publicystyka: Śpiewać jak rzeka
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Śpiewać jak rzeka

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 21 listopada 2025

Staliśmy, patrząc na rzekę rwącą wśród skał – rześki poranek w górach Karoliny Północnej, rzadkie miejsce na Boską Liturgię. Tradycja Kościoła na ogół głosi, że nabożeństwa takie jak Boska Liturgia odbywają się w pomieszczeniach, w cerkwi. Istnieją wyjątki. W klasztorach na całym świecie nie jest niczym niezwykłym, że duże święto odbywa się na świeżym powietrzu, aby pomieścić liczne rzesze uczestników. Ale takie wydarzenia są wyjątkowe. W zeszłą niedzielę rano był wyjątek – była to liturgia dla licznego tłumu, który uczestniczył w prawosławnych rekolekcjach kempingowych w górach Karoliny Północnej. Moja parafia była wśród nich.

Liturgia ta ma charakter antyfonalny – słowa, muzyka i czynności liturgiczne spotykają się z nieustanną reakcją otaczającej ją natury. W istocie, natura nie tyle „gości” liturgię, co raczej włącza się w samą liturgię.

W Piśmie Świętym jest wiele przykładów, które mówią o stworzeniu oddającym chwałę Bogu. Traktowanie takich wersetów jako zwykłej metafory lub antropomorfizacji byłoby poważnym błędem. Oczywiście, we współczesnym świecie nierzadko zdarza się, że ludzie wyobrażają sobie siebie jako jedyne świadome istoty, wpatrując się w niebo i zastanawiając się, czy istnieje jakaś inna możliwa forma życia. Nie rozumiemy stworzenia, w którym żyjemy, ponieważ nie rozumiemy samych siebie.

Jesteśmy myślącą materią, zbudowaną z tego samego materiału, co wszystko wokół nas. I choć możemy wiele powiedzieć o aktywności naszego mózgu, nie potrafimy w żaden sposób przetłumaczyć ani nawet skorelować tej aktywności z tym, czego doświadczamy jako myśli. To sama myśl została przez nas zmitologizowana i błędnie wyobrażona. Z tą samą niemocą wyobraźni nie rozumiemy fundamentalnej wspólnoty wszystkich stworzonych rzeczy ani całkowicie kosmicznej natury stwierdzenia, że Bóg „stał się ciałem i zamieszkał wśród nas”.

Słyszymy własne głosy, ale nie rozpoznajemy ich pokrewieństwa z każdym innym dźwiękiem wokół nas. Dźwięk mojego głosu i szum rzeki należą do tej samej kategorii zdarzeń.

Powieści fantasy często lepiej to oddają. Drzewa mówią, a zwierzęta dyskutują między sobą. Myślimy sobie: „A co, gdyby drzewa naprawdę potrafiły mówić?”. Ale nigdy nie myślimy: „A co, gdybyśmy naprawdę umieli słuchać?”.

Większość ludzi byłaby bardzo zaskoczona, gdyby dowiedziała się, że rośliny mają duszę. Zgodnie z tradycyjną nauką Kościoła (która mocno czerpie z Arystotelesa), rośliny mają „duszę wegetatywną”, która obejmuje ich dążenie do rozmnażania się i życia. Dusza ludzka również posiada ten sam element, nazywany przez niektórych „duszą wegetatywną”, a także element irracjonalny i element racjonalny. Żaden z tych podziałów nie jest dogmatem i mogą być nieco przestarzałe i zakorzenione w starszych filozofiach. Warto jednak zauważyć, że Tradycja całkiem swobodnie myśli o „duszy” nawet u roślin.

Jestem przekonany, że większość współczesnych ludzi, a na pewno współczesnych chrześcijan, wyobraża sobie duszę jako coś odrębnego od ciała i synonim „myślenia”. To świadomość utożsamiamy z jaźnią, pomimo jej sporadycznego zaniku. Jestem również przekonany, że to rozumienie jest w dużej mierze błędne. Wcześniej opisałem nas jako „myślącą materię”. To, że takie określenie brzmi jak sprzeczność, oksymoron, mówi po prostu coś o tym, jak rozumiemy materię i jak rozumiemy myśl. Podejrzewam, że mylimy się w obu kwestiach.

