Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Komunia wdzięczności
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 28 listopada 2025
Komu powinienem podziękować?
To pytanie zazwyczaj sprowadza się do grzecznego potwierdzenia. Dar został dany i otrzymany. Kto go dał? Komu powinienem podziękować?
Z natury dziękczynienia wynika, że należy dziękować komuś. Nie mogę dziękować niczemu ani nikomu. W związku z tym dziękczynienie jest aktem komunii na takim czy innym poziomie.
Ks. Alexander Schmemann w ostatnim kazaniu swojego życia powiedział: „Każdy, kto jest zdolny do dziękczynienia, jest zdolny do zbawienia i wiecznej radości”. Chciałbym to rozwinąć i dodać, że każdy, kto jest zdolny do dziękczynienia, jest zdolny do stania się człowiekiem – pełnia naszego człowieczeństwa tkwi bowiem przede wszystkim w komunii. A komunia dziękczynienia jest być może komunią w jej najgłębszym wymiarze.
Wiodące miejsce dziękczynienia w życiu Starego Testamentu wydaje się dziwnie przesłonięte przez większość chrześcijańskich ujęć. System ofiarowania jest często źle rozumiany. Ofiarowanie wołów i kozłów jest zbyt często interpretowane jako system płatności dla rozgniewanego Boga. Mówi się, że nasze grzechy stworzyły dług i zasłużoną winę. To, co jesteśmy winni Bogu, musi zostać spłacone. Jednak takie traktowanie ofiary jest potępione w samym Starym Testamencie.
Znam wszystkie ptaki w przestworzach i piękno pól jest ze mną. Gdybym był głodny, nie powiem tobie, mój bowiem jest świat i to, co go wypełnia. Czyż będę jadł mięso wołów albo pił krew kozłów? Złóż Bogu ofiarę chwały (dziękczynienie) i skieruj do Najwyższego twoje modlitwy (Ps 49,11-14)
Ofiara składana Bogu jest składana w dziękczynieniu, w przeciwnym razie jest bezużyteczna.
Całe życie starożytnego Izraela można słusznie postrzegać jako ekonomię dziękczynienia. System dziesięciny, czyli oddawania Bogu dziesiątej części majątku, nie jest systemem płatności, „czynszu” płaconego niebiańskiemu Gospodarzowi. To ofiara dziękczynna, akt komunii, dzielenie się z Bogiem samym życiem tej ziemi. Bóg i Izrael mieli komunię w tej ziemi – coś, co prawdziwie czyni ją ziemią obiecaną.
System szabatu, jeśli jest właściwie przestrzegany, ma ten sam charakter. Dzień szabatu reprezentuje czas Boży, oddzielony od pracy. Zarabianie ustaje. Sam czas staje się aktem dziękczynienia. Bardziej radykalna praktyka roku szabatowego pokazuje, jak głęboka miała być natura tej komunii. Ziemia wtedy, w siódmym roku, odpoczywała. Długi były umarzane. Uwalniamy innych z ich więzów, ponieważ Bóg uwolnił nas od naszych. Byli niewolnicy nie powinni tworzyć nowych niewolników – byłby to akt negujący dziękczynienie.
Nie zaskakuje mnie jednak to, że teoria karnej substytucji zadośćuczynienia cieszyła się tak dużą popularnością kulturową na przestrzeni wieków. Zadomowiła się w kulturze karnej – kulturze długów i kar. Dobrzy, pracowici, pilni i oszczędni - prosperują i królują. Leniwi, słabi i rozrzutni - popadają w coraz głębszą nędzę, gnani własnym grzechem. Wielu poprawia ten model we współczesnej kulturze, ale pozostaje on strukturalnym sednem naszego życia.
