publicystyka: Nasze rany - nasza siła
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Nasze rany - nasza siła

o. Charalampos (Papadopulos) (tłum. Justyna Pikutin) , 22 listopada 2025

Boże, uchroń nas przed tym, co kiedyś widziałem na własne oczy. Wiecie, że jako kapłani często odwiedzamy ludzi w ich domach, gdy przed śmiercią ich dusza nie może rozstać się z ciałem. Widziałem kobietę, która cierpiała przez kilka dni, a jej dusza wciąż nie odchodziła. Doszło do tego, że rzuciła się przede mną na kolana, wkładała rękę do ust, aby... wyrwać stamtąd duszę – tak straszna była jej agonia, i dopiero gdy odmówiliśmy nad nią modlitwę o rozłączenie duszy i ciała, uwolniła się i zaznała spokoju.

Dzieje się tak dlatego, że namiętności trzymają nas w ziemskiej rzeczywistości, a nie mówimy tu o zwykłych ludzkich słabościach, ale o wadach, w których współdziałaliśmy z diabłem. Nienawiść, złośliwość, kiedy oczerniasz kogoś, szargasz jego imię, depczesz tylko po to, abyś zwyciężył ty i twój egoizm. To są ciężkie grzechy. Dlatego pamiętajcie, że wszystko jest tymczasowe i nadejdzie taki moment, kiedy wasza dzisiejsza próba minie.

Przypominam sobie starca Bazylego (Gondikakisa) [1], jak pewnego razu, podczas jego wykładu, wstał pewien młody człowiek i powiedział do niego:
– Ojcze, nie wierzę w Boga! Twoje wykłady są dobre, ale ja po prostu nie wierzę w Boga!
Starzec odpowiedział mu:
– To nic strasznego, stój tam, gdzie jesteś, a Bóg wie, co robić dalej.
To znaczy, że teraz przechodzisz przez trudny etap.
Inny mówi:
– Ojcze, nie mogę się modlić!
– Nic strasznego! Idź tam, gdzie się modlisz, i stój w milczeniu, nic nie mów, tylko: „Chryste, przyniosłem Ci tutaj to, co mi pozostało. Przyniosłem Ci całe swoje życie z krwawiącymi ranami. Nie mam nic, co mógłbym Ci dać, i nawet nie wiem, co Ci powiedzieć, o co prosić, jakie słowa wypowiedzieć...”.

I stój tam. To nic strasznego, stój i czekaj. Ucz się czekać na zmiany, na łaskę, ucz się czekać na łaskę Ducha Świętego, a ona nadejdzie.

Musimy zrozumieć jeszcze jedną rzecz: ciągle protestując przeciwko temu, co dzieje się wokół nas, niczego nie zmienimy. Są wśród nas ludzie, którzy protestują przez całe życie. Ale to nic w nich nie zmieniło.

To zrozumiałe: przyzwyczaiłeś się protestować, ale czy naprawdę nie masz dość? Czy naprawdę nie widzisz, że to nie prowadzi do niczego dobrego? Nie zmienia twojego życia? Spróbuj dokonać jakiejś zmiany. Nie możesz? W takim razie pozostań otwarty na zmiany, bo przecież nie jesteś na nie otwarty. Nie pojawiają się one w twoim życiu, ponieważ je blokujesz, blokujesz je podświadomie. Dlatego się nie pojawiają.

Powierzchownie mówimy: „Chryste, kocham Cię!”, ale w rzeczywistości Go nie kochamy. Nasza dusza ma bowiem warstwy. Znasz warstwy wierzchnie i nimi mówisz: „Chryste! Chcę uwolnić się od tej namiętności!” – a z głębi twoje „ja” sprzeciwia się: „Nie ruszaj jej, niech zostanie, to nic strasznego, żyje mi się z nią bardzo dobrze”.

Nie chcesz się jej pozbyć, ponieważ nie nauczyłeś się żyć inaczej, to znaczy duchowo. Starzec Emilian mówi, że gniewny człowiek nie chce uwolnić się od swego gniewu, ponieważ wydaje mu się, że tylko z gniewem może żyć. Mówi sobie: „Jeśli nie będę miał gniewu, wszyscy zaczną mnie wykorzystywać. Jeśli nie będę krzyczał na żonę, ona mnie zdominuje! Jeśli nie pokażę swojej władzy podwładnym, oni wejdą mi na głowę”.

Dlatego otwórzmy się na zmiany, ponieważ nie następują one z powodu tego, że sami nieświadomie je blokujemy.

Jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać w trudnych chwilach: nasze rany i traumy, choć może to zabrzmieć paradoksalnie, są naszą siłą. Rany - to nasza siła. Franz Kafka mówi: „Jedynym bogactwem mojego życia i mojej egzystencji są moje rany”. To mój posag. Dzięki nim uczę się, dojrzewam, rozwijam się, staję się mądry i uświęcony.