Tajemnica wiary chrześcijańskiej i wiary w duszę nie tkwi w koncepcji myślącej materii. Znajduje się ona raczej w koncepcji jakiejkolwiek ludzkiej myśli lub świadomości, która nie jest materialna. Istnienie duszy poza ciałem (po śmierci) jest czystym cudem i wykracza poza wyobraźnię. To coś, co tylko Bóg umożliwia. Nie leży w naturze duszy istnienie poza ciałem. „Nieśmiertelność duszy” to stwierdzenie tego, co Bóg dla nas czyni, a nie stwierdzenie wrodzonej właściwości duszy.

Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście, a i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju (Mdr 3, 1-3)

Jak drzewo tęskni za wodą i zapuszcza korzenie, by jej szukać, tak samo tęskni za Bogiem, w którym żyje, porusza się i jest. Pragnienie Boga przez drzewo różni się od naszego pragnienia Boga tym, że nie ma w nim elementu „racjonalnego”. Ale pragnienie pozostaje. Nie mówimy o skałach mających duszę („dusza” oznacza „życie” czegoś i dlatego odnosi się jedynie do rzeczy „żyjących”). Niemniej jednak istnienie wszystkich rzeczy stworzonych „zmierza” ku Bogu. Święty Paweł opisuje to jako „jęk w bólach porodowych” (Rz 8, 22).

Ojcowie często wskazują na ludzką racjonalność jako na doskonałość, która stawia nas ponad resztą stworzenia. Jednak we współczesnej myśli wydaje się, że myślimy, iż w jakiś sposób różnimy się od reszty stworzenia, mając z nim jedynie niewiele wspólnego. W rzeczywistości jednak nasze myśli nie tyle różnią się od myśli innych części stworzenia (zwłaszcza zwierząt wyższych), co są po prostu bardziej rozwinięte.

Tendencja do przypisywania naszych „wyższych” zdolności czemuś wykraczającemu poza naszą materialność niebezpiecznie zbliża się do traktowania naszej materialności jako jedynie drugorzędnej w naszym życiu. W naszym życiu rzeczywiście istnieje transcendentna jakość, ale nasza materialność nie jest pomijana w swojej transcendencji. Materialność naszego istnienia, o ile nam wiadomo, jest zawsze obecna w każdej myśli i doświadczeniu w naszym życiu. Nie jesteśmy aniołami.

Współczesne podejście do świadomości i ludzkiego ciała (szczególnie to, które można znaleźć wśród współczesnych chrześcijan) często przynależy do „dwupoziomowego wszechświata”. Zakładamy, że nasze myśli i uczucia są „duchowe” (a nie materialne), podczas gdy nasze ciała nie. To nonsens i straszliwe wypaczenie klasycznego chrześcijańskiego światopoglądu.

To rozumienie należy do ciągle zmieniającego się świata niesakramentalnego chrześcijaństwa, którego wersja człowieczeństwa w dużej mierze zaczerpnięta jest ze świata popularnej psychologii i poradników. Reformatorzy w XVI wieku porzucili wcześniejsze rozumienie duszy trójdzielnej i opowiedzieli się za prostym modelem, w którym dusza ludzka składa się z rozumu i woli. Była to abstrakcja podatna na zniekształcenia (ale idealnie dopasowana do konsumpcjonizmu).

Święty Maksym Wyznawca opisał szereg biegunów: męski/żeński; cywilizacja/raj; ziemia/wszechświat; widzialny/niewidzialny; stworzony/niestworzony. Warto zauważyć, że nie postulował on biegunowości między myślą a materią. Myśl należy do świata materii.

Pomimo licznych krytyk współczesnego „materializmu”, nie wierzymy w nic takiego. Współczesny świat hołduje fałszywemu sentymentalizmowi. Jest niewystarczająco materialistyczny. Klasyczne chrześcijaństwo to prawdziwy materializm, odsłaniający godność stworzonego porządku, która nigdy nie wkracza w sentymenty współczesnego umysłu. Nasz współczesny grzech i porażka nie polegają na nadmiernym umiłowaniu rzeczy materialnych – raczej kochamy je za mało i w niewłaściwy sposób. Kochamy nasze wyobrażenia o rzeczach i nasze uczucia wobec nich. Nic nie jest zatem kochane samo w sobie, lecz jedynie ze względu na uczucia wynikające z jego niewłaściwego użycia.

Uwielbienie Boga jest prawdziwie kosmicznym wydarzeniem, czymś, co jest zjednoczonym i harmonijnym głosem wszystkich stworzonych rzeczy. Sama pieśń jest materialną ofiarą. Albo śpiewamy w tej harmonii i w jej tonacji, albo śpiewamy źle. W chórze nie ma solistów.

Chwała Bogu za wszystko i ze wszystkim!

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: palavos /orthphoto.net/