Prawda o odkupieniu, o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, nie ma miejsca w takiej strukturze. Jego śmierć nie jest zapłatą w świecie płatności – ostateczną ofiarą, na którą nie byłoby nas stać. Jest raczej podeptaniem całego świata płatności, zburzeniem największego długu ze wszystkich: śmierci. Ofiara Chrystusa nie jest jak krew wołów i kozłów, tylko ludzka. Jest Życiem wylanym na śmierć, dziękczynieniem triumfującym nad koniecznością. Każdy akt dziękczynienia jest komunią w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Z tego powodu wdzięczni są zdolni do zbawienia – ponieważ dziękczynienie ukazuje prawdziwy, fundamentalny kształt zbawienia.
Wszystko to sprawia, że od najdawniejszych czasów ofiarowanie Ciała i Krwi Chrystusa znane jest jako Eucharystia („dziękczynienie”). To jest Dziękczynienie. Gdyby tak nie było, Kościół nazwałby ten najważniejszy akt swojego życia inaczej: Wieczerzą Pańską lub Komunią Świętą. Są to późniejsze nazwy nadane w celu odróżnienia kultu protestanckiego od katolickiego. Słowo „Eucharystia” powraca jednak do powszechnego użycia. Prawdziwie znaczące stanie się to, gdy Eucharystia (dziękczynienie) powróci do chrześcijan jako sposób życia.
Treści naszego codziennego życia powinny mieć więcej wspólnego ze starotestamentową myślą o szabacie niż z teoriami Adama Smitha, Miltona Friedmana, Maynarda Keynesa i im podobnych. Kiedy bowiem pracujemy z powodu innego niż dziękczynienie, trudzimy się jak niewolnicy, związani tym, co postrzegamy jako konieczne. Chrystus pragnie nas uwolnić od takiej niewoli:
Jeśli zaś trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, Bóg tak przystraja, czyż nie o wiele więcej was, małowierni? Nie martwcie się więc, mówiąc: Co będziemy jedli lub co pili, lub w co się przyodziejemy? Tego wszystkiego bowiem poganie poszukują. A przecież Ojciec wasz niebiański wie, że potrzebujecie tego wszystkiego. Szukajcie nade wszystko Królestwa Bożego i sprawiedliwość jego, a to wszystko będzie wam przydane (Mt 6,30-33)
To nie jest przykazanie Chrystusa, aby zaprzestać pracy. To przykazanie, aby pracować właściwie. Nasza praca jest słuszna i dobra, gdy wykonujemy ją w jedności z Bogiem, a to czynimy przede wszystkim w dziękczynieniu. Istota dziękczynienia wyklucza poczucie uprawnień – bo któż dziękuje, jeśli to, co ma, jest czymś, do czego ma prawo? Moja praca, mój spryt, moje inwestycje nie dają mi prawa do bogactwa. Bo jeśli dają mi prawo do bogactwa, to dlaczego miałbym być wdzięczny za to, co mam?
Wręcz przeciwnie, Chrystus daje nam wszystko: „Wszystko pochodzi od Ciebie, Panie, i z Twojej własności Tobie oddaliśmy”. I „To, co Twoje, od Twoich, Tobie przynosimy, za wszystkich i za wszystko”. Jeśli wszystko, co posiadam, jest darem, za który dziękuję, środkiem komunii z Bogiem, to dlaczego miałbym żałować dzielenia się nim z kimkolwiek? W istocie akt dzielenia się sam w sobie jest podstawową i nieodłączną częścią dziękczynienia. Dajemy innym, ponieważ to, co mamy, zostało dane nam. Podobnie jak Izrael, mamy wspólnotę ze wszystkimi, którzy są obcy dobrom tego świata, bo i my kiedyś byliśmy obcymi:
Nie będziesz uciskał cudzoziemców, gdyż znacie życie cudzoziemców, bo sami byliście cudzoziemcami w Egipcie. (Wj 23, 9)
Dziękczynienie nie jest czynnością moralną: podobnie jak komunia, jest sposobem istnienia. Nie ma chrześcijaństwa, które nie obejmowałoby dawania jałmużny. Dzielenie się należy do ontologii wiary.
I o dobroczynności, i o społeczności nie zapominajcie, takie bowiem ofiary są przyjemne Bogu. (Hbr 13, 16)
Chwała Bogu za wszystko!