Jeśli się dobrze przyjrzeć, można zauważyć, że za twórczością każdego artysty kryje się jakaś rana. Nikt nie stworzył ani nie namalował czegoś wartościowego w innym celu, jak tylko po to, by wyrwać się ze swego piekła, i żaden chrześcijanin ani człowiek w ogóle nie poświęcił się modlitwie w żadnym innym celu, jak tylko po to, aby uwolnić się ze swego piekła. A na czym polega sekret świętych? Na tym, że wzięli swą ciemność, swoje rany od samego dzieciństwa i wypełnili je światłem. Oto na czym polega przemiana.

Jak mówi święty Porfiriusz, panuje w nas ciemność, ale nie pozostawaj w ciemności, nie zaglądaj w ciemność i nie grzeb w niej. Otwórz się, aby weszło w ciebie światło, aby przyszedł Chrystus. To ważne: nie zajmuj się cały czas grzechami, diabłem. Przecież częściej mówimy o szatanie niż o Chrystusie. Nie mówimy o Chrystusie, o świetle, raju, Duchu Świętym, radości Ducha Świętego, o pokoju, pięknie, ale zawsze grzebiemy w czymś innym. Popełniłeś grzech, upadłeś? Zapomnij o tym, nie zagłębiaj się w to, ale idź ku Światłości. Pomódl się na czotkach, wyjdź na ulicę, aby spotkać kogokolwiek, wybierz się na łono natury i nie pozostawaj w ciemności.

Dlaczego więc tam pozostajemy? Ponieważ nasze „ja” jest zranione tym, że upadliśmy i nasz wizerunek w naszych własnych oczach uległ zniszczeniu; nasze wyidealizowane wyobrażenie o własnym „ja” runęło, ponieważ przez cały czas myśleliśmy, że jesteśmy wspaniali, silni, potężni, najlepsi, najświętsi. A teraz nie możemy pogodzić się z tym, że popełniamy takie grzechy i zaczynamy się skupiać na ich opłakiwaniu. Egoizm utkwił w tobie, ponieważ gdyby twoja dusza naprawdę płakała w Chrystusie, to poszedłbyś do Chrystusa, a nie grzebał w złu, które będzie cię drogo kosztowało, jeśli będziesz się w nim cały czas grzebał.

Dlatego nie możemy pozwolić, aby to wszystko nas przerażało. Możecie zauważyć, że często powtarzamy charakter i zachowanie naszych rodziców, reagujemy na problemy, choroby tak samo, jak reagowali nasi rodzice. A co to oznacza? To, że w nas kręcą się jakieś kasety, które w pewnym momencie musimy wymazać i nagrać na nowo w Chrystusie, aby nie powtarzać automatycznie obcych nawyków.

Kiedy jesteś mały, mówisz: „Kiedy dorosnę, na pewno nie będę postępował tak jak tata i mama, która była taka małoduszna, niepewna siebie i wszystkiego się bała” – a potem postępujesz dokładnie tak samo, jeśli nie gorzej. Ponieważ w tobie jest zapisana ta kaseta, ten mechanizm, te reakcje. Jeśli je zmienisz, sam się zmienisz.

Przeczytam wam fragment z mojego ulubionego starca Emiliana z Simonopetry[2], który powiedział coś niezwykłego na ten temat. Mówiąc o tym, czego nie można przewidzieć, pisze:
„W naszym życiu zawsze będzie się działo coś nieoczekiwanego. Wstępujesz do klasztoru, aby prowadzić życie duchowe, a w klasztorze spotykasz złych ludzi. Nie spodziewałeś się tego. Idziesz do cerkwi i widzisz tam ludzi z trudnym charakterem. Nie spodziewałeś się tego. Myślałeś, że wszystkie te miejsca okażą się idealne. A okazało się coś nieoczekiwanego. Chcesz dostać celę w tym skrzydle klasztoru, gdzie nie ma wilgoci, osiedlasz się tam i odkrywasz, że morze wywołuje u ciebie alergię. Idziesz i prosisz: „Chcę inną celę, geronda”. I tak nie możesz cieszyć się niczym ani w dzień, ani w nocy. Myśl natychmiast podpowiada ci: „Wstań i odejdź”. I to też jest coś nieoczekiwanego. Albo podchodzę do ciebie z myślą, że jesteś dobrym człowiekiem, a w rezultacie widzę, że wcale taki nie jesteś”.
– Kiedy wychodziłam za mąż, nie byłeś taki, teraz jesteś zupełnie inny.
– Ożeniłem się z tobą, kiedy byłaś miła, a teraz jesteś jakaś zgorzkniała.
Ale nie zapytasz: dlaczego stała się zgorzkniała? Tymczasem nie zaszkodziłoby zadać sobie pytanie: „Dlaczego stała się zgorzkniała, dlaczego straciła swą słodycz? Może dlatego, że ja też miałem w tym swój udział? Teraz nie ma żadnych pragnień, choć wcześniej tak bardzo chciała, żebyśmy jeździli na jakieś wycieczki, chodzili na spacery. A teraz nie chce nawet wyjść na ulicę. Dlaczego?”.

