierdzia jej serce kurczy się i nie może znieść, ani słyszeć, ani widzieć jakiejkolwiek krzywdy lub najmniejszego cierpienia czegokolwiek w stworzeniu. Dlatego nieustannie zanosi pełną łez modlitwę, nawet za irracjonalne zwierzęta i nieprzyjaciół prawdy, nawet za tych, którzy go krzywdzą, aby były chronione i znalazły miłosierdzie”. [św. Izaak Syryjczyk, Homilie ascetyczne]
„Po tym poznają wszyscy, że Moimi uczniami jesteście, iż miłość będziecie mieli jedni do drugich” (J 13, 35). Oto, co oznacza życie Chrystusowe. Oto, co oznacza głoszenie Ewangelii każdemu stworzeniu. Oto, kim powinniśmy się stać, oto, co powinniśmy oferować, oto, co powinniśmy głosić, podobnie jak apostoł Filip, wzywając bliźnich: „Przyjdźcie i zobaczcie”.
Przyjdźcie i zobaczcie miłosierdzie. Przyjdźcie i zobaczcie łaskę. Przyjdźcie i zobaczcie światło poznania chwały Bożej w osobie Jezusa Chrystusa (zob. 2 Kor 4, 6).
Stojąc przed świętym ołtarzem, przed Bogiem, zapewniam was, że wszystko to jest możliwe. Wszystko to jest realne. Wszystko to jest otwarte dla każdego z nas, bez względu na to, kim jesteśmy i jak długo leżeliśmy martwi w grobie. Usłyszcie głos apostoła Filipa. Usłyszcie głos Samego Chrystusa Boga i w końcu zapragnijcie wyjść z grobu starego życia i zdjąć całun niemiłosiernego serca. I chociaż On sam wskrzesza nawet umarłych, porzućmy wszelkie wątpliwości, usłyszawszy Jego wezwanie: „Idź i ty czyń podobnie” (Łk 10, 37).
hieromnich Gabriel (tłum. Justyna Pikutin)
za: monastery.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/