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: Adam Matyszczyk /cerkiew-sokolka.pl/
To pytanie zazwyczaj sprowadza się do grzecznego potwierdzenia. Dar został dany i otrzymany. Kto go dał? Komu powinienem podziękować?
Z natury dziękczynienia wynika, że należy dziękować komuś. Nie mogę dziękować niczemu ani nikomu. W związku z tym dziękczynienie jest aktem komunii na takim czy innym poziomie.
Ks. Alexander Schmemann w ostatnim kazaniu swojego życia powiedział: „Każdy, kto jest zdolny do dziękczynienia, jest zdolny do zbawienia i wiecznej radości”. Chciałbym to rozwinąć i dodać, że każdy, kto jest zdolny do dziękczynienia, jest zdolny do stania się człowiekiem – pełnia naszego człowieczeństwa tkwi bowiem przede wszystkim w komunii. A komunia dziękczynienia jest być może komunią w jej najgłębszym wymiarze.
Wiodące miejsce dziękczynienia w życiu Starego Testamentu wydaje się dziwnie przesłonięte przez większość chrześcijańskich ujęć. System ofiarowania jest często źle rozumiany. Ofiarowanie wołów i kozłów jest zbyt często interpretowane jako system płatności dla rozgniewanego Boga. Mówi się, że nasze grzechy stworzyły dług i zasłużoną winę. To, co jesteśmy winni Bogu, musi zostać spłacone. Jednak takie traktowanie ofiary jest potępione w samym Starym Testamencie.
Znam wszystkie ptaki w przestworzach i piękno pól jest ze mną. Gdybym był głodny, nie powiem tobie, mój bowiem jest świat i to, co go wypełnia. Czyż będę jadł mięso wołów albo pił krew kozłów? Złóż Bogu ofiarę chwały (dziękczynienie) i skieruj do Najwyższego twoje modlitwy (Ps 49,11-14)
Ofiara składana Bogu jest składana w dziękczynieniu, w przeciwnym razie jest bezużyteczna.
Całe życie starożytnego Izraela można słusznie postrzegać jako ekonomię dziękczynienia. System dziesięciny, czyli oddawania Bogu dziesiątej części majątku, nie jest systemem płatności, „czynszu” płaconego niebiańskiemu Gospodarzowi. To ofiara dziękczynna, akt komunii, dzielenie się z Bogiem samym życiem tej ziemi. Bóg i Izrael mieli komunię w tej ziemi – coś, co prawdziwie czyni ją ziemią obiecaną.
System szabatu, jeśli jest właściwie przestrzegany, ma ten sam charakter. Dzień szabatu reprezentuje czas Boży, oddzielony od pracy. Zarabianie ustaje. Sam czas staje się aktem dziękczynienia. Bardziej radykalna praktyka roku szabatowego pokazuje, jak głęboka miała być natura tej komunii. Ziemia wtedy, w siódmym roku, odpoczywała. Długi były umarzane. Uwalniamy innych z ich więzów, ponieważ Bóg uwolnił nas od naszych. Byli niewolnicy nie powinni tworzyć nowych niewolników – byłby to akt negujący dziękczynienie.
Nie zaskakuje mnie jednak to, że teoria karnej substytucji zadośćuczynienia cieszyła się tak dużą popularnością kulturową na przestrzeni wieków. Zadomowiła się w kulturze karnej – kulturze długów i kar. Dobrzy, pracowici, pilni i oszczędni - prosperują i królują. Leniwi, słabi i rozrzutni - popadają w coraz głębszą nędzę, gnani własnym grzechem. Wielu poprawia ten model we współczesnej kulturze, ale pozostaje on strukturalnym sednem naszego życia.
Prawda o odkupieniu, o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, nie ma miejsca w takiej strukturze. Jego śmierć nie jest zapłatą w świecie płatności – ostateczną ofiarą, na którą nie byłoby nas stać. Jest raczej podeptaniem całego świata płatności, zburzeniem największego długu ze wszystkich: śmierci. Ofiara Chrystusa nie jest jak krew wołów i kozłów, tylko ludzka. Jest Życiem wylanym na śmierć, dziękczynieniem triumfującym nad koniecznością. Każdy akt dziękczynienia jest komunią w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Z tego powodu wdzięczni są zdolni do zbawienia – ponieważ dziękczynienie ukazuje prawdziwy, fundamentalny kształt zbawienia.