„Ciągle spotykają nas nieoczekiwane sytuacje, ponieważ mamy swoje pragnienia i wymagania” – pisze starzec Emilian.

To znaczy, że chcemy kontrolować wydarzenia, chcemy, aby były takie, jak sobie je wyobrażamy, ponieważ uważamy, że wiemy, co będzie właściwe i pożyteczne, i myślimy: „Abym był szczęśliwy, wszystko musi być tak jak tego chcę”. A jeśli tak nie jest? Wtedy się złościmy. Ponieważ nie ufamy Bożej Opatrzności, nie myślimy o tym, że Bóg wie coś, czego my nie wiemy.

„To, co nieoczekiwane, jest sprzeczne z wolą Bożą i naszymi pragnieniami, dlatego wydaje nam się nieoczekiwane. A tak naprawdę nie jest to wcale nieoczekiwane”.

Wielokrotnie widzieliście, jak jakaś drobnostka staje się bardzo ważna i już nie decydujecie się wsiąść do taksówki, na statek, do samolotu, nie idziecie na jakieś spotkanie – albo idziecie i zmienia się całe wasze życie. Poszedłeś tam, poznałeś człowieka, a on zaproponował ci pracę. Albo nie poszedłeś i w ten sposób uniknąłeś jakiegoś niebezpieczeństwa. W życiu nie ma przypadków.

To, o czym Cerkiew mówiła od wieków, potwierdza dziś współczesna fizyka kwantowa, która uczy, że mamy do czynienia z całym wszechświatem prawdopodobieństw. To znaczy, schodzę po schodach i mam mnóstwo możliwości: upaść, poślizgnąć się, stoczyć się, potknąć się, zejść normalnie. Bóg - jak mówi św. Jan z Damaszku - zawsze wybiera najlepsze dla nas prawdopodobieństwo[3]. Po prostu nie możemy od razu zrozumieć, co się stało, ale po latach puzzle układają się w całość i w końcu zaczynamy rozumieć, dlaczego wtedy coś takiego wydarzyło się w naszym życiu.

„Człowiek kochający Boga spodziewa się wszystkiego i mówi: „Niech się stanie wola Boża!”. Czy zacznie padać deszcz, burza, grad, grzmoty? – „Niech będzie błogosławione imię Pana”. Te wydarzenia są kosztowne dla naszego cielesnego myślenia, dlatego uważamy je za nieoczekiwane.

Aby nie denerwować się i nie martwić za każdym razem, aby nie przejmować się i nie stwarzać sobie problemów, spodziewaj się wszystkiego, aby być w stanie przetrwać wszystko, co nadejdzie. Zawsze mów: „Witaj, chorobo! Witaj, niepowodzenie! Witaj, cierpienie!”

To trudne, ale trzeba to zrobić, aby dostrzec, co kryje się za chorobą i pokusą. A jeśli nie potrafię tego dostrzec – wtedy muszę wykazać się cierpliwością i mieć nadzieję, że kiedyś jednak zobaczę, co za tym stoi. „To przyniesie ci łagodność, bez której nie możliwe jest jakiekolwiek życie duchowe”.

o. Charalampos (Papadopulos) (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/

***
[1] Archimandryta Bazyli (Gondikakis) urodził się na Krecie w 1936 r. W wieku 29 lat przyjął śluby zakonne na Świętej Górze Athos, przez 37 lat pełnił posługę przełożonego klasztoru Stavronikita (1968–2005), a następnie został przełożonym klasztoru Iwerskiego. W 2010 roku uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, ale nadal pełnił swą posługę monastyczną i pisał pożyteczne artykuły i książki. Zmarł 25 września 2025 r. na Górze Athos.

[2] Schiarchimandryta Emilian (Wafidis; 1934–2019) przez 12 lat był przełożonym klasztoru Wielki Meteor (1961–1973), a następnie przez 26 lat – przełożonym Klasztoru Zwiastowania Metochionu Monasteru Simonopetra w Ormilii (1974–2000).

[3] Zob.: Jan Damasceński, czcigodny. Dokładne przedstawienie wiary prawosławnej. Księga 2, rozdz. 29.