Wszystko to sprawia, że od najdawniejszych czasów ofiarowanie Ciała i Krwi Chrystusa znane jest jako Eucharystia („dziękczynienie”). To jest Dziękczynienie. Gdyby tak nie było, Kościół nazwałby ten najważniejszy akt swojego życia inaczej: Wieczerzą Pańską lub Komunią Świętą. Są to późniejsze nazwy nadane w celu odróżnienia kultu protestanckiego od katolickiego. Słowo „Eucharystia” powraca jednak do powszechnego użycia. Prawdziwie znaczące stanie się to, gdy Eucharystia (dziękczynienie) powróci do chrześcijan jako sposób życia.
Treści naszego codziennego życia powinny mieć więcej wspólnego ze starotestamentową myślą o szabacie niż z teoriami Adama Smitha, Miltona Friedmana, Maynarda Keynesa i im podobnych. Kiedy bowiem pracujemy z powodu innego niż dziękczynienie, trudzimy się jak niewolnicy, związani tym, co postrzegamy jako konieczne. Chrystus pragnie nas uwolnić od takiej niewoli:
Jeśli zaś trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, Bóg tak przystraja, czyż nie o wiele więcej was, małowierni? Nie martwcie się więc, mówiąc: Co będziemy jedli lub co pili, lub w co się przyodziejemy? Tego wszystkiego bowiem poganie poszukują. A przecież Ojciec wasz niebiański wie, że potrzebujecie tego wszystkiego. Szukajcie nade wszystko Królestwa Bożego i sprawiedliwość jego, a to wszystko będzie wam przydane (Mt 6,30-33)
To nie jest przykazanie Chrystusa, aby zaprzestać pracy. To przykazanie, aby pracować właściwie. Nasza praca jest słuszna i dobra, gdy wykonujemy ją w jedności z Bogiem, a to czynimy przede wszystkim w dziękczynieniu. Istota dziękczynienia wyklucza poczucie uprawnień – bo któż dziękuje, jeśli to, co ma, jest czymś, do czego ma prawo? Moja praca, mój spryt, moje inwestycje nie dają mi prawa do bogactwa. Bo jeśli dają mi prawo do bogactwa, to dlaczego miałbym być wdzięczny za to, co mam?
Wręcz przeciwnie, Chrystus daje nam wszystko: „Wszystko pochodzi od Ciebie, Panie, i z Twojej własności Tobie oddaliśmy”. I „To, co Twoje, od Twoich, Tobie przynosimy, za wszystkich i za wszystko”. Jeśli wszystko, co posiadam, jest darem, za który dziękuję, środkiem komunii z Bogiem, to dlaczego miałbym żałować dzielenia się nim z kimkolwiek? W istocie akt dzielenia się sam w sobie jest podstawową i nieodłączną częścią dziękczynienia. Dajemy innym, ponieważ to, co mamy, zostało dane nam. Podobnie jak Izrael, mamy wspólnotę ze wszystkimi, którzy są obcy dobrom tego świata, bo i my kiedyś byliśmy obcymi:
Nie będziesz uciskał cudzoziemców, gdyż znacie życie cudzoziemców, bo sami byliście cudzoziemcami w Egipcie. (Wj 23, 9)
Dziękczynienie nie jest czynnością moralną: podobnie jak komunia, jest sposobem istnienia. Nie ma chrześcijaństwa, które nie obejmowałoby dawania jałmużny. Dzielenie się należy do ontologii wiary.
I o dobroczynności, i o społeczności nie zapominajcie, takie bowiem ofiary są przyjemne Bogu. (Hbr 13, 16)
Chwała Bogu za wszystko!
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: Adam Matyszczyk /cerkiew-sokolka.pl/